Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza
- Автор: Вегнер Роберт М.
- Серия: Opowieści z meekhańskiego pogranicza #4
- Год: 2015
- Язык: польский
- Год: satan
- ISBN: 9788364384257
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza». Краткое содержание книги:
– Więc zignoruj je, jeśli się ośmielisz.
Uśmiech zgasł.
– Tak już lepiej. Zbyt dobrze cię znam, by to zrobić. Czego chcesz?
– Wiedzy. Co dokładnie stało się na Stepach?
– Nie wiem. Ale się dowiem. Wysłałam już tam Labayę. Fala idzie dalej, budząc wszystko, co ma uszy. Ale jeśli to ona, będę wiedzieć.
– I co zrobisz? Co zrobisz, jeśli to ona? Staniesz przodem czy tyłem?
– Och, staniesz przodem czy tyłem… Nie masz pojęcia, jak długo nie słyszałam tego pytania. A jeśli stanę z boku i popatrzę?
– Jak zwykle. – Kanayoness pokiwała głową i odwróciła się do nagrobka. – Niczego innego się nie spodziewałam. Powiesz mi, co ci jeszcze powiedziała?
– Kto?
Pani Nieszczęścia stanęła przodem do płyty z inskrypcją. Przez cmentarz powiał lekki wiaterek, jakby olbrzym powoli wypuścił powietrze zbyt długo trzymane w płucach.
– Ona. Gdy spotkałaś ją pierwszy raz. Do mnie nie odezwała się słowem, ale z innymi rozmawiała, wiem to. Co ci jeszcze powiedziała, oprócz obelgi? Bo musiała coś powiedzieć.
– Po co ci to?
– Zbieram jej słowa, chcę je pamiętać. Pamiętać wszystkie jej słowa, by poznać ją samą. Powiedz… proszę.
Olbrzym znów wstrzymał oddech.
– Powiedziała… – Starsza kobieta zacisnęła dłonie w pięści, po chwili z wyraźnym trudem rozprostowała palce. – Powiedziała… Krawędź tarczy też może zabić.
Rozdział 6
Przebudzenie było zwyczajne, normalne i bezbolesne. Przykryty cienkim kocem Altsin leżał na łóżku w pokoju, w którym spał przez ostatnie noce, nie miał zawrotów głowy, nie śmierdział nieprzetrawionym winem i nic go nie bolało.
Pamięć zadziałała bez zarzutu. Usłużnie podsuwała obrazy uczty, dziedzińca pełnego gości, cieni rzucanych przez roztańczone pochodnie, kłócących się wiedźm…
Dalej nic. Ściana. Pamiętał chwilę, w której ta stara uzyskała przewagę nad młodszą, właściwie zmiażdżyła ją, a potem… Odbił się raz i drugi. Nic. Ciemność. Nie wypił przecież aż tak dużo, dwa kubki, nie więcej. Może to, że przez cały wcześniejszy dzień chorował, sprawiło, że wino zadziałało mocniej niż zazwyczaj i tak nagle uderzyło mu do głowy?
Podniósł się powoli, oczekując, że przyczajony kac wskoczy mu na plecy, ale nie, nie poczuł nawet najmniejszego zawrotu głowy. Jeśli teraz wstanę i przeniknę przez drzwi, pomyślał, to wszystko się wyjaśni. Najpewniej jestem martwy i teraz jako duch będę nawiedzał okolicę.
Nagi.
Pod kocem nie miał nic na sobie. Nawet skarpet. Za to jego ciało… kostki i kolana wyglądały jak sine piłki, brzuch był wzdęty, a dłonie tak opuchnięte, że nie mógł zacisnąć pięści.
Gdy tak stał i jak dureń gapił się na swoje ręce, drzwi otworzyły się i weszła ona. Starucha.
Śmignął w stronę łóżka, owijając się kocem niczym togą, i zamarł, a uszy wypełnił mu cichy chichot.
– Ech, chłopcze, chłopcze. Mam dziewięćdziesiąt osiem lat i widziałam już mężczyzn w każdym wieku i z każdej rasy, jaka chodzi po świecie. Wspominałam, że popłynęłam kiedyś statkiem aż na Dalekie Południe? Do krain, gdzie płonie Oko Pana Ognia? – Podreptała do stojącego pod ścianą trójnogiego taboretu i klapnęła na niego ciężko. – Ooooj. Słyszysz, jak skrzypią mi kolana? Uffff. O czym ja to… aaa, widziałam mężczyzn białych, brązowych i czarnych. A także sinych, gdy zmarzli, czerwonych, gdy poparzyło ich słońce, i żółtych, kiedy skręcała ich choroba. Większość z nich była nago, więc niczym mnie nie zaskoczysz ani nie urazisz, tym bardziej że to ja kazałam cię przynieść tu i rozebrać. Obejrzałam sobie każdy cal twojej skóry… tak, tam też.
Odczekała chwilę.
– No proszę, nie zaczerwieniłeś się ani nie zbladłeś. A może bardziej niż własna nagość zdumiewa cię to, że mówię w meekhu? Zaskoczony? A kto pozwolił twojemu przeorowi zobaczyć Dolinę Dhawii? Jakoś musieliśmy się dogadać – uśmiechnęła się ładnie – a jego poprzednik był pustogłowym fanatykiem pragnącym wszystkich nawracać, choćby siłą. Chciałam, żeby Enroh zrozumiał, obok czego żyje. A on, dzięki Losowi, okazał się wyjątkowo mądry, więc nie musiałyśmy go… zwolnić ze stanowiska. Jak poprzedniego przeora. Czy mój monolog… bo to właściwe słowo, prawda? Po meekhańsku monolog to takie gadanie do ściany i samego siebie. No więc czy mój monolog cię nie nudzi? Widzę, że aż kipisz od pytań.
– Zabiłyście go?
– Ha. – Puściła do niego oko. – Będziesz krążył wokół tego, co cię trapi, jak lis wokół szczurzego truchła śmierdzącego trucizną, hm? Nie. Wystarczyło zagrozić Radzie Kamany, że przyciśniemy ich karawany. A oni użyli swoich wpływów na kontynencie i zmieniono przeora. A ponieważ nowy okazał się mądry i rozsądny, daliśmy też znać, że chcemy, by został. To stare dzieje. No, czekam na następne pytanie.
Altsin poprawił się na łóżku i okrył szczelnie kocem, ignorując rozbawiony uśmieszek wiedźmy. I nagle, jakby ten prosty ruch odblokował coś w jego głowie, poczuł ból. Między żebrami, pod żuchwą, w kolanach i łokciach. Na razie dał się wytrzymać, ale niósł zapowiedź wielu dni cierpienia.
– Gdzie moi towarzysze?
– Odpoczywają. Twierdzili, że już wcześniej miałeś takie ataki i że nie jest to zaraźliwe. Z czym się zgodzę.
– Bo kazałaś mnie rozebrać?
– Och nie. – Machnęła ręką. – To zrobiłam dla przyjemności. Wiesz, w moim wieku rzadko się trafia taka gratka. Zazwyczaj muszę najpierw pozbawić mężczyznę przytomności, żeby potem obejrzeć go nagiego.
Przerwała, obserwując go z lekko przechyloną głową. Jak sroka przyglądająca się żukowi.
– I dalej nic. Żadnych rumieńców. Albo straciłam talent, albo niełatwo cię zawstydzić. Wiesz, co tak naprawdę zaszło?
– Jestem chory. – Postukał się palcem w skroń. – O tu. Czasem miewam takie ataki. Tracę przytomność.
W otoczonych zmarszczkami oczach pojawiło się rozbawienie.
– Ale ty nie straciłeś przytomności, chłopcze. Wręcz przeciwnie. Bardzo nam się ożywiłeś. Zacząłeś wrzeszczeć, wymachiwać rękami, płakać i przeklinać na zmianę. I używałeś dziwnych języków, niektórych świat nie słyszał od bardzo dawna. Potem padłeś na ziemię i zacząłeś się rzucać jak w ataku padaczki. A gdy moja… hm, młodsza siostra kazała swoim strażnikom cię schwytać… no cóż, jednemu pewnie ręce zrosną się za jakiś czas, a drugi nadal nie odzyskał przytomności. Dopiero twój przyjaciel, ten olbrzym z południa, dał radę cię poskromić, choć jak dla mnie po prostu jakaś część ciebie nie chciała zrobić mu krzywdy, i wtedy twoje ciało… odłączyło się od umysłu. I to był koniec uczty. – Rozbawienie znikło, pojawiła się powaga. – Kazałam cię tu przynieść i rozebrać… nie dla przyjemności starej kobiety, ale dlatego, że gdy łamałeś ręce jednemu z jej strażników, Euruvi rzuciła na ciebie czar. Czar powinien cię przycisnąć do ziemi, rozpłaszczyć niczym żabę przydepniętą butem…
Powaga przeszła w skupienie i Altsin nagle zobaczył wokół kobiety mgiełkę. Jakby powietrze w jej pobliżu było gęstsze i chłodniejsze niż w pokoju. Usłyszał szelest za drzwiami, przyspieszone oddechy, zgrzyt żelaza ocierającego się o żelazo.
Spojrzał w tamtą stronę z taką uwagą, jakby na rzeźbionych deskach ukazał się korowód nagich dziewcząt.
– Jeśli będą próbowali wpaść tu wszyscy naraz, to utkną w drzwiach i zrobią sobie krzywdę – wychrypiał, bo nagle zaschło mu w gardle, a ból w piersi przeszedł w duszność.
– Dlatego kazałam im wchodzić po dwóch. Jeśli zawołam. Ale to tylko na wypadek, gdybyś znów miał atak. Żaden z nich nie zna jednak języka Imperium, więc możemy rozmawiać swobodnie. Ten czar… znikł. Jakby wpadł w wielką dziurę. Przekonałam Euruvi, że to moja sprawka, bo inaczej kazałaby cię zabić na miejscu, a potem obejrzałam sobie ciebie całego, szukając znaków, no wiesz, specjalnie zrobionych blizn, tatuaży, wypalonego piętna, czegoś, co mogłoby świadczyć, że zabawiałeś się kiedyś z dziwnymi rzeczami. A tu nic. Tych kilka szram, jakie nosisz, to ślady po normalnych ranach, nawet ta wielka na barku, która zapewne czasem daje ci w kość. Za to twoje stawy zrobiły się czarne, masz kilka siniaków w dziwnych miejscach, opuchliznę pod pachami i na szyi. To się dzieje z ludzkim ciałem, gdy używa Mocy w nadmiarze. Istnieje granica wytrzymałości każdego czarownika.