Zaginiona Ewangelia
- Автор: Уоллес Ирвин
- Язык: польский
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «Zaginiona Ewangelia». Краткое содержание книги:
Randall oczekiwał, że posypią się nań gromy, lecz spotkało go rozczarowanie. De Vroome kiwał tylko głową i Randall czułby, że w swoim dramatyzmie wyszedł na idiotę, gdyby nie jedna rzecz, która paliła go do żywego. De Vroome zaatakował ludzi, którzy nie mogli się bronić – Jeffriesa, Wheelera, Lori Cook, Henniga, Auberta, nawet Angelę i jej ojca. Człowiek, który POLECIŁ zwracać się do siebie dominus, mistrz, okazał się bezwzględny i mściwy. Randall uznał, że nie musi się wstydzić swego wybuchu.
– Uczciwe postawienie sprawy – stwierdził de Vroome. – Nie mam zamiaru pana przekonywać do siebie i do naszej idei, nie będę powtarzał, jak bardzo się pan myli co do ludzi, których pan tak lojalnie broni. Każdy z nas już powiedział to, co chciał. Proszę jednak pamiętać, że pana ostrzegłem, że ujawniłem pewne fakty na temat pańskich kolegów. Prosiłem też, żeby poszukał pan prawdy samodzielnie. Gdy pan to zrobi, może się okazać, że będzie pan chciał tu wrócić. Jeżeli stanie się to przed publikacją Biblii, a wierzę, że tak, niech pan pamięta, moje drzwi zawsze stoją otworem. Przyda się pan naszej Sprawie.
– Dziękuję, pastorze.
Randall odwrócił się i chciał wyjść, gdy de Vroome znów się odezwał.
– Jeszcze ostatnia rada, panie Randall. – Wypuścił kota i wstał, a w ślad za nim wstał także Plummer. – To również upomnienie dla pana i pańskich kolegów – rzekł de Vroome, rozkładając kartkę niebieskiego papieru. – Szkoda waszego czasu i energii na zastawianie tak idiotycznych i dziecinnych pułapek na mnie. – Podniósł kartkę do góry. – Mówię o tej notatce, tak zwanej tajnej notatce, którą rozesłał pan kilka godzin temu do swoich współpracowników.
Randall przełknął nerwowo ślinę i czekał na dalszy ciąg.
– Stworzyliście fikcyjną notatkę na temat akcji promocyjnej – ciągnął de Vroome – specjalnie po to, żeby sprawdzić, czy ktoś z personelu jest nielojalny i zdradza nam szczegóły waszych posunięć. Liczył pan na to, że po przeczytaniu tego pisemka rozpocznę jakieś działania, żeby was uprzedzić, i dzięki temu Heldering wykryje sprawcę przecieku i będzie mógł go wyeliminować z ekipy. Popełnił pan jednak błąd merytoryczny, a właściwie dwa błędy, ponieważ jest pan amatorem w dziedzinie teologii. Oczywiście ktoś tak obeznany z tekstem Ewangelii jak ja musiał od razu zauważyć ten idiotyzm i pańska śmieszna pułapka nie zadziałała. Niech pan już więcej nie bawi się ze mną w takie podchody albo przynajmniej zostawi to ekspertom.
Randall czuł, jak krew napływa mu do głowy. De Vroome chyba nie odkrył, na czym naprawdę polegała pułapka. Jeszcze nie wszystko przepadło.
– Nie mam najmniejszego pojęcia, o co chodzi, pastorze – powiedział.
– Doprawdy? Wyjaśnię więc panu dokładniej. – De Vroome przyjrzał się niebieskiej kartce. – Napisał pan tutaj, że dwanaście kolejnych dni po ogłoszeniu waszej sensacji poświęconych będzie dwunastu uczniom Jezusa, wymienionym z imienia w Nowym Testamencie. Następnie wylicza pan ich imiona, łącznie z Judaszem. – De Vroome pokręcił głową. Randall czekał w napięciu, aż duchowny odczyta ostatnie zdanie ze słowem kodowym, które pozwoli ujawnić zdrajcę w szeregach Drugiego Zmartwychwstania. De Vroome jednak nie czytał dalej. Opuścił kartkę i kręcąc znów głową, stwierdził: – Co za głupota.
– Nie rozumiem. – Randall był zdezorientowany.
– Własnej głupoty? – De Vroome zaśmiał się sardonicznie. – Czy naprawdę oczekiwał pan, że ktoś się nabierze na pismo, w którym zapowiada pan obchody związane z dwunastoma apostołami, wśród których znajdzie się Judasz? Judasz Iszkariot, historyczny synonim zdrajcy, człowiek, który wydał Jezusa?
Randall się skrzywił. To rzeczywiście było głupie. Podyktował pismo w wielkim pośpiechu, a potem także nie było czasu, żeby pokazać je któremuś z ekspertów.
– Pański drugi błąd – ciągnął de Vroome – to stwierdzenie, że w Nowym Testamencie wymieniono z imienia dwunastu apostołów, podczas gdy każdy teolog wie, że było ich trzynastu. Po zdradzie Judasza Jezus zastąpił go Maciejem, trzynastym wymienionym z imienia uczniem. – Pastor potrząsnął niebieską kartką. – Naprawdę, panie Randall, niczego pan nie uzyska takimi dziecinnymi sztuczkami. Proszę nas nie lekceważyć. Proszę nas szanować i w końcu się do nas przyłączyć.
Randall wpatrywał się w kartkę zgłodniałym wzrokiem. Ostatnie zdanie. Musi zobaczyć ostatnie zdanie. Serce waliło mu jak młotem. Rozpaczliwie usiłował wymyślić coś, żeby sprowokować de Vroome'a do ujawnienia ostatniej linijki pisma.
– Bardzo dziękuję za ten krótki wykład z teologii – zaczął, starając się panować nad głosem – obawiam się jednak, że trafił pan jak kulą w płot, ponieważ ja nie napisałem żadnej notatki.
De Vroome prychnął zniecierpliwiony.
– Jest pan niepoprawny. Wciąż pan trzyma się swoich gierek. Chyba poznałby pan własny podpis?
– Oczywiście.
De Vroome podsunął pismo w jego stronę po blacie biurka.
Randall na miękkich nogach podszedł bliżej i spojrzał na kartkę. Ostatnie zdanie, nad podpisem, skoczyło mu do oczu.
Pierwszy z tych dwunastu dni poświęcony będzie apostołowi Mateuszowi.
Mateusz.
Podniósł głowę, usiłując ukryć uczucie triumfu i zrobić zakłopotaną, przepraszającą minę.
– Tak, to mój podpis – powiedział. – Wygrał pan, de Vroome.
Pastor pokiwał z satysfakcją głową i składając powoli kartkę, rzekł:
– Niech pan nie zapomina o jednym, panie Randall. Dowiemy się wszystkiego o tej nowej Biblii, zanim zdążycie omamić nią ludzi. Przygotujemy ich do przetrzymania waszego szturmu. Jeżeli chce się pan znaleźć po stronie zwycięzców, wróci pan tutaj i będzie pracował ramię w ramię z nami. A teraz pan Plummer odwiezie pana do hotelu.
– Dziękuję, ale wolę trochę pooddychać świeżym powietrzem – odparł szybko Randall.
– Jak pan sobie życzy.
De Vroome odprowadził go do drzwi i już bez słowa wypuścił ze swego gabinetu.
Po kilku minutach Randall znalazł się w cieniu gęstych drzew otaczających Westermarkt, kierując się ku najbliższej latarni na pustym o tej porze placu.
W głowie rozbrzmiewało mu tylko jedno imię, rezonując echem pod czaszką.
Mateusz.
Nastał czas prawdy. Który z dwunastu adresatów dostał notatkę z tym słowem kodowym? Kto był zdrajcą?
W żółtym świetle latarni Randall wyciągnął z kieszeni marynarki listę dwunastu apostołów wraz z przypisanymi im nazwiskami członków zespołu Drugiego Zmartwychwstania.
Rozłożył kartkę i przebiegł ją wzrokiem.
Apostoł Andrzej – Bernard Jeffries Apostoł Tomasz – pastor Zachery Apostoł Szymon – Gerhard Trautmann Apostoł Jan – Riccardi Apostoł Filip – Helen de Boer Apostoł Bartłomiej – Groat Apostoł Judasz – Albert Kremer Apostoł Mateusz…
Apostoł Mateusz.
Obok imienia Matusz widniało nazwisko Angela Monti.
ROZDZIAŁ 7
Po spędzeniu bezsennej nocy Steve Randall obudził się późnym rankiem najczarniejszego dnia w całym swoim dotychczasowym życiu.
Kazał kierowcy zawieźć się nie do Krasnapolsky'ego, lecz do sąsiedniego, pięciopiętrowego budynku przy Dam, do de Bijenkorf, największego domu handlowego w Amsterdamie.
Dwadzieścia minut wcześniej zadzwonił do Angeli, która urządzała się już w pokoiku obok jego gabinetu, żeby przejąć obowiązki Lori Cook.
Rozmowa była właściwie monologiem, jego monologiem.
– Angelo, muszę się z tobą spotkać w ważnej sprawie – powiedział. – Nie w biurze, gdzieś na mieście. Może w domu handlowym przy Dam? Czy jest tam jakaś kafeteria?