Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl]
Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl]

Электронная книга - «Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl]». Краткое содержание книги:

„Lustrzany taniec” stanowi szczególną część sagi barrayarskiej. Powraca w niej Mark, klon-bliźniak Milesa Vorkosigana/Naismitha, który podając się za dowódcę Najemnej Floty Dendarii, przeprowadza szaleńczą akcję desantową w Obszarze Jacksona — części wszechświata, gdzie inżynieria genetyczna rozwija się bez żadnych ograniczeń. Niestety, ponosi klęskę i z pomocą musi mu pospieszyć prawdziwy admirał Naismith. Podczas odwrotu Miles zostaje zabity, ale jego śmierć daje początek lawinie wydarzeń i zaskakujących zwrotów akcji. Przed Markiem stoją nowe nieoczekiwane zadania, którym musi sprostać. Czy przyjaciele Milesa mu pomogą? Jak przyjmie go Barrayar? Czy ma szansę odciąć się od mrocznej przeszłości i przeistoczyć z genetycznej repliki Milesa w człowieka?
1 ... 87 88 89 90 91 92 93 94 95 ... 137
Перейти на страницу:

— Dla niego nie trzeba lotopalety — parsknął kpiąco Raven. Przyklęknął, wziął na ręce błędnego wędrowca, stęknął i wyprostował się. Chciał zademonstrować swoją siłę? Chyba… nie. Przecież waży nie więcej niż mokry płaszcz. Chodź, Krótki, wracamy do łóżka.

Oburzony, ale zbyt oszołomiony, by protestować, pozwolił się nieść. Rowan szła u jego boku, przyglądając mu się z obawą. Razem minęli korytarz, zjechali rurą windową, przeszli przez pomieszczenie magazynowe i wrócili do tego specyficznego budynku pod budynkiem. Przynajmniej tym razem, widząc, że drży z zimna, ustawiła osłonę termiczną łóżka na wyższą temperaturę.

Rowan zbadała go, zwracając szczególną uwagę na blizny.

— Nie uszkodził sobie niczego w środku. Ale ma zaburzenia fizjologiczne, być może spowodowane bólem.

— Chcesz, żebym mu podał jeszcze dwa centymetry środka uspokajającego? — spytał Raven.

— Nie. Po prostu pilnuj, żeby w pokoju było ciemno i cicho.

Jest wyczerpany. Kiedy się ogrzeje, myślę, że zaśnie. — Dotknęła jego policzka, potem delikatnie ust. — Już drugi raz dzisiaj coś powiedział.

Chciała, żeby się do niej odezwał. Ale był zbyt zmęczony. I zbyt roztrzęsiony. Dziś między tymi ludźmi, między wszystkimi Duronami, panowało jakieś napięcie, większe, niż gdyby chodziło tylko o bezpieczeństwo pacjenta. Bardzo się czymś martwili. Czymś, co miało związek z nim? Dla siebie był zagadką, ale oni wiedzieli więcej, tyle że nie chcieli mu powiedzieć.

Wreszcie Rowan szczelniej otuliła się szlafrokiem i wyszła. Raven ustawił dwa krzesła, na jednym usiadł, na drugim oparł nogi i zaczął czytać z ręcznej przeglądarki. Chyba się uczył, bo od czasu do czasu wracał do niektórych ekranów i robił notatki. Niewątpliwie uczy się, by zostać lekarzem.

Leżał zupełnie wypompowany. Dzisiejsza wyprawa omal go nie zabiła i na co się zdały jego cierpienia? Dowiedział się niewiele, lecz doszedł do jednego wniosku: Trafiłem do bardzo dziwnego miejsca.

Jestem tu więźniem.

ROZDZIAŁ DWUDZIESTY

Mark, Bothari — Jesek i księżna siedzieli w bibliotece Domu Vorkosiganów dzień przed planowanym odlotem, sprawdzając specyfikację statku.

— Sądzi pani, że zdążę zatrzymać się jeszcze na Komarze, żeby zobaczyć moje klony? — spytał księżnę Mark z nutą tęsknoty w głosie. — Illyan mi pozwoli?

Na początek CesBez ulokował klony w prywatnej szkole z internatem na Komarze po konsultacjach z księżną, która z kolei informowała o wszystkim Marka. Dla CesBezu było to korzystne, ponieważ miał tylko jedno miejsce do pilnowania. Klonom podobało się, bo zostały razem ze swoimi przyjaciółmi, jedynymi znanymi im osobami w odmienionej nagle rzeczywistości. Nauczyciele również się cieszyli, bo mogli potraktować wszystkie klony jak jedną klasę wyrównawczą i wyedukować wszystkie razem. Równocześnie młodzi uchodźcy mieli okazję do kontaktów z młodymi ludźmi z normalnych rodzin (choć w większości pochodzących z arystokracji) i rozpoczęcia socjalizacji. Później, kiedy będzie bezpieczniej, księżna zamierzała wywierać naciski w sprawie znalezienia dla nich rodzin zastępczych, mimo dość niecodziennego wieku i wzrostu dzieci — klonów. Jak mają się nauczyć zakładania rodziny, jeśli nie będą miały modelu? — przekonywała Illyana. Mark podsłuchiwał ich rozmowę w najwyższym napięciu, ale się nie wtrącał.

— Oczywiście, jeśli sobie życzysz — powiedziała do Marka księżna. — Illyan będzie pewnie protestował, ale raczej z przyzwyczajenia. Tylko że… mógłby się odwołać do mocnego argumentu. Jeśli znów, Boże uchowaj, zetkniesz się z Domem Bharaputra, lepiej, jeśli nie będziesz wiedział wszystkiego o poczynaniach CesBezu. Rozsądniej będzie więc zatrzymać się na Komarze w drodze powrotnej. — Księżna sprawiała wrażenie, jak gdyby nie podobał się jej wydźwięk tych słów, ale spędziwszy wiele lat ze służbami bezpieczeństwa na co dzień, automatycznie wyciągnęła taki wniosek. Jeśli znów spotkam Vase Luigiego, klonami najmniej będę się przejmował, pomyślał z ironią Mark. Czego w ogóle oczekiwał, decydując się na tę wyprawę? Wciąż starał się uchodzić za bohatera? Bohater powinien być bardziej samodzielny i skromniejszy. Nie powinien do tego stopnia pragnąć pochwał, aby błagać o nie własne… ofiary. Już i tak się wygłupił.

— Nie — westchnął w końcu. — Gdyby któreś z nich chciało ze mną rozmawiać, chyba wiedzą, gdzie mnie znaleźć. — I tak żadna heroina mnie nie pocałuje.

Księżna uniosła w zdumieniu brwi, słysząc ton jego głosu, ale wzruszyła ramionami, wyrażając w ten sposób zgodę.

Na wniosek Bothari — Jesek zajęli się bardziej praktycznymi sprawami, takimi jak koszty paliwa i naprawy regulatora powietrza na statku. Bothari — Jesek i księżna, która — jak sobie przypomniał Mark — dowodziła kiedyś statkiem, były pochłonięte fachową dyskusją na temat regulacji prętów Necklina, kiedy ekran konsoli przedzielił się na pół i ukazała się na nim twarz Simona Illyana.

— Witaj, Eleno. — Skinął jej głową, bo to ona siedziała na krześle przed konsolą. — Chciałbym rozmawiać z Cordelia.

Bothari — Jesek uśmiechnęła się, kiwnęła głową, wyłączyła dźwięk i odsunęła się na bok. Dała znak księżnej, pytając szeptem:

— Będziemy mieć jakieś kłopoty?

— Chce nas zablokować — zmartwił się Mark, podczas gdy księżna sadowiła się przed konsolą. — Wiem, że Illyan chce mnie sprowadzić do parteru i zatrzymać.

— Cicho — upomniała go księżna, uśmiechając się nieznacznie. — Oboje macie tam siedzieć i nie wolno wam pisnąć ani słowem. Ja załatwiam sprawy z Simonem. — Ponownie włączyła fonię. — Słucham, Simonie, czego sobie życzysz?

— Milady. — Illyan skłonił głowę. — Najkrócej mówiąc, proszę zaniechać tej misji. Wasz plan jest nie do przyjęcia.

— Dla kogo, Simonie? Nie dla mnie. Kto jeszcze ma tu prawo głosu?

— Służba bezpieczeństwa — burknął Illyan.

— Ty jesteś służbą bezpieczeństwa. Będę ci wdzięczna, jeśli weźmiesz odpowiedzialność za swoje osobiste reakcje emocjonalne, nie próbując nadawać im żadnych abstrakcyjnych form. W przeciwnym razie wyłącz się i pozwól mi rozmawiać z kapitanem służby bezpieczeństwa.

— No dobrze. Plan jest nie do przyjęcia dla mnie.

— Najkrócej mówiąc, ciężko będzie.

— Proszę, żebyście go zaniechali.

— Odmawiam. Jeśli chcesz mnie zatrzymać, musisz wydać nakaz aresztowania Marka i mnie.

— Porozmawiam z księciem — rzekł sztywno Illyan tonem człowieka, który jest zmuszony odwołać się do ostatecznej instancji.

— Jest w zbyt poważnym stanie. Poza tym już z nim rozmawiałam.

Illyan gładko przełknął własny blef.

— Nie wiem, co chcecie osiągnąć, podejmując bez pozwolenia tę misję, co najwyżej wywołacie zamieszanie, narazicie czyjeś życie i znacznie uszczuplicie majątek.

— W tym sęk, Simonie. Nie wiem, co Mark potrafi zrobić. Ty także nie wiesz. Kłopot z CesBezem polega na tym, że ostatnio nie miał żadnej konkurencji. Uważacie swój monopol za zupełnie naturalny. Dobrze wam zrobi, jeśli ktoś was popędzi.

Illyan przez chwilę zaciskał w milczeniu zęby.

— Wystawiasz tym samym Dom Vorkosiganów na potrójne niebezpieczeństwo — powiedział w końcu. — Ryzykujesz utratę ostatniego odwodu.

— Wiem o tym. Mimo to wybieram ryzyko.

— Masz takie prawo?

— Większe niż ty.

— W rządzie, za zamkniętymi drzwiami, panuje największe poruszenie, jakie widziałem od wielu lat — powiedział Illyan. — Koalicja Centrowa gorączkowo szuka kogoś na miejsce Arala. Pozostałe trzy partie również.

1 ... 87 88 89 90 91 92 93 94 95 ... 137
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)