Biały smok [The White Dragon - pl]
- Автор: Маккефри Энн
- Год: 1995
- Язык: польский
- Год: Amber
- ISBN: 83-7082-890-6
- Переводчик: Anna Wojtaszczyk
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Biały smok [The White Dragon - pl]». Краткое содержание книги:
Następnie Jaxom przyznał się przed sobą, że chciał być pierwszy przy tej górze! Ten symetryczny stożek przyciągnął go z powrotem nad zatoczkę, kiedy był chory i rozgorączkowany; dominował w jego myślach, wciskał się natrętnym koszmarem w jego sny. Chciał być pierwszym, który się przy nim znajdzie, nawet jeżeli to pragnienie było irracjonalne.
Gdzieś w środku tych rozważań wreszcie zasnął. I znowu w jego snach pojawiły się nakładające się na siebie sceny: znowu góra wybuchała, cała jej jedna strona rozpadała się i rzygała w dół po zboczu pulsującymi, pomarańczowoczerwonymi płonącymi skałami i gorącymi potokami roztopionej lawy. I znowu Jaxom był równocześnie wystraszonym uciekinierem i beznamiętnym obserwatorem. Potem ta czerwona ściana zaczęła zbliżać się do niego, była tak blisko, tuż za nim, że czuł jej gorący oddech na stopach…
Obudził się! Wschodzące słońce ukosem przeświecało przez drzewa i pieściło jego prawą stopę, która wystawała przez rozdarcie w cienkim kocu. Wschodzące słońce!
Jaxom spróbował skontaktować się z Ruthem. Jego smok wciąż jeszcze spał na polance, gdzie było stare schronienie i gdzie wymoszczono piaszczysty grajdoł, żeby było mu wygodnie.
Zerknął na Piemura, który spał zwinięty w schludny kłębuszek z obiema rękami pod prawym policzkiem. Wyślizgnąwszy się ze swego łóżka, Jaxom bezszelestnie otworzył drzwi i niosąc w ręce sandały przeszedł na palcach do kuchni. Ruth na moment poruszył się, kiedy Jaxom go mijał, zrzucając ze swojego grzbietu jaszczurkę ognistą czy nawet dwie. Młodzieniec zatrzymał się, jak gdyby uderzyło go coś zagadkowego. Wpatrzył się w Rutha, a następnie w jaszczurki ogniste. Żadna z tych, które wtulały się w jego przyjaciela, nie miała namalowanych pasków. Musi zapytać Rutha, kiedy ten się zbudzi, czy jaszczurki ogniste z Południowego zawsze z nim spały. Jeżeli tak, to te sny mogły być ich snami — stare wspomnienia wywoływane obecnością ludzi! Ta góra! Nie, z tej strony gołym okiem było widać idealny stożek, nieskażony uszkodzeniami po wybuchu!
Jak tylko doszedł na plażę, zerknął w górę, żeby zobaczyć, czy da radę dojrzeć Siostry Świtu. Ale niestety było już za późno, żeby zobaczyć, jak rano pojawiają się na niebie.
Obydwa dalekowidze, ten Wansora, starannie okryty wherową skórą dla ochrony przed rosą i ten Idarolana, w skórzanej pochwie, wciąż jeszcze stały na rusztowaniach. Jaxom szeroko się uśmiechnął na daremność swoich poczynań, niemniej nie mógł się oprzeć, żeby nie odkryć aparatu Wansora i nie spojrzeć w niebo. Starannie potem okrył go z powrotem i stał spoglądając na wschód w stronę góry.
W jego snach góra wybuchała. A miała dwie strony. Nagle podjąwszy decyzję wyjął dalekowidz Rybaka z pochwy. Chociaż Wansorowy aparat miał dużo lepszą rozdzielczość, nie pozwoliłby sobie na to, żeby popsuć pracochłonne ustawienie jego ostrości. Poza tym aparat Idarolana miał wystarczającą moc. A i tak nie dało się przez niego zobaczyć tego zniszczenia, które Jaxom miał nadzieję ujrzeć. Z namysłem opuścił aparat. Teraz mógł polecieć pomiędzy. Co więcej, otrzymał od Mistrza Robintona rozkaz, by penetrować ziemie Kontynentu Południowego. A najważniejsze, że chwał pierwszy znaleźć się przy tej górze!
Roześmiał się. To przedsięwzięcie nie było chyba takie niebezpieczne jak zwrot jaja. Obydwaj z Ruthem mogli polecieć pomiędzy i wrócić, zanim ktokolwiek w Warowni Nad Zatoczką zorientuje się, co planują. Zdjął dalekowidz z osady. Będzie mu potrzebny. Kiedy już będą z Ruthem w powietrzu, przyjrzy się dokładnie tej górze, żeby znaleźć punkt, do którego smok będzie mógł bezpiecznie przenieść się pomiędzy.
Okręcił się na pięcie i wzdrygnął zaskoczony. Piemur, Sharra i Menolly stali rzędem, przyglądając się mu.
— Powiedz nam proszę, Lordzie Jaxomie, co zobaczyłeś przez dalekowidz Rybaka? Może jakąś górę?… — zapytał Piemur, pokazując wszystkie zęby w gładkim uśmiechu.
Na ramieniu Menolly Piękna coś zaćwierkała.
— Czy zobaczył wystarczająco dużo? — zapytała Menolly Piemura, ignorując Jaxoma.
— Pewno, że tak!
— On przecież nie miałby chyba zamiaru udać się tam bez nas, prawda? — zapytała Sharra.
Przyglądali mu się z kpiącym wyrazem twarzy.
— Ruth nie uniesie nas czworga.
Żadne z was nie jest tłuste. Poradzę sobie, powiedział Ruth.
Sharra roześmiała się, zakryła usta, żeby przyciszyć ten odgłos i wyciągnęła oskarżycielsko palec w jego stronę.
— Założę się, o co chcecie, że Ruth właśnie powiedział, iż nas uniesie! — powiedziała pozostałej dwójce.
— Założę się, że masz rację. — Menolly nie spuszczała oczu z twarzy Jaxoma. — Myślę, że naprawdę będzie lepiej, jak otrzymasz jakąś pomoc w tym przedsięwzięciu. — Znacząco rozciągnęła dwa ostatnie słowa.
— Tym przedsięwzięciu? — zawtórował Piemur słowom, czujny jak zwykle na wszystkie niuanse mowy.
Jaxom zacisnął zęby, piorunując ją wzrokiem.
— Czy jesteś pewien, że uniesiesz naszą czwórkę? — zapytał Rutha.
Smok pojawił się na plaży z oczami błyszczącymi z podniecenia.
Musiałem teraz już przez wiele dni latać prosto. Jestem od tego bardzo mocny. Żadne z was nie jest ciężkie. Odległość nie jest duża. Lecimy zobaczyć tę górę?
— Nie ma wątpliwości, że Ruth jest chętny — powiedziała Menolly — ale jeżeli nie ruszymy się szybko… — Wskazała na Warownię Nad Zatoczką. — Chodźmy, Sharro, po rzeczy do latania.
— Będę musiał przygotować pasy do latania dla czworga.
— Więc zrób to. — Menolly i Sharra pomknęły po piasku.
Najbardziej poręczne były liny do polowania i Jaxom oraz Piemur zdążyli je zamocować na miejscu, zanim dziewczyny wróciły niosąc kurtki i hełmy. Jaxom wypróbował ciężar dalekowidza Rybaka i w myśli przyrzekł, że wrócą tak szybko, że Idarolan nawet nie zauważy zniknięcia aparatu.
To prawda, że Ruth z wysiłkiem poderwał się z plaży, ale kiedy już znalazł się w powietrzu, zapewnił Jaxoma; że leci z łatwością. Skręcił na południowy wschód, a jego jeździec skupił się na odległym szczycie. Nawet z tej wysokości nie potrafił dostrzec żadnego uszczerbku w stożku. Obniżał dalekowidz po troszku, aż wyraźnie i szczegółowo zobaczył wyróżniającą się grań z górą w tle.
Zapytał Rutha, czy zna ich cel, a ten zapewnił go, że tak. I poleciał z nimi pomiędzy, zanim Jaxoma zdążyły ogarnąć wątpliwości co do tego przedsięwzięcia. Nagle znaleźli się nad granią, łapiąc powietrze. Dech im zaparło od niewiarygodnego zimna pomiędzy po całych miesiącach prażenia się w tropikalnym słońcu, jak również od tej efektownej panoramy, która rozciągała się przed nimi.
Jak powiedział kiedyś Piemur, odległości były zwodnicze. Góra wznosiła się na wysokim płaskowyżu, który sam leżał kilka tysięcy długości smoka nad poziomem morza. Daleko pod nimi szeroka, połyskująca odnoga morska wcinała się w stromy klif: trawiasty po stronie góry, gęsto zalesiony po ich stronie. Na południu górował, jak ciągnąca się ze wschodu na zachód bariera, łańcuch szczytów, zwieńczonych śniegiem i okrytych mgłą.
Sama góra, wciąż jeszcze dosyć od nich odległa, była dominującym elementem krajobrazu.
— Popatrzcie. — Sharra wskazała nagle na lewo, w kierunku morza. — Tam jest więcej wulkanów. Niektóre z nich dymią! Otwarte morze usiane było długim łańcuchem wierzchołków, wygiętym na północny wschód; u stóp niektórych z nich znajdowały się solidne wyspy, inne zaś były tylko stożkami wystającymi z wody.