Biały smok [The White Dragon - pl]
- Автор: Маккефри Энн
- Год: 1995
- Язык: польский
- Год: Amber
- ISBN: 83-7082-890-6
- Переводчик: Anna Wojtaszczyk
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Biały smok [The White Dragon - pl]». Краткое содержание книги:
— Wątpię. W Kronikach znajdujemy aluzje do wielu cudownych rzeczy zrobionych przez człowieka, ale nigdzie i nigdy nie wspomniano o stacjonarnych gwiazdach.
— Ale Kroniki mówią, że człowiek przybył na Pern… — Piemur popatrzył na Harfiarza szukając potwierdzenia. — Może oni używali tych rzeczy, żeby na Pern przylecieć z jakiegoś innego miejsca, jakiegoś innego świata.
— I mając te wszystkie światy na niebie do wyboru — zaczęła Brekke, przerywając pełną namysłu ciszę, która zapadła po wypowiedzi Piemura — nie znaleźli sobie lepszego miejsca niż Pern?
— Gdybyś zwiedziła tyle Pernu co ja ostatnio — powiedział Piemur, którego ducha nie dało się poskromić dłuższy czas — to wiedziałabyś, że Pern wcale nie jest takim złym światem… jeżeli zignorować zagrożenie Nićmi!
— Niektórym z nas trudno to zrobić — powiedział F’lar bardzo ironicznym tonem.
Menolly dała Piemurowi ostrą sójkę w bok, ale F’lar tylko się roześmiał, kiedy Harfiarz zorientował się nagle, jak nietaktowna była jego ostatnia uwaga.
— To niesłychanie frapujący rozwój wypadków — powiedział Robinton, obrzucając spojrzeniem nocne niebo, jak gdyby miały się tam objawić jeszcze jakieś tajemnice. — Och, zobaczyć te pojazdy, które przywiozły naszych przodków na ten świat.
— Dobry temat, żeby nad nim trochę spokojnie pomyśleć, co, Mistrzu Robintonie? — zapytał Oldive z przebiegłym uśmiechem na twarzy podkreślając słowo „spokojnie”.
Harfiarz wykonał niecierpliwy gest, odsuwając od siebie tę sugestię.
— No cóż, nie możesz się przecież tam wybrać — powiedział Uzdrowiciel.
— Ja nie mogę — zgodził się Robinton. A potem, wprawiając wszystkich w popłoch, podniósł nagle gwałtownym ruchem prawą rękę w kierunku trzech Sióstr Świtu. — Zairze, te trzy okrągłe obiekty na niebie? Czy możesz tam się udać?
Jaxom wstrzymał oddech, czuł, jak przy jego boku Menolly zesztywniała, i wiedział, że ona również przestała oddychać. Usłyszał przenikliwy, pospiesznie stłumiony krzyk Brekke. Wszyscy patrzyli na Zaira.
Malutki spiżowy jaszczur wyciągnął łebek w kierunku warg Robintona i wydał gdzieś z głębi gardła cichy, dziwaczny dźwięk.
— Zair? Siostry Świtu? — Robinton powtórzył swoje słowa. Czy poleciałbyś tam?
Zair przechylił teraz łebek popatrując na swojego przyjaciela i wyraźnie nie rozumiejąc, czego on od niego chce.
— Zairze? Czerwona Gwiazda?
Skutek tego pytania był natychmiastowy. Zair zniknął z gdaknięciem gniewnej trwogi, a jaszczurki ogniste, które wtulały się w Rutha, obudziły się i poszły w jego ślady.
— Wydaje się, że otrzymałeś odpowiedź na obydwa swoje pytania — powiedział F’lar.
— A co mówi Ruth? — szepnęła Menolly do ucha Jaxomowi. — O Siostrach Świtu? Czy o Zairze?
— O obu.
— On spał — odparł Jaxom, porozumiawszy się ze swoim smokiem.
— To do niego podobne!
— No więc? A jaki obraz przekazała ci Piękna, zanim zniknęła?
— Żaden!
Mimo że cały wieczór spędzili na poważnej dyskusji, nie znaleźli żadnego rozwiązania. Robinton i Wansor prawdopodobnie prowadziliby rozmowę przez całą noc, gdyby Mistrz Oldive nie wrzucił Robintonowi ukradkiem czegoś do wina. Tak po prawdzie nikt nie widział, żeby to robił, ale w jednej chwili Mistrz Robinton zawzięcie dyskutował z Wansorem, a w następnej nagle zwiądł przy stole. Jak tylko głowa mu opadła, zaczął chrapać.
— Nie wolno mu zaniedbywać zdrowia dla rozmów — zauważył Mistrz Oldive, dając znak smoczym jeźdźcom, żeby mu pomogli przenieść Harfiarza do łóżka.
To wydarzenie zakończyło wieczorną dyskusję. Jeźdźcy smoków powrócili do swoich Weyrów, Oldive i Fandarel do swoich Cechów. Wansor pozostał. Nie wyciągnęłoby się go z Warowni Nad Zatoczką nawet całym skrzydłem smoków.
Taktownie zdecydowali, żeby nie rozgłaszać informacji o prawdziwej naturze Sióstr Świtu, przynajmniej dokąd Wansor i inni zainteresowani tym rzemieślnicy gwiezdni nie będą mieli czasu, żeby przestudiować to zjawisko i nie dojdą do jakiegoś wniosku, który by nie wprawił ludzi w popłoch. Ostatnio wystarczająco wiele już mieli wstrząsów — tak brzmiał komentarz F’lara. Niektórzy mogliby uznać te nieszkodliwe obiekty za niebezpieczne, całkiem jak Czerwona Gwiazda.
— Niebezpieczne? — wykrzyknął Fandarel. — Gdyby groziło nam z ich strony jakieś niebezpieczeństwo, bylibyśmy się o tym dowiedzieli już wiele Obrotów temu.
Z tym F’lar gotów był się zgodzić, ale ponieważ obawa, że unoszące się na niebie obiekty niosą ze sobą nieszczęście, zadomowiła się mocno w ludziach, lepiej było zachować dyskrecję.
F’lar zgodził się, żeby na pomoc w poszukiwaniach przysłać wszystkich, bez których można było obejść się w Bendenie. Stało się to teraz ważniejsze niż kiedykolwiek — tak uważał Przywódca Weyru — żeby ujawnić, co też ta ziemia kryje.
Kiedy Jaxom wpychał nogi do swojego śpiwora, usiłował nie złościć się na myśl o następnym najeździe na Warownię Nad Zatoczką właśnie wtedy, kiedy sądził, że wreszcie zostaną sami z Sharrą.
Czy ona go unika? Czy też to po prostu zbieg okoliczności? Taki jak przedwczesne przybycie Piemura do Warowni Nad Zatoczką? I tego, że martwili się o Mistrza Robintona, musieli penetrować teren, po czym byli zbyt zmęczeni, żeby zrobić coś więcej, niż iść spać. Że zjechało się tu z pół Pernu, by ukończyć dom dla Harfiarza, który potem przybył osobiście, a teraz to! Nie, Sharra go nie unikała. Po prostu… była. Jej piękny, głęboki głos, o ton niższy od głosu Menolly, jej twarz często ukryta w pasmach ciemnych włosów, które zawsze wysmykiwały się spod rzemienia i zapinki…
Gorąco żałował, że znowu ma nastąpić najazd na Warownię Nad Zatoczką, ale niewiele to dawało, ponieważ nie miał żadnego wpływu na to, co tu się miało dziać. Był Lordem Ruathy, a nie Panem zatoczki. Jeżeli to miejsce należało do kogoś, to do Mistrza Robintona i Menolly, na mocy tego, że zagnał ich tutaj wicher.
Jaxom westchnął, gryzło go sumienie. Mistrz Oldive stwierdził, że już całkowicie doszedł do siebie po płomiennej grypie. Mógł latać pomżędzy. On i Ruth mogli wrócić do Warowni Ruatha. Powinien tam wrócić. Ale nie chciał — i to nie tylko ze względu na Sharrę.
Nie był tak naprawdę potrzebny w Ruatha. Lytol poradzi sobie jak zawsze. Ruth nie musiał latać i zwalczać Nici, czy to w Ruatha, czy Weyrze Fort. Benden okazał wyrozumiałość, ale F’lar bez ogródek dał mu do zrozumienia, że biały smok i młody Lord Ruathy mają się nie narażać.
Jaxom uświadomił sobie nagle, że nie było również żadnych zakazów dotyczących badania przez niego terenu. Tak naprawdę nikt nie sugerował, że powinien wracać do Ruathy już teraz.
Pocieszyła go nieco ta myśl, chociaż wcale nie pocieszało go to, że jutro F’lar przyśle tu jeźdźców; jeźdźców, których smoki potrafiły latać znacznie szybciej i dalej niż jego Ruth; jeźdźców, którzy będą mogli przed nim dolecieć do tej góry. Jeźdźców, którzy może odkryją te ślady, co do których istnienia gdzieś w głębi Kontynentu Południowego Robinton miał taką nadzieję. Jeźdźców, którzy mogli również dostrzec w Sharrze jej urodę i łagodne ciepło ducha, które było tak pełne powabu dla Jaxoma.
Wiercąc się na sienniku usiłował znaleźć sobie wygodną pozycję, znaleźć sen. Może plan Robintona dla niego, Sharry, Menolly i Piemura nie ulegnie zmianie. Jak stale wypominał Piemur im wszystkim, smoki były świetne, jak trzeba było nad czymś przelecieć, ale żeby naprawdę poznać kraj należy przemierzać go na piechotę. Może F’lar i Robinton będą chcieli, żeby smoczych jeźdźców rozesłać tak, żeby spenetrowali jak największy obszar, a tym, którzy zaczęli badania, pozwolą dalej posuwać się w stronę góry.