Biały smok [The White Dragon - pl]
- Автор: Маккефри Энн
- Год: 1995
- Язык: польский
- Год: Amber
- ISBN: 83-7082-890-6
- Переводчик: Anna Wojtaszczyk
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Biały smok [The White Dragon - pl]». Краткое содержание книги:
— Kto nam nie wierzy?
— Mistrz Robinton, mistrz Wansor i Brekke. Czy nie słuchałeś, co mówiłam?
— Nie — powiedział szczerząc zęby — przyglądałem ci się.
— Jaxom!
Roześmiał się, kiedy opaleniznę na jej twarzy i szyi pogłębił rumieniec.
Okropnie mnie swędzi tam, gdzie się o mnie opierasz, Jaxomie.
— Widzisz? — powiedziała Sharra, dając mu szczotką klapsa w rękę. — Strasznie zaniedbujesz Rutha.
— Skąd wiedziałaś, że Ruth do mnie mówił?
— Zawsze zdradza cię twoja twarz.
— Słuchaj, dokąd udaje się Siostra Świtu? — zapytał Jaxom widząc, że statek z żaglami wydymającymi się na wietrze wypływa na morze.
— Na ryby, oczywiście. Opad Nici zawsze ściąga ich całe ławice. A twoja eskapada tego ranka sprowadzi nam tu całą chmarę ludzi. Będą nam potrzebne te ryby, żeby ich wyżywić.
Jaxom jęknął, zamykając oczy i potrząsając głową, przerażony:
— I to… — Sharra przerwała, żeby położyć nacisk na to, co mówi — jest dla nas karą za naszą poranną eskapadę bez zezwolenia.
Nagle oboje wpadli do wody, kiedy Ruth niespodziewanie rzucił się do przodu.
— Ruth!
Moi przyjaciele nadlatują!
Biały smok trąbił radośnie na powitanie, kiedy Jaxom z oczami zamglonymi od wody ujrzał pół skrzydła smoków na niebie.
Tam jest Ramoth i Mnemeth, Tiroth, Gyamath, Branth, Orth…
— Wszyscy Przywódcy Weyrów, Sharro!
Pluła i krztusiła się wodą, którą połknęła.
— Wspaniale! — W jej głosie nie było słychać szczęścia. Moja szczotka! — Zaczęła szukać naokoło.
I Path, Golanth, Drenth i on jest tutaj na naszym smoku — wartowniku!
— Tam jest Lytol! Stójże spokojnie, Ruth. Musimy cię jeszcze wyczyścić ogon.
Muszę pozdrowić moich przyjaciół jak należy, powiedział Ruth, wyciągając swój ogon z uścisku Jaxoma, żeby przysiąść na zadzie i melodyjnie zagruchać do drugiej grupy jeźdźców, którzy właśnie pojawili się nad zatoczką.
— Być może on nie jest całkiem czysty — powiedziała nieco cierpko Sharra zaczynając wyżymać swoje długie włosy — ale ja jestem.
Jestem wystarczająco czysty. Moi przyjaciele też będę chcieli popływać.
— Nie licz na to, że sobie jeszcze popływasz, Ruth. Będziemy dziś bardzo zajęci!
— Jaxom, czy udało ci się już coś zjeść? — zapytała Sharra. Kiedy potrząsnął głową, złapała go za rękę. — Chodźmy szybko, od tyłu, zanim ktoś nas złapie.
Zatrzymał się na brzegu tylko po to, żeby pozbierać swój rynsztunek, a potem oboje pobiegli starą ścieżką do kuchennego wejścia Warowni Nad Zatoczką. Sharra wydała z siebie przesadne westchnienie ulgi, kiedy przekonała się, że miejsce to jest puste. Kazała mu usiąść, nalała kubek klanu i podała plastry owoców i ciepłą zupę z garnka, który stał z boku płyty do podgrzewania.
Obydwoje słyszeli wołania i okrzyki świeżo przybyłych, nad którymi górował głęboki baryton Robintona, wykrzykującego pozdrowienia z werandy.
Jaxom na wpół podniósł się z ławy, przełykając następny kęs, ale Sharra popchnęła go z powrotem.
— Wystarczająco szybko cię znajdą. Jedz!
— Ruth jest na plaży — dał się nagle dyszeć głos Lytola — ale nigdzie nie widzę Jaxoma…
— Wiem, że jest tu gdzieś… — zaczął Robinton.
Spiżowa strzała ze świstem wpadła do kuchni, coś zaszczebiotała i zniknęła.
— Jest za tymi drzwiami, Lytolu, w kuchni — powiedział ze śmiechem Robinton.
— Jestem bliski tego, żeby się zgodzić z Lessą — wymamrotał Jaxom z niesmakiem.
Nabrał olbrzymią porcję ze swojej miski, wpychając ją sobie do ust. Musiał się podnieść, zbierając to, co mu wypłynęło z kącików ust, jako że Lytol już wchodził do środka.
— Przepraszam, panie — wymamrotał Jaxom z pełnymi ustami. — Nie jadłem śniadania!
W oczach Lytola malowało się takie napięcie, że jego podopieczny ze zdenerwowania aż się szeroko uśmiechnął. Zastanawiał się, czy Lytol już wie o jego porannej wyprawie.
— Dużo lepiej wyglądasz, niż kiedy cię ostatni raz widziałem, chłopcze. Witam cię, Sharro. — Pozdrowił ją z roztargnioną kurtuazją, pokonując dzielącą ich odległość, żeby mocno chwycić Jaxoma za rękę. Wargi rozciągnęły mu się w uśmiechu, zanim zrobił krok w tył. — Jesteś opalony, dobrze wyglądasz. A cóż to dzisiaj robiłeś?
— Co zrobiłem? Ja? Nic, panie. — Jaxom nie mógł się teraz powstrzymać od uśmiechu. Lytol był zachwycony, nie zdenerwowany. — Ta góra stała tam już od dłuższego czasu. Ja jej wcale nie zrobiłem. Ale bardzo chciałem być pierwszym, który ją zobaczy z bliska!
— Jaxom! — Ryku Harfiarza nie dało się zignorować.
— Tak, panie?
— Chodź tu, Jaxomie!
W ciągu następnych kilku godzin Jaxom odczuwał głęboką wdzięczność, że Sharra pomyślała o tym, by podać mu śniadanie. Niewiele miał czasu na jedzenie. Jak tylko wszedł do głównej sali, zebrani Władcy Weyrów i Mistrzowie Cechów zarzucili go pytaniami. Piemur był bardzo zajęty w czasie Opadu, ponieważ Mistrz Robinton ukończył już szkic południowo — wschodniego zbocza góry, a teraz pokazywał go pełnym niedowierzania gościom razem z prowizoryczną mapą tej części Południowego. Z niemalże rytmicznego sposobu, w jaki Menolly opisywała ich poranną przejażdżkę, Jaxom zorientował się, że powtarza to sprawozdanie już któryś raz z rzędu.
Po tej sesji najbardziej utkwiło Jaxomowi w pamięci uczucie żalu, że Mistrz Harfiarz nie mógł sam zobaczyć tej góry. Ale gdyby Jaxom miał czekać, aż Mistrz Oldive pozwoli Harfiarzowi latać pomiędzy…
— Wiem, że dopiero co latałeś podczas Opadu, Jaxomie, ale gdybyś zechciał tylko uzmysłowić Mnemethowi… — zaczął F’lar. N’ton wybuchnął śmiechem, pokazując na Jaxoma.
— Ten twój wyraz twarzy, chłopcze. F’larze, on musi nas poprowadzić! Pozwól mu na to!
A więc Jaxom wciągnął na siebie swój nieco wilgotny rynsztunek i obudził Rutha, który prażył się na słońcu. Ruth był całkiem zadowolony; że przypadł mu w udziale zaszczyt prowadzenia spiżowych smoków Pernu, ale Jaxomowi z trudem udawało się ukryć przejęcie. Jaxom i jego biały smok pokazujący drogę najważniejszym ludziom na całym Pernie.
Mógł poprosić Rutha, żeby ten przeskoczył bezpośrednio na południowo — wschodnią stronę tej Dwulicowej Góry, do tego celu, który tam znalazł. Ale jakoś chciał, żeby wszyscy przeżyli w pełni wstrząs, jaki wywoływały te dwie strony — dobrotliwa i piękna.
Sądząc po wyrazie twarzy jeźdźców, kiedy usiedli na krótko na grani, osiągnął pożądany efekt. Dał im dość czasu, by na horyzoncie dojrzeli Pasmo Bariery, połyskujące w słońcu jak poszczerbione zęby. Gestem wskazał w stronę morza, gdzie ani poranne mgły, ani Nici nie zasłaniały teraz węża wulkanów, pełznącego na północny wschód w morze, a tam nad horyzontem wił się dym.
Na jego prośbę Ruth poszybował na drugą stronę przesmyku, wzbijając się wysoko, zanim podał współrzędne do następnego skoku pomiędzy. Wychynęli ponad rozległą przestrzenią południowo — wschodniego zbocza Dwulicowej; już bardziej teatralnego podejścia nikt nie mógłby sobie wymarzyć.
Mnemeth popędził nagle do przodu i jak przekazał Ruth Jaxomowi, powiedział, że powinni wylądować. Ruth i Jaxom uprzejmie krążyli w powietrzu, kiedy wielki spiżowy smok siadał w pobliżu przecięcia jakichś regularnych linii, tak daleko od tych trzech wtórnych stożków, jak tylko było można. Jeden za drugim wielkie spiżowe smoki Pernu siadały na murawie, a ich jeźdźcy i pasażerowie kroczyli przez wysokie, falujące trawy, żeby dołączyć do F’lara, który przykucnął i zaczął dłubać nożem w skraju jednej z tych dziwnych linii.