Wielobarwny kraj [The Many-Colored Land - pl]
- Автор: Мэй Джулиан
- Год: 1994
- Язык: польский
- Год: Alfa-Wero
- ISBN: 83-7001-781-9
- Переводчик: Juliusz W. Garztecki
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Wielobarwny kraj [The Many-Colored Land - pl]». Краткое содержание книги:
— Dziękuję, Ryszardzie — powiedziała Marta; patrzyła na niego z uśmiechem. W jego ciągle jeszcze zamglonych oczach była piękna i było im dobrze ze sobą.
— Nie wiedziałem, czy rzeczywiście to masz na myśli — odparł. — Nie chciałem… sprawić ci bólu.
Uspokoiła go łagodnym uśmiechem.
— Nie jestem kompletną ruiną. Bywało, że mocni mężczyźni bledli na widok mego białego ciałka. Czwarty poród odbył się z cesarskim cięciem, bo te osły nigdy nie słyszały o poprzecznym położeniu płodu. Wystarczy rozciąć babę przez środek, złapać drogocenne dziecko, a ją zaszyć katgutem i igłą do cerowania. Nie zagoiło się właściwie. Piąta ciąża prawdopodobnie by mnie wykończyła.
— Parszywe świnie! Nic dziwnego, że ty… mm… przepraszam. Pewno nie chcesz o tym mówić?
— Nie mam nic przeciw temu. Już nie. Czy wiesz, że jesteś moim pierwszym mężczyzną po nich. Dawniej nie zniosłabym nawet takiej myśli.
— Ale Steffi… — zaczął z wahaniem.
— Przemiły, wesoły przyjaciel. Przepadaliśmy za sobą, Ryszardzie. Opiekował się mną całe miesiące, kiedy naprawdę czułam się źle, jakbym była jego małą siostrzyczką. Okropnie mi go brak. Ale tak — się cieszę, że tu jesteś. Przez całą drogę przez ten okropny las… obserwowałam cię. Jesteś świetnym nawigatorem, Ryszardzie. Jesteś dobrym człowiekiem. Miałam nadzieję, że nie będziesz czuł do mnie… odrazy.
Usiadł i oparł się plecami o gorący głaz. Marta znów leżała na brzuchu, z podbródkiem opartym na dłoniach. Ukrywszy swój pokiereszowany brzuch i żałośnie skurczone piersi wyglądała prawie normalnie. Ale jej żebra i łopatki zbyt mocno przebijały przez przezroczystą skórę, pod którą rysowało się zbyt wiele niebieskich żył. Wokół oczu miała głębokie cienie. Wargi, które nie przestawały się do niego uśmiechać, były raczej fioletowe niż różowe. Ale ta ruina pięknej kobiety kochała go ze wspaniałą namiętnością, a gdy coś w głębi jego myśli szepnęło: „Ta kobieta umrze”, poczuł, że serce mu się ściska z szalonego, nigdy przedtem nie znanego bólu.
— Czemu tu przybyłeś, Ryszardzie? — zapytała.
I sam nie wiedząc dlaczego, opowiedział jej całą swą historię. Nie oszczędzał się zupełnie. Mówił o głupiej rywalizacji z rodzeństwem, o podstępach i zdradach z chciwości, które uczyniły go właścicielem statku kosmicznego, o bezwzględności, która przyniosła mu bogactwo i prestiż, o największej swej zbrodni i karze za nią.
— Powinnam się tego domyślić — powiedziała. — My dwoje mamy ze sobą wiele wspólnego.
Była zastępcą naczelnego inżyniera na Manapouri, jednej z dwóch „nowozelandzkich” planet, gdzie ważną częścią gospodarki było rozbudowane górnictwo podmorskie. Zawarto tam kontrakt na budowę sigmapolowej kopuły energetycznej dla osłony nowego osiedla miejskiego, sześć kilometrów pod poziomem Południowego Morza Polarnego planety. Spółka z Ziemi wysłała swój personel dla zainstalowania generatora kopuły. Każdy etap prac miała zatwierdzać Marta i jej zespół. Pracowała około pół roku z miejscowymi technikami; została kochanką kierownika robót. A wtedy, kiedy generator był w trzech czwartych gotów, odkryła, że gdy zaginęła jedna przesyłka z Ziemi, podwykonawca zamienił pewne elementy konstrukcyjne innymi. Elementy zamienne oceniano na dziewięćdziesiąt trzy procent wydolności tych, które miały być zamontowane zgodnie z pierwotną specyfikacją. Wszyscy zaś wiedzieli, że standardy dla nich zostały wyśrubowane śmiesznie wysoko, ponieważ początkowo Manapouri była pod nadzorem ultradrobiazgowych Krondaków. Kochanek Marty zaczął ją wówczas błagać. Rozmontowanie urządzenia i zamiana części na pierwotnie planowane zabrałaby miesiąc, spowodowała przekroczenie wydatków, a przede wszystkim kosztowałaby go wyrzucenie z pracy za niezareagowanie na podmianę. Dziewięćdziesiąt trzy procent! Przecież ten generator pola będzie działać w każdych warunkach poza wstrząsem tektonicznym czwartego stopnia. A na Manapouri, planecie mającej stabilną skorupę, szansa na to była jak jeden do dwudziestu tysięcy.
Więc Marta ustąpiła kochankowi.
Generator zespołu sigmapolowego został ukończony w terminie i w granicach preliminowanych kosztów. Utworzył półkulę siłową, która odepchnęła wody morza w promieniu trzech kilometrów. Pod jego osłoną wybudowano natychmiast, głęboko pod lodowatymi wodami przy biegunie południowm Manapouri, osiedle górnicze dla tysiąca czterystu pięćdziesięciu trzech mieszkańców. W jedenaście miesięcy później nastąpił wstrząs czwartego stopnia… ściśle mówiąc 4, 18. Generator kopuły zawiódł, woda przywróciła swe panowanie na tym obszarze i dwie trzecie ludności utonęło.
— Najgorsze jednak było to — dodała — że nikt nigdy nie obciążył mnie odpowiedzialnością. Ten wstrząs był dokładnie na granicy wytrzymałości części oryginalnych. Tylko ja wiedziałam, że urządzenie by wytrzymało, gdybyśmy nie oszukiwali. Ale nikt mnie o to nie pytał. Typowy przypadek graniczny, wydarzenie losowe. Urządzenie nawaliło. Przykre. Zespół generatora tak został zmiażdżony przez trzęsienie ziemi i prądy zawiesinowe, że nikt nie zadał sobie trudu, by analizować przyczynę defektu. Na Manapouri było wiele ważniejszych zadań niż bagrowanie osadów półkilometrowej grubości w poszukiwaniu uszkodzonych części.
— A co z nim?
— Zabito go kilka miesięcy wcześniej podczas pracy na Pelonsu-Kadafiron, planecie poltrojańskiej. Myślałam o samobójstwie, ale nie byłam w stanie tego zrobić. Nie wówczas. Przybyłam więc tutaj, w poszukiwaniu Bóg wie czego. Ukarania, prawdopodobnie. Mój sposób myślenia, czyli sposób myślenia pracownika na kierowniczym stanowisku został zupełnie wymazany, a ja całkowicie się wyłączyłam. No , wiesz: weźcie mnie, depczcie po mnie, używajcie mnie, tylko nie żądajcie, bym myślała… Ferma zarodowa, na której wylądowałam po podróży z Zamku Przejścia, wydawała mi się snem obłąkańca. Jako materiał hodowlany wybierają tylko najlepsze kobiety. Poni– żej czterdziestu lat wieku naturalnego lub odmłodzonego i niezbyt brzydkie. Odpady pozostają bezpłodne i oddaje się je do dyspozycji szarych obróż lub bezobrożowych samców. Ale nam, wybrankom, tańscy lekarze przywrócili płodność, a następnie wysłano nas do domu rozkoszy w Finiah. Czy dasz wiarę, że było tam mnóstwo takich jak ja ogłupiałych dziwek, które po prostu kładły się i zgadzały na wszystko? To znaczy jeśli kobieta nie miała nic przeciw tej podstawowej nikczemności, czyli że jej używano, była w raju seksualnym. O ile wiem, gdy chce się ostrego seksu, tańskie kobiety są lepsze od mężczyzn. Ale jeśli idzie o mnie, to ich mężczyźni rozpalali we mnie każde włókienko ciała. Pierwsze kilka tygodni były marzeniem nimfomanki. I wówczas zaszłam w ciążę… Wszystkie przyszłe mamusie są traktowane przez Tanów jak królowe. Moje pierwsze dziecko było cudownym blondynkiem; wcześniej nie rodziłam. Pozwolono mi je karmić piersią przez osiem miesięcy. Kochałam je tak bardzo, że prawie wróciłam do zdrowia psychicznego. Ale gdy mi je zabrano, znów dostałam hyzia i tarzałam się w domu rozkoszy wraz z całą resztą ogłupiałych kurew. Nstępna ciąża była straszna; dziecko okazało się Firvulagiem. Tanowie płodzą je raz na siedem wypadków z naszymi kobietami i raz na trzy z własnymi samicami, ale rodzice Firvulagowie nigdy nie miewają tańskich dzieci. Tak więc nie pozwolono mi karmić biednego straszydełka, po prostu zabrali je i zostawili w specjalnym miejscu w lesie. Jeszcze nie przyszłam po tym do siebie, gdy próbowali mi zmajstrować następne. Ale wtedy już przestało mi to sprawiać przyjemność. Może zaczęłam trzeźwieć. Nie należy być zbyt przytomnym w domu rozkoszy… ani gdy się jest ludzką samicą, ani ludzkim samcem. Zbyt wiele dmuchania przez Tanów i zamiast orgazmu zaczyna się odczuwać ból. Na jednych przychodzi to wcześniej, na innych później, ale przeciętną istotę ludzką tański seks wkrótce zaczyna zabijać.