Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Rozmowa w „Katedrze”». Краткое содержание книги:

Rozmowa w Katedrze to niezwykła historia ludzi żyjących w Peru, w latach 50., w czasie dyktatury wojskowej, której przywódcą był generał Manuel Apolinario Odría.Akcja książki rozgrywa się na kilku płaszczyznach ujawniających kulisy i mechanizmy władzy dyktatora jak i jej wpływ na życie zwykłych ludzi. W popularnym barze o znaczącej nazwie Katedraa spotykają się Santiago Zavala, który wyrwał się spod władzy lojalnego wobec rządu ojca, Ambrosio człowiek ze społecznych nizin, znajomy Cayo Bemudeza bliskiego współpracownika prezydenta. Rozmowa, uznawana jest za najważniejsze dzieło Vargasa Llosy. Sam Autor mówi o niej w ten sposób: żadna inna powieść nie przysporzyła mi tak wiele trudu. Dlatego gdybym musiał kiedyś uratować coś z pożaru, wyniósłbym właśnie tę książkę.
1 ... 90 91 92 93 94 95 96 97 98 ... 163
Перейти на страницу:

– Jak się masz, Becerrita – Ivonne nie pocałowała go, nie podała mu ręki. – Przysięgam Quecie, że dotrzymasz słowa. A oni tu po co?

– Niech Robertito przyniesie piwa – rzekł Becerrita nie wstając z fotela, nie patrząc na kobietę, która weszła razem z Ivonne. – Dziś ja stawiam chłopakom, Madame.

– Wysoka, świetne nogi, Mulatka z rudymi włosami – powiedział Santiago. – U Ivonne nigdy jej nie widziałem, Garlitos.

– Proszę siadać – powiedział Becerrita z miną gospodarza. – Panie się nie napiją?

Robertito nalewał piwo, drżały mu ręce, kiedy podawał szklanki Becerricie, Periquitowi i Santiago, trzepotał rzęsami bardziej nerwowo niż zwykle, w jego spojrzeniu był strach. Prawie wybiegł z pokoju i zamknął drzwi za sobą. Queta usiadła na kanapie, była poważna, bynajmniej nie zalękniona, myśli, a oczy Ivonne płonęły.

– Tak, ty jesteś taka specjalna dziewczynka, rzadko się tu ciebie widuje – powiedział Becerrita pociągając piwo. – Pracujesz poza lokalem, masz dobraną klientelę?

– Gdzie pracuję, to nie pański interes – powiedziała Queta. – A poza tym kto panu pozwolił mówić mi ty.

– Daj spokój, nie denerwuj się – powiedziała Ivonne. – To tylko taka poufałość, nic poza tym. Nasz znajomy zada ci parę pytań i po krzyku.

– Mogę panu tylko tyle powiedzieć, że choćby pan nie wiem jak chciał, nigdy by pan nie mógł być moim klientem – rzekła Queta. – Za mało pan zarabia.

– Ja nie jestem niczyim klientem, już ze mnie emeryt – powiedział Becerrita z kpiącym uśmiechem i pogładził wąsik. Od jak dawna mieszkałaś z Muzą w dzielnicy Jezus Mafia?

– Nie mieszkałam z nią, to ta zdzira tak panu nakłamała – rozdarła się Queta, ale Ivonne ujęła ją za ramię i Queta zniżyła głos. – Mnie pan w to nie wrobi. Uprzedzam, że…

– Nie jesteśmy z policji, jesteśmy dziennikarzami – powiedział Becerrita z przyjacielską miną. – Nie chodzi o ciebie, tylko o Muzę. Opowiesz nam, co o niej wiesz, i tyle, pójdziemy i zapomnimy o tobie. Niepotrzebnie się złościsz, Queta.

– To dlaczego mi grozicie? – wrzasnęła Queta. – Dlaczego pan mówił Madame, że zawiadomicie policję? Myśli pan, że mam coś do ukrycia?

– Jeśli nie masz co ukrywać, nie musisz się bać policji – powiedział Becerrita i znowu łyknął piwa. – Przyszedłem tu jak przyjaciel, żeby trochę pogadać. Nie wiem, czemu się złościsz.

– On zawsze dotrzymuje słowa, Queta – powiedziała Ivonne. – Nie napisze o tobie. Odpowiedz na jego pytania.

– Dobrze, Madame, w porządku – powiedziała Queta. – O co panu chodzi.

– To rozumiem, tak wygląda przyjacielska pogawędka – powiedział Becerrita. – Ja jestem słowny facet, Queta. Od kiedy mieszkałaś z Muzą?

– Nie mieszkałam – siliła się na spokój, starała się opanować, Garlitos, i nie patrzeć na Becerritę, a kiedy ich spojrzenia się spotkały, głos jej się zmieniał. Byłam jej przyjaciółką, czasami u niej nocowałam. Przeniosła się do Jezus Maria przeszło rok temu.

– Wykończył ją nerwowo, aż pękła, co? – powiedział Garlitos. – To metoda Bacerrity. Zszarpać nerwy, póki gość nie puści farby. Metoda tajniaka, nie dziennikarza.

Santiago i Periquito nie tknęli swego piwa: siedząc na brzeżku foteli, bez słowa śledzili przebieg rozmowy. Złamał ją, Zavalita, teraz odpowiadała na wszystkie pytania. Podnosiła głos i znów się uspokajała, Ivonne klepała ją po ramieniu. Z tą biedną wariatką było bardzo, bardzo źle, zwłaszcza odkąd straciła pracę w „Monmartre”, a wszystko przez to, że Paqueta obchodziła się z nią jak skończona łajdaczka. Wyrzuciła ją na ulicę, wiedząc, że umrze z głodu, biedna. Miała różne przygody, ale już nie złapała nikogo na stałe, nikogo, kto by jej płacił pensję i utrzymywał dom. I nagle zaczęła płakać, Garlitos, nie z powodu tych pytań Becerrity, ale z żalu za Muzą. A więc jest jeszcze coś takiego jak lojalność, przynajmniej między niektórymi kurwami, Zavalita.

– Biedaczka była już kompletnie wykończona – zasmucił się Becerrita, z ręką przy wąsiku, mrugając nerwowo i popatrując na Quete. – Za dużo piła, no i poza tym te narkotyki.

– I o tym też pan napisze? – zaszlochała Queta. – Nie dosyć panu tych wszystkich okropności, które codziennie o niej drukujecie? I to też musi pan wyciągnąć?

– O tym, że się skończyła, że była na pół prostytutką, że piła i łajdaczyła się, pisały wszystkie gazety – westchnął Becerrita. – Tylko my przypomnieliśmy to, co dobre. Że była znaną piosenkarką, że wybrano ją na Królową Komediantów, że była jedną z najpiękniejszych kobiet w Limie.

– Zamiast grzebać w jej życiorysie, lepiej byście się zajęli tym facetem, co ją zabił, co ją kazał zabić – załkała Queta i zakryła twarz dłońmi. – O nich nie mówicie, o nich to się nie ośmielicie mówić.

Czy to w tym momencie, Zavalita? Myśli: tak, wtedy. Skamieniała twarz Ivonne, myśli, jej oczy podejrzliwe, zbite z tropu, palce Becerrity znieruchomiałe przy wąsiku, łokieć Periquita na twoim biodrze, szturchał cię, Zavalita. Wszyscy czworo zamarli patrząc na Quete, która coraz gwałtowniej szlochała. Myśli: i oczki Becerrity, płonące, utkwione w jej rudych włosach.

– Ja się nie boję, ja piszę wszystko, a papier wszystko wytrzyma – szepnął w końcu słodko Becerrita. – Jeżeli ty się odważysz, to i ja też. Kto to był? Kogo posądzasz?

– Głupia, w co ty się pakujesz, co ty gadasz – przerażona twarz Ivonne, Garlitos, ten strach, ten jej krzyk. – Jeżeli te idiotyzmy, co ci przychodzą do głowy, jeżeli te twoje wymysły…

– Ależ, Madame, nic nie rozumiesz – niemal płaczliwy głos Becerrity, Garlitos. – Ona nie chce, żeby śmierć jej przyjaciółki przeszła bez echa, jakby nigdy nic. Jeżeli Queta się odważy, ja też się odważę. No powiedz, Queta, kto to zrobił według ciebie?

– Wcale nie idiotyzmy, pani sama wie, że to nie są moje wymysły – płakała Queta, uniosła głowę i wyrzuciła to z siebie, Garlitos: – Pani dobrze wie, że ją zabił ten goryl Cayo Śmierdziela.

Jakby wszystkimi porami skóry wylewał mi się pot, myśli, jakby wszystkie kości miały mi popękać. Nie przegapić ani jednego skrzywienia, ani jednej sylaby, nie poruszyć się, nie oddychać, i ten robak w żołądku, coraz większy, ten wąż, to ostrze noża, tak samo jak wtedy, myśli, gorzej niż wtedy. Ach, Zavalita.

– Panu się zbiera na płacz? – mówi Ambrosio. – Niech pan już więcej nie pije, paniczu.

– Jeżeli chcesz, wydrukuję, napiszę, tak jak było, a jak nie chcesz, nie napiszę ani słowa – mruknął Becerrita. – Cayo Śmierdziel to Cayo Bermúdez, prawda? Jesteś pewna, że to on ją kazał zabić? Ten szubrawiec jest teraz daleko za granicą, Queta.

I tamta twarz zeszpecona płaczem, Zavalita, zapuchnięte, zaczerwienione oczy, grymas niepokoju wokół ust, to wtedy właśnie głowa i ręce drgnęły w przeczącym geście: nie, nie Bermúdez.

– Jaki goryl? – nalegał Becerrita. – Widziałaś go, byłaś tam wtedy?

– Queta była w Huacachina – przerwała Ivonne grożąc mu palcem. – Z jednym senatorem, jeśli chcesz wiedzieć.

– Nie widziałam Hortensji od trzech dni – płakała Queta. – Dowiedziałam się z gazet. Ale ja dobrze wiem, ja nie kłamię.

– Skąd się wziął ten goryl? – powtórzył Becerrita; nie odrywał oczu od Quety i niecierpliwym ruchem dłoni uspokajał Ivonne. – Nic nie wydrukuję, Madame, tylko to, co Queta zechce. Jeżeli ona się nie odważy, to ja oczywiście też nie.

– Hortensja dużo wiedziała o jednym nadzianym facecie, ona umierała z głodu, chciała tylko stąd wyjechać – szlochała Queta. – To nie przez złość, nie chciała nikomu zaszkodzić, tylko wyjechać i zacząć wszystko od nowa, tam gdzie nikt jej nie zna. Kiedy przyszli ją zabić, była już i tak na pół żywa. Przez to, że ją tak skrzywdził ten łobuz Bermúdez i potem wszyscy inni, kiedy już była nikim.

1 ... 90 91 92 93 94 95 96 97 98 ... 163
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)