Rozmowa w „Katedrze”
- Автор: Варгас Льоса Марио
- Язык: польский
- Жанр: Современная русская и зарубежная проза
Электронная книга - «Rozmowa w „Katedrze”». Краткое содержание книги:
– Z kim była Muza, kiedy tutaj pracowała? – powiedział Santiago.
– To znaczy z kim żyła? – jej wystające, nierówne zęby, Zavalita, jej plotkarskie oczy. – Z różnymi. Dużo tego było.
– Nie powie mi pani nazwisk – rzekł Santiago. – Ale może przynajmniej, co to za faceci, jakiego pokroju.
– Miała jakieś swoje przygody, ale ja tam nie wiem, nie znam szczegółów, nie przyjaźniła się ze mną – powiedziała Paqueta. – Wiem to co i wszyscy, że zeszła na psy, i tyle.
– Nie wie pani, czy miała tutaj jakąś rodzinę? – powiedział Santiago. – Albo przyjaciółkę, która mogłaby nam coś o niej powiedzieć?
– Nie sądzę, żeby miała rodzinę – powiedziała Paqueta. – Mówiła, że jest Peruwianką, ale niektórzy ją brali za cudzoziemkę. Podobno te peruwiańskie papiery to jej załatwiał wie pan kto, kiedy była jego kochanką.
– Pan Becerra chciałby mieć jakieś fotografie Muzy z czasów, kiedy tutaj śpiewała – powiedział Santiago.
– Dam panu, ale bardzo proszę, nie mieszajcie mnie do tego, nie piszcie o mnie – powiedziała Paqueta. – Tylko pod tym warunkiem wam pomogę. Becerrita mi obiecał.
– I dotrzymamy słowa, proszę pani – powiedział Santiago. – Nie zna pani nikogo, kto by mógł nam dostarczyć informacji o niej? To ostatnia sprawa i zostawimy panią w spokoju.
– Przestała śpiewać i tyle ją – widziałam – Paqueta westchnęła, nagle przybrała tajemniczy, donosicielski wyraz twarzy. – Ale różne rzeczy się o niej słyszało, że poszła do takiego domu, pan wie. Zresztą ja nie wiem nic pewnego. Tylko tyle, że mieszkała z jedną z tych, co pracowały u tej Francuzki.
– Muza mieszkała z jakąś dziewczynką od Ivonne? – powiedział Santiago.
– A tak, o Francuzce to możecie pisać, gdzie wam się podoba – roześmiała się Paqueta i jej przesłodzony głos aż ociekał nienawiścią. – Wymieńcie ją po nazwisku, niech policja z niej co wyciągnie. Ta stara dużo wie.
– A jak się nazywała ta jej przyjaciółka, co z nią mieszkała? – powiedział Santiago.
– Queta? – mówi Ambrosio i po chwili, osłupiały: – Queta, paniczu?
– Jeśli powiecie, że to ja wam mówiłam, to już po mnie, Francuzka to mój najgorszy wróg – w głosie Paquety dźwięczała przymilność. – Prawdziwego nazwiska nie znam. Queta to jej pseudo.
– Nigdy jej nie widziałeś? – mówi Santiago. – Nigdy nie słyszałeś, żeby Bermúdez o niej mówił?
– Mieszkały razem i różnie o nich gadali – szepnęła Paqueta robiąc oko. – Że tam było coś więcej niż przyjaźń. Ale może to tylko plotki.
– Nigdy nie słyszałem i nie widziałem – mówi Ambrosio. – Don Cayo mi nie opowiadał o swoich dziewczynkach, ja byłem tylko szoferem, paniczu.
Wyszli w mgłę, w wilgoć, w półmrok dzielnicy Porvenir; Darío kiwał głową, oparty na kółku. Kiedy zapalał motor, na chodniku ponuro zaszczekał pies.
– Zapomniała o narkotykach, o tym, że siedziała razem z Muzą – śmiał się Periquito. – Cwaniara, nie?
– Cieszy się, że tamtą załatwili, widać, że jej nie znosiła – powiedział Santiago. – Zauważyłeś, Periquito? A że pijaczka, a że straciła głos, a że się źle prowadziła.
– Ale wyciągnąłeś z niej fajne rzeczy – powiedział Periquito. – Nie możesz narzekać.
– To wszystko na nic – powiedział Becerrita. – Trzeba grzebać dalej, aż tryśnie ropa.
Przeszło kilka dni wypełnionych pracą, rozgorączkowanych, Zavalita, wciągało cię to, niepokoiło, myśli: odżyłeś. Niestrudzona bieganina: samochód, wsiadasz, wysiadasz, wchodzisz do knajp, pensjonatów, burdeli, nie kończąca się wędrówka w smutnej nocnej dżungli tego miasta.
– Muza to nie brzmi za dobrze, trzeba ją przechrzcić – powiedział Becerrita. – Śladami Nocnego Motyla!
Pisałeś obszerne relacje, artykuły, notatki, redagowałeś podpisy pod zdjęcia i twoje podniecenie rosło, Zavalita. Becerrita odczytywał z cierpką miną twój maszynopis, skreślał, dorzucał roztrzęsionymi czerwonymi literkami parę zdań i wstawiał nagłówki: Nowe Rewelacyjne Dane O Zmarnowanym Życiu Nocnego Motyla Kobiety Zamordowanej W Dzielnicy Jezus Maria. Czy Muza Była Kobietą O Straszliwej Przeszłości? Reporterzy „Kroniki” Rozpraszają Mrok Wokół Zbrodni Która Poruszyła Całą Limę. Od Artystycznych Sukcesów Aż Po Krwawą Śmierć Dawnej Królowej Komediantów. Nocny Motyl Pod Ciosami Noża, Upadła Na Samo Dno Zepsucia Mówi Właścicielka Kabaretu W Którym Muza Śpiewała Swoje Ostatnie Piosenki. Czy Muza Straciła Głos Pod Wpływem Środków Oszałamiających?
– Pobiliśmy na łeb tych z „Ostatnich Wiadomości” – powiedział Arispe. – Dolewaj oliwy do ognia, Becerrita.
– Więcej ochłapów dla psiarni, Zavalita – mówił Garlitos. To są zalecenia naszego wodza.
– Dobrze się pan spisał, Zavalita – mówił Becerra. – Za dwadzieścia lat będzie z pana jaki taki dziennikarz.
– Wygrzebywać to gówno z całym entuzjazmem, dziś trochę, jutro trochę, pojutrze znowu coś niecoś – powiedział Santiago. – A kiedy zbierze się cała góra gnoju, okazuje się, że trzeba ją samemu zeżreć do ostatniej odrobiny. To właśnie mi się przydarzyło, Garlitos.
– To już koniec, señor Becerra? – powiedział Periquito. – Mogę iść spać?
– Jeszcześmy nawet nie zaczęli – powiedział Becerrita. – Idziemy do Madame i sprawdzimy, czy to prawda, co o niej nagadali.
Na powitanie wyszedł Robertito, witajcie pod naszym dachem, co słychać, señor Becerra, ale Becerrita zaraz zgasił ten jego radosny szczebiot: przyszli popracować, można wejść do saloniku? Proszę, señor Becerra, panowie pozwolą.
– Dla chłopców piwo – powiedział Becerrita. – A dla mnie ściągnij tu Madame. W pilnej sprawie.
Robertito, wachlując zakręconymi rzęsami, skinął głową z nieprzyjaznym uśmieszkiem i wybiegł tanecznym krokiem. Periquito rozwalił się na fotelu, jak tu wygodnie, jak elegancko, a Santiago usiadł obok niego. Ten wysłany dywanami salonik, myśli, dyskretne oświetlenie, trzy obrazki na ścianach. Na jednym jasnowłosy młodzian w masce na twarzy biegnie krętą ścieżką za dziewczyną o białej cerze i talii osy, a dziewczyna ucieka stąpając na czubkach palców; na drugim młodzieniec dogonił dziewczynę i tulą się do siebie pod gałęziami wierzby płaczącej; na trzecim dziewczyna leży na trawie, piersi ma obnażone i młodzieniec okrywa czułymi pocałunkami jej krągłe ramiona, a na jej twarzy widnieje wyraz tęsknoty i strachu. Cała scena ma za tło wybrzeże jeziora czy też rzeki, a w dali przepływa stado długoszyich łabędzi.
– Jaka ta młodzież teraz zepsuta – powiedział Becerrita z zadowoleniem. – Czy was cokolwiek interesuje? Tylko byście pili i ganiali po burdelach.
Miał taką minę, jakby mu się chciało śmiać, przyżółconymi palcami szarpał wąsik, kapelusz zsunął na kark i z ręką w kieszeni przechadzał się po salonie, jak czarny charakter z meksykańskiego filmu, myśli. Wszedł Robertito z tacą.
– Pani już idzie, proszę pana – skłonił się. – Pytała, czy pan by się nie napił whisky.
– Nie mogę, wrzód żołądka – zagrzmiał Becerrita. – Jak piję, to mam na drugi dzień krwawą sraczkę.
Robertito wyszedł i oto zjawiła się Ivonne, Zavalita. Jej gruby nos pod warstwą pudru, myśli, jej suknia z gazy pobrzękująca cekinami. Dojrzała, doświadczona, uśmiechnięta, pocałowała Becerritę w policzek, światowym ruchem wyciągnęła dłoń do Periquita i Santiago. Spojrzała na tacę, Robertito ich nie obsłużył? z przepraszającą minką nachyliła się i zręcznie nalała piwo, napełniając szklanki do połowy, z grubym kożuchem piany, po czym podsunęła im tacę. Usiadła na brzeżku krzesła, z wyciągniętą szyją, ze zmrużonymi oczyma, pod którymi skóra pofałdowała się w drobniutkie zmarszczki; założyła nogę na nogę.