Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Rozmowa w „Katedrze”». Краткое содержание книги:

Rozmowa w Katedrze to niezwykła historia ludzi żyjących w Peru, w latach 50., w czasie dyktatury wojskowej, której przywódcą był generał Manuel Apolinario Odría.Akcja książki rozgrywa się na kilku płaszczyznach ujawniających kulisy i mechanizmy władzy dyktatora jak i jej wpływ na życie zwykłych ludzi. W popularnym barze o znaczącej nazwie Katedraa spotykają się Santiago Zavala, który wyrwał się spod władzy lojalnego wobec rządu ojca, Ambrosio człowiek ze społecznych nizin, znajomy Cayo Bemudeza bliskiego współpracownika prezydenta. Rozmowa, uznawana jest za najważniejsze dzieło Vargasa Llosy. Sam Autor mówi o niej w ten sposób: żadna inna powieść nie przysporzyła mi tak wiele trudu. Dlatego gdybym musiał kiedyś uratować coś z pożaru, wyniósłbym właśnie tę książkę.
1 ... 87 88 89 90 91 92 93 94 95 ... 163
Перейти на страницу:

– Może i ma różne pieskie humory, ale o swoich ludzi to się użera jak lew – powiedział Darío. – Gdyby nie on, ten moczymorda Garlitos dawno by od nas wyleciał. Daj spokój Becerricie.

– Mam dość, rzucę dziennikarkę – powiedział Pieriquito. Będę robił reklamówki. Tydzień z Becerrita to gorsze niż złapać szankra.

Auto wjechało w Colmena, potem wzdłuż Parku Uniwersyteckiego, minęło Azángaro, a dalej kamienną biel Pałacu Sprawiedliwości, w deszczowym popołudniu prześliznęło się ulicą República, a kiedy po prawej, w ciemnym ogrodzie, zajaśniały oświetlone okna i roziskrzona fasada „Cabafti”, Periquito wybuchnął śmiechem, ni z tego, ni z owego, już pogodzony z losem: nawet mu się nie chce patrzeć na ten chlew, Zavalita, jeszcze czuje w wątrobie niedzielne pijaństwo.

– Jeden artykulik na jego kolumnie może pogrążyć każdą dzidzię z kabaretu, doprowadzić do zaniknięcia każdego burdelu, załatwić każdą budę – powiedział Darío. – Becerrita to bóg limańskiego półświatka. I żaden kierownik innego działu tak się nie obchodzi z ludźmi jak on. Zabiera do lokali, stawia wódkę, sprowadza dziewczynki. Nie masz się na co skarżyć, Periquito.

– Niech ci będzie – zgodził się Periquito. – Dobra mina do złej gry. Jak trzeba, to trzeba, zamiast się truć, postarajmy się wykorzystać jego słabość do tych rzeczy.

Burdele, cuchnące nory, podejrzane bary pełne rzygowin, fauna godziny trzeciej nad ranem. Myśli: jego słabość. Tam stawał się człowiekiem, myśli, tam nie można go było nie kochać. Darío zahamował: pozbawiony twarzy tłum snuł się po chodnikach w półmroku alei 28 Lipca, po mrocznych postaciach pełzało konające, zjełczałe światło latarń dzielnicy Porvenir. W powietrzu wisiała mgła, wieczór był wilgotny. Drzwi „Monmartre” zamknięte.

– Zapukajmy, Paqueta musi być u siebie – powiedział Periquito. – Tę spelunkę bardzo późno otwierają, tu kończą noc bywalcy wszystkich innych knajp.

Zapukali w szklane drzwi – za szybą, w różowej poświacie pianista, myśli, o zębach tak białych jak klawisze fortepianu, i dwie tancerki z pękami piór na siedzeniu i na głowie – usłyszeli czyjeś kroki, otworzył mizerny chłopak w białej kamizelce i fantazyjnym krawacie, popatrzył na nich porozumiewawczo: z „Kroniki”? Proszę, pani czeka. Zaśmiecony butelkami bar, srebrne gwiazdki na suficie, maleńki parkiet do tańca i stojący mikrofon, puste stoliki, krzesła. Otworzyły się ukryte za barem drzwiczki, dobry wieczór, powiedział

Periquito, to właśnie była Paqueta, Zavalita: jej oczy, w czarnych kołach tuszu, długie sztuczne rzęsy, czerwone policzki, obfite pośladki, obciśnięte ciasno przylegającymi spodniami, i te ruchy cyrkówki na linie.

– Pan Becerra rozmawiał z panią, prawda? – powiedział Santiago. – My w związku z tą zbrodnią w dzielnicy Jezus Maria.

– Obiecał, że nigdzie mnie nie wymieni, przysiągł mi, mam nadzieję, że dotrzyma słowa – jej gąbczasta dłoń, zdawkowy uśmieszek, miodowy głos, w którym można się było dosłuchać strachu i nienawiści. – Jeżeli wybuchnie skandal, to mój lokal ucierpi, pan mnie rozumie, prawda?

– Potrzebujemy tylko paru informacji – powiedział Santiago. – Kim była, co robiła.

– Ledwo ją znałam, prawie nic nie wiem – sztywne rzęsy zatrzepotały wykrętnie, Zavalita, purpurowe wargi stuliły się jak kwiat mimozy. – Już z pół roku, jak u nas nie śpiewa. Więcej, osiem miesięcy. Prawie nie miała głosu, przyjęłam ją z litości, odstawiała trzy czy cztery piosenki i szła do domu. Przedtem była w „La Laguna”.

Zamilkła przy pierwszym błysku flesza i patrzyła na nich z rozchylonymi ustami: Periquito z całym spokojem fotografował bar, parkiet, mikrofon.

– Na co te zdjęcia – powiedziała ze złością, wskazując na niego. – Becerrita przysięgał, że nie będzie o mnie pisać.

– Pokażemy tylko jeden z lokali, w których śpiewała, pani nazwiska nie wymienimy – powiedział Santiago. – Chciałbym się dowiedzieć czegoś o prywatnym życiu Muzy. Może jakaś anegdota, cokolwiek.

– Ja prawie nic nie wiem, już mówiłam – mruknęła Paqueta wodząc oczami za Periquitem. – Oprócz tego, co wiedzą wszyscy. Że kupę lat temu była dosyć znana, że śpiewała w „Embassy”, że potem była przyjaciółką wie pan kogo. Ale myślę, że tego i tak nie napiszecie.

– A czemu nie? – roześmiał się Periquito. – Odna już nie jest prezydentem, tylko Manuel Prado, i „Kronika” jest spod znaku Prado. Możemy pisać, co się nam podoba.

– A ja myślałem, że naprawdę możemy, i napisałem to w pierwszym moim reportażu, Garlitos – zaśmiał się Santiago. – Była kochanka Cayo Bermúdeza zamordowana rzeźnickim nożem.

– Chyba z pana za wielki chojrak, Zavalita – burknął Becerrita, niezbyt życzliwie spoglądając na zapisane przez niego kartki. – A zresztą, zobaczymy, co powie nasz wódz.

– Lepiej będzie: gwiazda piosenki zamordowana ciosami noża, to mniej szokujące – powiedział Arispe. – A poza tym, mój panie i władco, takie są zalecenia z góry.

– No przecież była kochanką tego skurwysyna, tak czy nie? – powiedział Becerrita. – A skoro była i skoro ten łobuz już nie jest w rządzie i nawet nie ma go w kraju, to czemu nie wolno pisać?

– Bo jak napiszemy, to nasze władze dostaną po tyłku, jak dwa a dwa cztery – powiedział Arispe.

– W porządku, ten argument zawsze do mnie przemawia – powiedział Becerrita. – Niech pan to przerobi, Zavalita. Tam gdzie było kochanka Cayo Bermúdeza, wstawi pan Królowa Komediantów.

– No, a potem Bermudez ją rzucił i wyjechał z kraju, to było, jak już się kończyły rządy Odrii – Paqueta wzdrygnęła się: znowu błysnął flesz. – Pan pewnie pamięta, wtedy, co wybuchły te zamieszki w Arequipie. Ona potem wróciła na estradę, ale już jej nie szło tak jak dawniej. Nie ta prezencja, nie ten głos. Ciągle piła, nawet próbowała popełnić samobójstwo. Nie mogła dostać pracy. Biedaczka, źle skończyła.

– Przez cały czas, jak u niego byłeś, nie miał żadnej kobiety? – mówi Santiago. – To chyba był pedałem.

– Jakie życie prowadziła? – powiedziała Paqueta. – Niedobre życie, już panu mówiłam. Piła, przyjaciele ją rzucili, ciągle miała kłopoty z forsą. Wzięłam ją z litości i była u mnie krótko, ze dwa miesiące, a może i mniej. Goście się przy niej nudzili. Jej piosenki wyszły z mody. Starała się być w kursie, ale te nowe rytmy jej nie wychodziły.

– Nie kochał się w żadnej, ale kobiety miał, owszem – mówi Ambrosio. – To znaczy, dziewczynki, paniczu.

– A co to było z tymi narkotykami, niech nam pani powie – zapytał Santiago.

– Z narkotykami? – powiedziała Paqueta zdumiona. – Z jakimi narkotykami?

– Chodził do burdeli, woziłem go nieraz mówi Ambrosio. – Do tego, co to pan już przedtem wspominał. Ivonne, właśnie do niej. Nieraz.

– Ależ tak, przecież i panią w to wmieszali, zabrali panią razem z nią – powiedział Santiago. – I pan Becerra pani pomógł, to dzięki niemu w gazetach nic nie pisali o pani, przecież pani pamięta, nie?

Nagłe drżenie przemknęło przez mięsistą twarz, nieugięte rzęsy zafalowały gniewnie, ale zaraz hardy uśmieszek złagodził jej rysy. Przymknęła oczy, jakby chciała spojrzeć w głąb siebie samej i wyłowić z pamięci ten zagubiony epizod: ach, o to chodzi, no tak, tak.

– A Ludovico, ten co panu mówiłem, ten co mnie wysłał do Pucallpa, ten co po mnie szoferował u don Cayo, on go też woził do burdelu, przez cały czas – mówi Ambrosio. – Nie, paniczu, nie był pedałem.

– Nie było żadnych narkotyków ani nic podobnego, to pomyłka, wszystko się zaraz wyjaśniło – powiedziała Paqueta. – Policja zatrzymała jednego gościa, przychodził tutaj od czasu do czasu, zdaje się, że handlował kokainą, no i wzięli mnie i ją na świadka. Nic żeśmy nie wiedziały i zaraz nas wypuścili.

1 ... 87 88 89 90 91 92 93 94 95 ... 163
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)