Rozmowa w „Katedrze”
- Автор: Варгас Льоса Марио
- Язык: польский
- Жанр: Современная русская и зарубежная проза
Электронная книга - «Rozmowa w „Katedrze”». Краткое содержание книги:
– Nie rób takiej zdziwionej miny – powiedział Becerrita. – Przecież wiesz, po cośmy przyszli, Madame.
– Naprawdę nie chcesz się napić? nie do wiary – jej cudzoziemski akcent Zavalita, jej pretensjonalne gesty i ta swoboda zadowolonej z siebie pani domu. – Coś podobnego, Becerrita, ty, stary kumpel od kieliszka?
– Były kumpel od kieliszka, z czasów, kiedy wrzód mi nie zżerał żołądka – powiedział Becerrita. – Teraz mogę pić tylko mleko. Najprawdziwsze mleko, nie żadne kurewskie świństwa.
– Zawsze taki sam – Ivonne zwróciła się do Santiago i Periquita. – Ten staruszek i ja jesteśmy ze sobą jak brat z siostrą, od niepamiętnych czasów.
– Tak, w pewnym okresie nawet jak brat z siostrą w kazirodczym związku – zaśmiał się Becerrita i zaraz dodał tym samym poufałym tonem: – A teraz odpowiedz mi jak na spowiedzi. Długo trzymałaś u siebie Muzę?
– Muzę? Ja? – uśmiechnęła się Ivonne. – Zabawny z ciebie spowiednik, Becerrita.
– No proszę, jednak nie masz do mnie zaufania – Becerrita przysiadł na poręczy fotela Ivonne. – I jeszcze do tego kłamiesz.
– Zwariowałeś, mój księżulku uśmiechnęła się Ivonne i trzepnęła Becerritę w kolano. – Gdyby tu kiedykolwiek pracowała, to bym nie mówiła, że nie.
Wyjęła z rękawa chusteczkę, wytarła oczy, już się nie uśmiechała. Oczywiście, znała ją, przychodziła tutaj czasami, kiedy była z tym, no, Becerrita i tak wie, z kim była. Przyprowadzał ją tutaj, żeby się rozerwała, żeby sobie popatrzyła przez to okienko, co wychodzi na bar. Ale o ile ona wie, Muza nigdy nie pracowała w żadnym lokalu. Znowu się zaśmiała, elegancka i pewna siebie. Te maleńkie zmarszczki wokół oczu, na szyi, myśli, i ta jej nienawiść: biedaczka, zarabiała na życie na ulicy, jak zwykła rogówka.
– Jak widzę, przepadałaś za nią, Madame – zachrypiał Becerrita.
– Kiedy była kochanką Bermúdeza, na wszystkich patrzyła z góry – westchnęła Ivonne. – Nawet nie miałam wstępu do jej domu. Dlatego nikt jej nie pomagał, kiedy wszystko straciła. A straciła z własnej winy. Wódka i narkotyki.
– Jesteś zachwycona, że ją pokroili – uśmiechnął się Becerrita. – Masz cholernie uczuciową naturę, Madame.
– Kiedy przeczytałam w gazetach, bardzo się przejęłam, zawsze się przejmuję takimi zbrodniami – powiedziała Ivonne. A zwłaszcza te zdjęcia, to jej mieszkanie. Jeśli zechcesz napisać, że tu pracowała, to doskonale. Reklama dla zakładu.
– Jesteś bardzo pewna siebie, Madame – powiedział Becerrita z bladym uśmieszkiem. – Od razu widać, że złapałaś dobrego opiekuna, nie gorszego od Cayo Bermúdeza.
– To oszczerstwo, Bermúdez nigdy nie miał nic wspólnego z moim lokalem – powiedziała Ivonne. – Był tylko klientem, jak każdy inny.
– Wróćmy do tego samego nocnika, skoro już nam się ulało na podłogę – powiedział Becerrita. – Nie pracowała tutaj, okey. Zawołaj mi tę, co z nią mieszkała. Niech nam dopowie parę szczegółów i damy ci spokój.
– Tę co z nią mieszkała? – twarz jej się zmieniła, Garlitos, straciła cały tupet, zsiniała. – Któraś z moich dziewcząt z nią mieszkała?
– Aha, to policja jeszcze nic o tym nie wie – Becerrita pogłaskał wąsik i łakomie przejechał językiem po wargach. – Ale wcześniej czy później się dowiedzą i wezmą cię na spytki, ciebie i niejaką Quete. Bądź na to przygotowana, Madame.
– Queta? – grom z jasnego nieba, Garlitos. – Ale co ty mówisz, Becerrita.
– Ciągle zmieniają imiona, trudno się w tym połapać, która to? – rzekł cicho Becerrita. – Po co te nerwy, nie jesteśmy z policji. Zawołaj ją. Poufna rozmówka, nic więcej.
– Kto ci powiedział, że Queta z nią mieszkała? – wybełkotała Ivonne: robiła ogromne wysiłki, aby zachować całą swobodę i uśmiech na twarzy.
– A widzisz, Madame, bo ja to mam do ciebie zaufanie, ja jestem naprawdę twoim przyjacielem – szepnął Becerrita z odrobiną złości w głosie. – Powiedziała nam Paqueta.
– Najgorsza kurwa ze wszystkich kurew na świecie – rozpite babsko z zadęciem na wielką damę, Garlitos, potem przestraszona starucha, a jak usłyszała o Paquecie, istna pantera. – Niechby się udławiła miesiączką własnej kurwy-mamusi.
– Jak ładnie się wyrażasz, Madame – Becerrita, uszczęśliwiony, otoczył ramieniem jej plecy. – Pomścimy cię, w jutrzejszym numerze napiszemy, że „Monmartre” to najbardziej zakazana spelunka w całej Limie.
– Ale czy nie rozumiesz, że to ją wykończy? – powiedziała
Ivonne łapiąc Becerritę za kolano. – Nie rozumiesz, że policja ją przymknie, żeby ją wybadać?
– Czy ona coś wiedziała? – rzekł Becerrita zniżając głos do szeptu. – Wie coś?
– Oczywiście, że nie wie, ale nie chce być wmieszana w żadną aferę – powiedziała Ivonne. – Wykończysz ją. Dlaczego chcesz jej to zrobić?
– Nic jej nie chcę zrobić, chcę tylko kilku informacji o prywatnych sprawach Muzy – powiedział Becerrita. – Nie będziemy pisać, że mieszkały razem, nie wymienimy jej nazwiska. Wierzysz w moje słowo czy nie?
– Jasne, że nie – powiedziała Ivonne. – Jesteś taki sam skurwysyn jak Paqueta.
– O, tak to mi się podobasz, Madame – Becerrita z przelotnym uśmieszkiem popatrzył na Santiago i Periquita. – Masz prawo tak mówić.
– Queta to dobra dziewczyna, Becerrita – rzekła półgłosem Ivonne. – Nie pogrążaj jej. Zresztą, mogłoby cię to drogo kosztować. Uprzedzam, ma bardzo oddanych przyjaciół.
– Zawołaj ją wreszcie i nie odstawiaj mi tu dramatycznych scen – uśmiechnął się Becerrita. – Przysięgam, że nic się jej nie stanie.
– Myślisz, że ona jest teraz w nastroju do pracy, po tym wszystkim, co się stało z jej przyjaciółką? – powiedziała Ivonne.
– Doskonale, poślij kogoś do niej i naznacz jej spotkanie ze mną – powiedział Becerrita. – Chcę tylko paru informacji. A jeśli nie będzie miała ochoty na rozmowę, umieszczę jej nazwisko na pierwszej stronie i będzie musiała gadać z tajniakami.
– Przysięgasz, że jak ci przyślę Quete, to nigdzie jej nie wymienisz? – powiedziała Ivonne.
Becerrita przytaknął. Na jego twarzy rozlewał się wyraz zadowolenia, małe oczki błyszczały. Wstał, podszedł do stolika, zdecydowanym gestem wziął szklankę Santiago i wychylił jednym haustem. Na jego ustach pojawiła się biała obwódka piany.
– Tak jest, Madame, przysięgam, poślij po nią i zadzwoń do mnie – powiedział z całą powagą. – Znasz mój telefon.
– Pan myśli, señor Becerra, że ona zadzwoni? – powiedział Periquito w samochodzie. – Bo mnie się wydaje, że zaraz poleci do tej Quety i powie faceci z „Kroniki” wiedzą, że mieszkałaś z Muzą, musisz wiać.
– Ale która to jest ta Queta? – powiedział Arispe. – Na pewno ją znamy, Becerrita.
– To musi być któraś z tych dla specjalnych gości, z tych, co pracują w domu – powiedział Becerrita. – Może ją i znamy, ale pod innym imieniem.
– Ta kobieta to skarb na wagę złota – powiedział Arispe. – Musisz ją znaleźć, mój panie i władco, choćbyś miał całą Limę przewrócić do góry nogami.
– A nie mówiłem, że Madame zadzwoni? – Becerrita patrzył na nich kpiąco, bez cienia pychy. – Dziś o siódmej. Szefie, proszę mi zarezerwować caluteńką rozkładówkę.
– Panowie pozwolą – rzekł Robertito. – Tak, do saloniku. Proszę usiąść.
Teraz, w popołudniowym świetle wpadającym tu przez jedyne okno, salonik stracił swoją tajemniczość i czar. Wypełzłe obicia mebli, myśli, spłowiałe tapety na ścianach, dywan tu i ówdzie przetarty, ze śladami po papierosach. Dziewczyna z obrazków była bez wyrazu, łabędzie ciężkie i niezgrabne.