Lord z planety Ziemia
- Автор: Лукьяненко Сергей Васильевич
- Язык: польский
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Lord z planety Ziemia». Краткое содержание книги:
– Terry, wybierz wszystko, co tylko zechcesz. I wiesz co… Może niepotrzebnie braliśmy te tabletki No baby?
Terry zamilkła, a na jej policzki wypłynął lekki rumieniec.
– Możesz mi dać w twarz – powiedziałem szybko. – Przepraszam… wybacz.
– Daj spokój.
Terry usiadła mi na kolanach i zamilkła. Wreszcie zupełnie innym tonem powiedziała:
– Kiedy wrócimy na Somat, to pomyślimy… Siergiej, dlaczego nie chciałeś wracać na Ziemię? Spodobała mi się już wtedy, w przeszłości, a teraz to przecież bajka. Spokojny, dobry, szczodry świat…
– Terry… – musnąłem wargami jej ramię. Do diabła, jak tu się spierać z księżniczką? – Terry, wyobraź sobie, że miałaś bardzo surowych, po prostu okrutnych rodziców…
– No? – zachęciła mnie Terry, nieszczególnie zachwycona pomysłem. – Wyobraziłam sobie.
– No właśnie, surowi rodzice… Wyrwałaś się z domu i wtedy nagle zaczęto ci tłumaczyć, jacy to dobrzy i czuli ludzie.
– Jasne. Albo jakby mi ktoś opowiedział, że Tar pokryły nieprzebyte lasy…
– Otóż to. Taki właśnie jest mój stosunek do baśniowo cudownej Ziemi.
– Siergiej… – Terry zsunęła się z moich kolan. – Rozumiem cię. Aleja, dowiadując się o lasach na Tarze, po prostu poleciałabym na ojczystą planetę, żeby sprawdzić wszystko sama. Teraz jesteś na Ziemi i co widzisz?
Przez kilka sekund walczyłem z cisnącą się na język odpowiedzią. I przegrałem.
– Ciebie, Terry…
Przyciągnąłem ją do siebie. Terry się nie sprzeciwiała. Po chwili całowaliśmy się, zapominając o wszystkich planetach.
Ni stąd, ni zowąd elegancka pomarańczowa narzuta wyśliznęła się spod nas i zwinęła w ciasny wałek. Zerwaliśmy się. Tymczasem łóżko kontynuowało demonstrację swoich umiejętności – brzeżek cienkiej, miękkiej kołdry odgiął się troskliwie, ukazując śnieżnobiałą pościel.
Pierwsza roześmiała się Terry. Potem ja. Zakłopotane łóżko zaczęło się na nowo zaściełać.
– Nie lubię zbyt aktywnych łóżek – wykrztusiłem z trudem. – Słowo honoru, że się z nim nie umawiałem…
Łóżko znowu wyglądało spokojnie i dobrodusznie. Zrobiło mi się nieswojo.
– Idealnie urządzone planety wzbudzają moją czujność.
Terry, jakby wyczuwając mój nastrój, spoważniała.
– Siergiej, pójdę po swoje rzeczy. To niedaleko. A ty porozmawiaj z właścicielem domu… i pogadaj z łóżkiem.
Skinąłem głową. Terry odwróciła się od drzwi i oznajmiła:
– Łazienki na Ziemi są doskonale wyposażone. Cała automatyka jest na swoim miejscu.
Uśmiechnąłem się krzywo. Ostatni raz brałem prysznic tydzień temu, na Somacie. Pływanie w kombinezonie trudno nazwać toaletą.
7. Kolacja w wąskim gronie rodzinnym
Rozmowa” z łóżkiem nie trwała zbyt długo. Nóż w charakterze śrubokręta, trochę wiedzy z dziedziny cybernetyki użytkowej i duża dawka bezczelności pomogły mi zmienić je w posłuszny, nieruchomy mebel. Potem zrzuciłem kombinezon, który zdążył mi się już znudzić, i ruszyłem do łazienki.
Tutaj rzeczywiście wyczuwało się XXII wiek. Gdy tylko zamknąłem za sobą drzwi, światło na chwilę przygasło, a śnieżnobiałe ściany zafalowały i znikły. Już po chwili stałem na brzegu leśnego jeziorka.
Iluzja była tak doskonała, że pokręciłem głową. Wokół rosły sosny godne pędzla Szyszkina, z góry spoglądało błękitne niebo. Pod nogami miałem żółty piasek, z porośniętego mchem głazu do jeziorka spływała struga wody. Zastanawiałem się w popłochu, czy to przypadkiem nie jest lokalne hiperprzejście. Cóż, nietrudno sprawdzić. Zrobiłem kilka kroków w stronę drzew, które zblakły, przemieniając się w cienie. Wyciągnąłem rękę i dotknąłem ciepłej, gładkiej powierzchni. Ściana… Co było do dowiedzenia.
Wróciłem do jeziora i wszedłem do wody. Trochę za zimna, ale da się wytrzymać. Szkoda, że na Somacie nie mieliśmy czegoś takiego.
– Lekko podgrzać wodę – rzuciłem w przestrzeń, absolutnie pewny, że prośba zostanie spełniona.
Woda zaczęła się nagrzewać tak szybko, jakby wrzucono do niej pocisk plazmowy. Wyciągnąłem się z głową na nadmuchiwanej poduszce, która wzięła się nie wiadomo skąd.
– Woda w porządku, dziękuję – odezwałem się leniwie.
Co innego brać ciepłą kąpiel w wannie, a co innego kąpać się w jeziorze. Zresztą otoczenie na pewno można dowolnie zmienić. Dolina gejzerów, dzika plaża z nagimi ślicznotkami, krajobraz obcej planety, łaźnie tureckie. Na razie całkowicie wystarczał mi sosnowy las. Uśmiechnąłem się lekko, spoglądając na bezchmurne niebo. Jeśli zechcę wziąć prysznic, na pewno pojawią się deszczowe chmury. Dla mnie bomba… Do licha, ten XXII wiek na mojej planecie nie był jeszcze taki najgorszy…
Łazienka wydała mi fioletowy szlafrok i banalne kapcie. Przeszedłem się po domu, szukając Kislicyna.
Były włóczęga znowu pracował w ogrodzie. Przesuwał „suszarką” nad klombem kwiatów. Żadnych widocznych efektów to nie dawało, ale Nurlan wydawał się tak skoncentrowany, że aż przystanąłem niepewnie, bojąc się mu przerwać.
– Coś się stało? – zapytał Nurlan.
– Dziewczyna, która u mnie była… – zacząłem.
– Księżniczka Terry?
Osłupiałem. Jeśli on zna Terry…
– Jeśli dobrze rozumiem, moje incognito diabli wzięli? Kislicyn spokojnie skinął głową.
– Od razu wiedziałem, że nie jesteś roaderem. A potem skontaktowano się ze mną i poproszono, bym cię przyjął możliwie najbardziej gościnnie.
– Kto się skontaktował? – spytałam przygnębiony, przypominając sobie Dziadka, Vica i nawet tego parszywca Andrieja. A nuż…
– Dowódca ochrony projektu „Siewcy”, Rajmund Maccord. Bardzo uprzejmy człowiek.
– Jasne. – Przykucnąłem obok Nurlana. – I co odpowiedziałeś?
– Że gościnny bywam z własnej inicjatywy, wobec tych, których polubiłem.
– Dziękuję.
Nurlan wzruszył ramionami.
– Chciałeś o coś zapytać?
– Czyja i Terry możemy zostać do jutra?
Kislicyn skinął głową. Ten stary włóczęga hodujący kwiaty, ten fantastyczny Murzyn o rosyjsko-kazachskim nazwisku spodobał mi się od razu. A teraz, widząc, jak spokojnie zareagował na mnie i na Terry, nagłe zapragnąłem szczerze z nim porozmawiać.
– Nurlan, mam zamiar opuścić jutro Ziemię. Razem z Terry polecimy na Tara, potem dalej.
– Nie spodobało się w domu?
To nie jest mój dom. Lubiłem mieszkać w Ałma Acie, gdy była miastem, a nie sadem z domkami między zielenią. Lubiłem góry i step, które teraz są nafaszerowane punktami łączności. To właśnie zabiło roaderów. Co za sens bawić się w oderwanie od cywilizacji, gdy na każdym drzewie wisi telefon? A te wasze Znaki… Zabawne. Komunizm mimo wszystko zwyciężył, choć w bardzo dziwnej formie. Ale jeśli dwunastoletni smarkacz zaczyna bawić się w seks z przyjaciółmi obojga płci…
Zamilkłem. Kislicyn wyciągnął rękę i ostrożnie poklepał mnie po ramieniu.
– Siergiej, mnie też się to nie podoba – powiedział cicho. – Zostałem roaderem, gdy miałem trzynaście lat, ale wtedy moralność była bardziej surowa. Wszystko zmieniało się na moich oczach, ale stopniowo. A ty przyszedłeś prosto z XX wieku, z purytańskiego, a raczej muzułmańskiego kraju. Dla ciebie to wszystko jest nieprawdopodobne i obce. Ale spróbuj zrozumieć… nie ma większej pułapki niż wolność. Jeśli przyznajemy człowiekowi prawo do samodzielności niezależnie od wieku, niesłuszne byłoby stawianie jakichś ram czy ograniczeń – w seksie, nabywaniu narkotyków, w ryzykowaniu czy eutanazji. Trzeba dojść do końca. W miejscach publicznych nie zobaczysz nic, co obrażałoby twoją moralność, bo to byłoby ograniczeniem twojej wolności, ale nie wymagaj przyzwoitości za ścianami cudzych domów. Po prostu nie zaglądaj w okna.