Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Lord z planety Ziemia
Lord z planety Ziemia - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Lord z planety Ziemia

Электронная книга - «Lord z planety Ziemia». Краткое содержание книги:

Były żołnierz wyrusza w galaktyczną wyprawę w nieznany świat. I staje do pojedynku o władzę nad planetą, na której nikt nie wie o istnieniu Ziemi – dobrze ukrytej przed wzrokiem innych przez wszechpotężną rasę. Żeby wrócić na Ziemię, Siergiej musi ją najpierw odnaleźć. Ale naszej planety szuka także ktoś, kto chce ją zniszczyć…
1 ... 86 87 88 89 90 91 92 93 94 ... 135
Перейти на страницу:

Trzeba przyznać, że potomkowie wyglądali bardzo solidnie. Po spotkaniu z roaderami spodziewałem się absolutnej swobody strojów, ale większość przechodniów ubierała się całkiem zwyczajnie. Na przykład idący z naprzeciwka chłopiec miał na sobie wąskie granatowe spodnie i błękitną koszulę… to znaczy zieloną… a może złotobrązową?

Zwyczajność ubiorów była jedynie pozorna. Luźna bluza chłopaka co chwila zmieniała kolor. A dziewczęta, które mnie wyprzedziły, miały na sobie minispódniczki z czegoś bardzo dziwnego. Srebrzysty materiał, kołyszący się wokół bioder, przypominał obłoczek gazu albo pole kamuflażowe… Do licha, czyżby wyszły na ulicę nago, z włączonymi generatorami dającymi złudzenie ubrania? Czy oni nie mają co robić z energią? Pole kamuflażowe to jeden z najbardziej energochłonnych procesów, z jakich korzystaliśmy na statku!

A, co mi tam. Niech sobie chodzą, w czym chcą. Najważniejsze, że na mój kombinezon nikt nie zwracał uwagi. Szedłem ulicą, uważając na numery domów. Same domy – zasłonięte drzewami, niewysokimi żywopłotami i kamuflażową mgiełką – były niemal niewidoczne. Moi potomkowie cenili sobie odosobnienie. Ale do każdego domu prowadziła wąska ścieżka wyłożona kamieniami albo porośnięta trawą. Na początku ścieżki stały ażurowe tabliczki z numerami.

567 – XXVIII.

Napis wykonano rzymskimi i arabskimi cyframi, z dość niedbale wyciętych mosiężnych pasków. Cyfry byle jak przybito do nieszlifowanej deseczki. Albo Nurlan Kislicyn lubił epatować otoczenie, albo takie niedbalstwo było teraz w modzie. Wzruszyłem ramionami i wszedłem na ścieżkę wysypaną grubym żwirem.

Jak powinien wyglądać człowiek, który nosi kazachskie imię i rosyjskie nazwisko? Mnie, człowiekowi z XX wieku, wydawało się, że jak Tatar.

Nurlan Kislicyn był Murzynem. Nie czystej krwi, oczywiście, w jego twarzy dawało się odnaleźć rysy europejskie i azjatyckie. Ze zdumieniem przypomniałem sobie, że ludzie, których widziałem na ulicy, też mieli cechy przemieszania ras. Jeśli działo się tak na całej Ziemi, to Adolf i jego następcy nie mieliby już nic do roboty. Miło było się przekonać, że rasizm już nie istnieje… Teraz pojawiła się tendencja do dzielenia Ziemian na kolonistów i chronokolonistów.

Przywódca roaderów Ałma Aty krzątał się w ogródku przed domem. Dla dawnego włóczęgi było to zajęcie aż nazbyt spokojne i patriarchalne. Kwiaty, nawet jak na moje niedoświadczone oko, wyglądały wspaniale. Przypominały astry, ale w nieprawdopodobnych kolorach – od bladobłękitnych do czarnych.

Podszedłem do klombu, nerwowo kombinując, jak się przedstawić. Były roader? Młody kontynuator? Próżniak, który naczytał się Księgi Gór?

Nurlan oderwał się od swoich kwiatów, położył na ziemi aparacik przypominający suszarkę i przyjrzał mi się uważnie. Uśmiechnąłem się krzywo. Kislicyn wyglądał na jakieś pięćdziesiąt lat. Jeśli każdy roader jest psychologiem, jak zapewniał mnie Dziadek, to nie ma sensu kłamać.

– Wiatru w twarz – powiedział półgłosem Nurlan.

– Dopóki jest słońce i powietrze, zawsze będzie wiatr – odpowiedziałem, pchany nieokreślonym impulsem. Przypominało to „hasło-odzew” z taniego kryminału, ale przywykłem wierzyć intuicji.

– Wejdź – rzekł Nurlan. – Na długo?

– Na kilka dni. – Wszystko okazało się proste. Vic miał rację, nikt nie żądał ode mnie żadnych dowodów.

Dom Kislicyna był zbudowany ze zwykłej cegły – a przynajmniej tak wyglądał. W środku też nie zauważyłem nic nadzwyczajnego, może tylko meble – masywne, ciężkie, przypominające antyki, prawdziwe antyki, a nie mój wiek XX. Nieliczne współczesne przedmioty – przyrządy o niezrozumiałym przeznaczeniu, płaskie wideoekrany, małe terminale komputerowe w każdym pokoju – ginęły wśród drewna i kamienia.

Spodobało mi się to. Tak jak i pokój gościnny, do którego zaprowadził mnie Nurlan. Szerokie okno wychodziło na sad pełen jabłoni, za którym widać było sąsiedni dom otulony mgiełką kamuflażu. Ascetyczne umeblowanie – szafa, łóżko, stół i krzesło. Nad stołem wisiał płaski jak dykta ekran, włączony na kalendarz. W końcu dowiedziałam się, jaki mamy dzień – dziesiąty września.

Wbudowany w biurko terminal informacyjny okazał się wystarczająco prosty w użyciu. Wkrótce wprowadziłem na ekran mapę miasta, współczesną i tę sprzed dwustu lat. W miejscu parku, w którym kiedyś „ratowałem” księżniczkę, była klinika dla dzieci, kościół Jedności w Chrystusie i kilka domków. Po raz kolejny skląłem się za głupotę. Spróbowałem wyobrazić sobie, co zrobiłbym na miejscu Terry. Chyba będzie czekała w kościele. Ale równie dobrze mogła odwiedzić jeden czy dwa domki. Złożenie królewskiej wizyty w szpitalu dziecięcym też byłoby całkiem w jej stylu.

Nagle mapa na ekranie zbladła i zobaczyłem twarz gospodarza.

– Masz gościa, roaderze – oznajmił. – Otwórz drzwi.

Twarz Nurlana znikła. Odwróciłem się. Szybko mnie wyśledzili… Ale co tam, drzwi mogę otworzyć.

Wybrałem najdogodniejsze miejsce – przy oknie, tak żeby kontrolować drzwi i sad wokół domu. W ostateczności mógłbym przeskoczyć przez parapet. Szkoda, że ładunku w pistolecie wystarczy tylko na krótkie starcie…

Odblokowane drzwi zaczęły się otwierać. Podniosłem pistolet. Jeśli to ludzie, strzelę w nogi, jeśli androidy – przetnę na pół…

W drzwiach stała Terry.

Przez sekundę patrzyłem na nią przez celownik. W końcu opuściłem broń i usłyszałem:

– Siergiej, to ja.

Nie widzieliśmy się zaledwie tydzień, a ona już zdążyła się zmienić. Znikła niezdrowa bladość twarzy. Terry lekko się opaliła. Zamiast krótkiej fryzury mojego, pożal się Boże, autorstwa, zobaczyłem eleganckie uczesanie – każdy lok ułożony oddzielnie i w innym odcieniu. I oczywiście żadnych kombinezonów. Bladoróżowe szorty, dość odważny top i błyszczący jak folia pas materiału omotany wokół lewej ręki.

– Sieriożka, to naprawdę ja – powtórzyła Terry niepewnie. Spróbowała się uśmiechnąć.

– Jak mnie znalazłaś?

– Poprosiłam centrum informacyjne, by powiadamiano mnie o wszystkich przybywających do miasta mężczyznach w twoim wieku i o twoim rysopisie. Zwłaszcza tych nieposiadających Znaku. Sieriożka!

– Co to za taśma? – Po prostu grałem na zwłokę. Nie wiedziałem, jak postąpić.

– Ozdoba… Siergiej!

Rzuciłem pistolet na podłogę. I tak nie wystarczyłoby mi sił, by do niej strzelić – nawet gdyby była biorobotem, fantomem, sterowaną telepatycznie kukłą. Podszedłem w milczeniu, już nie kontrolując swoich gestów.

– Było mi bardzo ciężko, Terry – powiedziałem, biorąc ją za rękę. – Jeśli to oszustwo, nie musisz grać dalej. Poddaję się.

– Siergiej… – dotknęła mojej twarzy. Przymknąłem oczy. – Co się z tobą dzieje? Co się stało? Powiedz mi!

Milczałem, Czułem się jak alpinista, który wszedł na niedostępny górski szczyt i zastał tam hotel, restaurację i lądowisko dla helikopterów. Nie potrafiłem się cieszyć z zakończenia męczarni, nie umiałem się martwić z powodu daremności moich wyczynów. Dłonie Terry były łagodne i czułe, zupełnie inne niż na Somacie. Poczułem delikatny zapach perfum. Terry czuła się znacznie lepiej na Ziemi niż na naszej martwej planecie.

1 ... 86 87 88 89 90 91 92 93 94 ... 135
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)