Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Rozstaje zmierzchu
Rozstaje zmierzchu - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Rozstaje zmierzchu

Электронная книга - «Rozstaje zmierzchu». Краткое содержание книги:

Rozstaje zmierzchu
1 ... 90 91 92 93 94 95 96 97 98 ... 236
Перейти на страницу:

— Psiakrew, nie wiem, co mam z nimi zrobić — gderała Birgitte w małym holu wejściowym, gdy służąca w czerwono-białym uniformie wzięła od Dziedziczki Tronu płaszcz i rękawiczki.

Hol był mały, lecz tylko jak na standardy ogromnego Królewskiego Pałacu. Oświetlony lampami na złoconych stojakach migoczących wśród wąskich, smukłych, białych kolumn, zajmował obszar o połowę większy od całego głównego korytarza wejściowego Matherin, chociaż sufit miał od tamtego niższy. Inna służąca z Białym Lwem na lewej piersi sukni, dziewczyna niewiele starsza od chłopca, który próbował wejść ze swoim koniem do pałacu, podsunęła tacę ze srebrnej plecionki, zastawioną wysokimi pucharami napełnionymi parującym, grzanym z przyprawami winem, szybko się jednak nieśmiało wycofała, gdyż otrzymała niemiłe spojrzenia równocześnie od Aviendhy i Birgitte.

— Cholerne dzieciaki zasypiają podczas pełnienia straży — kontynuowała kobieta Strażnik, groźnie popatrując na odsuwającą się służącą. — Starzy wprawdzie czuwają, ale połowa nie potrafi sobie przypomnieć, co, psiakrew, mają zrobić, jeśli zobaczą osobę usiłującą sforsować przeklęty mur, a druga połowa w kupie nie umiałaby odeprzeć sześciu pastuchów z owczarkiem. — Aviendha uniosła czoło, popatrzyła na Elayne i kiwnęła głową.

— Nie są tu po to, by walczyć — przypomniała im Dziedziczka Tronu podczas spaceru korytarzem wyłożonym niebieskimi kaflami, rozświetlonym stojącymi lampami z odblaśnicami i zastawionym inkrustowanymi skrzyniami. Birgitte i Aviendha szły po jej bokach, a Gwardzistki kilka kroków przed nimi i kilka kroków za nimi. „O Światłości — pomyślała Elayne — nie wypiłabym tego wina!”. W głowie jej łomotało, identycznie jak Birgitte, więc dotykając skroni, zastanowiła się, czy powinna polecić swej Strażnik natychmiast pójść do Uzdrowicielki.

Birgitte jednakże miała inny pomysł. Przypatrzyła się Rasorii i innym Gwardzistkom przed sobą, potem obejrzała się przez ramię i gestem poleciła idącym z tyłu wycofać się jeszcze dalej. Zachowywała się dziwnie. Osobiście wybierała każdą Gwardzistkę i ufała im wszystkim w pełni. Mimo to odezwała się teraz pospiesznym półszeptem, pochylając głowę jak najbliżej Dziedziczki Tronu.

— Coś zdarzyło się tuż przed twoim powrotem. Pytałam Sumeko, czy mnie Uzdrowi, zanim wrócisz, a ona nagle przewróciła się i zemdlała. Potoczyła oczyma i po prostu upadła. Nie chodzi tylko o nią. Nikt mi się nie przyznał, psiakrew, nie mnie, ale widziałam, jak pewne przedstawicielki Rodziny o mało nie wyskoczyły ze swoich przeklętych skór. Podobnie Poszukiwaczki Wiatru. Prawie pluły i parskały. Wróciłaś, zanim zdołałam znaleźć odpowiednią Aes Sedai, podejrzewam jednak, że wszystkie będą patrzeć na mnie wilkiem. Tobie wszakże na pewno powiedzą prawdę.

Pałac wymagał populacji dużej wioski, tylko wówczas wszystko właściwie działało, a służący znajdowali się we właściwych miejscach. Oczom Elayne zaczęli się ukazywać mężczyźni i kobiety w uniformach — pędzili korytarzami, przemykali się pod ścianami lub nurkowali w boczne korytarze, robiąc miejsce dla eskorty Dziedziczki Tronu, więc te nieliczne wyjaśnienia, które znała, przekazała najciszej, jak potrafiła i w jak najmniejszej liczbie słów. Nie przeszkadzało jej, że niektóre pogłoski docierają na ulice i nieuchronnie do Arymilli, jednak opowieści o Randzie mogłyby jej zaszkodzić; wydawały się równie groźne jak opowieści o Przeklętych. A może nawet, w jakimś sensie, były gorsze. Nikt nie uwierzy, że Przeklęci próbują umieścić Elayne na tronie jako swoją marionetkę.

— Tak czy inaczej — dokończyła — ta sprawa nie ma z nami nic wspólnego.

Sądziła, że mówi w sposób niezwykle przekonujący, bardzo chłodny i bezstronny, ale Aviendha wyciągnęła rękę i ścisnęła jej dłoń, co dla powściągliwych Aielów było gestem pociechy niemal tak spektakularnym jak niedźwiedzi uścisk, szczególnie na oczach wielu ludzi. Birgitte przekazała swą sympatię przez więź. Było to coś więcej niż współczucie, raczej zrozumienie kobiety, która znała smutek utraty swojego mężczyzny. Gaidal Cain był stracony dla Birgitte, jakby już nie żył, na domiar złego wspomnienia kobiety Strażnik z wcześniejszego etapu jej życia powoli zanikały. Nie pamiętała wyraźnie już prawie nic sprzed założenia Białej Wieży, a i z tego okresu nie wszystko. Czasami, szczególnie nocami, bała się, że Gaidal także zniknie z jej pamięci, że zatraci wszelkie wspomnienia z nim związane, zapomni, że go znała i kochała. Z tego strachu nie mogła spać, póki nie wypiła całej dostępnej brandy i nie straciła przytomności. Rozwiązanie było marne i Elayne żałowała, że nie może zaoferować swojej kobiecie Strażnik lepszego, wiedziała wszak, iż będzie pamiętała Randa aż do końca swego życia i nie potrafiła sobie wyobrazić lęku Birgitte i jej pewności, że wspomnienia ukochanego mężczyzny kiedyś znikną. Tym niemniej miała nadzieję, że ktoś Uzdrowi Birgitte choćby z porannej migreny — wkrótce, czyli nim jej własna głowa pęknie niczym zbyt dojrzały melon. Sama miała zbyt liche zdolności i nie umiałaby Uzdrowić Strażnik z takiego bólu, a Aviendha nie była wcale w tej kwestii mocniejsza.

Mimo emocji, które wyczuwała w Birgitte, kobieta Strażnik miała gładką twarz, a minę łagodną, wręcz beztroską.

— Ach ci Przeklęci — szepnęła oschle, lecz bardzo cicho Birgitte. Takiej nazwy nie rzucało się pochopnie. — No cóż, póki nie dają nam się we znaki, nic nam, psiakrew, nie grozi. — Chrząknięcie, które można by uznać za śmiech, sugerowało, że kobieta Strażnik nie mówi całej prawdy. Z drugiej strony... Twierdziła wprawdzie, że nigdy wcześniej nie była żołnierką, wyglądała jednak na wojowniczkę. Niezależnie od szans powodzenia, zadanie trzeba było wykonać. — Zastanawiam się, co one o tym myślą? — dodała, kiwając głową ku czterem Aes Sedai, które właśnie wyszły przed nimi z bocznego korytarza.

Vandene, Merilille, Sareitha i Careane, idąc, pochylały ku sobie głowy czy też raczej ostatnie trzy pochylały głowy ku Vandene. Rozmawiały, intensywnie gestykulując, aż kołysały się frędzle ich szali. Vandene sunęła powoli, jakby szła sama, nie zwracając na nic uwagi. Zawsze pozostawała smukła, teraz jednak ciemnozielona suknia, z wyhaftowanymi kwiatami na rękawach i przy szyi, niemal na niej wisiała, jakby należała do innej, mocniej zbudowanej kobiety, natomiast białe włosy zebrane w koński ogon na karku wręcz domagały się szczotki. Wyraz twarzy tej Aes Sedai był ponury, ale oczywiście nie musiał mieć związku ze słowami pozostałych sióstr. Vandene miała smutną minę, odkąd zabito jej siostrę. Elayne założyłaby się, że jej suknia należała niegdyś do Adeleas. Od dnia morderstwa Vandene nosiła ubrania siostry częściej niż własne. Niestety, stroje Adeleas nie pasowały na nią. Obie kobiety były wprawdzie tego samego wzrostu, tyle że apetyt Vandene zniknął wraz z jej siostrą. Tamtego dnia zresztą straciła wyraźnie ochotę na większość rzeczy i spraw.

1 ... 90 91 92 93 94 95 96 97 98 ... 236
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)