Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Rozstaje zmierzchu
Rozstaje zmierzchu - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Rozstaje zmierzchu

Электронная книга - «Rozstaje zmierzchu». Краткое содержание книги:

Rozstaje zmierzchu
1 ... 87 88 89 90 91 92 93 94 95 ... 236
Перейти на страницу:

— Nie, nie wolno nam, Elayne.

Osłupiała Dziedziczka Tronu poruszyła się nerwowo w siodle Płomiennego Serca, po czym nieruchomo zagapiła na Aviendhę.

— Chcesz go opuścić?! Zostawić go tam?!

Nikt nie mógł sobie poradzić z tak wielką ilością saidara, nawet najsilniejszy okrąg, nie bez wsparcia. Przypuszczalnie ktoś wykorzystywał w tym momencie jakiś nowy sa’angreal potężniejszy niż wszystkie, jakie kiedykolwiek wykonano, jeśli jednak Elayne dobrze słyszała, użycie takiego sa’angreala również wymagało wielkich umiejętności. Bo z tego, co wiedziała, żadna kobieta nie mogłaby skorzystać z pomocy tak potężnego sa’angreala i przeżyć, chyba że wsparłaby się ter’angrealem stworzonym specjalnie do tego celu. A podejrzewała, że taki ter’angreal nie istniał. Zresztą, nawet mając do dyspozycji wspaniały ter’angreal, pewnie żadna siostra nie odważyłaby się przenosić tak ogromnej ilości Jedynej Mocy. Taka duża ilość mogłaby bowiem w jednej chwili zrównać góry z poziomem morza! Nie, nie, żadna siostra nie podjęłaby takiej próby... no chyba że przedstawicielka Czarnych Ajah. Albo, co gorsza, ktoś spośród Przeklętych. A może kilkoro z nich! Któż inny potrafiłby sobie z taką Mocą poradzić?! Aviendha zaś chciała po prostu zignorować to niezwykłe zdarzenie?! Musiała przecież wiedzieć, że Rand znajduje się w samym centrum.

Gwardzistki, zupełnie nieświadome tego, co się dzieje, nadal cierpliwie czekały na koniach, trwając na straży przy linii drzew stanowiących granicę łąki. Kobiety były nieco zmartwione przyjęciem ich w rezydencji, a Caseille przyglądała się Elayne i Aviendzie, lekko marszcząc brwi pod hełmem. Wiedziała, że nigdy przedtem nie zwlekały z otwarciem bramy. Mężczyźni z rezydencji zebrali się wokół swego jucznego konia, nerwowo szurając przy tobołkach i wyraźnie się sprzeczając, czy wszystko wzięli. Aviendha podjechała jeszcze bliżej karosza Elayne.

— Niczego nie wiemy, Elayne — odezwała się do niej szeptem. — Może Rand tańczy z włóczniami, a może robi coś zupełnie innego. Jeśli tańczy z włóczniami, a my się wtrącimy, może nas zaatakować, zanim odkryje, kim jesteśmy. Przecież się nas nie spodziewa. A jeżeli go rozproszymy i z tego powodu zwyciężą jego wrogowie? Jeżeli Rand al’Thor umarł, odnajdziemy osoby, które odebrały mu życie i je pozabijamy, teraz jednak nie możemy wyruszyć, bo szukałybyśmy po omacku i prawdopodobnie ściągnęłybyśmy na siebie katastrofę.

— Mogłybyśmy zachować ostrożność — odparła markotnie Dziedziczka Tronu. Własne nadąsanie rozwścieczyło ją, a szczególnie fakt, że nie potrafiła ukryć swoich uczuć, niewiele jednak mogła zrobić poza poddawaniem się tym zmiennym nastrojom i ignorowaniem ich. — Nie musimy Podróżować aż do miejsca pobytu Randa. — Chwyciła woreczek, wymacała w środku małą figurkę z kości słoniowej wyrzeźbioną w kształt siedzącej kobiety, po czym spojrzała ostro na bursztynową broszkę siostry. — Dzięki Światłości, Aviendho, mamy angreala i żadna z nas nie jest całkowicie bezradna. — Niech sczeźnie, teraz we własnym głosie dosłyszała rozdrażnienie. Dobrze wiedziała, że obie wraz z angrealem są niczym komary lecące wbrew sobie w stronę płomienia, jednakże czasem, szczególnie we właściwym momencie, nawet ukąszenie komara może zmienić sytuację. — I nie mów mi, że narażam dziecko. Min zapewniła nas, że urodzi się silne i zdrowe. Sama mnie o tym zapewniałaś. Przepowiednia ta oznacza, że pożyję przynajmniej do narodzin mojej córki. — Dziedziczka Tronu miała szczerą nadzieję, że nosi w łonie córkę.

Płomienne Serce właśnie w tejże chwili zapragnął ugryźć siwą klacz, Siswai odpowiedziała tym samym, więc Elayne musiała zapanować nad wałachem, chronić Aviendhę przed spadnięciem z klaczy i równocześnie opędzać się od pomocy Caseille. Minutę później opuściła ją wszelka posępność. Miała ochotę pacnąć Płomienne Serce prosto między uszy.

Gdy zwierzęta się uspokoiły, Aviendha zachowywała się, jakby zupełnie nic się nie zdarzyło. Zmarszczyła czoło i popatrzyła nieco niepewnie spod okalającego jej twarz szala z ciemnej wełny, jej niepewność wszakże nie miała nic wspólnego z końmi.

— Opowiedziałam ci o pierścieniach w Rhuidean — oznajmiła powoli, a Dziedziczka Tronu niecierpliwie pokiwała głową. Każdą kobietę, która chciała zostać Mądrą, zanim rozpoczęła szkolenie, wysyłano po jakiś ter’angreal. Przypominał on ter’angreal używany do sprawdzania nowicjuszek, które miały zostać Przyjętymi w Białej Wieży, tyle że dana kobieta widziała przy okazji całe swoje życie. To znaczy, w rzeczywistości widziała całe swoje potencjalne życie, gdyż każda decyzja coś w tym życiu zmieniała, tworząc nieskończony wachlarz żywotów opartych na różniących się od siebie, dokonanych wyborach. — Nikt nie może zapamiętać wszystkiego, Elayne, jedynie skrawki i fragmenty. Wiedziałam, że pokocham Randa al’Thora... — Czasami czuła się nieprzyjemnie, gdy musiała wymieniać jego imię przy innych osobach — ...I że znajdę siostry-żony. Przeważnie po tych wizjach pozostają ci jedynie niewyraźne wrażenia i to w najlepszym wypadku. Czasem coś w rodzaju sugestii ostrzeżenia. Myślę, że jeśli teraz udamy się do niego, przydarzy się coś bardzo złego. Może jedna z nas umrze, może nawet obie... mimo obietnicy Min. — Fakt, że bez oporów nazwała Min po imieniu, wiele mówił o jej trosce. Nie znała Min zbyt dobrze i zwykle nazywała ją oficjalnie pełnym nazwiskiem, czyli Min Farshaw. — Być może Rand umrze. Albo stanie się jeszcze coś innego, nie wiem na pewno... może wszyscy zachowamy życie, a później, gdy znajdziemy Randa, my dwie usiądziemy wokół ognia wraz z nim i uprażymy sobie orzechy pecara... Tym niemniej, ostrzegawcze światełko wyraźnie migocze mi w głowie.

Elayne z gniewem otworzyła usta, zamierzając coś powiedzieć, po chwili jednak znów je zamknęła, a gniew opuścił ją niczym woda spływająca przez otwory sita. Zgarbiła ramiona i pochyliła się do przodu. Być może migotliwe światełko Aviendhy było prawdziwe, a może nie, jednak fakt faktem, że kobieta Aiel miała dobre argumenty. Wielkie ryzyko podjęte w niewiedzy mogło się skończyć katastrofą. A osobnik przenoszący straszliwą ilość Mocy nadal ją przenosił. Mówiąc obrazowo, latarnia morska stawała się ciągle jaśniejsza. Rand zaś znajdował się tam, gdzie było owo światło. Więź nie sugerowała tego Elayne, nie przy tak olbrzymiej odległości, ona wszakże wiedziała. I wiedziała, że musi zostawić swego kochanka samemu sobie — do czasu, aż jako królowa przejmie pieczę nad Andorem.

— Nie mogę ci już udzielać żadnych nauk, jak być Mądrą, Aviendho — stwierdziła cicho. — Stałaś się bowiem mądrzejsza ode mnie. A także odważniejsza, rozważniejsza i znacznie bardziej opanowana. Wracamy do Caemlyn.

Słysząc komplementy z ust Dziedziczki Tronu, Aviendha lekko się zarumieniła — czasami bywała bardzo wrażliwa — lecz nie marnowała więcej czasu i natychmiast zabrała się za otwarcie bramy, za którą szybko pojawił się widok dziedzińca przed stajniami Królewskiego Pałacu. Wejście w powietrzu rozszerzyło się do znacznego otworu, a śnieg z łąki spadł w miejscu odległym o niemal trzysta mil na czysto zamiecione kamienie brukowe, gdzie roztopił się bez śladu. Elayne niespodziewanie pomyślała o Birgitte, która przebywała gdzieś w pałacu. Dzięki więzi z nią Dziedziczka Tronu wiedziała, że Birgitte cierpi z powodu migreny i niestrawności. Te dolegliwości nie były ostatnio u kobiety Strażnik niczym niezwykłym, tym niemniej aż za dobrze pasowały do nastroju Elayne.

1 ... 87 88 89 90 91 92 93 94 95 ... 236
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)