Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód
Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód

Электронная книга - «Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód». Краткое содержание книги:

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód
1 ... 86 87 88 89 90 91 92 93 94 ... 173
Перейти на страницу:

O dzi­wo, De­ar­gon nie spra­wiał wra­że­nia ura­żo­ne­go. Wy­glą­dał, jak­by coś no­to­wał w pa­mię­ci. Chło­pak kon­ty­nu­ował:

– Trze­ba by spraw­dzić, czy któ­ryś z mni­chów nie miał kło­po­tów z pie­niędz­mi, ko­bie­ta­mi czy ja­kimś na­ło­giem. Albo czy nie otrzy­mał nie­po­ko­ją­cych wie­ści o ro­dzi­nie. Może któ­ryś cho­dził ostat­nio roz­trzę­sio­ny, po­de­ner­wo­wa­ny lub prze­stra­szo­ny. Niech wa­sza wie­leb­ność każe prze­py­tać o to bra­cisz­ków. Czy w świą­ty­ni się spo­wia­da­cie?

– Tak, brat Straż­nik Pie­czę­ci jest głów­nym spo­wied­ni­kiem Świą­ty­ni Mie­cza. Jest nas w mie­ście tyl­ko sie­dem­dzie­się­ciu trzech, więc on wy­star­czy.

– Może coś wie?

– Może. Ale ta­jem­ni­ca spo­wie­dzi jest świę­ta. On ma pra­wie osiem­dzie­siąt lat i za­sa­dy. Nie pi­śnie słów­ka, choć­by miał sko­nać w mę­kach.

– Na­wet je­śli cho­dzi o Miecz?

– Na­wet wte­dy. Uzna to za pró­bę wia­ry, któ­rej pod­da­je nas Pan.

– Ro­zu­miem. – Alt­sin po­dra­pał się po bro­dzie. – Ale gdy­by wa­sza wie­leb­ność go prze­py­tał, ot tak, nie­win­nie, to ob­ser­wu­jąc jego za­cho­wa­nie, może da­ło­by się wy­czuć, czy rze­czy­wi­ście szu­ka­my ko­goś ze Świą­ty­ni? Je­śli na­sze po­dej­rze­nia są słusz­ne, brat spo­wied­nik musi być w wiel­kiej roz­ter­ce.

– Ro­zu­miem. – De­ar­gon spoj­rzał na nie­go, jak­by zo­ba­czył go po raz pierw­szy. – Nie my­śla­łem do tej pory w ten spo­sób. Co jesz­cze?

– W jaki spo­sób zło­dzie­je mo­gli­by wy­wieźć Miecz z mia­sta? Z tego, co pa­mię­tam, re­li­kwia jest ol­brzy­mia.

– Ha, więc jed­nak bra­łeś udział w na­szych uro­czy­sto­ściach. – Ka­płan po­ki­wał gło­wą.

– Zda­rzy­ło się raz czy dwa... – Alt­sin wo­lał nie wy­ja­śniać, co wła­ści­wie ro­bił w tłu­mie świę­tu­ją­cym Dro­gę Po­świę­ce­nia. – Więc po ko­lei, jak uda­ło im się wy­nieść Miecz ze świą­ty­ni? Jak mogą go wy­wieźć z mia­sta? Czy w ogó­le za­mie­rza­ją to zro­bić? Może za­do­wo­li ich fakt sa­me­go znik­nię­cia re­li­kwii. Do kogo mogą się zwró­cić o po­moc? Cze­mu nie moż­na ich zna­leźć, uży­wa­jąc ma­gii? Kto mógł­by naj­wię­cej zy­skać na osła­bie­niu Świą­ty­ni Re­agwy­ra?

De­ar­gon wy­glą­dał na lek­ko przy­tło­czo­ne­go.

– On tak za­wsze?

– Tyl­ko kie­dy ma zły dzień – wy­ce­dził Ce­tron. – Sta­ra się spra­wiać wra­że­nie by­strzej­sze­go, niż jest na­praw­dę, i ma­sku­je we­wnętrz­ną pust­kę cy­nicz­ny­mi uwa­ga­mi i ska­ka­niem z te­ma­tu na te­mat.

Alt­sin zer­k­nął na nie­go spode łba. Gru­bas oczy­wi­ście się nie prze­jął.

– Gdy­by był taki mą­dry – kon­ty­nu­ował – za­py­tał­by, czy ktoś już nie skon­tak­to­wał się z ka­pła­na­mi.

– Nie zro­bi­li tego. – Mło­dy zło­dziej wzru­szył ra­mio­na­mi.

– A dla­cze­go?

– Skąd wiesz?

Py­ta­nia pa­dły jed­no­cze­śnie i na chwi­lę za­pa­dła krę­pu­ją­ca ci­sza.

– By­li­by głup­ca­mi, gdy­by tak zro­bi­li. Ten Miecz nie zo­stał skra­dzio­ny dla oku­pu, bo na­wet me­ekhań­ski im­pe­ra­tor nie na­cie­szył­by się tym oku­pem zbyt dłu­go. Mam ra­cję, wa­sza do­stoj­ność?

Kpią­ce iskier­ki zni­kły z oczu ka­pła­na i to wy­star­czy­ło za od­po­wiedź.

– A poza tym – Alt­sin wbił spoj­rze­nie w Ce­tro­na – nie ścią­ga­li­by­ście mnie wte­dy z molo. Mam ra­cję?

– Masz, chłop­cze. A te­raz prze­stań się wy­mą­drzać i słu­chaj. Wszyst­ko, co wie­my, jest na tych per­ga­mi­nach, pa­mię­tasz? Miecz Re­agwy­ra to rze­czy­wi­ście duża rzecz, tu są wy­mia­ry. – Wy­cią­gnął dość czy­tel­ny ry­su­nek.

– Dłu­gość za­cho­wa­nej klin­gi pięć stóp, dwa i trzy szes­na­ste cala. Dłu­gość rę­ko­je­ści dwie sto­py i sie­dem szes­na­stych cala, sze­ro­kość jel­ca dwie sto­py i hm, tro­chę za­ma­za­ne. Gru­bość jel­ca na łą­cze­niu trzy i pół cala. Sze­ro­kość klin­gi przy jel­cu osiem i jed­na ósma, sze­ro­kość klin­gi przy miej­scu zła­ma­nia, i tak da­lej. Sam so­bie po­czy­taj resz­tę. Ca­łość waży po­nad pięć­dzie­siąt fun­tów. W su­mie to po­tęż­ny ka­wał że... sztu­ki ko­wal­skiej – wy­brnął.

– Ra­czej bo­skie­go kunsz­tu, Ce­tron. – Ka­płan uśmiech­nął się po­błaż­li­wie i po­chy­lił nad sto­łem. – Ale do rze­czy, Alt­sin. Mogę tak do cie­bie mó­wić?

Zło­dziej na­gle zo­ba­czył, że ma przed sobą Wiel­kie­go Skarb­ni­ka Świą­ty­ni Mie­cza. Prze­mia­na była szyb­ka i sub­tel­na, ale te­raz za nic w świe­cie nie prze­rwał­by temu czło­wie­ko­wi w pół sło­wa.

– Sie­dzi­my tu so­bie i roz­ma­wia­my od dłuż­sze­go cza­su, jak­by cho­dzi­ło o znik­nię­cie wor­ka gro­chu. Wy­da­je mi się, że po­wi­nie­nem ci uświa­do­mić, o jaką staw­kę cho­dzi. – Brą­zo­we oczy zro­bi­ły się na­raz bar­dzo, bar­dzo zim­ne. – Ja od prze­szło trzy­dzie­stu lat słu­żę w świą­ty­ni. Od dzie­się­ciu na­le­żę do krę­gu lu­dzi, ma­ją­cych bez­po­śred­ni do­stęp do Mie­cza. Do­ty­ka­łem Go, czy­ści­łem, go­dzi­na­mi le­ża­łem przed Nim plac­kiem, czu­jąc Moc na­sze­go Pana. Mo­dląc się i me­dy­tu­jąc. Ja wie­rzę, nie, ja wiem, że to jest Miecz Re­agwy­ra, wy­ku­ty przez nie­go z ser­ca upa­dłej gwiaz­dy, za­har­to­wa­ny w krwi Le­af­fa­ry i po trzy­kroć prze­klę­ty przez słu­gi Nie­chcia­nych. I wiem, że na­dej­dzie dzień, gdy nasz Pan znów bę­dzie po­trze­bo­wał Mie­cza, a Ostrze zo­sta­nie prze­ku­te na nowo, i to tak, że żad­na siła już go nie zła­mie.

Głos De­ar­go­na zgrzy­tał jak dwa ka­wał­ki po­cie­ra­ne­go o sie­bie lodu. A Alt­sin za­czął się po­cić.

– Wa­sza wie­leb­ność, ja nie ro­zu­miem...

– Wła­śnie synu, wie­lu rze­czy nie ro­zu­miesz. A zwłasz­cza tego, że tu cho­dzi nie o ja­kąś bły­skot­kę, tyl­ko o Den­go­tha­ag – Miecz Boga.

Ka­płan po­chy­lił się do przo­du i Alt­sin zdzi­wił się, jak mógł wy­czu­wać lód w jego gło­sie, sko­ro w oczach pło­nę­ły mu pie­kiel­ne ognie.

– Wi­dzisz, synu, ja wi­dzia­łem cuda do­ko­ny­wa­ne przez ten Miecz, tak­że te naj­bar­dziej wy­szy­dza­ne, nie­mo­wy za­chwy­ca­ją­ce elo­kwen­cją i ślep­ców od­zy­sku­ją­cych wzrok. Dla mnie, dla mo­je­go za­ko­nu, jego utra­ta jest klę­ską, za­prze­cze­niem sen­su ist­nie­nia. Wo­lał­bym oso­bi­ście pod­pa­lić świą­ty­nię, niż po­zwo­lić, żeby czy­jeś plu­ga­we, bez­boż­ne łapy choć o je­den dzień dłu­żej do­ty­ka­ły Mie­cza. Nie po­zwo­lę, żeby kto­kol­wiek – zło­dziej, ka­płan, cza­row­nik czy sam Prze­klę­ty – trzy­mał go w rę­kach! Je­śli bę­dzie trze­ba, prze­wró­cę to mia­sto do góry no­ga­mi, roz­bio­rę ka­wa­łek po ka­wał­ku, a po­tem zło­żę do kupy i za­cznę wszyst­ko od nowa.

Na­gle uśmiech­nął się strasz­nie.

– A je­śli mimo wszyst­ko mi się nie uda, i tak znaj­dę win­nych. I urzą­dzę im taką kaźń, że przez na­stęp­ne sto lat będą ich lo­sem stra­szyć dzie­ci.

Zło­dziej na­wet nie mru­gnął. Choć miał wiel­ką ocho­tę uśmiech­nąć się drwią­co, za­cho­wał ka­mien­ny spo­kój. Rap­tem De­ar­gon wstał i ru­szył do drzwi.

– Mu­szę już iść. Mam na­dzie­ję, że bę­dzie­cie mo­gli po­móc mi w roz­wią­za­niu na­sze­go wspól­ne­go pro­ble­mu.

1 ... 86 87 88 89 90 91 92 93 94 ... 173
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)