Każde martwe marzenie
- Автор: Вегнер Роберт М.
- Серия: Opowieści z meekhańskiego pogranicza #5
- Год: 2018
- Язык: польский
- Год: Powergraph
- ISBN: 9788364384868
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Każde martwe marzenie». Краткое содержание книги:
— Ja nie… mój ojciec był…
Borehed zdawał się teraz zapadać w sen.
— Wystarczy, dziesiętniku. Poczekamy, co powie. Potem ruszamy na rufę i…
Wycie, które wydobyło się z ust szamana, nie przypominało niczego, co mogłoby wydać z siebie gardło śmiertelnika. Jakby setka konających zwierząt, psów, kotów, wilków, próbowała jednocześnie dać głos, ale coś potężnego, ponad ludzkie wyobrażenie, przydusiło do ziemi ich szyje. Jakby żywcem obdzierano ze skóry tysiąc stworzeń. Borehed wygiął się tak, że prawie zerwał pasy, którymi był przywiązany, załkał głosem małego dziecka i zwiotczał.
Kenneth dopadł szamana, odszukał tętnicę na jego szyi. Puls zatętnił pod jego palcami jak serce małego, przerażonego zwierzątka, ale głowa ahera przechyliła się bezwładnie na bok, odsłaniając położoną za uchem i otoczoną tatuażem bliznę, która wyglądała, jakby ktoś wbił w nią hak i ciągnął.
Porucznik przymknął oczy, walcząc z ochotą rzucenia ciężką wiązanką. Nie teraz. Nie gdy żołnierze patrzą i spodziewają się, że dowódca zapewni ich, że wszystko jest w porządku. Wyda sensowne rozkazy i w ogóle.
— Nur!
— Tak jest.
Najwyraźniej Fenlo się uczył. Bo „tak jest” było wszystkim, co Kenneth chciał teraz usłyszeć.
— Widzisz to coś? — Wskazał nabrzmiałą bliznę. — Aherscy szamani przykuwają tak duchy do swoich ciał. To jest łącze z duchem, którego wysłał?
Nur wykrzywił się, jakby znów miał zamiar wymiotować.
— Tak jest. Grube jak palec. Jakbym widział flak wyciągnięty z bebechów.
— Daruj sobie szczegóły. Dasz radę za nim iść?
Dziesiętnik skinął głową.
— Chce pan pójść spotkać to, co złapało ducha? Tego ducha?!
— Tak. Jesteśmy tu któryś już dzień i pierwszy raz ktoś raczył zwrócić na nas uwagę. Więc podążymy za tym… flakiem. Znajdziemy tego kogoś i porozmawiamy.
Kenneth odwrócił się do reszty kompanii.
— Szykować się! Idziemy na rufę. Najpierw Bergh z psami i Szczury. Bergh, powiążcie się linami, Olag, wy też. Za wami idę ja, potem reszta dziesiątek według numerów. Ruszamy wzdłuż prawej burty, jedną flankę będziemy mieli osłoniętą. Broń pod ręką, tarcze w pogotowiu.
Zerknął na Boreheda. Szaman wyglądał gorzej niż wtedy, gdy go znaleźli. Trudno. I tak muszą go nieść.
— Naprzód!
Rozdział 19
Kobieta, która pojawiła się w drzwiach, była wysoka i szczupła. Deana zazwyczaj oglądała ją w białych, obszytych złotą lamówką szatach, teraz jednak Aweloney Długi Palec założyła jasne błękity, świetliste zielenie i radosną czerwień, haftowane w dziesiątki kwiatów, kolorowych ptaków i zwierząt. Jej suknia przypominała kawałek kwitnącej, tętniącej życiem łąki. Do tego krwistoczerwone usta, oczy powiększone czarną kredką, powieki ciężkie od cieni.
Deana skrzywiła się i wiedząc, że tamta nie dostrzeże tego grymasu, pozwoliła sobie na cierpki ton:
— Kiedy ostatnio zwróciłam ci uwagę, że biel Biblioteki za bardzo rzuca się w oczy, nie sądziłam, że wybierzesz przebranie…
— Lakhary?
— Nie znam tego słowa.
Śniada bibliotekarka wzruszyła ramionami.
— A ja nie wiem, jak Issaram nazywają ladacznice — ostatnie słowo wtrąciła w meekhu. — Macie w ogóle takie określenie?
Posługiwały się k’issari. Bibliotekarka sama o to prosiła, traktując te pogawędki jako okazję do szlifowania wymowy, a Deana nie miała nic przeciwko. Dobrze było porozmawiać w ojczystym języku, zwłaszcza gdy okazało się, że trzy issarskie wojowniczki, zatrudnione jako strażniczki i nauczycielki sztuki samoobrony w Domu Kobiet, bardzo poważnie traktują swoje obowiązki, więc spotykała się z nimi o wiele rzadziej, niżby sobie tego życzyła. A poza tym wiele spraw, które omawiała z Aweloney, powinno zostać między nimi.
Gestem zaprosiła kobietę do stołu, na którym zachęcająco rozgościły się tace z owocami, ciastem, drobnymi przekąskami i kilka karafek z winem.
— Nie — odpowiedziała. — Nie w tym sensie, w jakim używa się go w innych krajach. Przed ślubem kobieta może mieć tylu kochanków, ilu zechce, ale większość nie nadużywa tego przywileju. U nas też panuje prawo… brudnych języków. Jeśli będzie ci towarzyszyć opinia, hm… lekkomyślnej, żaden mężczyzna nie wyplecie dla ciebie ślubnego pasa. Ale też pomysł, by zarabiać na życie rozkładaniem nóg, jest głupi.
— Dlaczego?
— Bo w każdej afraagrze jest duża swoboda, jeśli chodzi o te sprawy. Nikt nie zapłaci za coś, co może mieć za darmo. Albo prawie za darmo. A na pewno nie za tyle, byś mogła z tego wyżyć. Mówię o d’yahirrach, rzecz jasna, różne plemiona różnie do tego podchodzą, ale w żadnym nie ma kobiet żyjących z dawania przyjemności. To nie miałoby sensu. No i rodzina do tego nie dopuści. Siadaj, częstuj się.
Usiadły. Aweloney nalała sobie wina, umoczyła wargi, a jej ciemna szminka zostawiła ślad na kryształowym kielichu. Takie rozmowy przed przejściem do naprawdę ważnych tematów to był ich rytuał. Długi Palec cały czas uważała się za sługę Wielkiej Biblioteki, gromadziła więc wiedzę z zachłannością oszalałego z chciwości skąpca, a Deana była jedyną osobą z Issaram, która tak otwarcie i chętnie się nią dzieliła.
— Zabijacie takie kobiety?
— Nie. — Deana zaśmiała się cierpko. — Nadal widzisz w nas brutalnych barbarzyńców? Są inne sposoby. Zresztą, u nas… wiesz, właśnie o tym pomyślałam, zazwyczaj jest więcej kobiet niż mężczyzn. Chłopcy wyruszają po swoje przygody zarabiać złoto jako miecze do wynajęcia, prowadzić karawany przez pustynię, walczyć z innymi plemionami. Dziewczęta też mogą to robić, ale po pierwsze, kupcy chętniej wynajmują mężczyzn, a po drugie, większość z nas tego po prostu nie chce. Nie ciągnie nas do wojaczki i udowadniania wszystkim wokół, kto ma większe jaja. Częściej zostajemy w domu, więc nierzadko na jednego mężczyznę w afraagrze przypadają dwie kobiety. Nie trzeba wiele, by zdobyć przychylność jednej z nich. Natomiast jeśli dziewczyna zbyt polubi takie zabawy i podarunki od swoich partnerów, rodzina zamyka ją na kilka miesięcy w domu, przy krosnach albo żarnach, żeby ochłonęła. Dlatego nie mamy takiego słowa… jak to powiedziałaś?