Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Każde martwe marzenie
Każde martwe marzenie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Każde martwe marzenie

Электронная книга - «Każde martwe marzenie». Краткое содержание книги:

Każde martwe marzenie
1 ... 86 87 88 89 90 91 92 93 94 ... 210
Перейти на страницу:

— Ja nie… mój oj­ciec był…

Bo­re­hed zda­wał się te­raz za­pa­dać w sen.

— Wy­star­czy, dzie­sięt­ni­ku. Po­cze­ka­my, co po­wie. Po­tem ru­sza­my na rufę i…

Wy­cie, któ­re wy­do­by­ło się z ust sza­ma­na, nie przy­po­mi­na­ło ni­cze­go, co mo­gło­by wy­dać z sie­bie gar­dło śmier­tel­ni­ka. Jak­by set­ka ko­na­ją­cych zwie­rząt, psów, ko­tów, wil­ków, pró­bo­wa­ła jed­no­cze­śnie dać głos, ale coś po­tęż­ne­go, po­nad ludz­kie wy­obra­że­nie, przy­du­si­ło do zie­mi ich szy­je. Jak­by żyw­cem ob­dzie­ra­no ze skó­ry ty­siąc stwo­rzeń. Bo­re­hed wy­giął się tak, że pra­wie ze­rwał pasy, któ­ry­mi był przy­wią­za­ny, za­łkał gło­sem ma­łe­go dziec­ka i zwiot­czał.

Ken­neth do­padł sza­ma­na, od­szu­kał tęt­ni­cę na jego szyi. Puls za­tęt­nił pod jego pal­ca­mi jak ser­ce ma­łe­go, prze­ra­żo­ne­go zwie­rząt­ka, ale gło­wa ahe­ra prze­chy­li­ła się bez­wład­nie na bok, od­sła­nia­jąc po­ło­żo­ną za uchem i oto­czo­ną ta­tu­ażem bli­znę, któ­ra wy­glą­da­ła, jak­by ktoś wbił w nią hak i cią­gnął.

Po­rucz­nik przy­mknął oczy, wal­cząc z ocho­tą rzu­ce­nia cięż­ką wią­zan­ką. Nie te­raz. Nie gdy żoł­nie­rze pa­trzą i spo­dzie­wa­ją się, że do­wód­ca za­pew­ni ich, że wszyst­ko jest w po­rząd­ku. Wyda sen­sow­ne roz­ka­zy i w ogó­le.

— Nur!

— Tak jest.

Naj­wy­raź­niej Fen­lo się uczył. Bo „tak jest” było wszyst­kim, co Ken­neth chciał te­raz usły­szeć.

— Wi­dzisz to coś? — Wska­zał na­brzmia­łą bli­znę. — Aher­scy sza­ma­ni przy­ku­wa­ją tak du­chy do swo­ich ciał. To jest łą­cze z du­chem, któ­re­go wy­słał?

Nur wy­krzy­wił się, jak­by znów miał za­miar wy­mio­to­wać.

— Tak jest. Gru­be jak pa­lec. Jak­bym wi­dział flak wy­cią­gnię­ty z be­be­chów.

— Da­ruj so­bie szcze­gó­ły. Dasz radę za nim iść?

Dzie­sięt­nik ski­nął gło­wą.

— Chce pan pójść spo­tkać to, co zła­pa­ło du­cha? Tego du­cha?!

— Tak. Je­ste­śmy tu któ­ryś już dzień i pierw­szy raz ktoś ra­czył zwró­cić na nas uwa­gę. Więc po­dą­ży­my za tym… fla­kiem. Znaj­dzie­my tego ko­goś i po­roz­ma­wia­my.

Ken­neth od­wró­cił się do resz­ty kom­pa­nii.

— Szy­ko­wać się! Idzie­my na rufę. Naj­pierw Bergh z psa­mi i Szczu­ry. Bergh, po­wiąż­cie się li­na­mi, Olag, wy też. Za wami idę ja, po­tem resz­ta dzie­sią­tek we­dług nu­me­rów. Ru­sza­my wzdłuż pra­wej bur­ty, jed­ną flan­kę bę­dzie­my mie­li osło­nię­tą. Broń pod ręką, tar­cze w po­go­to­wiu.

Zer­k­nął na Bo­re­he­da. Sza­man wy­glą­dał go­rzej niż wte­dy, gdy go zna­leź­li. Trud­no. I tak mu­szą go nieść.

— Na­przód!

Rozdział 19

Ko­bie­ta, któ­ra po­ja­wi­ła się w drzwiach, była wy­so­ka i szczu­pła. De­ana za­zwy­czaj oglą­da­ła ją w bia­łych, ob­szy­tych zło­tą la­mów­ką sza­tach, te­raz jed­nak Awe­lo­ney Dłu­gi Pa­lec za­ło­ży­ła ja­sne błę­ki­ty, świe­tli­ste zie­le­nie i ra­do­sną czer­wień, ha­fto­wa­ne w dzie­siąt­ki kwia­tów, ko­lo­ro­wych pta­ków i zwie­rząt. Jej suk­nia przy­po­mi­na­ła ka­wa­łek kwit­ną­cej, tęt­nią­cej ży­ciem łąki. Do tego krwi­sto­czer­wo­ne usta, oczy po­więk­szo­ne czar­ną kred­ką, po­wie­ki cięż­kie od cie­ni.

De­ana skrzy­wi­ła się i wie­dząc, że tam­ta nie do­strze­że tego gry­ma­su, po­zwo­li­ła so­bie na cierp­ki ton:

— Kie­dy ostat­nio zwró­ci­łam ci uwa­gę, że biel Bi­blio­te­ki za bar­dzo rzu­ca się w oczy, nie są­dzi­łam, że wy­bie­rzesz prze­bra­nie…

— La­kha­ry?

— Nie znam tego sło­wa.

Śnia­da bi­blio­te­kar­ka wzru­szy­ła ra­mio­na­mi.

— A ja nie wiem, jak Is­sa­ram na­zy­wa­ją la­dacz­ni­ce — ostat­nie sło­wo wtrą­ci­ła w me­ekhu. — Ma­cie w ogó­le ta­kie okre­śle­nie?

Po­słu­gi­wa­ły się k’is­sa­ri. Bi­blio­te­kar­ka sama o to pro­si­ła, trak­tu­jąc te po­ga­węd­ki jako oka­zję do szli­fo­wa­nia wy­mo­wy, a De­ana nie mia­ła nic prze­ciw­ko. Do­brze było po­roz­ma­wiać w oj­czy­stym ję­zy­ku, zwłasz­cza gdy oka­za­ło się, że trzy is­sar­skie wo­jow­nicz­ki, za­trud­nio­ne jako straż­nicz­ki i na­uczy­ciel­ki sztu­ki sa­mo­obro­ny w Domu Ko­biet, bar­dzo po­waż­nie trak­tu­ją swo­je obo­wiąz­ki, więc spo­ty­ka­ła się z nimi o wie­le rza­dziej, niż­by so­bie tego ży­czy­ła. A poza tym wie­le spraw, któ­re oma­wia­ła z Awe­lo­ney, po­win­no zo­stać mię­dzy nimi.

Ge­stem za­pro­si­ła ko­bie­tę do sto­łu, na któ­rym za­chę­ca­ją­co roz­go­ści­ły się tace z owo­ca­mi, cia­stem, drob­ny­mi prze­ką­ska­mi i kil­ka ka­ra­fek z wi­nem.

— Nie — od­po­wie­dzia­ła. — Nie w tym sen­sie, w ja­kim uży­wa się go w in­nych kra­jach. Przed ślu­bem ko­bie­ta może mieć tylu ko­chan­ków, ilu ze­chce, ale więk­szość nie nad­uży­wa tego przy­wi­le­ju. U nas też pa­nu­je pra­wo… brud­nych ję­zy­ków. Je­śli bę­dzie ci to­wa­rzy­szyć opi­nia, hm… lek­ko­myśl­nej, ża­den męż­czy­zna nie wy­ple­cie dla cie­bie ślub­ne­go pasa. Ale też po­mysł, by za­ra­biać na ży­cie roz­kła­da­niem nóg, jest głu­pi.

— Dla­cze­go?

— Bo w każ­dej afra­agrze jest duża swo­bo­da, je­śli cho­dzi o te spra­wy. Nikt nie za­pła­ci za coś, co może mieć za dar­mo. Albo pra­wie za dar­mo. A na pew­no nie za tyle, byś mo­gła z tego wy­żyć. Mó­wię o d’yahir­rach, rzecz ja­sna, róż­ne ple­mio­na róż­nie do tego pod­cho­dzą, ale w żad­nym nie ma ko­biet ży­ją­cych z da­wa­nia przy­jem­no­ści. To nie mia­ło­by sen­su. No i ro­dzi­na do tego nie do­pu­ści. Sia­daj, czę­stuj się.

Usia­dły. Awe­lo­ney na­la­ła so­bie wina, umo­czy­ła war­gi, a jej ciem­na szmin­ka zo­sta­wi­ła ślad na krysz­ta­ło­wym kie­li­chu. Ta­kie roz­mo­wy przed przej­ściem do na­praw­dę waż­nych te­ma­tów to był ich ry­tu­ał. Dłu­gi Pa­lec cały czas uwa­ża­ła się za słu­gę Wiel­kiej Bi­blio­te­ki, gro­ma­dzi­ła więc wie­dzę z za­chłan­no­ścią osza­la­łe­go z chci­wo­ści skąp­ca, a De­ana była je­dy­ną oso­bą z Is­sa­ram, któ­ra tak otwar­cie i chęt­nie się nią dzie­li­ła.

— Za­bi­ja­cie ta­kie ko­bie­ty?

— Nie. — De­ana za­śmia­ła się cierp­ko. — Na­dal wi­dzisz w nas bru­tal­nych bar­ba­rzyń­ców? Są inne spo­so­by. Zresz­tą, u nas… wiesz, wła­śnie o tym po­my­śla­łam, za­zwy­czaj jest wię­cej ko­biet niż męż­czyzn. Chłop­cy wy­ru­sza­ją po swo­je przy­go­dy za­ra­biać zło­to jako mie­cze do wy­na­ję­cia, pro­wa­dzić ka­ra­wa­ny przez pu­sty­nię, wal­czyć z in­ny­mi ple­mio­na­mi. Dziew­czę­ta też mogą to ro­bić, ale po pierw­sze, kup­cy chęt­niej wy­naj­mu­ją męż­czyzn, a po dru­gie, więk­szość z nas tego po pro­stu nie chce. Nie cią­gnie nas do wo­jacz­ki i udo­wad­nia­nia wszyst­kim wo­kół, kto ma więk­sze jaja. Czę­ściej zo­sta­je­my w domu, więc nie­rzad­ko na jed­ne­go męż­czy­znę w afra­agrze przy­pa­da­ją dwie ko­bie­ty. Nie trze­ba wie­le, by zdo­być przy­chyl­ność jed­nej z nich. Na­to­miast je­śli dziew­czy­na zbyt po­lu­bi ta­kie za­ba­wy i po­da­run­ki od swo­ich part­ne­rów, ro­dzi­na za­my­ka ją na kil­ka mie­się­cy w domu, przy kro­snach albo żar­nach, żeby ochło­nę­ła. Dla­te­go nie mamy ta­kie­go sło­wa… jak to po­wie­dzia­łaś?

1 ... 86 87 88 89 90 91 92 93 94 ... 210
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)