Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl]
Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl]

Электронная книга - «Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl]». Краткое содержание книги:

Imperium szykuje się do wojny z Yezd, ale pojawia się nowe zagrożenie — bunt księcia Draxa i jego wojsk. Zdrada najemników doprowadza Videssos na skraj katastrofy i tylko talent dowódczy Marcusa Scaurusa i zręczna dyplomacja jego sprzymierzeńca zamieniają klęskę w zwycięstwo. Jednak Imperium Videssos w dalszym ciągu czeka walka z Yezd, Do odległej krainy potężnych koczowników wyrusza poselstwo, które ma pozyskać ich pomoc. Jego droga najeżona jest niebezpieczeństwami, o sojusz z koczownikami stara się również Yezd…
1 ... 89 90 91 92 93 94 95 96 97 ... 130
Перейти на страницу:

— Jest jednak pewna różnica. Kiedy nie mogę, to naprawdę nie mogę.

— Są też pewne sposoby — odpowiedziała i zastosowała jeden z nich.

Zajęło to chwilę, ale ze zdumieniem odkrył, że miała rację. Zdumienie zamieniło się w rozkosz.

Wtulony w jej ciało pogrążył się w głębokim śnie.

Helvis odczekała chwilę, która zdawała się przeciągać w nieskończoność, wsłuchując się w powolny, miarowy oddech Skaurusa i bębnienie kropel deszczu o namiot. Nie poruszył się nawet, kiedy odsunęła się na bok i wstała. Zacisnęła usta, rozdrażniona, kiedy jego nasienie spływało jej po udach. Cieszyła się, że nie mógł widzieć jej twarzy, gdy się kochali.

Szybko włożyła sukienkę i owinęła się dobrze płaszczem. Odnalazła bukłak i wsunęła go do kieszeni. Przesuwając palcami po ziemi natknęła się w końcu na jego pasek.

Lśniący sztylet o szerokim ostrzu wysunął się z pochwy zgrzytając cicho. Był cięższy niż się spodziewała. Spojrzała na leżącego u jej stóp trybuna, który był teraz tylko czarnym cieniem w ciemności. Zacisnęła dłoń na rękojeści… Zagryzła wargę, aż poczuła smak krwi i potrząsnęła gwałtownie głową. Nie mogła. Nóż dołączył do bukłaka.

Malrik zakwilił, gdy go podnosiła, ale nie obudził się. Dosti w ogóle nie zareagował, chrapiąc i wydmuchując z siebie przesycone zapachem wina powietrze. Trzymała ich obu pod rozsuniętym teraz płaszczem, tak by nie zbudziły ich krople deszczu. Podeszła do wyjścia, dziękując w myślach Phosowi, że Marek rozbił namiot nie opodal stajni. Nie zaniosłaby Malrika nigdzie dalej.

Żałowała teraz, że jest w ciąży. Jej ruchy były przez to ociężałe i niezręczne, i to co musiała zrobić, stawało się jeszcze bardziej niebezpieczne.

Zimny deszcz uderzył ją w twarz, kiedy odepchnęła ramieniem połę namiotu i weszła w noc. Nie obejrzała się do tyłu, na Marka, ale rozejrzała dokoła, by zorientować się w terenie. Przed stajnią stał jakiś strażnik. Zastanawiała się, kto nim jest.

Większość namiotów legionistów znajdowała się za jej plecami. W niektórych paliło się jeszcze światło. Słodkie dźwięki pandoury przebijały się od czasu do czasu przez szum deszczu — to Sen-pat Sviodo umilał sobie czas. Nieco bliżej usłyszała jak Tytus Pullo roześmiał się z jakiegoś żartu Worenusza. Odetchnęła z ulgą — gdyby to któryś z nich stał na warcie, sprawa byłaby szalenie trudna. Wszyscy Rzymianie, o czym wiedziała aż za dobrze, byli świetnymi żołnierzami, ale nikt nie mógł dorównać eks-rywalom.

Zastanawiała się, jak długo wartownik jest już na służbie. Czyjego wachta dopiero się zaczęła, czy też właśnie kończyła? Nie miała pojęcia, która jest godzina, kiedy księżyc i wszystkie gwiazdy zasłonięte były chmurami. A więc hazard — uśmiechnęła się smutno, gdy zdała sobie sprawę, że vi-dessańskie pogardliwe przezwisko, jak większość karykatur, miało jednak coś wspólnego z jej ludem.

A Marek w ogóle nie wierzył.

Ostrożnie badając stopą grunt, ruszyła do przodu, jakby szła do latryn wykopanych za stajnią.

Jeśli ktoś tam był, wciąż mogła się bezpiecznie wycofać — i pozostawić swojego brata z innymi Namdalajczykami sądowi Autokratora Videssańczyków. Nie mogła znieść tej myśli.

Nikt nie kucał obok cuchnących wąskich dołów. Wyszeptała modlitwę dziękczynną do Phosa, za jego opiekę. Poczuła się o wiele pewniej. Gdy tylko ściany stajni zasłoniły ją przed oczami rzymskiego strażnika, weszła pod jej szeroki, wysunięty daleko okap. Wtuliła głowę w ramiona, wycierając oczy z deszczu. Potem pochyliła się nisko i ułożyła śpiące dzieci w suchym miejscu obok szarej kamiennej ściany.

— Zaraz wracam, moje śliczności — szepnęła, choć nie mogły jej usłyszeć. Widok skulonego w kłębek Dostiego rozdzierał jej serce. Czuła się jednocześnie kurwą i oszustką, po tym jak obeszła się z ich ojcem. Ale krew, wiara i lud były więzami starszymi i silniejszymi niż dwa i pół roku czegoś, co bywało czasami miłością ze Skaurusem.

Wyprostowała się, odszukała nóż trybuna i ukryła go w szerokim, powiewającym na wietrze rękawie swojego płaszcza. Serce biło jej jak szalone, oddech stał się krótki i szybki, nie z wyczerpania symulowanymi uniesieniami, ale ze strachu. Zrozumiawszy to, umiała się już opanować. Skręciła za róg stajni i podeszła do wartownika.

Wiedziała, że nie ma najmniejszych szans na to, by się do niego niezauważenie podkraść. Nigdy nie widziała Rzymianina, który przysypiałby na warcie. Zachowywała się więc normalnie, chlupocząc i przeklinając głośno paskudną pogodę.

— Kto?? — warknął Rzymianin, napinając mięśnie, kiedy próbował dojrzeć intruza przez ciemność i deszcz. — Ach, to ty. — Rozluźnił się i zachichotał pod nosem. — Tak, okropnie, co? I pomyśleć, że byłem na tyle głupi i zgłosiłem się na ochotnika. Proszę, chodź tutaj pod dach, trochę tu spokojniej, chociaż przy tym przeklętym północnym wietrze to i tak niewielka różnica.

— Dziękuję, Blesus.

— Co mogę dla ciebie zrobić, miła pani? — spytał młodszy centurion, otwarty, przyjazny jej człowiek, bez cienia podejrzliwości. Wiedział, że Helvis jest Namdalajką, tak samo jak wiedział o tym, że Senpat Sviodo jest Vaspurakanerem czy Styppes Videssańczykiem. Mało to dla niego znaczyło — ufał jej nie mniej niż Skaurusowi.

— Mam dla ciebie trochę cukierków od Skaurusa, na osłodę — powiedziała, robiąc krok do przodu.

Jej ręce, zauważył Blesus, schowane były sprytnie przed zimnem i deszczem w szerokich rękawach płaszcza. Twarz Rzymianina pojaśniała z radości. Naprawdę, trybun był wspaniałym oficerem, pamiętając o swoim zmarzniętym wartowniku.

Nie zdążył nawet zobaczyć noża, który przebił mu gardło. Próbował krzyczeć, ale krew o smaku stali trysnęła z ust. Zrobiło mu się nagle smutno — powinien był być ostrożniejszy. Skaurus już kiedyś rozmawiał z nim o tym.

Ta ostatnia myśl była już niewyraźna i odległa, kiedy próbował złapać oddech poprzez ogień i krew w swoim gardle. Na próżno. Upadł twarzą w błoto.

Legionista wsunął głowę do namiotu Marka i krzyknął:

— Panie!

— Hmm?? Sssoo?? — Trybun przekręcił się na bok, mamrocząc jakieś przekleństwo, gdy dotknął mokrej ziemi.

Żołnierz — to był Lucjusz Worenusz, jak dostrzegł — szybko wypędził z niego sen.

— Blesus zamordowany, panie, a wyspiarze uciekli!

— Coo?! Kurwa! — Skaurus skoczył na równe nogi, po omacku szukając ubrania. Obudzony nagle taką wiadomością, dopiero po kilku sekundach zauważył, że ani Dosti, ani Małric nie rozry-czeli się jeszcze, i że nie było obok niego Helvis. W kiblu — pomyślał.

Ale jego pasek nie ważył tyle ile powinien, kiedy go podniósł. Palce odnalazły pustą pochwę.

— Zamordowany? — szczeknął zdenerwowany na Worenusza. — Jak? Głos legionisty był zawzięty i ponury.

— Nóż w gardło, panie. Jak prosię.

— Nie — wyszeptał Skaurus, ni to modląc się, ni jęcząc. Wszystkie wydarzenia nocy zaczęły się układać w straszliwą całość. Ubrany tylko w swoją spódniczkę, wyskoczył z namiotu, mijając Worenusza i biegiem ruszył w kierunku stajni. Żołnierz biegł za nim, o wiele cięższy w swej zbroi i caligae.

— Czy Helvis z dziećmi jest za stajnią? — rzucił Marek przez ramię.

— W latrynach? Chyba nie, panie. Dlaczego? — spytał Worenusz, zdziwiony i zdyszany.

— Bo w moim namiocie też ich nie ma — warknął trybun, wypijając kielich goryczy i zdrady. — I zniknął mój sztylet.

Szczęka Worenusza zamknęła się trzaskiem.

Wciąż jakby zdziwione, zwłoki Blesusa leżały oparte o ścianę stajni, obok otwartych drzwi. Worenusz powiedział:

1 ... 89 90 91 92 93 94 95 96 97 ... 130
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)