Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl]
Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl]

Электронная книга - «Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl]». Краткое содержание книги:

Imperium szykuje się do wojny z Yezd, ale pojawia się nowe zagrożenie — bunt księcia Draxa i jego wojsk. Zdrada najemników doprowadza Videssos na skraj katastrofy i tylko talent dowódczy Marcusa Scaurusa i zręczna dyplomacja jego sprzymierzeńca zamieniają klęskę w zwycięstwo. Jednak Imperium Videssos w dalszym ciągu czeka walka z Yezd, Do odległej krainy potężnych koczowników wyrusza poselstwo, które ma pozyskać ich pomoc. Jego droga najeżona jest niebezpieczeństwami, o sojusz z koczownikami stara się również Yezd…
1 ... 88 89 90 91 92 93 94 95 96 ... 130
Перейти на страницу:

— Czy możemy kontynuować? — spytał z kurtuazją, jakby byli właśnie w drodze na jakąś ucztę czy uroczystość.

Trybun skinął głową, podziwiając jego styl. Rzucił głośno rozkaz. Oddział ruszył do przodu.

— Na bogów, panie, czasami myślałem, że nigdy nam się to nie uda — powiedział do Skaurusa Juniusz Blesus, kiedy brudnoszare popołudniowe niebo zaczęło ciemnieć na zachodzie. — Ale teraz jesteśmy już całkiem blisko, co?

— Zgadza się — odpowiedział trybun, ściągając do tyłu luźny kosmyk włosów, który niczym mokry robak przykleił mu się do policzka. — Jakieś półtora dnia do Cieśniny Bydła. Przy normalnej pogodzie zajęłoby to pół dnia.

Sześcioosobowa grupa na koniach przejechała obok nich chlapiąc wysoko błotem i ściągając na siebie przekleństwa legionistów. Tutaj, już właściwie na przedmieściach stolicy, zaczynał się spory ruch. Przez to drogi stawały się jeszcze gorsze, choć Marek nigdy nie pomyślałby, że jest to możliwe. Nakazał zasłaniać swoim jeńcom oczy przez cały dzień — w mniej zatłoczonej okolicy, na zachodzie, musieli zakładać opaski tylko raz czy dwa razy dziennie, kiedy ktoś się zbliżał. Tu, na bezpiecznym terytorium Imperium cała ta maskarada zapewne nie była potrzebna, ale kiedy chodziło o Draxa, Marek wolał nie ryzykować.

Z przodu znowu słychać było chlupot i kolejny jeździec wynurzył się z deszczu — Nevrata. Rozejrzała się wokół, szukając w zapadających ciemnościach Skaurusa. Uśmiechnęła się, kiedy go dostrzegła, błyskając śnieżnobiałymi zębami.

— Znalazłam miejsce na obóz — powiedziała. — Farma z dobrą, kamienną stajnią dla naszych ee… gości. Przyjrzałam jej się dobrze. Ma malutkie, wąskie okna — trzymała dłonie w odległości kilku cali od siebie, by mu to pokazać — i drzwi zasuwane od zewnątrz.

— Doskonale! — wykrzyknął Marek. — Nawet wielki książę się stamtąd nie wymknie. Każdej nocy Juniusz Blesus dosłownie otaczał namiot jeńców murem legionistów. Jednak za kamieniami i drewnem będą wystarczająco bezpieczni. Jeden wartownik powinien wystarczyć, a reszta wreszcie będzie mogła odpocząć.

Farmer, na którego ziemi stała stajnia, był wyjątkowo nieprzyjemnym drobnym człowieczkiem. Sam fakt, że posiadał kilka koni, najlepiej świadczył o tym, iż dobrze mu się powodziło, ale kiedy trybun zapytał, czy może użyć stajni, próbował go nastraszyć, wymieniając kilka nazwisk jakichś pomniejszych oficjeli, którzy jak oznajmił „Nie będą zadowoleni słysząc o takim traktowaniu mej osoby!”.

Rozzłoszczony Marek wygrzebał list Thorisina Gavrasa i bez słowa wręczył go mężczyźnie, który najpierw oblał się rumieńcem, a potem zbladł, kiedy zobaczył podpis Imperatora.

— Czego sobie tylko życzycie, oczywiście — powiedział szybko i zawołał swoich parobków: — Vardas! Ioustos! Chodźcie tu zaraz leniwe gnojki i wyprowadźcie konie na pastwisko!

Dwóch ludzi wynurzyło się z małej chatki, stojącej obok głównego budynku na farmie, jeden z nich przeżuwający jeszcze resztkę kolacji. Dopiąwszy swego, trybun mógł teraz okazać wielkoduszność. Machnięciem ręki zatrzymał mężczyzn.

— Niech tam zostaną. Ludzie w środku nie będą mieli ognia, a ze zwierzętami będzie im cieplej.

Vardas i Ioustos spojrzeli na swojego pana, który jeszcze nie zdążył się przedstawić Markowi.

— Jak sobie życzysz — powiedział farmer. Powrócili do przerwanego posiłku. Teraz już uprzedzająco grzeczny, mały, baryłkowaty gospodarz zapytał Rzymianina: — Czy uczyniłbyś mi ten zaszczyt i zjadł ze mną kolację?

— Nie, dziękuję. — Godzina nerwowej paplaniny tego faceta, aroganckiego i służalczego na zmianę, nie była Markowi w smak. Wytłumaczył się jednak, pozwalając mu ocalić twarz. — Muszę zająć się rozbijaniem obozu.

— Ach, tak — pokiwał głową farmer, jakby doskonale rozumiał, jaka to ciężka praca. Ukłonił się sztywno, odwrócił i uciekł do domu. Marek roześmiał się cicho za jego plecami. Legioniści, którzy sami rozbili już namioty, przyjęli jego rozkazy ledwo tłumionymi okrzykami radości. Nie powstrzymywali się już, kiedy Blesus zgłosił się na ochotnika do pełnienia warty. Uśmiechając się z zadowoleniem, młodszy centurion powiedział:

— Czemu nie? To prawie tak łatwe jak spanie.

— Lepiej żebyś nie zasnął, Juniuszu — powiedział trybun, wbijając kołek namiotu w błotnistą ziemię. Była to jedyna rzecz, którą deszcz ułatwiał, a nie psuł. Marek mówił żartobliwym tonem i Blesus nadal się uśmiechał, ale już nie tak szeroko jak przed chwilą. Fustuariwn czekało na strażników, którzy zdrzemnęli się na posterunku.

Kiedy namiot był już ustawiony, Skaurus wysuszył się najlepiej jak tylko było to możliwe. Mal-ric i Dosu” zasnęli głęboko, kiedy tylko zjedli kolację.

— Co ty im zrobiłaś, wyciągnęłaś jakieś proszki od Styppesa? — szepnął trybun do Helvis, kiedy przykryła obu chłopców. — Odkąd wyjechaliśmy, nie można ich było usadzić nawet na minutkę.

— Niewiele się pomyliłeś — powiedziała wstając. Podała mu opróżniony do połowy bukłak z winem. — Dałam im się trochę napić, kiedy byłeś zajęty.

— Poważnie? Dlaczego?

Posłała mu długie, powłóczyste spojrzenie.

— Dla nas — odpowiedziała, głosem łagodnym i słodkim jak wino, które mu wręczyła. Ledwie zdążył je odłożyć, z uśmiechem ciasno go objęła. Pocałował ją, mile zaskoczony — kiedy była w ciąży, rzadko miała na to ochotę.

Bawiąc się z nim palcami, odpięła mu pas z mieczem i ściągnęła obłożoną metalem żołnierską spódnicę.

— Ależ to skomplikowane — szepnęła.

Skaurus całował jej oczy i usta, ściągnąwszy już przez głowę jej prostą sukienkę. Zdmuchnął lampki. Razem osunęli się na posłanie.

Po chwili odwróciła się do niego plecami — wszedł w nią od tyłu. Ta pozycja, dobra do powolnej, leniwej miłości, była wygodna dla nich obojga — dla niej ze względu na zaawansowaną ciążę, dla niego ze względu na zmęczenie całodziennym marszem. Westchnęła i przysunęła się bliżej.

Kiedy skończył, przetoczył się leniwie na plecy, gwiżdżąc w ciemności. Malric poruszył się, mamrocząc coś pod nosem.

— Ciii… kochanie — powiedziała Helvis łagodnie.

Marek nie był pewien, do którego z nich mówiła, dopóki nie odszukała po ciemku bukłaka z winem, które dała synowi do picia. Chłopiec pociągnął długi łyk, oblizał wargi, pokręcił się i zasnął.

— No — powiedziała Helvis do trybuna. — Tej nocy nie będziemy sobie przerywać. Przytuliła się do niego, a jej ręce znowu miały zajęcie.

— Hej, spokojnie — powiedział. — Jest mi całkiem dobrze.

— Ja myślę — rzuciła z szelmowską nutą w głosie, ale nie przestała.

— Nie jestem pewien, czy coś jeszcze się zdarzy — ale kiedy wypowiadał te słowa, czuł jak zaczyna reagować na jej pieszczoty. Objął ją mocno ramionami.

— Okropnie hałasujesz — mruknęła cicho chwilę później, odpychając go od siebie. Jego jęki i posapywania obudziły Dostiego.

Zaspokojony i przyjemnie ociężały, nie odpowiedział. Helvis uciszyła dziecko w ten sam sposób co Malrika i wróciła do trybuna.

Po chwili znowu się nim bawiła. Spojrzał na nią ogłupiałym wzrokiem, ale było zbyt ciemno, by mógł dojrzeć jej twarz.

— Prosisz o zbyt wiele, chyba o tym wiesz — powiedział sennym głosem. Roześmiała się cicho.

— Kiedy ja ci to mówiłam, dąsałeś się potem przez tydzień. No i jak to jest być myszą, a nie kotem, panie? Ale ja ciebie chcę i będę cię miała.

Pogłaskał jej włosy, wilgotne teraz od potu jak od deszczu. Tak jak i jego.

1 ... 88 89 90 91 92 93 94 95 96 ... 130
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)