Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl]
Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl]

Электронная книга - «Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl]». Краткое содержание книги:

Imperium szykuje się do wojny z Yezd, ale pojawia się nowe zagrożenie — bunt księcia Draxa i jego wojsk. Zdrada najemników doprowadza Videssos na skraj katastrofy i tylko talent dowódczy Marcusa Scaurusa i zręczna dyplomacja jego sprzymierzeńca zamieniają klęskę w zwycięstwo. Jednak Imperium Videssos w dalszym ciągu czeka walka z Yezd, Do odległej krainy potężnych koczowników wyrusza poselstwo, które ma pozyskać ich pomoc. Jego droga najeżona jest niebezpieczeństwami, o sojusz z koczownikami stara się również Yezd…
1 ... 85 86 87 88 89 90 91 92 93 ... 130
Перейти на страницу:

— Pij! — krzyknął, jakimś cudem przypominając sobie odpowiednie słowo w Arshaum. Arghun mechanicznie wykonał polecenie. Nagle zgiął się wpół i wyrzucił z siebie kavass i jedzenie.

Oprócz kwaśnego odoru wymiocin można było wyczuć inny, ostrzejszy zapach, zapach cykuty. Gorgidas prawie tego nie zauważył, bo straszliwy koniec Bogoraza odsuwał na bok wszelkie wątpliwości.

Po zwymiotowaniu, Arghun opadł na kolana i tak już pozostał. Dotykał swoich ud, jakby zupełnie stracił w nich czucie. Gorgidas zacisnął zęby. Jeśli trucizna dojdzie do serca, khagan umrze, mimo że większość nie zdążyła wejść do krwi.

— Posadź go! — szczeknął Grek do Arigha, który podskoczył do ojca, podając mu ramię. Znowu jako lekarz, Gorgidas krzyknął do Tolui, który natychmiast do niego podbiegł. Grek zapytał przez Arigha.

— Masz coś na wzmocnienie serca?

Niemal krzyknął z radości, kiedy szaman, niski mężczyzna w średnim wieku o zaskakująco głębokim głosie, odparł:

— Tak, herbatę z naparstnicy.

— Doskonale! Szybko zagotuj trochę i natychmiast tu przynieś!

Tolui bez namysłu ruszył po zioło. Gorgidas włożył rękę pod tunikę Arghuna — skóra na biodrach khagana stawała się zimna. Grek zaklął pod nosem. Arghun, przed chwilą jeszcze całkiem ogłupiały, dochodził do siebie i budziła się w nim wściekłość. Umysł ofiary cykuty pozostawał jasny do samego końca.

Dizabul z wahaniem zbliżył się do ojca i przyklęknął, by wziąć go za rękę. Wbrew wszelkim zwyczajom Arshaumów, z jego oczu płynęły łzy.

— Myliłem się, ojcze. Proszę, przebacz mi — powiedział.

Arigh warknął coś krótkiego i złego pod adresem swojego brata, ale Gorgidas wiedział ile musiały kosztować młodego, dumnego księcia te słowa.

Zanim Arghun mógł odpowiedzieć, cała chmara konkubin przybiegła do niego z krzykiem i płaczem. Oddalił je krótkim wrzaskiem, zupełnie jakby był zdrowy i burknął do Arigha:

— Ostatnia rzecz, jakiej mi teraz trzeba, to kupa ryczących bab.

— Czy on przeżyje? — zapytał Gorgidasa Goudeles. Szacunek przepełniał jego głos. Teraz to Grek był fachowcem, nie on.

Lekarz badał właśnie puls Arghuna i nie odpowiedział. Jego palce mówiły mu coś niepokojącego — serce khagana było silne, ale pracowało coraz wolniej i wolniej.

— Tolui! Szybciej, ty synu śmierdzącej kozy! — krzyknął Grek. Nazwałby go jeszcze gorzej, gdyby wiedział jak, byle tylko go popędzić.

Tolui nadbiegł truchtem, niosąc w obu rękach parujący garnek.

— Daj mi to! — warknął Grek, wyrywając mu naczynie z rąk.

Szaman nie zaprotestował. Sam będąc lekarzem, potrafił rozpoznać profesjonalistę.

— Gorzkie — powiedział Arghun, kiedy Grek przycisnął garnek do jego warg, ale wypił wszystko. Westchnął, gdy gorący napar wypełnił mu żołądek. Gorgidas znowu wziął go za nadgarstek. Herbata z naparstnicy działała równie skutecznie w tym świecie, jak i w jego własnym — tętno wyrównało się, a po chwili zaczęło bić szybciej.

— Sprawdź, gdzie skóra robi się zimna — rozkazał Tolui Grek. Szaman bez słowa wykonał polecenie.

— Tutaj — powiedział, wskazując palcem.

Wciąż było to poniżej pępka — postęp, choć niewielki.

— Jeśli umrze — powiedział Arigh, głosem mroźnym i wypełnionym gniewem — to nie konia będziemy składać w ofierze, Dizabul, ale ciebie. Gdyby nie ty, już dawno nie byłoby tu tego przeklętego Bogoraza.

Pogrążony w rozpaczy, Dizabul tylko potrząsnął głową. Arghun klepnął swojego starszego syna.

— Nie zamierzam jeszcze umierać, chłopcze. — Odwrócił się do Gorgidasa. — Jak mi idzie? Lekarz zbadał jego brzuch. Cykuta nie posunęła się dalej. Powiedział o tym khaganowi.

— Sam to czuję — potwierdził Arghun. — Zdaje się, że znasz tę paskudną trutkę: co to oznacza? Czy będę jeszcze miał nogi? — Brwi khagana ściągnęły się nagle. — Na duchy wiatru! Czy będę jeszcze miał mojego jasia?! Nie używam go już tak często jak kiedyś, ale jeszcze by mi się przydał.

Grek mógł tylko wzruszyć ramionami przyznając, że nie ma pojęcia. Ludzie wymiotujący cykutą nie zdarzali się na tyle często, by mógł coś na ten temat powiedzieć. W tej chwili nie był jeszcze pewny, czy Arghun przeżyje i nie myślał o niczym więcej.

Lankinos Skylitzes trzymał przed nim wełniany płaszcz, długą lekką szatę i czarną filcową myckę.

— Co to, wyprzedaż staroci? — warknął Gorgidas. — Nie zawracaj mi teraz głowy takimi śmieciami.

— Przepraszam — powiedział videssański oficer, i to zupełnie szczerze. Tak jak Goudeles, patrzył teraz zupełnie inaczej na lekarza. — Myślałem, że cię to zainteresuje. To wszystko, co zostało po Bogorazie.

— Och.

Gorgidas po raz kolejny zbadał puls Arghuna. Serce khagana nadal biło równo.

— Przynieś jeszcze trochę tej herbaty, jeśli łaska — powiedział Grek do Tolui.

Arigh uśmiechnął się, tłumacząc te słowa. Znał Gorgidasa na tyle, by zrozumieć, że jego powrót do dobrych manier był dobrym znakiem. Lekarz dodał jeszcze:

— I przynieś też kilka koców. Powinniśmy rozgrzać zatrute partie najlepiej jak się da. Gorgidas czuwał przy Arghunie przez całą noc. Dopiero po północy był naprawdę pewien, że wygrał. W końcu śmiertelny chłód cykuty zaczął ustępować, choć bardzo powoli. Kiedy niebo rozjaśniło się na wschodzie, khagan odzyskał czucie do połowy ud, ale pozostała część nóg nadal była martwa.

— Śpij — powiedział Grekowi Arghun. — I tak nic już nie możesz dla mnie teraz zrobić. A jak jeszcze raz mnie ukłujesz, to skręcę ci kark.

Figlarne iskry w jego oczach przeczyły groźnym słowom.

Lekarz ziewnął, aż coś chrupnęło mu w szczęce. Pod powiekami czuł gryzący piasek. Próbował protestować, ale zrozumiał, że Arghun ma rację. Zresztą i tak przestałby wkrótce trzeźwo myśleć.

— Zbudź mnie, gdyby coś się działo — ostrzegł Tolui. Szaman skinął poważnie głową. Budząc po drodze Skylitzesa i Goudelesa, którzy zdrzemnęli się przy ognisku, Gorgjdas ruszył z nimi w stronę videssańskiej jurty.

— Naprawdę bardzo się cieszę, że stary Arghun wolał nas niż Yezda — stwierdził gryzipiórek.

— No, ja myślę — powiedział Skylitzes — ale co z tego?

Goudeles rozglądnął się uważnie dokoła, by upewnić się, czy nikt ich nie słyszy.

— Pomyślałem sobie, że gdyby nas nie wybrał, to mógłby mi strzelić do głowy jakiś głupi pomysł… rozumiecie, żeby zmienił zdanie. — Pulchny biurokrata poklepał się po brzuchu. — Jakoś mi się nie wydaje, żebym się spalił tak ładnie jak Bogoraz. Za dużo tłuszczu do pieczeni, można powiedzieć. Brrr! — wzdrygnął się na samą myśl.

XI

Posłaniec? — powtórzył Marek. Phostis Apokavkos przytaknął. Trybun wymamrotał coś pod nosem, wyraźnie zły, w końcu wybuchnął: — Nie chcę widzieć żadnego cholernego posłańca! Przynoszą tylko złe wieści. Jeśli nie przyjeżdża od samego Phosa, to mówię ci, że zjem go bez soli. A jeśli to jakiś głupkowaty magnat chce się poskarżyć, że moi żołnierz zwędzili mu parę owiec, to niech sam tu przyjdzie. Apokavkos uśmiechnął się, słysząc te świętokradcze słowa.

— Od pierwszego po Phosie, panie — powiedział powoli po łacinie. Choć wyznawał religię Imperium, zachowywał się jak Rzymianin, po tym jak ci przyjęli go lepiej niż jego rodacy. Potarł swój długi, gładko ogolony podbródek. — Od Imperatora.

— Od Thorisina? — ożywił się Marek. — Już myślałem, że o nas zapomniał. Szybko, przyprowadź go tu.

1 ... 85 86 87 88 89 90 91 92 93 ... 130
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)