Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl]
Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl]

Электронная книга - «Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl]». Краткое содержание книги:

„Lustrzany taniec” stanowi szczególną część sagi barrayarskiej. Powraca w niej Mark, klon-bliźniak Milesa Vorkosigana/Naismitha, który podając się za dowódcę Najemnej Floty Dendarii, przeprowadza szaleńczą akcję desantową w Obszarze Jacksona — części wszechświata, gdzie inżynieria genetyczna rozwija się bez żadnych ograniczeń. Niestety, ponosi klęskę i z pomocą musi mu pospieszyć prawdziwy admirał Naismith. Podczas odwrotu Miles zostaje zabity, ale jego śmierć daje początek lawinie wydarzeń i zaskakujących zwrotów akcji. Przed Markiem stoją nowe nieoczekiwane zadania, którym musi sprostać. Czy przyjaciele Milesa mu pomogą? Jak przyjmie go Barrayar? Czy ma szansę odciąć się od mrocznej przeszłości i przeistoczyć z genetycznej repliki Milesa w człowieka?
1 ... 85 86 87 88 89 90 91 92 93 ... 137
Перейти на страницу:

— Cześć, Chrys, jak mu idzie? — spytała doktor P.

— Zupełnie nieźle — odrzekła doktor C. — Ale chyba już wystarczy na tę sesję, jest wykończony.

— Zdaje się. — Doktor P. pomogła go złapać, bo właśnie osuwał się na podłogę. Nie potrafił zmusić ust do wymówienia zrozumiałych słów; wydawał tylko zduszony szloch. — Powiedziałabym, że przesadziłaś z ćwiczeniami.

— Wcale nie — powiedziała doktor C., podtrzymując go z drugiej strony. We dwie zaprowadziły go do łóżka. — Wygląda jednak na to, że u niego wyzdrowienie fizyczne nastąpi wcześniej niż psychiczne. To niedobrze. Lilly naciska, zaczyna się niecierpliwić. On musi szybko zacząć kojarzyć, bo inaczej nie będziemy mieć z niego żadnego pożytku.

— Lilly nigdy się nie niecierpliwi — zbeształa ją doktor P.

— Tym razem tak — odrzekła z pochmurną miną doktor C.

— Naprawdę nastąpi poprawa psychiczna? — Pomogła mu się bezpiecznie położyć.

— Nie wiadomo. Rowan gwarantuje nam poprawę fizyczną.

Wspaniała robota. A mózg wykazuje dużą aktywność, coś musi się poprawiać.

— Owszem, ale nie od razu — odezwał się z korytarza ciepły głos, w którym drgała nutka rozbawienia. — Co robicie mojemu biednemu pacjentowi?

Była to doktor Durona. Znowu. Miała długie, kruczoczarne włosy, upięte w luźny kok z tyłu głowy. Kiedy zbliżała się do niego z uśmiechem, wlepił niespokojne spojrzenie w plakietkę z jej nazwiskiem. Dr R. Durona. Jego doktor Durona. Zakwilił z ulgi. Nie był pewien, czy jest w stanie wytrzymać dłużej ten zamęt w głowie, który był bardziej dokuczliwy niż fizyczny ból. Miał nerwy gorzej poszarpane niż ciało. Czuł się, jak gdyby uczestniczył w jednym ze swoich koszmarów sennych, tyle że w snach było więcej krwi i ćwiartowania, a tu kobieta w zielonym kitlu stała w kilku miejscach jednocześnie, przekomarzając się sama ze sobą.

— TF oznacza chyba tortury fizyczne — zażartowała doktor C.

Tak, to by wszystko wyjaśniało…

— Przyjdź torturować go później — zaproponowała doktor R. — Ale delikatnie…

— Jak daleko mogę się posunąć? — Doktor C. była skupiona i poważna. Stała z przechyloną głową, notując coś w panelu raportowym. — Wiesz, góra ponagla.

— Wiem. Terapia fizyczna nie częściej niż co cztery godziny, dopóki nie pozwolę na więcej. I staraj się nie przekraczać rytmu stu czterdziestu skurczów serca.

— Tak dużo?

— To dlatego, że narząd jest za mały.

— Załatwione, kochana. — Doktor C. zatrzasnęła panel i rzuciła doktor R., po czym wyszła z sali; doktor P. podążyła za nią.

Jego doktor Durona, doktor R., podeszła do łóżka, uśmiechnęła się i odgarnęła mu włosy z oczu.

— Trzeba cię będzie niedługo ostrzyc. Łyse miejsca zaczęły porastać nowymi włosami. To bardzo dobry znak. Tyle się dzieje na zewnątrz, więc chyba wewnątrz głowy też coś się dzieje, hę?

Jeżeli uznać napady rozpaczy za aktywność… po policzku spłynęła mu łza, efekt wcześniejszego ataku przerażenia. Doktor R. dotknęła wilgotnego śladu.

— Och — szepnęła ze współczuciem, które nagle wydało mu się krępujące. Nie jestem… nie jestem… nie jestem mutantem. Co?

Nachyliła się niżej.

— Jak się nazywasz?

Spróbował.

— Jaaach… pchch… — Język nie chciał go słuchać. Wiedział, co chce powiedzieć, lecz nie potrafił nadać słowom właściwej formy. — Jaach… śś… ywasz?

— Powtórzyłeś? — Rozpromieniła się. — To początek…

— Niii! Jaach śś… zywasz? — Dotknął kieszonki jej kitla w nadziei, że nie odczyta tego jako nieprzyzwoitego gestu.

— Co…? — Spojrzała w dół. — Pytasz o moje imię?

— Kch! Kch!

— Jestem doktor Durona.

Jęknął, przewracając oczami.

— Mam na imię Rowan.

Opadł na poduszkę i odetchnął z ulgą. Rowan. Śliczne imię. Chciał jej powiedzieć, że to śliczne imię. Ale jeżeli wszystkie tak mają na imię — nie, do tej pokrzykującej jak sierżant mówili Chrys. W porządku. Mógł odróżnić swoją doktor Duronę od reszty; była jedyna w swoim rodzaju. Drżącą dłonią musnął jej usta, potem swoje, ale nie zrozumiała aluzji i nie pocałowała go.

Niechętnie, tylko dlatego, że nie miał siły jej zatrzymać, pozwolił jej wysunąć rękę ze swojego wątłego uścisku. Może tamten pocałunek mu się przyśnił. Może wszystko to mu się przyśniło.

Po jej wyjściu upłynęło nie wiadomo ile czasu, lecz tym razem dla odmiany nie zapadł w drzemkę. Czuwał, pogrążony w niespokojnych, chaotycznych myślach. Co pewien czas ze strumienia myśli wyłaniał się jakiś obraz, który mógł być wspomnieniem, ale gdy tylko skupił na nim uwagę, by przyjrzeć mu się uważniej, strumień myśli zamierał, a jego ogarniała fala paniki. Cóż. W takim razie zajmie się czymś innym, obserwując swoje myśli z boku, z ukosa; przyjrzy się sobie przez pryzmat tego, co już wie, odgrywając rolę detektywa, poszukującego własnej tożsamości. Jeśli nie możesz zrobić tego, czego chcesz, zrób to, co możesz. Skoro nie potrafił odpowiedzieć na pytanie, kim jest, może przynajmniej uda mu się rozwikłać zagadkę, gdzie jest. Nie miał już przyklejonych do ciała końcówek monitora; odłączono go.

Było bardzo cicho. Wyśliznął się z łóżka i odnalazł drogę do drzwi. Otworzyły się automatycznie, ukazując krótki korytarz rozświetlony tylko przytłumionym blaskiem nocnych lamp umieszczonych na poziomie podłogi.

Łącznie z jego pokojem w korytarzyku znajdowały się tylko cztery sale. W żadnej nie było okien. Ani pacjentów. Małe, wyposażone w monitory biuro też było puste… jednak nie. Na blacie obok włączonej konsoli stał parujący kubek. Ktoś za chwilę miał tu wrócić. Przemknął obok i skierował się do jedynych drzwi wyjściowych, które znajdowały się na końcu korytarza; one również otworzyły się automatycznie.

Następny krótki korytarz. Dwie świetnie wyposażone sale operacyjne, zamknięte i wygaszone na noc, puste i ciche. I także pozbawione okien. Dwa pomieszczenia magazynowe, jedno zamknięte, drugie nie. Dwa laboratoria wyposażone w zamki z czytnikiem dłoni; przez szklane drzwi dostrzegł w jednym rząd klatek dla małych zwierząt. Pomieszczenie zostało zapchane sprzętem medycznym i biochemicznym, którego było o wiele za dużo jak na potrzeby zwykłej kliniki. Niemal czuło się, że prowadzone są tu jakieś badania.

Skąd o tym wiem? Nie zadawaj pytań. Po prostu idź. Kusiła go rura windowa znajdująca się na końcu korytarza. Jego ciało przeszywał ból, każdy oddech był straszliwym wysiłkiem, ale musiał spróbować szansy. Naprzód, naprzód.

Gdziekolwiek się znajdował, był na samym dole. Dno rury windowej miał tuż pod stopami. Górna część tonęła w mroku rozjaśnionym tylko blaskiem paneli, które wyświetlały symbole S3, S2, Sl. Rura była wyłączona, a wyjście bezpieczeństwa po drugiej stronie otworu zamknięte. Rozsunął je ręcznie i zaczął się zastanawiać, co dalej. Mógł włączyć rurę windową, ryzykując, że na jakimś monitorze zapali się sygnalizator alarmowy (dlaczego wyobrażał sobie coś takiego?); mógł też z tego zrezygnować i po cichu wspiąć się drabiną awaryjną. Wypróbował pierwszy szczebel; pociemniało mu w oczach. Cofnął się ostrożnie i włączył windę.

1 ... 85 86 87 88 89 90 91 92 93 ... 137
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)