Rozmowa w „Katedrze”
- Автор: Варгас Льоса Марио
- Язык: польский
- Жанр: Современная русская и зарубежная проза
Электронная книга - «Rozmowa w „Katedrze”». Краткое содержание книги:
– Tylko ja byłem w redakcji, kiedy zawiadomiono Arispe-go – powiedział Santiago. – Będę miał nauczkę, żeby nie przychodzić punktualnie.
Dom był tuż obok apteki, na ulicy stały dwa wozy policyjne i gromada gapiów, o, przyszli z „Kroniki”, wrzasnął jakiś smarkacz. Musieli pokazać policjantowi swoje dziennikarskie legitymacje i Periquito sfotografował front domu, schody i podest na pierwszym piętrze. Otwarte drzwi, myśli, dym z papierosów.
– A pana to nie znam – powiedział tłuścioch z grubym podbródkiem, w granatowym mundurze; uważnie oglądał jego legitymację. – Co jest z Becerritą?
– Nie było go w redakcji, kiedyśmy dostali telefon – i Santiago poczuł dziwny zapach, zapach spoconego ciała, myśli, zapach gnijących owoców. – Pan mnie nie zna, inspektorze, bo pracuję w innym dziale.
Błysnął flesz Periquita, grubas zamrugał i odsunął się na bok. Kilku ludzi kręciło się po pokoju, coś szeptali, i Santiago zobaczył fragment wy tapetowane j na niebiesko ściany, brudną podłogę, nocną szafkę, czarną narzutę na łóżku. Przepraszam, dwaj mężczyźni zrobili mu przejście, jego oczy biegały tam i z powrotem bardzo szybko, ta biała postać, myśli, nie zatrzymywały się na plamach zakrzepłej krwi, na czarno-czerwonych wargach ran, na plątaninie włosów zakrywających twarz, na czarnym puszystym gąszczu pomiędzy nogami. Nie poruszył się, nic nie powiedział. Aparaty Periquita trzaskały z prawej i z lewej, można sfotografować twarz, inspektorze? Czyjaś ręka odsunęła włosy i odsłoniła twarz niebieskawą i nietkniętą, z cieniami pod wygiętym łukiem rzęs. Dziękuję, inspektorze, powiedział Periquito kucając przy łóżku, i znowu trysnął strumyczek białego światła. Przez dziesięć lat śniłeś o niej, Zavalita, gdyby Anita wiedziała, pomyślałaby, że się kochałeś w Muzie, i byłaby zazdrosna.
– Od razu widać, że nasz przyjaciel z redakcji jest nowy – powiedział ten z podbródkiem. – Niech pan tylko nie zemdleje, chłopcze, mamy już i tak dosyć roboty z tą damą. – Zasnute dymem twarze rozluźniły się w uśmiechach, Santiago przemógł się i też zdołał się uśmiechnąć. Biorąc ołówek zdał sobie sprawę, że dłoń ma mokrą od potu; wyjął notes, jego oczy znowu tam pobiegły: plamy krwi, rozchylające się piersi, sutki ciemne jak pieprzyki. Zaduch docierał do niego falami, mdliło go.
– Po sam pępek ją ciachnęli – Periquito jedną ręką zmieniał żarówki; przygryzł język. – Sadyści.
– Gdzie indziej też ciachnęli – stwierdził rzeczowo grubas. – Chodź tu bliżej, Periquito, i pan też, młody człowieku, spójrzcie, fest ją zrobił.
– Dziurka w dziurce – szepnął czyjś teatralnie afektowany głos i Santiago usłyszał chichoty i szmer niezrozumiałych komentarzy. Oderwał wzrok od łóżka, podszedł do mężczyzn w mundurach.
– Może mi pan podać szczegóły, inspektorze?
– Najpierw się przedstawimy – powiedział grubas dobrodusznie i wyciągnął do niego miękką dłoń. – Adalmiro Peralta, szef wydziału zabójstw, a to mój pomocnik, pierwszy oficer Ludo vico Panto ja. O nim niech pan też nie zapomina.
Znowu zrobiłeś wysiłek, żeby się uśmiechnąć, żeby notując cały czas się uśmiechać, Zavalita, a pióro biegało histerycznie po papierze, ślizgając się na wszystkie strony.
– Uprzejmość za uprzejmość, Becerritą już będzie wiedział, jak się odwdzięczyć – słyszał tymczasem roześmiany, poufały głos inspektora Peralty. – My wam damy pierwszeństwo druku, a panowie nam zrobią trochę reklamy, tego nigdy nie jest za dużo.
Znowu śmiech, flesze, ten zaduch i dym z papierosów: wtedy, Zavalita. Santiago przytaknął i w złożonym na pół notatniku, opartym o własną pierś, bazgrał coś jeszcze, kreślił, stawiał kropki, litery skakały mu przed oczyma podobne do hieroglifów.
– Zawiadomiła nas ta staruszka, co mieszka sama tu obok – powiedział inspektor. – Usłyszała krzyki, przybiegła i zastała drzwi otwarte. Musieli ją zabrać do Opieki Społecznej, szok nerwowy. Masz pan pojęcie, jak ją wzięło, kiedy się nadziała na tę siekaninę.
– Osiem cięć nożem – powiedział pierwszy oficer Ludovico Pantoja. – Stwierdzone przez lekarza sądowego, młody człowieku.
– Chyba coś zażywała – powiedział inspektor Peralta. – Tak mi się wydaje, bo i ten zapach, i widać po oczach. Ostatnio prawie stale brała narkotyki. Mamy raporty. Zresztą to wykaże sekcja.
– Rok temu była wmieszana w aferę z narkotykami – powiedział oficer Ludovico Pantoja. – Wzięli ją razem ze znaną złodziejką. Nisko upadła, nie ma co.
– Można sfotografować narzędzie zbrodni, inspektorze? – powiedział Periquito.
– Już zabrane, w laboratorium – powiedział inspektor Peralta. – Zwyczajny rzeźnicki nóż, piętnastocenty metro wy. Tak, zostawił w prezencie odciski palców.
– Nie wiem, co za jeden, ale on już jest skończony – powiedział oficer Ludovico Pantoja. – Wszędzie pełno odcisków, nawet noża nie zabrał ze sobą, zrobił to w biały dzień. To nie był zawodowiec ani żaden z tej branży.
– Nie zidentyfikowaliśmy go, bo ta pani nie miała jednego faceta, ale całą kupę – powiedział inspektor Peralta. – Kogo się tylko dało naciągnąć; ostatnio tak to było. Biedaczka, całkiem się zeszmaciła.
– Niech pan spojrzy, gdzie to jej przyszło umrzeć – oficer Ludovico Pantoja z politowaniem wskazał ręką na meble. – A kiedyś miała wszystkiego o, potąd.
– Była Królową Komediantów tego roku, kiedy zacząłem pracować w „Kronice” – powiedział Periquito. – W czterdziestym czwartym. To już czternaście lat, psiakrew.
– W życiu jak na huśtawce, raz w górę, raz w dół – uśmiechnął się inspektor Peralta. – Niech pan to zdanko weźmie do swojego artykułu, młody człowieku.
– Pamiętam ją z czasów, kiedy była ładniejsza – powiedział Periquito. – Prawdę rzekłszy to nie takie znowu cudo.
– Czas robi swoje, Periquito – powiedział inspektor Peralta. – No i te cięcia też ją zeszpeciły.
– Pstryknąć cię, Zavalita? – powiedział Periquito. – Becerrita zawsze każe się fotografować razem z trupem, to do jego kolekcji. Ma już tysiące takich fotosów.
– Znam tę kolekcję Becerrity – powiedział inspektor Peralta. – Mocna rzecz, nawet dla takich jak ja, co niejedno widzieli.
– Jak wrócę do redakcji, poproszę pana Becerrę, żeby do was zadzwonił, inspektorze – powiedział Santiago. – No, to nie będę zabierał czasu. Bardzo dziękuję za informacje.
– Niech pan mu powie, żeby wpadł do nas do biura koło jedenastej – powiedział inspektor Peralta. – Bardzo mi było miło pana poznać.
Wyszli i na schodach Periquito przystanął, żeby sfotografować drzwi sąsiadki, która odkryła trupa. Gapie ciągle stali na chodnikach, zaglądali na schody ponad ramieniem policjanta pilnującego wejścia. Darío, w furgonetce, palił papierosa: czemu go nie wpuścili, tak by chciał zobaczyć. Wsiedli i odjechali, a w chwilę później minęli się z samochodem „Ostatnich Wiadomości”.
– Sprzątnęliście im bombę sprzed nosa – powiedział Darío.
– Norwin dopiero teraz pojechał.
– Jasne, bracie – Periquito pstryknął palcami i szturchnął łokciem Santiago. – To była kochanka Cayo Bermúdeza. Widziałem ich kiedyś razem, jak wchodzili do jakiejś knajpy na ulicy Capón. Jasne, bracie.
– Nie czytałem gazet, nie wiem, o co panu chodzi – mówi Ambrosio. – Ja już pewno wtedy byłem w Pucallpa, paniczu.
– Kochanka Cayo Bermúdeza? – powiedział Darío. – A to dopiero.
– Czułeś się jak Sherlock Holmes, kiedy zacząłeś rozgrzebywać tę cuchnącą historię, co? – powiedział Garlitos. – Drogo cię to kosztowało, Zavalita.
– Byłeś jego szoferem i nie wiedziałeś, że ma kochankę?