Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Rozmowa w „Katedrze”». Краткое содержание книги:

Rozmowa w Katedrze to niezwykła historia ludzi żyjących w Peru, w latach 50., w czasie dyktatury wojskowej, której przywódcą był generał Manuel Apolinario Odría.Akcja książki rozgrywa się na kilku płaszczyznach ujawniających kulisy i mechanizmy władzy dyktatora jak i jej wpływ na życie zwykłych ludzi. W popularnym barze o znaczącej nazwie Katedraa spotykają się Santiago Zavala, który wyrwał się spod władzy lojalnego wobec rządu ojca, Ambrosio człowiek ze społecznych nizin, znajomy Cayo Bemudeza bliskiego współpracownika prezydenta. Rozmowa, uznawana jest za najważniejsze dzieło Vargasa Llosy. Sam Autor mówi o niej w ten sposób: żadna inna powieść nie przysporzyła mi tak wiele trudu. Dlatego gdybym musiał kiedyś uratować coś z pożaru, wyniósłbym właśnie tę książkę.
1 ... 85 86 87 88 89 90 91 92 93 ... 163
Перейти на страницу:

– Tylko ja byłem w redakcji, kiedy zawiadomiono Arispe-go – powiedział Santiago. – Będę miał nauczkę, żeby nie przychodzić punktualnie.

Dom był tuż obok apteki, na ulicy stały dwa wozy policyjne i gromada gapiów, o, przyszli z „Kroniki”, wrzasnął jakiś smarkacz. Musieli pokazać policjantowi swoje dziennikarskie legitymacje i Periquito sfotografował front domu, schody i podest na pierwszym piętrze. Otwarte drzwi, myśli, dym z papierosów.

– A pana to nie znam – powiedział tłuścioch z grubym podbródkiem, w granatowym mundurze; uważnie oglądał jego legitymację. – Co jest z Becerritą?

– Nie było go w redakcji, kiedyśmy dostali telefon – i Santiago poczuł dziwny zapach, zapach spoconego ciała, myśli, zapach gnijących owoców. – Pan mnie nie zna, inspektorze, bo pracuję w innym dziale.

Błysnął flesz Periquita, grubas zamrugał i odsunął się na bok. Kilku ludzi kręciło się po pokoju, coś szeptali, i Santiago zobaczył fragment wy tapetowane j na niebiesko ściany, brudną podłogę, nocną szafkę, czarną narzutę na łóżku. Przepraszam, dwaj mężczyźni zrobili mu przejście, jego oczy biegały tam i z powrotem bardzo szybko, ta biała postać, myśli, nie zatrzymywały się na plamach zakrzepłej krwi, na czarno-czerwonych wargach ran, na plątaninie włosów zakrywających twarz, na czarnym puszystym gąszczu pomiędzy nogami. Nie poruszył się, nic nie powiedział. Aparaty Periquita trzaskały z prawej i z lewej, można sfotografować twarz, inspektorze? Czyjaś ręka odsunęła włosy i odsłoniła twarz niebieskawą i nietkniętą, z cieniami pod wygiętym łukiem rzęs. Dziękuję, inspektorze, powiedział Periquito kucając przy łóżku, i znowu trysnął strumyczek białego światła. Przez dziesięć lat śniłeś o niej, Zavalita, gdyby Anita wiedziała, pomyślałaby, że się kochałeś w Muzie, i byłaby zazdrosna.

– Od razu widać, że nasz przyjaciel z redakcji jest nowy – powiedział ten z podbródkiem. – Niech pan tylko nie zemdleje, chłopcze, mamy już i tak dosyć roboty z tą damą. – Zasnute dymem twarze rozluźniły się w uśmiechach, Santiago przemógł się i też zdołał się uśmiechnąć. Biorąc ołówek zdał sobie sprawę, że dłoń ma mokrą od potu; wyjął notes, jego oczy znowu tam pobiegły: plamy krwi, rozchylające się piersi, sutki ciemne jak pieprzyki. Zaduch docierał do niego falami, mdliło go.

– Po sam pępek ją ciachnęli – Periquito jedną ręką zmieniał żarówki; przygryzł język. – Sadyści.

– Gdzie indziej też ciachnęli – stwierdził rzeczowo grubas. – Chodź tu bliżej, Periquito, i pan też, młody człowieku, spójrzcie, fest ją zrobił.

– Dziurka w dziurce – szepnął czyjś teatralnie afektowany głos i Santiago usłyszał chichoty i szmer niezrozumiałych komentarzy. Oderwał wzrok od łóżka, podszedł do mężczyzn w mundurach.

– Może mi pan podać szczegóły, inspektorze?

– Najpierw się przedstawimy – powiedział grubas dobrodusznie i wyciągnął do niego miękką dłoń. – Adalmiro Peralta, szef wydziału zabójstw, a to mój pomocnik, pierwszy oficer Ludo vico Panto ja. O nim niech pan też nie zapomina.

Znowu zrobiłeś wysiłek, żeby się uśmiechnąć, żeby notując cały czas się uśmiechać, Zavalita, a pióro biegało histerycznie po papierze, ślizgając się na wszystkie strony.

– Uprzejmość za uprzejmość, Becerritą już będzie wiedział, jak się odwdzięczyć – słyszał tymczasem roześmiany, poufały głos inspektora Peralty. – My wam damy pierwszeństwo druku, a panowie nam zrobią trochę reklamy, tego nigdy nie jest za dużo.

Znowu śmiech, flesze, ten zaduch i dym z papierosów: wtedy, Zavalita. Santiago przytaknął i w złożonym na pół notatniku, opartym o własną pierś, bazgrał coś jeszcze, kreślił, stawiał kropki, litery skakały mu przed oczyma podobne do hieroglifów.

– Zawiadomiła nas ta staruszka, co mieszka sama tu obok – powiedział inspektor. – Usłyszała krzyki, przybiegła i zastała drzwi otwarte. Musieli ją zabrać do Opieki Społecznej, szok nerwowy. Masz pan pojęcie, jak ją wzięło, kiedy się nadziała na tę siekaninę.

– Osiem cięć nożem – powiedział pierwszy oficer Ludovico Pantoja. – Stwierdzone przez lekarza sądowego, młody człowieku.

– Chyba coś zażywała – powiedział inspektor Peralta. – Tak mi się wydaje, bo i ten zapach, i widać po oczach. Ostatnio prawie stale brała narkotyki. Mamy raporty. Zresztą to wykaże sekcja.

– Rok temu była wmieszana w aferę z narkotykami – powiedział oficer Ludovico Pantoja. – Wzięli ją razem ze znaną złodziejką. Nisko upadła, nie ma co.

– Można sfotografować narzędzie zbrodni, inspektorze? – powiedział Periquito.

– Już zabrane, w laboratorium – powiedział inspektor Peralta. – Zwyczajny rzeźnicki nóż, piętnastocenty metro wy. Tak, zostawił w prezencie odciski palców.

– Nie wiem, co za jeden, ale on już jest skończony – powiedział oficer Ludovico Pantoja. – Wszędzie pełno odcisków, nawet noża nie zabrał ze sobą, zrobił to w biały dzień. To nie był zawodowiec ani żaden z tej branży.

– Nie zidentyfikowaliśmy go, bo ta pani nie miała jednego faceta, ale całą kupę – powiedział inspektor Peralta. – Kogo się tylko dało naciągnąć; ostatnio tak to było. Biedaczka, całkiem się zeszmaciła.

– Niech pan spojrzy, gdzie to jej przyszło umrzeć – oficer Ludovico Pantoja z politowaniem wskazał ręką na meble. – A kiedyś miała wszystkiego o, potąd.

– Była Królową Komediantów tego roku, kiedy zacząłem pracować w „Kronice” – powiedział Periquito. – W czterdziestym czwartym. To już czternaście lat, psiakrew.

– W życiu jak na huśtawce, raz w górę, raz w dół – uśmiechnął się inspektor Peralta. – Niech pan to zdanko weźmie do swojego artykułu, młody człowieku.

– Pamiętam ją z czasów, kiedy była ładniejsza – powiedział Periquito. – Prawdę rzekłszy to nie takie znowu cudo.

– Czas robi swoje, Periquito – powiedział inspektor Peralta. – No i te cięcia też ją zeszpeciły.

– Pstryknąć cię, Zavalita? – powiedział Periquito. – Becerrita zawsze każe się fotografować razem z trupem, to do jego kolekcji. Ma już tysiące takich fotosów.

– Znam tę kolekcję Becerrity – powiedział inspektor Peralta. – Mocna rzecz, nawet dla takich jak ja, co niejedno widzieli.

– Jak wrócę do redakcji, poproszę pana Becerrę, żeby do was zadzwonił, inspektorze – powiedział Santiago. – No, to nie będę zabierał czasu. Bardzo dziękuję za informacje.

– Niech pan mu powie, żeby wpadł do nas do biura koło jedenastej – powiedział inspektor Peralta. – Bardzo mi było miło pana poznać.

Wyszli i na schodach Periquito przystanął, żeby sfotografować drzwi sąsiadki, która odkryła trupa. Gapie ciągle stali na chodnikach, zaglądali na schody ponad ramieniem policjanta pilnującego wejścia. Darío, w furgonetce, palił papierosa: czemu go nie wpuścili, tak by chciał zobaczyć. Wsiedli i odjechali, a w chwilę później minęli się z samochodem „Ostatnich Wiadomości”.

– Sprzątnęliście im bombę sprzed nosa – powiedział Darío.

– Norwin dopiero teraz pojechał.

– Jasne, bracie – Periquito pstryknął palcami i szturchnął łokciem Santiago. – To była kochanka Cayo Bermúdeza. Widziałem ich kiedyś razem, jak wchodzili do jakiejś knajpy na ulicy Capón. Jasne, bracie.

– Nie czytałem gazet, nie wiem, o co panu chodzi – mówi Ambrosio. – Ja już pewno wtedy byłem w Pucallpa, paniczu.

– Kochanka Cayo Bermúdeza? – powiedział Darío. – A to dopiero.

– Czułeś się jak Sherlock Holmes, kiedy zacząłeś rozgrzebywać tę cuchnącą historię, co? – powiedział Garlitos. – Drogo cię to kosztowało, Zavalita.

– Byłeś jego szoferem i nie wiedziałeś, że ma kochankę?

1 ... 85 86 87 88 89 90 91 92 93 ... 163
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)