Ucieczka z Festung Breslau
- Автор: Земянский Анджей
- Год: 2009
- Язык: польский
- Год: Wydawnictwo Dolnośląskie
- ISBN: 978-83-245-8895-4
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «Ucieczka z Festung Breslau». Краткое содержание книги:
-Z ust mi to wyjąłeś. Jedni i drudzy zachowują się tak samo.
Przerwał im odgłos silnika. Jeep Holmesa nie był pierwszej młodości, na niskich biegach przy parkowaniu hałasował jak ich stary pancerny samochód. Po chwili usłyszeli na schodach stuk oficerskich butów.
-No, panowie - krzyknął Holmes od wejścia. - Koniec gnuśnienia, wracamy do śledztwa.
-Co się stało?
-Niby nic. - Holmes rzucił na stół plik urzędowych papierów. Były napisane na maszynie bez polskich znaków, nagłówek „Gestapo” usunięto czymś ostrym, a wydrukowane na dole pozdrowienie „Heil Hitler” skreślono grubym, kopiowym ołówkiem. - W jednej z komisji odzyskujących ukryte dobra Trzeciej Rzeszy zabito człowieka.
-Jak?
-Szabrownicy go zastrzelili. - Holmes wskazał na papiery. - Ha, ha, szabrownicy. W jego własnym, pustym mieszkaniu, w którym nie było niczego do ukradzenia.
-A kim on był?
-W komisji? Specjalistą, przed wojną ukończył historię sztuki.
Schielke wiedział, że to nie wszystko.
-Przed wojną był historykiem. A w czasie wojny? - spytał.
Holmes uśmiechnął się złowieszczo.
-W Wojsku Polskim był radiowcem.
-Jezus Maria - mruknął Watson. - Historia zaczyna się powtarzać.
Siedziba Komisji ds. Inwentaryzacji Dóbr Kultury na Ziemiach Odzyskanych została namierzona natychmiast. Miała bazę niedaleko, w wielkiej, trzypiętrowej willi przy ulicy Syrokomli, oczywiście na Karłowicach.
-Wielka mi Komisja Inwentaryzacyjna - kpił Holmes. - Ale nie chce się gnieździć w ruinach, w centrum. Całkiem więc rozsądnie wybrali Karłowice, jak my. Niezniszczone, na uboczu, nikt nie zagląda, bo się boi, w nocy rządzą tu różne bandy, a w dzień po prawej stronie są koszary radzieckie, a po prawej polskie. W istocie idealne miejsce.
-Nie to, co centrum - wtórował Watson. - Tam w każdej chwili może wpaść jakaś komisja do spraw badania innej komisji. Spod znaku UB na przykład albo pod milicyjnymi sztandarami.
-Właśnie - zgodził się Schielke. - Tyle tylko, że w tej chwili mamy ich na widelcu. To już nie śledztwo prowadzone na podstawie akt, badanie czegoś, co już się stało. Nikt nic nie wie, nikogo już nie ma i szukaj śladów po zwietrzałym zapachu...
-Mamy ich na widelcu - powtórzył Holmes nachylony nad papierami, które zbierali w tej sprawie od kilku tygodni. - Teraz zobaczymy tych sukinsynów w działaniu. Tu i teraz.
Rozmowę przerwało im energiczne pukanie. Heini, który wszedł do środka, wyglądał na zmęczonego i jakby trochę przeziębionego. Nawet lekko chwiał się na nogach.
-I jak sprawy? Załatwiłeś coś z tymi twoimi polskimi kolegami? - spytał Schielke.
-Tak jest, panie kapitanie. Dwóch z nich już pracuje w tej komisji jako gońcy. Tak jak pan kazał.
-Powiedziałeś im, że płacimy w dolarach?
-Oczywiście, panie kapitanie. Ale nie to ich najbardziej podnieca.
Schielke i Holmes wymienili się spojrzeniami.
-A co ich tak cieszy?
-No ten papier, który im dałem. Ten, w którym jest napisane, że pracują dla służby bezpieczeństwa.
Watson tylko westchnął.
-No tak, każdy gówniarz chce być tajnym agentem.
-Źle ich oceniasz - mruknął Holmes. - Wiedzą, że taki papier bardzo ułatwi im pracę w szabrowniczym interesie.
Schielke zaczął się śmiać. Zwrócił się do chłopca:
-Źle wyglądasz. Coś niedobrego się stało?
-Nie, panie kapitanie. Za bardzo uczciliśmy tę sprawę z kolegami.
-Jezu Chryste! Piłeś bimber?
-Nie, panie kapitanie, my nie pijemy wódki. To było francuskie wytrawne wino. Czerwone.
Holmes i Watson zaczęli chichotać. A Schielke zastanawiał się nad pewnym drobiazgiem, który umknął pozostałym. Heini powiedział „my”, nie mając po raz pierwszy na myśli Niemców, tylko swoich polskich rówieśników. Cud? Jeśli tak, to trzeba przyjąć, że Wrocław jest miastem, w którym cuda są na porządku dziennym. Postanowił nie krytykować chłopaka.
-Idź się prześpij. I pamiętaj, tajni agenci nie mogą chodzić pijani po ulicach.
-Tak jest!
Kiedy wyszedł, Holmes znowu pochylił się nad papierami.
-Więc wracamy do problemów z obserwacją. Podsłuch ich telefonu mamy, ale...
-Nie będą tacy głupi, żeby rozmawiać o ważnych rzeczach przez telefon - mruknął Schielke.
-Zawsze można czegoś domyśleć się z rozmów - zasugerował Watson.
-A tam, daj spokój. Posadziłem w centrali telefonicznej jednego milicjanta. - Holmes machnął ręką w geście rezygnacji. - Tam są ludzie z przyuczenia, po służbie w wojsku, no co najwyżej w wojskowej żandarmerii. Zapomnij o ich kwalifikacjach.
-Ale będziemy choć z grubsza wiedzieć, gdzie się kto i z kim ma spotkać.
-I tylko tyle. Jeśli nie powiedzą wprost do słuchawki „chcę zabić Drobnera jutro o osiemnastej”, to ten milicjant niczego się nie domyśli.
-A śledzenie tych ludzi?
-Kto ma to robić? Nasze twarze prawdopodobnie znają. Od tygodni ślęczę nad zbieraniem danych na ich temat. Mam listę nazwisk, strzępki ich różnych historii, ale przecież nie są głupi. Zatrudniają dziesiątki osób, jak choćby naszych podstawionych gońców. Jak ich śledzić?
-Założyć mikrofony w ich siedzibie - zasugerował Schielke.
-A skąd weźmiesz? Jak założysz?
-E, pod pozorem znalezienia niewybuchu zrobi się ewakuację. A jakieś mikrofony powinny być w zakładach Telefunkena albo Siemensa.
-Nierealne. Skąd weźmiesz fachowców do tej roboty?
Zapadła cisza.
-Więc zatrudnijmy tam jeszcze więcej naszych ludzi.
-Kwadratura koła. Skąd ich weźmiemy?
-O Boże, nie mówię o przedwojennych policjantach. Ten gość, którego zastrzelili, był przecież historykiem sztuki. Tylko przez przypadek podczas wojny pracował jako radiowiec.
Holmes zamyślił się. Powolnym ruchem wyjął z paczki leżącej na stole papierosa i zmiękczał go między palcami. Watson podsunął ogień.
-Masz rację. Chcieli historyka dla picu i zagmatwania w papierach. Żeby nikt nie odkrył, kto z komisji macza palce w tajnych sprawach. A zastrzelili go, kiedy się okazało, że facet zna się na łączności i przypadkiem skumał coś, czego nie powinien. To się trzyma kupy.
-Jezu Chryste. - Schielke poderwał się z krzesła. - Komu oni, do cholery, przesyłają meldunki? Co mógł odkryć historyk, który okazał się łącznościowcem? To się w ogóle kupy nie trzyma.
-Dlaczego?
-Odpowiedz mi na proste pytanie. Jeśli jest jakaś konspiracyjna grupa i wysyła meldunki zarówno w trakcie wojny, jak i po wojnie, to komu je wysyła? Komu?
-No właśnie.
-Przecież to nie może być wywiad polski ani radziecki, bo wraz z upadkiem Festung Breslau ich radiowe meldunki straciły rację bytu. A dla Angoli i Amerykanów za daleko, żeby się czymkolwiek interesować. Komu mogli coś wysyłać?
Holmes uśmiechnął się zza zasłony dymnej.
-A jeśli nikomu?
-Więc od kogo odbierają instrukcje? Kim jest ten człowiek?
Nowy kłąb dymu poszybował w stronę sufitu.
-Zrobiliśmy błąd, zakładając odruchowo, że tajemniczy oficer kripo jest mężczyzną.
-A teraz ja robię jakiś błąd - powiedział Schielke. - Tak?
-Tak.
-Jaki?
-Milcząco zakładasz, że komunikaty wysyła im człowiek.
Cisza, która zapadła w pomieszczeniu, była wręcz nieprawdopodobna. Słychać było każdą muchę, każdego komara. Nawet czyjeś szybkie kroki na chodniku przed willą. Odgłos kroków urwał się przed drzwiami, usłyszeli pukanie, skrzypnięcie drzwi. Holmes podszedł do schodów prowadzących na dół.
Młody człowiek zerknął na niego.
-Przepraszam pana, czy jest Heini?