Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Zaginiona Ewangelia
Zaginiona Ewangelia - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Zaginiona Ewangelia

Электронная книга - «Zaginiona Ewangelia». Краткое содержание книги:

Ponad pięćset stron pochłonęłam w trzy dosłownie wieczory. Na okładce napisane jest że jest to thriller a'la kod da Vinci Dana Browna a moim zdaniem to Kod powinien być nazwany powieścią a'la Zaginiona Ewangelia. Po pierwsze dlatego ze powieść Wallace powstała początkiem lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Nie ma w niej w porównaniu z Kodem żadnych technicznych super-urządzeń ratujących głownego bohatera z każdej opresji. W Zaginionej ewangelii nie ma nawet telefonów komórkowych a bohaterowie używają jedynie pagerów. Musze powiedzieć że powieść mi sie podobała, choć przyznam że bardzo długo sie rozkręca. Trzeba przebrnąć przez około 200 stron a potem to już nie wiadomo jak szybko ksiązka sie kończy. Bałam sie troche zakończenia bo niestety często sie zdarza że powieść jest swietna ale zakończenie rozczarowuje. U Wallace zakończenie nie jest banalne i zaskoczyło mnie w takim pozytywnym sensie. Z miłą chęcią sięgnę po kolejną powieść tegoz autora…
1 ... 85 86 87 88 89 90 91 92 93 ... 153
Перейти на страницу:

– Jeszcze dwie osoby i damy sobie spokój – ciągnął nieubłaganie de Vroome. – Przyjrzyjmy się wybitnemu i obiektywnemu człowiekowi nauki. Oto profesor Henri Aubert, specjalista od datowania węglem radioaktywnym. Widział się pan z nim w Paryżu, prawda? Z pewnością powiedział panu, że odkrycie, którego autentyczność weryfikował, przywróciło mu wiarę i człowieczeństwo, natchnęło pragnieniem, by dać żonie dziecko, które zawsze chciała mieć. Czyż nie tak? Otóż profesor Aubert okłamał pana, ponieważ jest fizycznie niezdolny do spłodzenia dziecka. Dlaczego? Dlatego że przeszedł przed laty udaną operację podwiązania nasieniowodów. Był zwolennikiem kontroli urodzin i dał się chirurgicznie wysterylizować. Profesor Aubert nie zasłużył na zaufanie. Nie może dać swojej żonie dziecka.

– Ale przecież dał! – wykrzyknął Randall. – Poznałem panią Aubert, widziałem, że jest w ciąży.

Na twarz pastora znów wypłynął pobłażliwy uśmieszek.

– Panie Randall, ja nie powiedziałem, że madame Aubert nie może zajść w ciążę, tylko że sprawcą tej ciąży nie może być profesor. Oczywiście, że ona jest w ciąży, tyle że ze swoim kochankiem, monsieur Fontaine'em… tak, tym nieskazitelnym wydawcą francuskiej wersji nowej Biblii. Aubert po prostu postanowił przymknąć na to oko. I wcale nie dlatego, że pragnie dziecka albo chce zatrzymać żonę przy sobie. Chodzi mu o to, żeby uniknąć skandalu w chwili, gdy wraz z kilkoma kolegami został nominowany do Nagrody Nobla w dziedzinie chemii za odkrycie, nad którym pracowali od wielu lat, niezwiązane z datowaniem węglem. Dla pańskiego uczonego zaszczyty znaczą więcej niż duma i prawdomówność. Chyba nie można komuś takiemu zaufać także w innych sprawach, nie sądzi pan?

Randall nie chciał uwierzyć pastorowi, lecz nie miał już siły zaprzeczać temu istnemu adwokatowi diabła. Czekał.

– Na koniec zachowałem najciekawszy dla pana i najbardziej osobisty kąsek – rzekł de Vroome. – Choć będzie to bolesne dla nas obu, opowiem panu teraz o Angeli Monti z Rzymu, pańskiej ostatniej miłości.

Randall miał chęć wstać i wyjść. Wiedział jednak, że musi wysłuchać pastora do końca.

– Oczywiście poznał pan jej ojca, profesora Augusta Montiego, autora odkrycia, na którym opiera się nowa Biblia? – zapytał de Vroome i nie czekając na odpowiedź, dodał: – A może wcale się pan z nim nie spotkał, podobnie jak wielu innych ostatnimi czasy? Sądzę, że to drugie. Czemu tak jest? Dlatego że zazdrośni zwierzchnicy Montiego wciąż wysyłają go na jakieś wykopaliska gdzieś daleko w Azji? Czyż nie to właśnie opowiada wszystkim naokoło, i panu także, jego córka? Proszę wybaczyć, ale Angela Monti kłamie. Gdzie wobec tego przebywa jej ojciec? Otóż ukrywa się gdzieś na przedmieściach Rzymu, okryty niesławą, na wymuszonej przez rząd emeryturze. Przyczyna? Rząd włoski dowiedział się, że profesor Monti, przygotowując teren pod wykopaliska, zachował się bardzo nieładnie. Zamiast wydzierżawić ziemię, oszukał jej właścicieli, ubogich rolników, i kupił ziemię dla siebie na własność, żeby nie musieć się później z nimi dzielić połową wartości znaleziska. Wyprowadził tych ludzi dosłownie w pole, a kiedy odkrył to, co tam odkrył, chłopi udali się ze skargą do ministerstwa. Rząd zrefundował im stratę i skandal zatuszowano, ale profesor musiał zrezygnować z pracy na uniwersytecie w Rzymie i zniknąć z oczu opinii publicznej.

Randall już miał dosyć. Trząsł się cały z oburzenia.

– To stek kłamstw i nie wierzę w ani jedno słowo! – zawołał. De Vroome wzruszył ramionami.

– To nie na mnie powinien pan krzyczeć – odparł – tylko na Angelę Monti. To ona zataiła przed panem prawdę, i to nie tylko po to, by chronić swego żałosnego ojca. Chce także przy pańskiej pomocy wypromować jego nazwisko jako najważniejszej postaci w waszym przedsięwzięciu. Wówczas profesor Monti będzie mógł przeciwstawić się władzom i powrócić w glorii, a rząd włoski nie ośmieli się już ujawnić skandalu. Panna Monti okłamała pana i wykorzystuje do swoich celów. Przykro mi, ale taka jest prawda.

– Nie mam zamiaru w to uwierzyć – powiedział Randall.

– Więc proszę porozmawiać z panną Monti.

– Na pewno to zrobię.

– Niech pan tylko nie traci czasu na pytanie jej, czy to, co powiedziałem, jest prawdą – rzekł de Vroome – bo znowu pana okłamie. Lepiej niech pan poprosi, żeby zawiozła pana do ojca.

– Nie posunę się do czegoś takiego – warknął Randall.

– W takim razie może pan nigdy nie poznać prawdy.

– Jest wiele prawd, pastorze, tak jak jest wiele punktów widzenia i możliwości interpretacji faktów.

De Vroome pokręcił przecząco głową.

– W wypadku osób, o których mówiliśmy, prawda jest tylko jedna – odparł. – Jak głosi mit, Poncjusz Piłat zapytał Pana Jezusa: Quid est Veritas? „Czym jest prawda?". Ja mógłbym odpowiedzieć Piłatowi anagramem jego pytania: Est vir qui adest, czyli „Jest tym, który przed tobą stoi". Tak, panie Randall, człowiek, który stoi przed panem w tym pokoju, Maertin de Vroome, poznał prawdę. Gdyby pan badał, tak jak ja badałem, gdyby poszukał pan prawdy, tak jak ja szukałem, uwierzyłby mi pan i zaufał. Jeżeli tak się stanie, doceni pan także to, że zaprosiłem dziś pana do siebie.

– Ano właśnie – rzekł Randall. – Czekałem, żeby o to zapytać. Po co właściwie zostałem tu zaproszony, pastorze de Vroome?

– Chciałem przekonać pana o uczciwości naszych celów i ukazać panu, jak wygląda uczciwość ludzi stojących za Drugim Zmartwychwstaniem – odrzekł duchowny. – Chciałem, żeby pan zrozumiał, że wprowadzają pana w błąd, wykorzystują do niecnego celu i oszukują. Jest pan traktowany instrumentalnie, podobnie jak wielu innych, przez komercyjny syndykat wydawców i grupę niereformowalnych bigotów o wypaczonych umysłach. Ściągnąłem pana tutaj, żeby przekonać do naszej sprawy. Obawiam się jednak, że moje wysiłki, by otworzyć panu oczy i pomóc ujrzeć światło, tylko pana do mnie zniechęciły.

– Czego konkretnie pan ode mnie oczekuje? – zapytał Randall.

– Pańskich usług i genialnych pomysłów w pańskiej specjalności. Potrzebujemy pana po naszej stronie, po stronie słusznej sprawy, żeby przeciwstawić się propagandzie Drugiego Zmartwychwstania i rozkrzewić naszą ideę odnowienia religii i wiary na całym świecie. Moja oferta jest bardzo szczodra, panie Randall, może pan opuścić tonący statek i przejść na inny, płynący pod pełnymi żaglami. To dla pana szansa na uratowanie własnej przyszłości i uczciwości, szansa na trwanie w wierze. Co do korzyści doczesnych, moi towarzysze i ja możemy panu zaoferować tyle samo, co Wheeler i jego kohorta. Niczego pan nie straci, a wszystko może zyskać.

Randall wstał.

– Z tego, co tu usłyszałem – powiedział – nie zyskam niczego, a mogę stracić wszystko. Ja wierzę w ludzi, z którymi pracuję, pastorze de Vroome. Nie wierzę natomiast panu. Zamiast faktów słyszałem tylko plotki. Zamiast słów świadczących o uczciwości, zapowiedź szantażu. Pańska tak zwana sprawa to mglista obietnica. Drugie Zmartwychwstanie natomiast już się wydarza. A co do pańskiej osoby… – spojrzał na człowieka siedzącego bez ruchu za biurkiem. Jego twarz była nieprzeniknioną maską. Randall nie był pewien, czy odważy się mówić dalej, lecz jednak mówił: -…Sądzę, że ma pan w sobie tyle samo, jeśli nie więcej, egoizmu i ambicji co ludzie, z którymi pracuję. Z pewnością jest pan bardziej fanatyczny. Pewnie uważa pan, że to konieczne dla dobra sprawy, ale ja nie mógłbym pracować z człowiekiem tak nieelastycznym, tak przekonanym o własnej nieomylności. Nie mógłbym stać się zaprzańcem i pomagać wam w zniszczeniu czegoś, w co sam wreszcie zacząłem prawdziwie wierzyć. Słowo. Tak, Słowo, które zamierzamy podarować światu. Niczego pan nie wie o tym wielkim przesłaniu, pastorze de Vroome, i jeśli stanie się po mojej myśli, niczego się pan nie dowie, dopóki nie dotrze ono bezpiecznie do świata. Dobrej nocy, pastorze. Mogę panu życzyć dobrej nocy, ale nie mogę życzyć powodzenia.

1 ... 85 86 87 88 89 90 91 92 93 ... 153
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)