Pierwsze uderzenie [Gust Front - pl]
- Автор: Ринго Джон
- Год: 2004
- Язык: польский
- Год: ISA
- ISBN: 83-88916-73-4
- Переводчик: Przemyslaw Bielinski
- Жанр: Боевая фантастика
Электронная книга - «Pierwsze uderzenie [Gust Front - pl]». Краткое содержание книги:
Wybraliśmy walkę.
Prezydent odchylił się w fotelu i przyjrzał dowódcy, stukając lekko palcem wskazującym w policzek.
— A więc jest pan stanowczo przeciwny wdrożeniu planu obrony?
— Uważam, że to pieprzony koszmar, sir.
Prezydent kiwnął głową.
— Generale, doceniam pańską bezpośredniość, może mi pan wierzyć lub nie. Może wyraził się pan zbyt ostro, ale ja szanuję pańską szczerość. A teraz proszę pozwolić, że powiem panu coś o skutkach politycznych, o „nagonce”, jak pan to ujął.
Prezydent odchylił się wygodnie w fotelu, złożył dłonie w kształt piramidy i wbił w oficera bazyliszkowate spojrzenie błękitnych oczu.
— Polityczny skutek będzie wtedy, kiedy administracja oznajmi amerykańskiej opinii publicznej, że zamierza oddać w ręce wroga większość historycznych miast w kraju i że są to nieuniknione straty podczas wojny. Polityczny skutek będzie wtedy, kiedy politycy zignorują żądania swoich wyborców, a także wtedy, gdy politycy tak bardzo uwierzą w swoje własne przemyślenia i uwagi doradców, że zapomną, co podpowiada nam historia. Ale ja nie zamierzam zrobić żadnej z tych rzeczy.
Edwards pochylił się do przodu i stuknął w czarny blat stołu.
W pokoju zrobiło się zupełnie cicho.
— Żołnierze w tych dywizjach to amerykańscy obywatele, ich rodziny i bliscy to też amerykańscy obywatele. Ci ludzie dali mi mandat, abym bronił Stanów Zjednoczonych do ostatniego tchu.
I oświadczam, generale, że mam zamiar to zrobić.
— Tak jest, sir — odpowiedział ponuro generał.
— Nie z powodu jakichś rozgrywek politycznych, ale dlatego, że obywatele Stanów Zjednoczonych chcą, żebyśmy bronili ich miast i miasteczek.
— Tak jest, sir.
— Czy zastosuje się pan do wszystkich moich dyrektyw?
— Tak, panie prezydencie — odpowiedział Główny Dowódca i wyprostował się. — Zawsze wykonuję rozkazy, nawet kiedy mam duże obiekcje. To mój obowiązek.
— Bardzo dobrze. Oto moje zalecenia. Siły Lądowe Stanów Zjednoczonych będą walczyć przeciw Posleenom na północy Wirginii.
Obronę zorganizujemy na południe od Potomacu, a wszystkie dostępne wojska będą na razie bronić obszaru Bazy Morskiej Quantico i przyległych terenów. Wydam ten rozkaz na piśmie i zwrócą się do narodu, aby przedstawić mój punkt widzenia. Mam obowiązek bronić narodu. Czy pan rozumie moje zalecenia?
— Tak, sir. Jaki jest najważniejszy cel obrony, poza utrzymaniem północnej Wirginii?
— Chodzi o to, żeby nie stracić ani cala ziemi, a szczególnie Arlingtonu, ale obrona powinna sięgać jak najdalej. Na początek większość dziesiątego korpusu zgromadzimy na południe od Occoquan.
Czy to dla pana jasne?
— Tak, sir, wewnątrz i wokół Quantico.
— Bardzo dobrze, generale. Winston Churchill powiedział kiedyś „Wojna jest zbyt ważnym przedsięwzięciem, żeby zostawić ją generałom”. Niezupełnie się z tym zgadzam, chociaż przyznam, że jestem za cywilną kontrolą nad wojskiem. Powodzenia i niech Bóg ma nas wszystkich w swojej opiece, szczególnie te biedne duszyczki we Fredericksburgu.
Kiedy generał opuścił Pokój Sytuacyjny, prezydent spojrzał na wciąż kipiącego gniewem Sekretarza Obrony.
— Generał Taylor chyba rzeczywiście niewiele obiecuje sobie po planie obrony?
— Chyba nie, panie prezydencie, chyba nie — wycedził przez zaciśnięte zęby sekretarz. — Nie mogę uwierzyć, że pozwolił mu pan mówić do siebie w ten sposób.
Edwards kiwnął głową.
— Jest dość popularny i pod jego komendą szala zwycięstwa może przechylić się na naszą stronę.
— Więc twierdzi pan, że musimy słuchać tych idiotyzmów, które wygaduje?
Prezydent odchylił się do tyłu i mocno złapał za poręcze fotela.
— Twierdzę, że lepiej, żeby pański przyjaciel Olds wiedział, co mówi.
40
Kolejna fala wybuchów szarpnęła wzgórzem, gdy nadleciały szesnastocalowe pociski kasetowe. Tommy podniósł swoją AIW.
— Dobra, powtórzmy to jeszcze raz.
— Wystrzelimy stąd kilka razy — powiedziała ze znużeniem Wendy — a potem wycofamy się do Alesia’s.
— Ty idziesz pierwsza, a ja odpowiadam na ewentualny ogień, jaki w tym czasie mogą do nas otworzyć Posleeni. Dałbym ci pancerz, ale nie wydaje mi się, żebyś mogła w nim wystarczająco szybko biegać.
Wendy popatrzyła na kamizelkę ochraniającą ją od ramion aż po kolana.
— Mnie też się tak wydaje. W Alesia’s detonujemy claymore’a wskazała na leżącą pośrodku pokoju minę. — Kiedy zaatakują Alesia’s, uciekniemy do sutereny, a potem do tunelu. Zabezpieczymy otwór wejściowy łomem i detonujemy minę, kiedy tylko Posleeni wejdą w drzwi.
— Dobra. To wystarczy.
Ze stanowiska po przeciwległej stronie skrzyżowania odezwał się serią karabin maszynowy. W odpowiedzi nadleciał rój pocisków strzałkowych i ściana budynku roziskrzyła się rykoszetami. M-60 kaszlnął raz, drugi, a potem umilkł na zawsze, uciszony pociskiem hiperszybkim. Eksplozja kinetyczna spowodowała falę uderzeniową, od której zaparło im dech w piersiach.
— O Boże. — Wendy zakasłała od chmury pyłu, która przetoczyła się przez ulicę, i odłożyła strzelbę na poduszkę.
— Czas zatańczyć — szepnął Tommy, przyłożył AIW do ramienia i przełączył tryb prowadzenia ognia na granatnik.
Kiedy na skrzyżowaniu Charles Street i George Street pojawił się pierwszy szereg posleeńskiej falangi, powitała go istna burza ognia. Wendy, korzystając z celownika laserowego, strzelała krótkimi seriami zaskakująco celnie jak na początkującego żołnierza.
Jednocześnie po drugiej stronie ulicy para młodych milicjantów strzelała ogniem pojedynczym z wiekowych M-14. Prawdziwe straty spowodowało jednak pięć dwudziestomilimetrowych granatów, którymi Tommy Sunday wyciął Posleenów na całym skrzyżowaniu.
Przenosząc ogień z jednego skraju wąskiej George Street do drugiego, usypał górę martwych i rannych centaurów, na chwilę zatrzymując nadciągających prześladowców. Niestety ich kolejny szereg zdołał się już zorientować, skąd pochodzi ostrzał.
Grad wolframowo-stalowych pocisków strzałkowych uderzył teraz w witryny, przez które strzelało dwoje nastolatków, a w pomieszczeniu aż zaświstało od rykoszetów. Tommy przywarł do podłogi i przeturlał się z dala od okien.
— Biegiem! — wrzasnął i skoczył w stronę tylnych drzwi sklepu, zapominając zasłonić Wendy swoim pancerzem.
Wendy rzuciła się ku drzwiom, ale zachwiała się, kiedy prawa noga odmówiła jej posłuszeństwa. Spojrzała w dół i zobaczyła na łydce ranę od odbitego rykoszetem pocisku strzałkowego. Podparła się galilem i pokuśtykała do drzwi.
Tommy wyjrzał na zewnątrz, powiódł karabinem w prawo i w lewo i zmienił magazynek granatnika.
— Idziemy! — wrzasnął przez dobiegający zewsząd huk wystrzałów.
Kiedy zorientował się, że dziewczyna go nie goni, obejrzał się za siebie.
— Poradzę sobie — zawołała Wendy, potykając się o jakąś przeszkodę, ale łzy bólu zaćmiły jej wzrok. Nagle pogrążyła się w ciemności.
Na krótką chwilę Tommy jakby zamarł, w myślach rozważając decyzję. Opuścił rękę ku kaburze kryjącej desert eagle’a, ale zmienił zdanie, przełożył karabin do lewej ręki i przerzucił Wendy przez ramię. Kiedy fala pocisków przeorała frontowe drzwi sklepu, puścił się biegiem do Alesia’s Antiques.