Pierwsze uderzenie [Gust Front - pl]
- Автор: Ринго Джон
- Год: 2004
- Язык: польский
- Год: ISA
- ISBN: 83-88916-73-4
- Переводчик: Przemyslaw Bielinski
- Жанр: Боевая фантастика
Электронная книга - «Pierwsze uderzenie [Gust Front - pl]». Краткое содержание книги:
Wybraliśmy walkę.
W tym momencie rozległa się kolejna seria eksplozji, a potem potężny huk.
Kapitan złapał za oparcie fotela dowódczego, kiedy statek zakołysał się na falach wywołanych wybuchem. Wyraźnie usłyszał głuchy odgłos uderzenia kadłuba o dno rzeki. Oznaczało to, że statek zanurzył się co najmniej sześć metrów.
— Co się stało, do cholery?
— Mamy dziurę! — powiedział oficer kontroli uszkodzeń, wściekle bębniąc w przyciski, żeby uzyskać więcej danych. — Pocisk przeszedł przez statek na wylot! Straciliśmy trzeci kocioł, silnik numer dwa, dwa magazyny pięciocalówek i — Jezu — lazaret!
Kapitan odwrócił się do oficera systemów obrony.
— Widać go?
— Tak, sir — oficer wskazał na ekran — ale…
— To strzelajcie!
— Tak jest, sir. — Oficer wstukiwał polecenia tak szybko, jak tylko umiał.
Działające jeszcze Termopile wraz z pięciocalowymi wieżyczkami zaczęły obracać lufy w niebo.
Nagle siedząca przy komputerze technik łączności poderwała się na równe nogi i z laptopem w ręce pobiegła do centrum kontroli głównego działa. Odepchnęła z drogi innego technika, wyrwała wtyczkę komputera i podłączyła ją do swojego laptopa. Zajęła fotel przy stanowisku i zaczęła ładować program.
— No, dalej, dalej, sukinsynu — popędzała komputer.
Jeszcze nigdy zwykły DOS-owski program nie ładował się tak długo.
— Yahai! — krzyknął Althanara, kiedy statek zachwiał się na wodzie. Kiedy trafimy w magazyny, będzie po wszystkim, pomyślał.
Jednak kiedy kolejny pocisk hiperszybki jeszcze się ładował, okręt zaczął się odgryzać.
— Co robisz, dziewczyno? — krzyknął oficer artylerii. Technik wyłączyła jego główne działa. — Albo może powinienem zapytać, dlaczego to robisz?! — syknął.
— Próbuję ratować nasz tyłek, sir.
Na ekranie komputera zamrugało światełko i technik wcisnęła enter. Wszystkie sześć dział wystrzeliło w jeden punkt.
Althanara uniósł już ręce w geście triumfu, kiedy nagle zdał sobie sprawę, że ogień na statku wcale nie musi oznaczać trafienia. Nie miał jednak czasu, żeby panikować. Zanim półtonowe pociski ze statku pokonały połowę trasy do celu, z drugiej strony, z odległego centrum obrony planetarnej, nadleciał pocisk uranowy.
Przeszył statek Althanary od dołu i wyszedł górą. Po drodze zniszczył konwerter materii na antymaterię i kanistry antymaterii.
Rosnąca kula wybuchu jądrowego rozniosła lądownik, zdezintegrowała nadlatujące pociski z dział pancernika, a fala uderzeniowa i impuls termiczny spaliły wszystkich Posleenów przebywających w pobliżu statku na popiół.
Incydent ten wywołał później długotrwałą debatę. Zarówno w salach konferencyjnych, jak i w ulicznych barach roztrząsano kwestię, czy lądownik został zniszczony przez pocisk centrum obrony planetarnej, czy przez pociski z pancernika. W końcu zdecydowano, że zniszczenia zostały spowodowane przez działa pancernika.
W ślad za tym pojawiły się medale, wyróżnienia i korzystne kontrakty. To wszystko jednak wydarzyło się znacznie później. Teraz liczył się tylko skutek całej akcji — fala uderzeniowa, która dotarła w końcu także do pancernika.
Potęgę pancerników złamały testy bomby wodorowej na atolu Bikini. Tamtego poranka całą ich flotę zatopiła pojedyncza eksplozja. Wybuch lądownika nie miał jednak takiej mocy; poza tym lądownik był nieco dalej.
Zniszczenia były ogromne, ale nie katastrofalne. Fala ognia wdarła się przez wyrwy w poszyciu statku, ale zatrzymały ją grodzie broniące dostępu do zalanych wodą sektorów. Kilka magazynów wyleciało w powietrze, zginęła garstka ludzi z zespołu kontroli uszkodzeń, a statek wyszarpnęło z jednej kotwicy. Z przedziurawionych grodzi maszynowni buchał dym i płomienie. Ale pancernik nie zatonął.
North Carolina miał już na dzisiaj dosyć. Podniósł drugą kotwicę i skierował się na południowy wschód. Nadal jednak w samym środku walki pozostało centrum obrony planetarnej.
Sten’lonoral nastroszył grzebień. Świat w dole płonął w ogniu wojny, czego dowodziły widoczne nawet z kosmosu błyski eksplozji nuklearnych i bombardowań kinetycznych.
Jego oolt’ondai właśnie przekraczał ogromne morze i kierował się w stronę kontynentu, stopniowo schodząc z orbity, kiedy zadźwięczał rzadko używany czujnik.
— Na powierzchni planety wykryto broń, mogącą zagrozić naszym okrętom — stwierdził bezpłciowy głos. — Proszę o zezwolenie na atak.
Sten’lonoral sprawdził odczyty. Wszystko to było dla niego strasznie zagmatwane, ale nie chciał zdradzić się z tym temu nadętemu, przeklętemu przez Alld’nt kawałkowi złomu.
— Dobrze, udzielam zezwolenia na atak.
System wysłał sygnał do zewnętrznego lądownika z wyrzutnią rakiet kinetycznych. Ogromna platforma wystrzeliła masywny pocisk hiperszybki.
Pocisk kinetyczny wzniósł się czubkiem do góry, po czym zanurkował w kierunku powierzchni planety. Wbudowany napęd przyspieszył go do sporego ułamka prędkości światła i wyłączył się. Przy takiej prędkości celowanie było zbyteczne.
— Sir! — krzyknął technik, kiedy wszyscy w centrum obrony planetarnej zaczęli już sobie gratulować zwycięstwa. — Pocisk kinetyczny!
Wszyscy spojrzeli na ekran czujnika. Tylko na to starczyło im czasu.
Głowica była masywna, ale nie zawierała ładunków wybuchowych; cała jej moc tkwiła w energii kinetycznej wyzwalanej podczas zetknięcia z celem. Spadła prosto na słabo osłonięte centrum kontroli, a jej energia potencjalna zmieniła się w świetlną i cieplną.
Ze stożkowatego zagłębienia na szczycie wzgórza buchnął ogień.
Widok był przerażający, ale zarazem wspaniały. Zaraz potem pojawił się grzyb eksplozji, i łatwo można było odgadnąć, jaki los spotkał biedaków w centrum dowodzenia.
39
— Czy Missouri jest już w drodze? — zapytał prezydent.
— Tak, sir — odpowiedział sekretarz obrony, zaglądając w dokumenty. — I Massachusetts. Missouri będzie na miejscu w ciągu dwóch godzin; płynie już w górę rzeki. Massachusetts jest dopiero koło Nowego Jorku i nie dotrze na miejsce w ciągu najbliższych dwunastu godzin.
— A co z centrami obrony planetarnej?
— W zasadzie ich już nie ma, panie prezydencie. Jesteśmy w trudnej sytuacji, gdyż każdy atak na lądownik kosztuje nas utratę centrum obrony planetarnej. Razem z High Knob straciliśmy już cztery. Ale jeśli pozwolimy lądownikom swobodnie latać, powyrzynają nas.
— A co z Fredericksburgiem?
— Wciąż się trzyma, ale to nie potrwa długo — powiedział Sekretarz Obrony. — Straciliśmy wszystkie peregrine, więc mamy ograniczone możliwości rekonesansu i wezwania wsparcia ogniowego.
Sądzę, że kiedy skończą z Fredericksburgiem, skierują się na północ i południe.
— Jak rozumiem, my nawet nie będziemy próbować ich zatrzymać między James a Potomakiem? — spytał nieco zdenerwowany prezydent.
— Tak, sir. Jeśli chodzi o pancerniki, to mamy ogromne straty.
North Carolina nie będzie zdolny do akcji przez najbliższe kilka miesięcy. A atak na otwartym terenie z pospiesznie wzniesionymi umocnieniami? Wojska nadal nie są gotowe do manewrów w otwartym polu. Musimy wycofać się za przeszkody terenowe, tak jak planowaliśmy, i strzelać do nich z artylerii. To jedyny sposób na Posleenów. W Richmond planują zmasowany ostrzał, ale oni mają do tego odpowiedni teren, a Waszyngton nie ma. Wycofamy się więc za linię umocnień, a Posleeni niech sobie na nich łamią zęby. Potem zaatakujemy znienacka i wybijemy tych, którzy przeżyją. Mimo wszystko cieszę się, że odrestaurowaliśmy te pancerniki.