Pierwsze uderzenie [Gust Front - pl]
- Автор: Ринго Джон
- Год: 2004
- Язык: польский
- Год: ISA
- ISBN: 83-88916-73-4
- Переводчик: Przemyslaw Bielinski
- Жанр: Боевая фантастика
Электронная книга - «Pierwsze uderzenie [Gust Front - pl]». Краткое содержание книги:
Wybraliśmy walkę.
— W Maine i gdzie jeszcze?
— W Arkansas, Kalifornii i Oregonie zanotowano co najmniej jedno lądowanie grupy bojowej — odpowiedziała przedstawicielka FEMA, patrząc w notatki. — Kilka innych stanów miało do czynienia z pojedynczymi lądownikami. Ale tylko Fredericksburg został zaatakowany przez całą kulę. Nie licząc Fredericksburga i obszarów, o których nie mamy pełnych raportów, straty w ludności cywilnej wynoszą około piętnastu tysięcy. Większość w bezpośrednim sąsiedztwie miejsc lądowania.
Trudna sytuacja przerodziła się w prawdziwą katastrofę, kiedy dziesiąty korpus musiał zamknąć drogę krajową numer 95 i Belway, żeby zawrócić. Większość tras ewakuacyjnych po obu stronach głównych dróg otwarto już dla ruchu, ale samochody utknęły na całej ich długości w gigantycznych korkach. Miliony Wirginijczyków szło pieszo w kierunku mostów na Potomacu.
— Piętnaście tysięcy — powtórzył prezydent i skrzywił się. — Wspaniale. Nie ma to jak powiedzieć prezydentowi, że stracił piętnaście tysięcy amerykańskich cywilów.
— I prawie całkowicie niezastąpiony batalion saperów. I miasto, sir — dodał Sekretarz Obrony. — I wszystko pokazano w ogólnokrajowej telewizji. Teraz lepiej?
— Nie. — Prezydent odwrócił się do charakteryzatorki. — Już koniec?
— Jeszcze chwilkę, panie prezydencie. Musi pan dobrze wyglądać.
— To będzie trudne. — Prezydent spojrzał na tekst przemówienia.
Nie było najlepsze, ale będzie musiało wystarczyć, zważywszy na czas, jakim dysponował piszący.
— Musi pan dobrze wyglądać, panie prezydencie — potwierdził szef sztabu. — Odpowiedni wygląd jest teraz bardzo ważny. Nie może pan sprawiać wrażenia zmartwionego albo wręcz załamanego. To byłby zły sygnał.
— Czy ktoś mógłby mi powiedzieć coś nowego? Już mam dosyć tego ciągłego upominania.
— Dzwonił dowódca jedenastej dywizji piechoty mobilnej — powiedział Sekretarz Obrony, kiedy przeczytał wydruk e-maila z DowArKonu. — Jako główny reprezentant Floty prosił, żebyśmy wstrzymali się z użyciem trzeciego batalionu pięćset pięćdziesiątego piątego pułku. Zaproponował zamiast niego pierwszy batalion.
— Podał jakiś powód? — Prezydent był wyraźnie zakłopotany.
— Czy dlatego, że są teraz na przepustce, a ich dowódca utknął w Kalifornii?
— Cóż, panie prezydencie — powiedział Sekretarz — zaznaczył tylko, że są świetnie wyszkoleni i przeszli pomyślnie wszystkie testy, w przeciwieństwie do trzeciego batalionu. Trzeci batalion tylko w połowie przebrnął przez początkowy cykl szkolenia, sir, i nie miał jeszcze Testu Gotowości Bojowej.
— Więc czemu generał Olds sprowadził ich aż z Kalifornii, zamiast od razu użyć pierwszego batalionu? — spytał prezydent. — Czy to właśnie nie ten batalion jest mu oficjalnie przypisany?
Widać było, że to pytanie jest dla Sekretarza Obrony bardzo niewygodne.
— Chyba musi pan o to zapytać samego generała Oldsa, sir.
— Nie pytam Oldsa, Robby. Pytam Sekretarza Obrony! Czy to znowu sprawa hierarchii dowódczej?
— Nie chciałbym zgadywać, panie prezydencie.
— Proszę zgadywać — rzucił prezydent, zmęczony jego wykrętami.
— Myślę, że to może być raczej sprawa stosunku generała Oldsa do oficerów pierwszego batalionu niż ich gotowości — odezwał się głos z tyłu.
Prezydent gwałtownie odwrócił się i spojrzał na milczącego dotąd generała brygady — jego adiutanta. Zazwyczaj zachowywał swoje zdanie dla siebie, więc prezydent był zaskoczony, że tym razem się odezwał.
— Czemu pan tak sądzi?
— Byłem obecny na konferencji dotyczącej Programu Fortec, panie prezydencie — odpowiedział generał. Jego twarz wyglądała jak wyrzeźbiona w mahoniu. — Generał Olds kilka razy otwarcie wyraził brak zaufania do koncepcji pancerzy wspomaganych, a w szczególności do niektórych oficerów batalionu.
— Czy powiedział, o których oficerów chodzi? — spytał prezydent.
— W zasadzie nie, jedynie wspomniał o Michaelu O’Nealu, który przedstawiał raport na temat pancerzy wspomaganych.
— To ten, co zdobył Medal Honoru? — zdziwił się prezydent. — Czy wyjaśnił, co ma przeciwko niemu?
— Proszę pozwolić, panie prezydencie, że jeszcze raz podkreślę, iż generał odniósł się z rezerwą do programu pancerzy wspomaganych i kilku oficerów z batalionu włączonego do jego armii. Nie powiedział wprost, że czuje szczególną niechęć do kapitana O’Neala, ale można to było wywnioskować z jego wypowiedzi.
Prezydent spojrzał na Sekretarza Obrony.
— To pański przyjaciel. Mógłby pan to wyjaśnić?
Sekretarz posłał adiutantowi wściekłe spojrzenie, które generał odwzajemnił nawet bez mrugnięcia okiem. Dowodził Szkołą Snajperów Sił Specjalnych i potrafił zmusić rozmówcę do spuszczenia wzroku.
— Jim Olds jest doświadczonym i zaprawionym w walce oficerem, który ma wyraźnie określone zdanie na temat pewnych spraw — zaczął wyjaśniać Sekretarz Obrony. — Dotyczy to między innymi funkcjonowania korpusu oficerów w armii, sposobu prowadzenia wojny i dysponowania funduszami. Z wieloma jego opiniami nie zgadza się większość oficerów oddziałów pancerzy wspomaganych.
— Zważywszy na to, wątpię, żeby generał Olds był szczególnie zadowolony z pomysłu, by jedną z kompanii pod jego komendą, która do tego pochłania o wiele więcej funduszy, niż pozostałe, dowodził żołnierz, który jeszcze niedawno był w stopniu sierżanta.
Albo z roli, jaką ten były sierżant pełnił w procesie przygotowania i szkolenia tej jednostki.
Mike przejechał przez pas zieleni między jezdniami, wyprowadził samochód z rowu i nagle znalazł się przed maską pięciotonowej ciężarówki. Pojazd zahamował z głośnym piskiem opon i dźwiękiem klaksonu, ale Mike już znowu był na właściwym pasie ruchu, podskakując na koleinach i lawirując między ciężarówkami i autobusami. Sprawiał wrażenie, jakby całe życie jeździł tylko krętą, górską drogą. Odkąd przekroczył granicę stanu Wirginia, ruch uliczny był coraz większy.
Spojrzał na zawieszoną w górze tablicę, pokazującą ruchy jednostek we wschodnich Stanach Zjednoczonych, i skrzywił się.
— Kapitanie O’Neal — zaćwierkał przekaźnik — rozmowa od podpułkownika Hansona…
— O’Neal?
— Tak, sir?
— Stoi pan w korku, jak widzę.
Pułkownik coraz lepiej potrafił wyciągać z przekaźnika informacje.
— Tak, sir.
— Ja utknąłem w Los Angeles. Mam pociąg za około pół godziny…
— Shelly, pokaż mapę operacji taktycznych na kontynencie. — Mike spojrzał na hologram. Zielone i czerwone strefy były rozsiane po całym terytorium Stanów Zjednoczonych. — Powrót zajmie panu co najmniej kilka dni, sir. Chyba że szesnasta dywizja kawalerii zdoła uporać się z wrogiem w Kansas.
— Zwłaszcza, że samoloty w ogóle nie latają. W głębi kontynentu miało miejsce kilka pojedynczych lądowań, a wie pan, że wystarczy tylko jeden lądownik w niewłaściwym miejscu.
— Zgadzam się, sir.
— A panu ile zajmie dotarcie na miejsce?
Mike dostrzegł, że zbliża się do kolejnego punktu kontrolnego żandarmerii, a lufa działka stojącego tam Hummera-25 już wycelowała w jego pędzący samochód.
— W tym tempie prawie tyle samo, sir. Ale zobaczę, co da się zrobić.
— Cóż, rozmawiałem z majorem Givensem, i jeśli ani ja, ani major Rutherford nie wrócimy na czas, dowództwo w batalionie przejmie oficer operacyjny. A jak pan myśli, komu powierzyłem to stanowisko?
Mike wstrzymał się od skomentowania zdolności Nightingale.