Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Ucieczka z Festung Breslau
Ucieczka z Festung Breslau - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Ucieczka z Festung Breslau

Электронная книга - «Ucieczka z Festung Breslau». Краткое содержание книги:

Wrocław, ostatnie miesiące wojny. Oficer Abwehry, Dieter Schielke, przydzielony zostaje do śledztwa, mającego wyjaśnić okoliczności śmierci osób, przygotowujących do wywozu dzieła sztuki. Pomaga mu w tym urocza archiwistka i tajemniczy The Holmes. Wszystko byłoby proste, gdyby nie fakt, że nikt nie jest tym, za kogo się podaje...
1 ... 84 85 86 87 88 89 90 91 92 ... 101
Перейти на страницу:

-A kiedy powstanie milicja? - zaciekawił się Schielke.

-Bóg jeden raczy wiedzieć. Kiedy miasto oficjalnie znajdzie się w naszych rękach.

-Czyli rządzi ten, kto ma broń? Rosjanie, których miasto kompletnie nie obchodzi?

Holmes spojrzał na niego z odcieniem kpiny.

-Oj, Dieter. Ty się ciągle niewiele nauczyłeś o Polakach.

-To wyjaśnij. Kto ma spluwę w garści i rządzi?

Holmes tylko westchnął.

-Z Drobnerem przybyła do Wrocławia Grupa Kulturalno- Naukowa. Jak sama nazwa wskazuje, zajęli się kulturalnym krzewieniem nauki, czyli zorganizowali Straż Akademicką złożoną z przyszłych studentów, która obecnie stanowi w mieście drugą co do siły ognia organizację po Armii Czerwonej.

-Studenci z karabinami? - Schielke lekceważąco wzruszy! ramionami.

-A ty jak myślisz, kto tu będzie studiował? Jak Ruscy wsiedli Armii Krajowej na karki w reszcie kraju, to wielu żołnierzy znalazło się tutaj. Ci studenci to głównie partyzanci wyszkoleni do walk ulicznych, z doświadczeniem bojowym, gotowymi strukturami dowodzenia, uzbrojeni po zęby.

-O Jezu.

-„O Jezu” to mówią na widok Straży Nocnej. Tam sami cichociemni, pieprzeni komandosi do zadań specjalnych.

-O! - poderwał się Schielke. - To może ich spytać? Może coś wiedzą o tej akcji AK na autostradzie?

Holmes tylko kiwał głową.

-Człowieku, nie żartuj. Nie chcę, żeby cię zastrzelono „kulturalnie i naukowo”, jak brzmi nazwa grupy.

-Ale przecież ty jesteś polskim majorem.

-Zrozum wreszcie. Jestem majorem, ale „z tej drugiej strony”. Nie dogadam się z cichociemnym. Chyba że na bagnety.

Schielke pociągnął łyk kawy.

-Ale to wszystko skomplikowane.

-Dlatego też. - Holmes podniósł swoją filiżankę jak do toastu. - Niedługo już udamy się w niebyt. W ciepły, słoneczny niebyt z palmami i egzotycznymi dziewczynami, a jedyną myślą, która będzie mącić nasze jasne umysły, będzie kwestia... - urwał i zerknął na kolegę.

-Czy martini jest dostatecznie schłodzone - dokończył Schielke.

-Czy parasol przeciwsłoneczny przesunąć bardziej w lewo, czy bardziej w prawo.

-Czy szofer nawoskował karoserię limuzyny trzy razy, czy tylko dwa.

-Czy wygram z tobą w tenisa, czy ty ze mną.

-Czy biblioteka, którą ufundujemy w naszej prywatnej wiosce, będzie nosić imię Gutenberga czy Kołłątaja.

Zaczęli się śmiać. Długo i histerycznie, jak dzieci.

-Gutenberga - mruknął Schielke przez Izy. - Kto normalny wymówi nazwisko Kołłątaj?

-Chińczycy! Ale niech ci będzie. Za to tor wyścigowy będzie imienia Trzeciego Maja.

-Jak Trzeciego Maja może być „imienia”?

-Oj, ty ciągle nie myślisz po polsku. A jak uzbrojeni po zęby komandosi i miejscy partyzanci mogą się nazywać „Grupą Kulturalno-Naukową”? U nas wszystko jest możliwe.

Znowu zaczęli się śmiać.

-Kiedy? - po chwili spytał już poważnie Schielke.

-Za parę miesięcy. Teraz Rosjanie patrzą na nas, a szczególnie na ciebie. Niech zapomną.

-No i... nasze śledztwo.

Holmes zapalił papierosa.

-Właśnie.

Heini, ciągle osowiały, nie mógł pogodzić się ze swoimi myślami. Całymi dniami siedział milczący ze wzrokiem wbitym we własne stopy. Nic go nie interesowało, na pytania odpowiadał monosylabami, prawie nie jadł, choć jak się okazało, Watson gotował wyśmienicie i objął we władanie posadę kuchmistrza ich grupy. Były kapral uważał się najwyraźniej za dezertera i zdrajcę jednocześnie. Nie trafiały do niego argumenty, że gdyby nie Holmes, to tkwiliby teraz na Psim Polu w barakach zajmowanych przedtem przez polskich robotników przymusowych, gdzie panował już tyfus, racje żywnościowe przypominały te w gułagach, a opieka medyczna leżała w sferze marzeń. Mogli też trafić jeszcze gorzej i trafić do obozu Gross Rosen, w którym więźniów systematycznie zastępowano jeńcami. Chłopak mógłby więc poznać także niemieckie sposoby traktowania ludzi w obozach koncentracyjnych. Przegraną armię miano skierować niebawem w okolice Baku, jak się dowiedział Holmes. Ale to tylko etap, skąd poszczególni żołnierze mieli być kierowani w mroźniejsze i mniej przytulne rejony Związku Radzieckiego. Żaden argument nie trafiał do młodego umysłu.

Schielke postanowił zabrać chłopca na przechadzkę po mieście w celach dydaktycznych. Nie miał pojęcia, czy to dobry pomysł, przecież Heini wszystko już widział, ale może teraz, na spokojnie, kiedy minęły emocje, będzie mógł spojrzeć nie tylko na obraz totalnego rumowiska. Nie tylko na zgliszcza, na znak czasów, ale na jego znaczenie. Szli więc milcząc w upale, usiłując omijać co większe góry gruzu. Rosnące zmęczenie pozwalało jedynie na najprostsze refleksje, jednak każdy, kto tu był, miał przecież w oczach obraz kwitnącego miasta sprzed kilku miesięcy. Jeszcze tak niedawno perfekcyjna, zachodnia, aglomeracja była teraz przestrzenią księżycową. Po jakimś niewyobrażalnie długim czasie minęli ostatnią rubież obrony od południa, wiadukt kolejowy. Dalej ruiny były w jeszcze gorszym stanie, ale też szeroka ulica wyglądała o wiele lepiej. Była odgruzowana, ponieważ atakujący Rosjanie musieli mieć przejezdną drogę zaopatrzenia. Ruszyli więc szybciej. Strasznie chciało im się pić, a w hydrantach nie było wody. Schielke odnalazł więc zrujnowany browar. Był już splądrowany, ale w głębokich piwnicach ciągle znajdowały się ogromne, podziemne termosy, z których można było zaczerpnąć nie do końca jeszcze gotowe, ale idealnie zimne piwo. Napełnili nim dużą bańkę i tak wyposażeni dotarli do Parku Południowego. Tu nawet drzewa były postrzelane, ale jeszcze w zimie. Teraz nic nie mogło powstrzymać eksplozji zieleni, tak jakby sama natura chciała postawić na swoim i powiedzieć, kto tu naprawdę rządzi. A strzelajcie sobie nieważni ludzie, zabijajcie się, najwyżej ziemia będzie bardziej żyzna od waszej krwi i tyle. Wasze małe sprawy nie obchodzą starych dębów. Park zdawał się być skrawkiem Arkadii wśród cieni Hadesu. Przysiedli na murku stanowiącym fundament restauracji. Wszystko wyglądało tak, jak przewidywał, kiedy byli tu przed oblężeniem z Ritą w wykwintnym otoczeniu. Polacy po wojnie będą musieli pić piwo siedząc jedynie na fundamentach. Złowieszcza przepowiednia spełniła się. A on czuł coś dziwnego. Tęsknotę, nostalgię? Rita...

Otrząsnęli się na widok dziwnego wozu ciągniętego przez wychudłą szkapę. Wokół niego szła chłopska rodzina, starszy mężczyzna, żona i trzy córki oraz zupełnie niepasujący do nich, sądząc po miejskim ubraniu, młodzieniec.

-O, tu staniemy na popas - oznajmił chłop. - Lasek taki miły nareszcie i jeziorko. Koń się wody napije.

-Oj. - Kobieta wskazała na Schielkego w eleganckim garniturze. - A tam władza jakaś siedzi, o!

-No siedzi - zgodził się chłop i podszedł bliżej. - Panie władza, a możem my tu przysiąść, a?

-Siadajcie - mruknął Schielke swoją łamaną polszczyzną. - Piwa chcecie? Jeszcze chłodne.

-Oj tak, tak. Koń się z jeziora napije, ale my mamy suchość w pyskach od gorąca. Nigdzie strumyka ani nic, a z kałuży jak szkapie pić nie przystoi.

-No to dawajcie naczynia.

1 ... 84 85 86 87 88 89 90 91 92 ... 101
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)