Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Wielobarwny kraj [The Many-Colored Land - pl]
Wielobarwny kraj [The Many-Colored Land - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wielobarwny kraj [The Many-Colored Land - pl]

Электронная книга - «Wielobarwny kraj [The Many-Colored Land - pl]». Краткое содержание книги:

Środowisko Galaktyczne XXI wieku, zamieszkiwane przez uporządkowane i pokojowe międzygwiezdne społeczeństwo, nie było stosownym miejscem dla nieuleczalnych awanturników, ukrytych psychotyków czy bezwzględnych oszustów. Tak więc gdy na Ziemi odkryto jednokierunkowy tunel czasowy prowadzący w przeszłość odległą o sześć milionów lat, niedostosowani społecznie — zgłodniali przygód, romantyki nieznanego ludzie — zapragnęli życia wolnego od dławiących praw Środowiska. Każdy z nich poszukiwał szczęścia takiego, jakie sobie wyobrażał. Ale kto mógłby przewidzieć, co ich tam czeka
1 ... 84 85 86 87 88 89 90 91 92 ... 116
Перейти на страницу:

— Och, Angeliko.

Zdawało się, że starsza pani go nie widzi ani nie słyszy. Mówiła bardzo spokojnym głosem, ledwie słyszalnym wśród nasilającej się wrzawy ptaków i owadów Nadrenii:

— Gdy wreszcie przestałam płakać, ujrzałam okrągły przedmiot na pół zagrzebany w piasku na dnie wąwozu. Wystarczyło wyciągnięcie ręki. Był to melon. Miał grubą skórę, której nie uszkodziło toczenie przez huragan po płaskowyżu. Gdy go rozcięłam moim małym couteau de poche i spróbowałam okazał się słodki i bardzo soczysty. Tak więc ugasiłam pagnienie i przeżyłam dzień. Bardzo późnym popołudniem ujrzałam karawanę wozów ciągniętych przez dziwne zwierzęta. Wiedziałam, że to hellady, duże żyrafy o krótkiej szyi, wykorzystywane jako siła pociągowa. Wozy miały ludzkich woźniców i były wyładowane jarzynami podobnymi do wielkich buraków: paszą dla zamkowych chalików. Wjechały do fortecy przez tylną bramę, a po pewnym czasie wyjechały naładowane nawozem. Gdy skierowały się w stronę niziny, podążyłam za nimi w pewnej odległości. Tuż przed zachodem słońca dotarły do czegoś w rodzaju farmy, z budynkami otoczonymi palisadą. Ukryłam się w krzakach i starałam zdecydować, co dalej robić. Gdybym się ujawniła przed ludźmi na farmie, poznaliby mnie na pewno. I czyż nie było możliwe, że zażądaliby odwetu za zdradę ich marzeń? Przyjęłabym tę karę, gdyby taka była wola Boża. Zaczęłam się jednak zastanawiać, że nakazano mi odegrać inną rolę. Więc nie zbliżyłam się do wrót farmy, lecz ukryłam w pobliskim gęstym lesie. Znalazłam źródło, zjadłam trochę żywności z mego Zestawu Przeżycia i przygotowałam do spędzenia nocy na wielkim dębie korkowym, tak jak na tę noc ukryliśmy się w tym cypryśniku… — Przerwała opowiadanie.

Troje pozostałych członków wyprawy obudziło się na grzędach wśród wyższych konarów. Ześliznęli się wolno i cicho jak duchy, by usadowić się koło Klaudiusza i słuchać opowieści starszej pani. Madame Guderian siedziała nieco dalej od pnia; nogi miała zwieszone i wydawało się, że nie zwraca uwagi na zebranych.

— Bardzo późno w nocy — kontynuowała — kiedy zaszedł księżyc, pojawiły się potwory. Najpierw była wielka cisza; wszystkie odgłosy dżungli ucichły nagle, jakby ktoś nacisnął wyłącznik. Słyszałam tylko głos trąb i dalekie szczekanie. Następnie zdawało się, jakby nad skrajem płaskowyżu wprost na północ od mego drzewa ponownie wzeszedł księżyc. Od czegoś płomiennego, wijącego się wśród drzew, płynęło różnokolorowe światło. Usłyszałam hałas podobny do tornada, równocześnie straszliwy i melodyjny. Płonące zjawisko zmieniło się w czarodziejską kawalkadę: Polowanie! Jarzyło się lecąc na łeb na szyję w dół zbocza. Za czymś goniło. To coś dostrzegłam dopiero wtedy, gdy strojni w klejnoty jeźdźcy wpadli niby wir powietrzny w dolinkę o jakieś dwieście metrów ode mnie. W jasnym świetle gwiazd ujrzałam posuwającą się z trudem ich zwierzynę: ogromne stworzenia, atramentowoczarne, z wijącymi się ramionami ośmiornicy wyrastającymi z ich ramion i oczami jak wielkie czerwone lampy.

— Fitharn! — syknął Ryszard.

Klaudiusz szturchnął go łokciem w żebra. Madame nie zwróciła na nich uwagi.

— Czarny potwór próbował się wymknąć. Lawirując wśród drzew na zboczu pode mną zbliżał się coraz bardziej; Polowanie deptało mu po piętach. Nigdy w życiu nie zaznałam takiego strachu. Choć nie wydałam żadnego dźwięku, zdawało mi się, że dusza we mnie krzyczy. W ogromnym napięciu woli modliłam się o wyzwolenie; oczy miałam zamknięte i trzymałam się kurczowo konaru mego korkowca. Rozległa się muzyka: kuranty i gromy, powiał huraganowy wiatr, oślepiające błyski przedarły się przez moje zaciśnięte powieki, zapachniało gnojem, , ozonem i duszącymi perfumami. Wszystkie nerwy miałam napięte do przeładowania, ale ciągle natężałam całą wolę, by być bezpieczna. I Polowanie ominęło mnie. Wiedziałam, że mdleję, ale dzięki palcom głęboko wbitym w miękką korę korkową uchroniłam się przez upadkiem. Było ciemno i nic nie widziałam. Gdy wróciłam do przytomności… pod moim drzewem stał z zadartą głową człowieczek w wysokim kapeluszu. Patrzył na mnie, a na jego okrągłych policzkach i szpiczastym nosie odbijało się światło gwiazd. „Dobra robota, kobieto! — zawołał — ukryłaś nas oboje”.

Klaudiusz i reszta wędrowców wybuchnęli śmiechem. Madame wodziła wzrokiem od jednego do drugiego z pewnym zaskoczeniem, wreszcie potrząsnęła głową i pozwoliła sobie na uśmiech.

— Fitharn zaopiekował się mną i poszliśmy do podziemnego mieszkania jednego z jego confreres, gdzie byliśmy bezpieczni przed tego rodzaju prześladowaniem. Później, kiedy doszłam do siebie, długo rozmawiałam z Małym Ludkiem i dowiedziałam się, jaka jest naprawdę sytuacja w kraju pliocenu. Ponieważ jestem tym kim jestem, a także z powodu przebłysku silnych metafunkcji, które ujawniłam podczas ukrywania nas, Fitharn wreszcie zaprowadził mnie na Dwór Królewski Firvulagow w Wysokim Vrazlu w Wogezach. Zaproponowałam, aby Firvulagowie sprzymierzyli się z ludźmi, zamiast ich poniewierać, jak to się działo od chwili otwarcia bramy czasu. Następnie skontaktowałam się z ludźmi ze soidisant Motłochu w okolicy i przekonałam ich o słuszności takiego przymierza. Zorganizowaliśmy szereg utarczek z szaroobrożowcami ku pożytkowi Firvulagow i entente została ratyfikowana. Król Yeochee podarował mi złoty naszyjnik po tym, jak nasi szpiedzy umożliwili jego wojownikom wciągnięcie w zasadzkę i zabicie Iskendera-Kernonna, Lorda Zwierząt, tego samego Turka, który wcześniej oddał swe zdeprawowane talenty na usługi Tanów. Później były małe sukcesy i wielkie porażki, ulepszanie planów, postępy i niepowodzenia. Ale zawsze w mych myślach żywiłam nadzieję, że pewnego dnia będę w stanie odrobić zło, jakie uczyniłam. — Madame umilkła.

W półmroku po drugiej stronie pnia rozległ się chrapliwy śmieszek. Z dala od innych w rozwidlonej gałęzi siedziała Marta.

— Jakże szlachetnie z twej strony, Madame, że bierzesz na siebie całą winę. Oraz jej odkupienie.

Starsza pani nie odpowiedziała. Podniosła jedną rękę do szyi i wsunęła dwa palce pod złoty naszyjnik, jakby chciała go rozluźnić. Jej zapadnięte oczy zabłysły, ale jak zawsze nie polały się łzy.

Od strony bagnisk w górze rzeki doleciało basowe trąbienie dinotherii. Bliżej chroniącego ich drzewa jakieś inne stworzenie zaczęło płaczliwe powtarzać hu-a-huu, hu-a-huu. Wielkie nietoperze zygzakowały wśród palm rosnących grupami na wyższych miejscach. Na rozlewiskach zgęstniały pasma mgły i teraz wyciągały grubiejące macki w stronę głównego nurtu Renu.

— Idźmy stąd — odezwała się nagle Felicja. — Jest już dość ciemno. Musimy być za rzeką w chwili, gdy księżyc ukaże się za górami.

— Słusznie — powiedział Klaudiusz. — Ty i Ryszard pomóżcie Marcie zejść.

Wyciągnął rękę do Angeliki Guderian. Razem zsunęli się z drzewa i poszli w stronę brzegu rzeki.

4

Czarny Las Ziemi XXII wieku był zupełnie zdobyty i zagospodarowany. Z daleka jego sosny i jodły wydawały się mroczne, ale wewnątrz było zielono i przyjemnie, z wymanikiurowanymi ścieżkami kuszącymi nawet najleniwszych pieszych turystów, by zaspokoili swą Wanderlust i nie narazili się na niewygody. Tylko na południowym skraju gór, wokół Falkenbergu i jego siostrzanych szczytów, teren wznosił się powyżej tysiąca metrów. W XXII wieku Szwarcwald roił się od zachęcających miejscowości wypoczynkowych, odbudowanych zamków, kurhausów oraz wiosek górskich, gdzie pozaziemskich gości witali poprzebierani w kostiumy mieszkańcy oraz Kirschtorten, od których ciekła ślinka.

1 ... 84 85 86 87 88 89 90 91 92 ... 116
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)