Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód
- Автор: Вегнер Роберт М.
- Серия: Opowieści z meekhańskiego pogranicza #2
- Год: 2010
- Язык: польский
- Год: Powergraph
- ISBN: 9788361187165
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód». Краткое содержание книги:
Przez chwilę patrzył mu prosto w oczy, a Altsin przyłapał się na tym, że podświadomie próbuje wykrzesać z siebie religijny zapał. Deargon okazał się człowiekiem z dużą charyzmą.
– To księstwo czciło Reagwyra przez setki lat. Chyba głównie dlatego, że to w tych okolicach stoczył on swoją bitwę z Goshthem.
Mówiąc „w tych okolicach”, Deargon miał najpewniej na myśli całkiem spory kawałek wybrzeża, bo każde miasto i wieś w promieniu stu mil od Ponkee-Laa przyznawało się do pogrzebanych w nim kości potwora.
– Ale trzysta lat temu przyszło do nas Imperium Meekhańskie ze swoim przerośniętym kultem Wielkiej Matki. I choć sam w głębi ducha oddaję jej należną cześć, nie mogę pozwolić, by wynaturzone ambicje niektórych kapłanów, tłumaczących po swojemu święte księgi, odciągnęły nas od wielbienia największego z opiekunów ludzkości. Rozumiem Meekhańczyków, w końcu u zarania swojego Imperium stoczyli krwawą wojnę z kapłanami Pana Bitew, którzy zapomnieli o prawdziwym posłannictwie i próbowali zakładać własne państwo. Lecz nadejdą wreszcie czasy, kiedy Reagwyr zajmie należne mu miejsce na tronie stojącym równie wysoko, jak tron Wielkiej Matki. Jak przystało na najszlachetniejszego z Pierworodnych.
Nagle kapłan uśmiechnął się szeroko.
– Uff, ale się rozgadałem. Wiesz już, do czego zmierzam?
AItsin ostrożnie skinął głową.
– Wasza wielebność sądzi, że to kapłani Wielkiej Matki stoją za kradzieżą?
Spojrzenie brązowych oczu stało się śmiertelnie poważne.
– Synu, jeślibym kiedykolwiek rzucił takie podejrzenie, to w ciągu godziny całe miasto stałoby w ogniu. Prawdą jest, że moja świątynia z roku na rok zyskuje nowych wyznawców. I prawdą jest też, że dzieje się tak za sprawą Miecza. W ciągu ostatnich dwudziestu lat liczba wiernych, chodzących do Świątyni Reagwyra, wzrosła sześciokrotnie – westchnął. – Wracając do twojego pytania: znam większość hierarchii mathriartystów w księstwie i nie sądzę, żeby mieli z tym coś wspólnego.
– Więc dlatego podejrzewaliście mnie?
– Cóż. – Kapłan rozłożył ręce. – Jestem w tej chwili trochę zdesperowany. A Cetron powiedział, że zna tylko jednego szaleńca, który mógłby się podjąć takiej kradzieży. Przynajmniej takich słów użył.
– Dzięki.
Cetron skrzywił się dziwnie.
– Tylko bez sarkazmu, Alt. Sprawa jest poważna.
– Właśnie, synu. Na twoje szczęście zapewniał również, że jesteś raczej rozsądnym człowiekiem, to znaczy, choć raczej nie powinienem tego pochwalać, wierzysz w bogów wystarczająco mocno, by nie wchodzić im w drogę, i trzymasz się z dala od mieszania się w sprawy religii. Więc zamiast ściągnąć cię z molo wprost do lochów, zaprosiłem tutaj. Ktokolwiek za tym stoi, uderzył bardzo mocno. Miecz był naszą najważniejszą relikwią. Dokonywał cudów.
Altsin przypomniał sobie niektóre miejskie sensacje z ostatnich lat. Ozdrowienia ślepców, kulawych i sparaliżowanych. Niemych od urodzenia, gadających jak najęci, i dziewięćdziesięciolatków, zostających ojcami trojaczków. Nie był jednak do końca pewien, która świątynia przypisywała sobie autorstwo tych cudów. Pewnie wszystkie naraz.
– Więc bez Miecza Świątynia jest w poważnych opałach?
Deargon wykrzywił się do Cetrona.
– W poważnych opałach?! Nie mówiłeś, że on ma dziwne poczucie humoru.
– Zapomniałem. Ale on naprawdę ma dziwne poczucie humoru.
– W opałach bylibyśmy, gdyby spalono nam wszystkie świątynie na terenie księstwa albo gdyby okazało się, że połowa braci została ojcami nieślubnych dzieci. Obecną sytuację mogę tylko nazwać katastrofą. Jutro jest wigilia Drogi Poświęcenia, najważniejszego naszego święta. Pojutrze wieczorem ma ruszyć wielka procesja, której punktem centralnym zawsze był Miecz. Do tego czasu musimy go odzyskać.
No tak, sytuacja zrobiła się jasna.
– Jego wielebność bardzo liczy na naszą pomoc. – Cetron wstał i podsunął mu stos pergaminów. – Tu są wszystkie informacje, które do tej pory zebraliśmy.
Pergaminy wyglądały okropnie, a koślawe pismo Cetrona skutecznie odstręczało od ich studiowania.
– Jedno pytanie, synu. – Deargon uśmiechnął się przepraszająco. – Jak ty, teoretycznie rzecz jasna, zabrałbyś się do kradzieży Miecza?
Altsin zastanawiał się nad tym od dłuższej chwili.
– Od przekupienia kogoś w Świątyni. Teoretycznie, rzecz jasna.
– Hm... W naszej Świątyni służą bracia zjednoczeni w zakonie Sług Mieczowych, którego ja jestem Wielkim Skarbnikiem. Wszyscy składamy śluby ubóstwa i pokory. Trudno mi sobie wyob...
– Z całym szacunkiem, wasza wielebność. – Złodziej bezceremonialnie przerwał kapłanowi, a Cetron aż się zakrztusił z wrażenia. – Ludzi nie kupuje się złotem czy srebrem, lecz tym, czego najbardziej pożądają lub czego najbardziej się boją. Co prawda najczęściej jest to właśnie złoto, ale tylko dlatego, że to za nie właśnie można kupić mnóstwo innych rzeczy. Mogą to też być kobiety, trunki, hazard, pewne proszki lub zioła, niektóre odmiany zakazanej magii lub inne tego typu rozrywki. Czasami ludzi kupuje się też za informacje, kompromitujące informacje, rzecz jasna, lub za zdrowie i życie ich bliskich. A niekiedy wystarczy podstawić komuś kochankę lub kochanka. To chyba najtańszy sposób.
Przerwał, żeby zaczerpnąć tchu i opróżnić kolejny kubek. W głowie mu huczało, a żołądek zaczynał się zachowywać podejrzanie.