Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód
Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód

Электронная книга - «Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód». Краткое содержание книги:

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód
1 ... 85 86 87 88 89 90 91 92 93 ... 173
Перейти на страницу:

Przez chwi­lę pa­trzył mu pro­sto w oczy, a Alt­sin przy­ła­pał się na tym, że pod­świa­do­mie pró­bu­je wy­krze­sać z sie­bie re­li­gij­ny za­pał. De­ar­gon oka­zał się czło­wie­kiem z dużą cha­ry­zmą.

– To księ­stwo czci­ło Re­agwy­ra przez set­ki lat. Chy­ba głów­nie dla­te­go, że to w tych oko­li­cach sto­czył on swo­ją bi­twę z Go­sh­them.

Mó­wiąc „w tych oko­li­cach”, De­ar­gon miał naj­pew­niej na my­śli cał­kiem spo­ry ka­wa­łek wy­brze­ża, bo każ­de mia­sto i wieś w pro­mie­niu stu mil od Pon­kee-Laa przy­zna­wa­ło się do po­grze­ba­nych w nim ko­ści po­two­ra.

– Ale trzy­sta lat temu przy­szło do nas Im­pe­rium Me­ekhań­skie ze swo­im prze­ro­śnię­tym kul­tem Wiel­kiej Mat­ki. I choć sam w głę­bi du­cha od­da­ję jej na­leż­ną cześć, nie mogę po­zwo­lić, by wy­na­tu­rzo­ne am­bi­cje nie­któ­rych ka­pła­nów, tłu­ma­czą­cych po swo­je­mu świę­te księ­gi, od­cią­gnę­ły nas od wiel­bie­nia naj­więk­sze­go z opie­ku­nów ludz­ko­ści. Ro­zu­miem Me­ekhań­czy­ków, w koń­cu u za­ra­nia swo­je­go Im­pe­rium sto­czy­li krwa­wą woj­nę z ka­pła­na­mi Pana Bi­tew, któ­rzy za­po­mnie­li o praw­dzi­wym po­słan­nic­twie i pró­bo­wa­li za­kła­dać wła­sne pań­stwo. Lecz na­dej­dą wresz­cie cza­sy, kie­dy Re­agwyr zaj­mie na­leż­ne mu miej­sce na tro­nie sto­ją­cym rów­nie wy­so­ko, jak tron Wiel­kiej Mat­ki. Jak przy­sta­ło na naj­szla­chet­niej­sze­go z Pier­wo­rod­nych.

Na­gle ka­płan uśmiech­nął się sze­ro­ko.

– Uff, ale się roz­ga­da­łem. Wiesz już, do cze­go zmie­rzam?

AIt­sin ostroż­nie ski­nął gło­wą.

– Wa­sza wie­leb­ność są­dzi, że to ka­pła­ni Wiel­kiej Mat­ki sto­ją za kra­dzie­żą?

Spoj­rze­nie brą­zo­wych oczu sta­ło się śmier­tel­nie po­waż­ne.

– Synu, je­śli­bym kie­dy­kol­wiek rzu­cił ta­kie po­dej­rze­nie, to w cią­gu go­dzi­ny całe mia­sto sta­ło­by w ogniu. Praw­dą jest, że moja świą­ty­nia z roku na rok zy­sku­je no­wych wy­znaw­ców. I praw­dą jest też, że dzie­je się tak za spra­wą Mie­cza. W cią­gu ostat­nich dwu­dzie­stu lat licz­ba wier­nych, cho­dzą­cych do Świą­ty­ni Re­agwy­ra, wzro­sła sze­ścio­krot­nie – wes­tchnął. – Wra­ca­jąc do two­je­go py­ta­nia: znam więk­szość hie­rar­chii ma­th­riar­ty­stów w księ­stwie i nie są­dzę, żeby mie­li z tym coś wspól­ne­go.

– Więc dla­te­go po­dej­rze­wa­li­ście mnie?

– Cóż. – Ka­płan roz­ło­żył ręce. – Je­stem w tej chwi­li tro­chę zde­spe­ro­wa­ny. A Ce­tron po­wie­dział, że zna tyl­ko jed­ne­go sza­leń­ca, któ­ry mógł­by się pod­jąć ta­kiej kra­dzie­ży. Przy­naj­mniej ta­kich słów użył.

– Dzię­ki.

Ce­tron skrzy­wił się dziw­nie.

– Tyl­ko bez sar­ka­zmu, Alt. Spra­wa jest po­waż­na.

– Wła­śnie, synu. Na two­je szczę­ście za­pew­niał rów­nież, że je­steś ra­czej roz­sąd­nym czło­wie­kiem, to zna­czy, choć ra­czej nie po­wi­nie­nem tego po­chwa­lać, wie­rzysz w bo­gów wy­star­cza­ją­co moc­no, by nie wcho­dzić im w dro­gę, i trzy­masz się z dala od mie­sza­nia się w spra­wy re­li­gii. Więc za­miast ścią­gnąć cię z molo wprost do lo­chów, za­pro­si­łem tu­taj. Kto­kol­wiek za tym stoi, ude­rzył bar­dzo moc­no. Miecz był na­szą naj­waż­niej­szą re­li­kwią. Do­ko­ny­wał cu­dów.

Alt­sin przy­po­mniał so­bie nie­któ­re miej­skie sen­sa­cje z ostat­nich lat. Ozdro­wie­nia ślep­ców, ku­la­wych i spa­ra­li­żo­wa­nych. Nie­mych od uro­dze­nia, ga­da­ją­cych jak na­ję­ci, i dzie­więć­dzie­się­cio­lat­ków, zo­sta­ją­cych oj­ca­mi tro­jacz­ków. Nie był jed­nak do koń­ca pe­wien, któ­ra świą­ty­nia przy­pi­sy­wa­ła so­bie au­tor­stwo tych cu­dów. Pew­nie wszyst­kie na­raz.

– Więc bez Mie­cza Świą­ty­nia jest w po­waż­nych opa­łach?

De­ar­gon wy­krzy­wił się do Ce­tro­na.

– W po­waż­nych opa­łach?! Nie mó­wi­łeś, że on ma dziw­ne po­czu­cie hu­mo­ru.

– Za­po­mnia­łem. Ale on na­praw­dę ma dziw­ne po­czu­cie hu­mo­ru.

– W opa­łach by­li­by­śmy, gdy­by spa­lo­no nam wszyst­kie świą­ty­nie na te­re­nie księ­stwa albo gdy­by oka­za­ło się, że po­ło­wa bra­ci zo­sta­ła oj­ca­mi nie­ślub­nych dzie­ci. Obec­ną sy­tu­ację mogę tyl­ko na­zwać ka­ta­stro­fą. Ju­tro jest wi­gi­lia Dro­gi Po­świę­ce­nia, naj­waż­niej­sze­go na­sze­go świę­ta. Po­ju­trze wie­czo­rem ma ru­szyć wiel­ka pro­ce­sja, któ­rej punk­tem cen­tral­nym za­wsze był Miecz. Do tego cza­su mu­si­my go od­zy­skać.

No tak, sy­tu­acja zro­bi­ła się ja­sna.

– Jego wie­leb­ność bar­dzo li­czy na na­szą po­moc. – Ce­tron wstał i pod­su­nął mu stos per­ga­mi­nów. – Tu są wszyst­kie in­for­ma­cje, któ­re do tej pory ze­bra­li­śmy.

Per­ga­mi­ny wy­glą­da­ły okrop­nie, a ko­śla­we pi­smo Ce­tro­na sku­tecz­nie od­strę­cza­ło od ich stu­dio­wa­nia.

– Jed­no py­ta­nie, synu. – De­ar­gon uśmiech­nął się prze­pra­sza­ją­co. – Jak ty, teo­re­tycz­nie rzecz ja­sna, za­brał­byś się do kra­dzie­ży Mie­cza?

Alt­sin za­sta­na­wiał się nad tym od dłuż­szej chwi­li.

– Od prze­ku­pie­nia ko­goś w Świą­ty­ni. Teo­re­tycz­nie, rzecz ja­sna.

– Hm... W na­szej Świą­ty­ni słu­żą bra­cia zjed­no­cze­ni w za­ko­nie Sług Mie­czo­wych, któ­re­go ja je­stem Wiel­kim Skarb­ni­kiem. Wszy­scy skła­da­my ślu­by ubó­stwa i po­ko­ry. Trud­no mi so­bie wyob...

– Z ca­łym sza­cun­kiem, wa­sza wie­leb­ność. – Zło­dziej bez­ce­re­mo­nial­nie prze­rwał ka­pła­no­wi, a Ce­tron aż się za­krztu­sił z wra­że­nia. – Lu­dzi nie ku­pu­je się zło­tem czy sre­brem, lecz tym, cze­go naj­bar­dziej po­żą­da­ją lub cze­go naj­bar­dziej się boją. Co praw­da naj­czę­ściej jest to wła­śnie zło­to, ale tyl­ko dla­te­go, że to za nie wła­śnie moż­na ku­pić mnó­stwo in­nych rze­czy. Mogą to też być ko­bie­ty, trun­ki, ha­zard, pew­ne prosz­ki lub zio­ła, nie­któ­re od­mia­ny za­ka­za­nej ma­gii lub inne tego typu roz­ryw­ki. Cza­sa­mi lu­dzi ku­pu­je się też za in­for­ma­cje, kom­pro­mi­tu­ją­ce in­for­ma­cje, rzecz ja­sna, lub za zdro­wie i ży­cie ich bli­skich. A nie­kie­dy wy­star­czy pod­sta­wić ko­muś ko­chan­kę lub ko­chan­ka. To chy­ba naj­tań­szy spo­sób.

Prze­rwał, żeby za­czerp­nąć tchu i opróż­nić ko­lej­ny ku­bek. W gło­wie mu hu­cza­ło, a żo­łą­dek za­czy­nał się za­cho­wy­wać po­dej­rza­nie.

1 ... 85 86 87 88 89 90 91 92 93 ... 173
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)