Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Pelagia i czerwony kogut - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pelagia i czerwony kogut

Электронная книга - «Pelagia i czerwony kogut». Краткое содержание книги:

Na płynącym Rzeką parowcu Jesiotr zebrało się barwne towarzystwo pielgrzymujących do Ziemi Świętej. Wśród pasażerów są tez znajdy, odstępcy od wiary prawosławnej, którym przewodzi charyzmatyczny Manujła. Sytuacja nabiera dramatyzmu, gdy w kajucie ktoś znajduje jego zwłoki. A jeszcze większą niespodzianką okaże się ujawnienie prawdziwej tożsamości domniemanego proroka. Próby wyjaśnienia tajemnicy Manujły zawiodą Pelagię najpierw do małej wioski, zagubionej w nieprzebytych poduralskich lasach, a następnie do Ziemi Świętej, dokąd podąży za nią bezwzględny prześladowca. Pojawi się również czerwony kogut, który swoim pianiem sprawia, że rozstępują się ciemności i światło dnia zmusza do ucieczki demony nocy potrafi on wskazać wyjście z jaskini, a taka pomoc będzie siostrze Pelagii bardzo potrzebna.
1 ... 87 88 89 90 91 92 93 94 95 ... 104
Перейти на страницу:

Urzędnicy, którzy nawet dotrwali do odpowiedniego terminu, oczekują na awans długimi miesiącami, a tu wszystko odbyło się w mgnieniu oka, co więcej, rozporządzenie miało być wystawione natychmiast, z dzisiejszą datą.

Matwiej Bencjonowicz uzyskał obietnicę szybkiego awansu na odpowiedzialne stanowisko. Tymczasem oberprokurator znajdzie dla nowego wyznawcy stosowne miejsce (potrzeba na to tygodnia, dwóch), i to koniecznie w stolicy. Konstanty Pietrowicz nie radził wracać do Zawołżska. „Czy potrzebne są panu dodatkowe rozmowy z pańskim duchowym ojcem? – powiedział, po raz kolejny demonstrując, że wie o wszystkim. – Zawołżski gubernator dowie się o tym z depeszy, a pańską rodzinę przeniesiemy. W ciągu najwyżej dwóch dni ministerstwo przygotuje dla was mieszkanie całkowicie umeblowane, tak więc kłopoty z urządzaniem się odpadają".

Tymczasem nowo upieczony ekscelencja o sprawach bytowych nawet nie myślał. Wyszedł z Synodu na plac. Zmrużył oczy na ostre słońce, nałożył kapelusz.

Przy ogrodzeniu czekała kolaska. 48-36 wpatrywał się pilnie w pogromcę austro-węgierskiego wywiadu i czekał na znak. Zawahawszy się nieco, Matwiej Bencjonowicz podszedł do niego i powiedział leniwie:

– Przewieź mnie, braciszku.

– Gdzie pan każe?

– Doprawdy nie wiem, może bulwarami.

Wzdłuż Newy jechało się wprost wspaniale. Słońce, co prawda, schowało się za chmurami, a z nieba poleciał drobny deszczyk, ale pasażer podniósł skórzaną osłonę, co pozwoliło mu odgrodzić się od świata. Potem znowu przejaśniło się i osłonę trzeba było opuścić.

Jego ekscelencja jechał sobie, uśmiechając się do nieba, do rzeki, do słonecznych zajączków, które podskakiwały na ścianach domów.

– Skręcaj nad Mojkę – polecił. – Albo nie, zaczekaj. Lepiej się przejdę. Jak się nazywasz? Drugi dzień jeździmy, a nie zapytałem.

– Matwiej – odpowiedział dorożkarz. Berdyczowski nieco się zdziwił, ale nie za bardzo, bo dzisiejszy ranek pozbawił go niemal całkowicie tej zdolności.

– Piśmienny?

– Tak jest.

– Zuch. Masz tutaj za swoje starania.

Do przepastnej kieszeni dorożkarskiego kaftana wsunął kilka papierków. Woźnica nawet nie podziękował – tak był poruszony.

– I to wszystko, wasza wielmożność, niczego więcej nie potrzeba?

Nawet zadrżał mu przy tym głos.

– Nie „wielmożność", tylko „ekscelencja" – poprawił z godnością Matwiej Bencjonowicz. – Ja ciebie, 48-36, odszukam, kiedy będzie trzeba.

Poklepał zadowolonego chłopaka po ramieniu i ruszył dalej na piechotę.

Był nieco przygnębiony, ale jednocześnie spokojny. Bóg jeden wie, o czym myślał były zawołżski prokurator, idąc lekkim spacerowym krokiem po ulicy Blagowieszczenskiej. Raz tylko, na brzegu Kanału Admiralicji, zapatrzył się na bonę, która prowadziła dwie malutkie dziewczynki, i wymamrotał coś, co nie całkiem było zrozumiałe: „I co, czeka je lepszy los, jeśli tatuś będzie szubrawcem?"

Na ulicy Pocztowej zaś w odpowiedzi na jakieś swoje myśli wyszeptał: „Prościutko, a przy tym elegancko. Etiuda Berdyczowskiego". Chrząknął z zadowoleniem.

Gdy wchodził po schodach na pocztę, choć pozbawiony słuchu, nucił pod nosem jakąś nierozpoznawalną melodię bez słów.

Szybko wypełnił blankiet telegramu: „Pilnie odszukać P. Jej życie zagrożone. Berdyczowski". Wręczył telegrafiście w okienku, podyktował adres:

– Zawołżsk, siedziba archijereja, do przewielebnego Mitrofaniusza, „blitzem". Zapłacił za depeszę rubel jedenaście kopiejek.

Wyszedłszy na zewnątrz, jego ekscelencja zatrzymał się chwilę na schodach. Powiedział cicho:

– No cóż, skończone. Mogło wypaść lepiej, ale dobrze jest, jak było...

Matwiej Bencjonowicz miał najwyraźniej nieprzepartą ochotę z kimś porozmawiać, skoro jednak nie było rozmówcy, poprowadził dialog z samym sobą. Ale nie wszystko wypowiadał głośno – jedynie jakieś strzępy myśli bez wyraźnego logicznego związku.

Wymamrotał na przykład:

– Rubel jedenaście kopiejek. To ci dopiero cena. Roześmiał się cicho.

Popatrzył w lewo, w prawo. Ulica pełna była przechodniów.

– Czyżby tutaj, tak po prostu? – zapytał nie wiadomo kogo.

Skulił się, ale zaraz uśmiechnął się zażenowany. Skręcił w prawo. Następne zdanie było jeszcze dziwniejsze:

– Ciekawe, czy dojdę do placu?

Ruszył niespiesznie w stronę soboru Isaakijewskiego. Złożył ręce na piersi; podziwiał lśniącą kostkę na ulicy, miedziany pobłysk kopuły, krążące po niebie stado gołębi.

Wyszeptał:

Merci. To piękne.

Wydawało się, że Matwiej Bencjonowicz czeka na coś albo może na kogoś. Potwierdzałaby to także jego kolejna uwaga:

– No, ile można? Jest to co najmniej niegrzeczne.

Co mianowicie uważał za niegrzeczne, tego się nie dowiemy, ponieważ w tym właśnie momencie na rzeczywistego radcę stanu wpadł gwałtownie mocno zbudowany, spieszący gdzieś młody człowiek. Osiłek (miał na sobie prążkowany garnitur) uprzejmie zresztą przeprosił i nawet podtrzymał za ramię osłabłego nagle Matwieja Bencjonowicza. Uniósł słomkowy kapelusz i potruchtał dalej.

Berdyczowski zaś chwiał się przez chwilę z uśmiechem na ustach, po czym nagle zwalił się na chodnik. Uśmiech zastygł mu na twarzy, a piwne oczy patrzyły spokojnie gdzieś w bok, na tęczową kałużę.

Wokół niego zebrał się natychmiast tłumek – kręcili się, nawoływali, łapali za głowy, młody siłacz zaś wchodził tymczasem na pocztę drzwiami dla personelu.

Przy okienku telegraficznym czekał już na niego urzędnik.

– Dokąd? – zapytał prążkowany.

Przekazano mu telegram, adresowany do Zawołżska. Treść prążkowanemu była najwyraźniej znana, bo na depeszę nawet nie spojrzał – złożył ją jedynie skrupulatnie i wsunął do kieszeni.

XV

PEŁNIA

W pobliżu ogrodu i w samym ogrodzie

Za Bramą Jafską Pelagia poleciła skręcić w lewo. Stare miasto objechali od południa, wzdłuż Doliny Cedronu. Po prawej bielały nagrobki cmentarza żydowskiego na Górze Oliwnej, z daleka przypominającego ogromne kamienne miasto. Polina Andriejewna ledwie zerknęła na ową słynną nekropolię, której mieszkańcy pierwsi powołani zostaną na Sąd Ostateczny. Umęczona podróżniczka nie myślała teraz o świętych miejscach i zabytkach. Okrągły księżyc stał na niebie już dosyć wysoko, a mniszka bardzo bała się spóźnić.

– Jeśli w ciągu pięciu minut nie będziemy tam, gdzie potrzebuję, dwustu franków nie dostaniesz. – Szturchnęła woźnicę pięścią w plecy.

– A żenisz się? – Salach się odwrócił. – Powiedziałaś „zobaczymy".

– Powiedziałam ci, że mam już Oblubieńca i innego nie potrzebuję. Popędzaj konie, bo nie dostaniesz pieniędzy.

Palestyńczyk obraził się, konie jednak popędził. Chantur zagruchotal po moście i skręcił w prawo w uliczkę, która prowadziła stromo do góry.

– Masz tu swój ogród – wyburczał Salach, wskazując ogrodzenie i furtkę. – Pięć minut nie było.

Z mocno bijącym sercem Polina Andriejewna patrzyła na wejście do najświętszego spośród wszystkich ziemskich ogrodów.

1 ... 87 88 89 90 91 92 93 94 95 ... 104
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)