Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Ścieżka Sztyletów
Ścieżka Sztyletów - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Ścieżka Sztyletów

Электронная книга - «Ścieżka Sztyletów». Краткое содержание книги:

Ścieżka Sztyletów
1 ... 87 88 89 90 91 92 93 94 95 ... 197
Перейти на страницу:

Poprawił rękojeść miecza i pochylił się do przodu. Z miejsca, w którym się znajdował, widział formację zwartych niskich wzgórz porośniętych lasami, pół mili na wschód, tak wyraźnie, jakby używał szkła powiększającego. Tu tereny były płaskie i właśnie te wzgórza oraz długa grań, na której się znajdowali, stanowiły jedyne zakłócenia płaszczyzny. Następny zagajnik, dostatecznie gęsty, by zasługiwać na takie miano, znajdował się dobre dziesięć mil dalej. Jedynymi widzialnymi szczegółami krajobrazu były zmaltretowane przez burzę, po części bezlistne drzewa i splątane kępy poszycia, ale Rand wiedział, co ukrywają. Dwa, może trzy tysiące ludzi, zwerbowanych przez Sammaela, którzy mieli go powstrzymać przed zajęciem Illian.

Ta armia rozpadła się na wieść, że człowiek, który ich zwerbował, nie żyje, a Mattin Stepaneos gdzieś zniknął — być może również w grobie — natomiast w Illian panuje nowy król. Wielu pierzchło z powrotem do swych domów, ale równie liczna rzesza została. Zazwyczaj nie spotykało się ich więcej jak po dwudziestu tu, trzydziestu tam, ale stworzyliby wielką armię, gdyby zeszli się razem, a tak stanowili po prostu liczne zbrojne bandy. Czy zgromadzą siły, czy nadal pozostaną w rozsypce, nie można pozwolić, by się błąkali samopas po okolicy. Czas ciążył mu na ramionach niczym ołów. Czasu brakowało zawsze, ale może tym razem... Ogień, lód i śmierć.

„A co ty byś zrobił?” — zastanawiał się. — „Jesteś tam?” A potem, pełen zwątpienia, zwątpienia tego równocześnie nienawidząc, zapytał jeszcze: „A w ogóle byłeś tam kiedykolwiek?” Odpowiedziało mu milczenie, głuche i martwe w otaczającej Pustce. A może nie milczenie, tylko szalony śmiech w zakamarkach własnego umysłu? Czyżby to sobie wyobraził, tak jak czasem człowiek sobie wyobraża, że ktoś za nim stoi, że zaraz dotknie jego pleców? A te kolory nie-kolory, które wirowały tuż poza zasięgiem widzenia i znikały? O takich rzeczach mogli mówić tylko szaleńcy. Powiódł kciukiem po rzeźbieniach oplatających Berło Smoka. Długie zielono-białe tasiemki uwiązane pod wypolerowanym grotem trzepotały na wietrze. Ogień, lód i śmierć.

— Sam pójdę z nimi pogadać — oznajmił, wywołując wybuch entuzjazmu.

Lord Gregorin, w zielonej szarfie Rady Dziewięciu nałożonej ukośnie na zdobnie złocony napierśnik, pognał swego białego konia w stronę Illiańczyków, tuż za nim ruszył Demetre Marcolin, Pierwszy Kapitan Towarzyszy, na krzepkim gniadoszu. Marcolin był jedynym wśród nich, który nie miał na sobie ani jedwabiu, ani też krztyny koronki, jedyny w prostej, choć wypolerowanej do połysku zbroi, aczkolwiek stożkowaty hełm spoczywający teraz na wysokim łęku siodła był ozdobiony trzema cienkimi złotymi piórami. Lord Marac uniósł wodze, po czym opuścił je niepewnie, kiedy spostrzegł, że żaden z pozostałych członków Rady nawet nie drgnie. Marac, barczysty mężczyzna o powściągliwym usposobieniu, należał do Rady od niedawna i często sprawiał wrażenie bardziej rzemieślnika niż lorda mimo bogatych jedwabi wystających spod zdobnej zbroi i wylewających się na nią kaskad koronek. Wysocy Lordowie Weiramon i Tolmeran, strojni złotem i srebrem jak wszyscy członkowie Rady, a także Rosana, nowo wyniesiona do godności Wysokiej Lady, odziana w napierśnik z godłem jej Domu, przedstawiającym Jastrzębia i Gwiazdy, odłączyli się od grupy pozostałych Tairenian. Wśród nich co drugi chciał z pozoru ruszyć ich śladem, ale potem zostawał z tyłu, wyraźnie zdenerwowany. Szczupły jak ostrze miecza Aracome, niebieskooki Maraconn i łysy Gueyam sprawiali wrażenie już martwych, z czego nie zdawali sobie sprawy, bo choć bardzo pragnęli znaleźć się w samym centrum władzy, bali się, że Rand ich pozabija. Cairhienian reprezentował jedynie lord Semaradrid dosiadający siwka, który widział już kiedyś lepsze czasy, odziany w sfatygowaną zbroję ze złuszczonymi złoceniami. Twarz miał zmizerowaną i stwardniałą, przód czaszki wygolony i upudrowany jak u zwykłego żołnierza, a jego ciemne oczy lśniły pogardą na widok wyższych od niego Tairenian.

Wzajemnej pogardy wyczuwało się zresztą wiele w tym zgromadzeniu. Tairenianie i Cairhienianie nienawidzili się wzajem, a Illiańczycy i Tairenianie wzajem sobą gardzili. Jedynie Cairhienianie i Illiańczycy znosili się do jakiegoś stopnia, ale nawet i oni zwykli prawić sobie złośliwości. Ich dwa kraje mogły nie mieć za sobą równie długiej historii krwawych konfliktów jak Łza i Illian, a jednak Cairhienianie byli nadal uzbrojonymi cudzoziemcami na glebie Illian, dlatego też witano ich w najlepszym razie letnio, i to głównie dlatego, że szli za Randem. Ale mimo tych wszystkich krzywych spojrzeń, jeżenia się i prób wchodzenia sobie w słowo, kłębili się dookoła Randa, w płaszczach rozwianych na wietrze, bo w pewnym sensie mieli przed sobą jeden wspólny cel.

— Wasza Wysokość — powiedział pospiesznie Gregorin, kłaniając się ze swego okutego złotem siodła — błagam cię z całego serca, abyś pozwolił mi jechać z tobą albo z Pierwszym Kapitanem Marcolinem. — Jego krągła twarz, ozdobiona kanciastą bródką, aż marszczyła się od strapienia. — Ci ludzie muszą wiedzieć, że jesteś królem... we wszystkich wioskach, na każdym rozstaju dróg zostały odczytane odezwy... ale oni mogą nie okazać należytego szacunku wobec twojej korony. — Obdarzony wydatną szczęką, gładko wygolony Marcolin przyglądał się Randowi ciemnymi, głęboko osadzonymi oczami, niczym nie zdradzając, co się kryje za jego beznamiętnym obliczem. Lojalność Towarzyszy była przypisana do korony Illian i Marcolin był dostatecznie stary, by pamiętać czasy, kiedy Tam al’Thor był Drugim Kapitanem, wyższym odeń rangą, ale zachował dla siebie, co myśli o Randzie al’Thorze jako królu.

— Lordzie Smoku — rzekł dobitnym tonem Weiramon, wykonując swój ukłon i nie czekając, aż Gregorin skończy. Ten człowiek zawsze mówił dobitnym tonem i zdawał się prężyć nawet na koniu. Wdziewał tyle zdobnych aksamitów, pasiastych jedwabi i kaskad koronek, że niemal maskował nimi zbroję, a od jego spiczastej, szpakowatej bródki biło kwietną wonią perfumowanej pomady. — To zbyt nędzna hałastra, by Lord Smok miał się nią interesować osobiście. Trzeba szczuć psy, żeby łapały psy, powiadam. Niech ich wykurzą z ukrycia Illiańczycy. Ażeby mi dusza sczezła, jak dotąd nie zrobili nic, żeby ci służyć, oprócz gadania. — Można było mieć pewność, że gotów jest w każdej chwili zmienić porozumienie z Gregorinem w karczemną awanturę. Tolmeran, dostatecznie szczupły, by Weiramon wydawał się przy nim zwalisty i dość ponury, by przyćmić blask odzienia tamtego, nie był byle durniem i rywalizował ponadto z Weiramonem, a jednak przytaknął powoli na znak, że się zgadza. Tutaj nie było wiele ciepłych uczuć dla Illiańczyków.

Semaradrid spojrzał na Tairenian z pogardliwie wykrzywionymi ustami, ale swoje słowa skierował do Randa, wchodząc w słowo Weiramonowi.

— Ta grupa jest dziesięć razy większa od wszystkich, na jakie natykaliśmy się do tej pory, Lordzie Smoku. — Król Illian nic go nie obchodził i Smok Odrodzony niewiele więcej, ale akurat tak się składało, że to Rand dysponował tronem Cairhien i Semaradrid liczył, że zostanie ofiarowany on komuś, za kim to on będzie mógł pójść, a nie komuś, kogo będzie musiał zwalczać. — Zapewne wciąż są lojalni wobec Brenda, bo inaczej nie trzymaliby się razem w takiej liczbie. Obawiam się, że rozmowa z nimi to strata czasu, ale skoro już musisz, to w takim razie pozwól, bym im pokazał za pomocą stali, gdzie ich miejsce, żeby wiedzieli, jaka jest cena za wykroczenie poza przepisane granice.

Rosana natychmiast wbiła wściekłe spojrzenie w Semaradrida, szczupła kobieta, niewysoka, a jednak dorównująca mu wzrostem, obdarzona oczyma barwy błękitnego lodu. Ona też nie zaczekała, aż skończy mówić, i również skierowała swoje słowa do Randa.

1 ... 87 88 89 90 91 92 93 94 95 ... 197
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)