Ścieżka Sztyletów
- Автор: Джордан Роберт
- Серия: Kolo czasu #8
- Язык: польский
- Переводчик: Katarzyna Karłowska
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Ścieżka Sztyletów». Краткое содержание книги:
— Ale będziesz mnie dokładnie informowała o wszystkim, nieprawdaż, Alanno? — To nie było pytanie. — Spójrzże na mnie, kobieto! Jeśli on ci się przyśni, to chcę znać wszystkie szczegóły tego snu!
W oczach Alanny rozbłysły łzy.
— Na moim miejscu postąpiłabyś tak samo!
Cadsuane spojrzała na nią z ukosa. Może. Nie było różnicy między tym, co zrobiła Alanna, a gwałtem, jakiego mężczyzna dopuszcza się na kobiecie, ale, Światłości, dopomóż jej, może by tak postąpiła, gdyby wierzyła, że to jej dopomoże w osiągnięciu celu. Niemniej jednak przestała już rozważać pomysł, czy nie zmusić Alanny, by ta przeniosła więź na nią. Alanna dowiodła zupełnej bezużyteczności więzi zobowiązań, jeśli szło o sprawowanie nad nim kontroli.
— Nie każ mi czekać, Alanno — rzekła lodowatym tonem. Nie czuła żadnej sympatii do tej kobiety. Alanna zaliczała się do długiego szeregu sióstr, od Moiraine poczynając, na Elaidzie kończąc, które zamiast naprawiać, pogarszały tylko sytuację. I to wszystko w czasie, gdy ona ścigała, najpierw Logaina Ablara, a potem Mazrima Taima.
— Będę cię dokładnie informowała — rzekła z westchnieniem Alanna, dąsając się jak mała dziewczynka. Cadsuane aż zaswędziała ręka, żeby ją spoliczkować. Alanna nosiła szal od blisko czterdziestu lat, powinna się zachowywać bardziej dojrzale. Ale nic dziwnego, była Arafelianką. W Far Madding dziewczyny dwudziestoletnie rzadko dąsały się i nadymały, za to Arafelianki potrafiły to robić nawet na łożu śmierci, po osiągnięciu sędziwego wieku.
Naraz oczy Alanny zogromniały ostrzegawczo i Cadsuane dostrzegła odbicie jeszcze jednej twarzy w wieku szkatułki. Odstawiła filiżankę na tacę, odłożyła tamborek, podniosła się i stanęła twarzą do drzwi. Nie spieszyła się, ale też nie zwlekała i przede wszystkim nie bawiła się w te same gierki co z Alanną.
— Skończyłaś z nią już, Aes Sedai? — zagadnęła Sorilea, wchodząc do komnaty. Pomarszczona, siwowłosa Mądra przemówiła do Cadsuane, ale jej wzrok pozostał wlepiony w Alannę. Kość słoniowa i złoto zaszczękały cicho na przegubach dłoni, które wsparła na biodrach, pozwalając, by ciemny szal zsunął się na łokcie.
Kiedy Cadsuane odparła, że istotnie skończyła, Sorilea wykonała jednoznaczny gest w stronę Alanny, która natychmiast wyszła z komnaty. Czy raczej wypadła z niej jak oparzona, z wyrazem skrajnego wzburzenia na twarzy. Sorilea odprowadziła ją krzywym spojrzeniem. Cadsuane spotykała już wcześniej tę kobietę i były to interesujące spotkania, mimo iż przelotne. Nie poznała wielu ludzi, którzy jej zdaniem zasługiwaliby na miano groźnych, ale Sorilea z pewnością się do nich zaliczała. Może nawet pod pewnymi względami dorównywała jej samej. Podejrzewała też, że ta kobieta jest równie wiekowa jak ona, może nawet starsza, a kogoś takiego nigdy nie spodziewała się poznać.
Ledwie Alanna zdążyła zniknąć, na progu stanęła Kiruna, rozkopująca swoje szare jedwabne spódnice w pośpiechu i patrząca w głąb korytarza, w kierunku, w którym zniknęła Alanna. W ręku trzymała zdobnie trawioną złotą tacę, na której stał jeszcze bardziej zdobny złoty dzban z wysoką szyjką i całkiem nie dopasowane dwa gliniane kubki z białą glazurą.
— Dlaczego Alanna biegła? — spytała. — Przyszłabym prędzej, Sorileo, ale... — W tym momencie spostrzegła Cadsuane i jej policzki okryły się najciemniejszym odcieniem purpury. Ta posągowa kobieta wyglądała wyjątkowo dziwnie, gdy się wstydziła.
— Odstaw tacę na stół, dziewczyno — powiedziała Sorilea — i idź do Chaelin. Zapewne już czeka, żeby udzielić ci lekcji.
Kiruna sztywnymi ruchami odstawiła tacę, unikając wzroku Cadsuane. Kiedy już się odwróciła w stronę wyjścia, Sorilea schwyciła ją za podbródek kościstymi palcami.
— Zaczęłaś ostatnio bardzo się starać, dziewczyno — oznajmiła Mądra. — Tylko tak dalej, a wiele osiągniesz. Bardzo dobrze. No, idź już. Chaelin nie jest tak cierpliwa jak ja.
Sorilea machnęła ręką w stronę korytarza, ale Kiruna długo się w nią jeszcze wpatrywała, nawet nie drgnąwszy, z dziwnym wyrazem twarzy. Gdyby Cadsuane miała zgadywać uczucia tamtej, powiedziałaby, że Kiruna jest zadowolona z pochwały i jednocześnie zadziwiona swoim zadowoleniem. Siwowłosa kobieta otworzyła usta i Kiruna otrząsnęła się, a potem wypadła z pokoju. Niezwykłe widowisko.
— Naprawdę uważasz, że ona nauczy się waszych sposobów tkania saidara? — spytała Cadsuane, skrywając niedowierzanie. Kiruna i pozostałe opowiadały jej o tych lekcjach, ale wiele ze splotów Mądrych zasadniczo się różniło od nauczanych w Białej Wieży. Technika tkania splotu o określonym przeznaczeniu raz na zawsze pozostawiała w umyśle jakby odcisk pierwotnego sposobu jej wykonywania, toteż nauczenie się innej metody właściwie było prawie niemożliwe, a nawet gdy taka sztuka się powiodła, to wykonywany według nowego sposobu splot prawie nigdy nie działał jak należy. To był jeden z powodów sprawiających, że niektóre siostry nie witały z otwartymi ramionami dzikusek przybywających do Wieży, niezależnie. od ich wieku; mogły umieć zbyt wiele i często trudno je było oduczyć wpojonych nawyków.
Sorilea wzruszyła ramionami.
— Nie wiadomo. Nauczenie się drugiego sposobu jest dostatecznie trudne, choćby przez brak symulacji tkania rękami, którą uprawiacie wy, Aes Sedai. Kiruna Nachiman musi się przede wszystkim nauczyć tego, że to ona posiada dumę, a nie duma ją. Będzie bardzo silną kobietą, kiedy już wbije to sobie do głowy. — Przysunęła krzesło, przyjrzała mu się z powątpiewaniem i dopiero wtedy usiadła. Wydawała się niemal tak samo sztywna i skrępowana jak przedtem Kiruna, ale władczym gestem nakazała Cadsuane usiąść, demonstrując, iż jest kobietą obdarzoną silną wolą, przyzwyczajoną do wydawania rozkazów.
Cadsuane zasiadła z powrotem na swoim krześle, tłumiąc ponury chichot. Dobrze, gdy jej przypominano, że Mądre, nieważne, czy dzikuski czy nie, żadną miarą nie zasługiwały na miano barbarzyńskich ignorantek. To oczywiste, że wiedziały, skąd rodzą się problemy. A co do tkania rękami... Nie miała okazji przyglądać im się zbyt często, ale zauważyła, że Mądre tworzą niektóre sploty bez tych gestów, które stosują siostry. Ruchy dłoni nie stanowiły tak naprawdę elementu splotu, ale z kolei towarzyszyły procesowi jego uczenia się. Być może w dawnych czasach żyły takie Aes Sedai, które potrafiły, na przykład, strzelać ognistymi kulami bez wykonywania gestu imitującego rzucanie, ale jeśli tak, to dawno temu pomarły i razem z nimi ich wiedza. Obecnie niektórych rzeczy zwyczajnie nie dawało się wykonać bez stosownych gestów. Były takie siostry, które twierdziły, że potrafią orzec, kto uczył Jakąś inną siostrę na podstawie ruchów, jakie ta wykonywała przy tkaniu swoich splotów.
— Jak dotąd uczenie dowolnej z naszych nowych uczennic okazywało się w najlepszym razie trudne — ciągnęła Sorilea. — Nie mówię tego, żeby kogoś obrazić, ale wy Aes Sedai składacie przysięgę i, jak się zdaje, natychmiast staracie się jakoś ją obejść. Alanna Mosvani jest szczególnie trudna. — Naraz spojrzenie jej zielonych oczu utkwione w Cadsuane stało się wyjątkowo przeszywające. — No bo jak mogłybyśmy ją karać za błędy, które popełnia rozmyślnie, skoro w ten sposób zadajemy ból Car’a’carnowi?
Cadsuane splotła dłonie na podołku, z wielkim trudem maskując zdziwienie. Tyle było zachodu z utrzymaniem zbrodni Alanny w tajemnicy. Tylko dlaczego ta kobieta dała jej do zrozumienia, że wie? Być może jedna rewelacja pociągała za sobą drugą.
— Więź nie działa w taki sposób — odparła. — Jeśli ją zabijecie, to on umrze albo od razu, albo krótko potem. A poza tym on wie, co się z nią dzieje, ale tak naprawdę tego nie czuje. Przebywając tak daleko jak teraz, ma jedynie mętną świadomość, jeśli w ogóle.