Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Ścieżka Sztyletów
Ścieżka Sztyletów - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Ścieżka Sztyletów

Электронная книга - «Ścieżka Sztyletów». Краткое содержание книги:

Ścieżka Sztyletów
1 ... 91 92 93 94 95 96 97 98 99 ... 197
Перейти на страницу:

Rand ściągnął rękawice i, nawet nie spojrzawszy na tacę, machnął ręką, odprawiając Boreane. W chwili gdy zeskoczył na ziemię, ze zdobnie rzeźbionej ławy ustawionej przed namiotem powstał Damer Flinn. Niemal łysy, gdyby nie kępka rozwichrzonych siwych włosów, Flinn bardziej przypominał wyobrażenie dziadka niźli Asha’mana. Niemniej jednak twardy jak wyprawiona skóra, ze sztywną nogą, znacznie lepiej poznał szeroki świat niż okolice własnej farmy. Miecz u biodra pasował doń, jakby się z nim urodził, co nie dziwiło weterana Gwardii Królowej. Rand ufał mu bardziej niż pozostałym Asha’manom. W końcu to właśnie on uratował mu życie.

Flinn zasalutował, przykładając pięść do piersi, a kiedy Rand powitał go skinieniem głowy, przykuśtykał bliżej. Zaczekał, aż stajenni odejdą z końmi, i dopiero wtedy przemówił zniżonym głosem:

— Przyjechał Torval, twierdzi, że z polecenia M’Haela. Zażyczył sobie poczekać w namiocie rady. Kazałem Narishmie go pilnować. — To Rand wydał taki rozkaz, nie bardzo zresztą pewien po co: nie wolno zostawiać bez straży nikogo, kto przybył z Czarnej Wieży. Flinn zawahał się, po czym musnął palcami Smoka wpiętego w kołnierz czarnego kaftana. — Niespecjalnie ucieszył się, słysząc, żeś nas wszystkich awansował.

— Dlaczego mnie to nie dziwi? — zadrwił cicho Rand, wpychając rękawice za pas. A ponieważ Flinn nadal miał nietęgą minę, dodał: — Wszak wszyscy na to zasłużyliście. — Zamierzał wysłać jednego z Asha’manów do Taima, Wodza, czyli M’Haela, jak go nazywali Asha’mani, ale w tej sytuacji wiadomość przekaże mu Torval. W namiocie rady? — Każ przynieść poczęstunek — poprosił Flinna, po czym dał znak Hopwilowi i Dashivie, że mają iść za nim.

Flinn znowu zasalutował, ale Rand już odchodził, rozdeptując czarne błoto. W głośnym szumie wiatru nie słyszał żadnych wiwatów na swoją cześć. A przecież kiedyś było inaczej. Jeśli to znowu nie jest jednym ze wspomnień Lewsa Therina, które mu przyszło do głowy. Lewsa Therina, o którym nie wiadomo, czy kiedykolwiek naprawdę mieszkał w jego głowie. Kolorowy błysk tuż na krawędzi pola widzenia, wrażenie, że ktoś zaraz z tyłu sięgnie ręką, dotknie go. Skoncentrował się z najwyższym wysiłkiem.

Namiot rady — wielki, z płótna w czerwone paski — ten sam, który jeszcze nie tak dawno stał na Równinach Maredo, teraz królował w samym środku obozowiska, otoczony pierścieniem gołej ziemi o średnicy trzydziestu kroków. Właściwie nigdy nie był pilnowany, chyba że Rand spotykał się z arystokratami. Ale i tak każdy, kto by próbował wślizgnąć się ukradkiem do środka, zostałby natychmiast zauważony przez tysiąc dociekliwych oczu. Trzy sztandary na wysokich masztach — Wschodzące Słońce Cairhien, Trzy Półksiężyce Łzy i Złote Pszczoły Illian — stanowiły wierzchołki trójkąta, w który namiot był wpisany, natomiast nad jego purpurowym dachem, wyżej niż pozostałe, umieszczono Sztandar Smoka oraz Sztandar Światłości. Płaty sztandarów falowały i głośno łopotały na wietrze, podmuchy były tak silne, że marszczyły nawet ściany namiotu. Wnętrze wyłożono barwnymi, obrzeżonymi frędzlami dywanami, a za całe umeblowanie służył ogromny stół, gęsty od rzeźbień i złoceń. Prawie całą powierzchnię blatu inkrustowanego kością słoniową i turkusami zakrywały teraz mapy.

Torval zadarł głowę znad map, najwyraźniej gotów użyć swego niewyparzonego języka, jeśli któryś ośmieli się mu przeszkodzić. Mężczyzna wchodzący w wiek średni, który zdawałby się wysoki przy każdym oprócz Randa albo Aiela, o wyniosłym spojrzeniu, teraz niemal trzęsący się z oburzenia. Smok i Miecz wpięte w kołnierz kaftana iskrzyły się światłem odbitym od stojących lamp, przy czym ów kaftan, z połyskliwego czarnego jedwabiu, skrojony był doskonale, jak, nie przymierzając, na jakiegoś lorda. Miecz Torvala zdobiły srebrne okucia oblane złotem, a w rękojeści płatnerz osadził czerwony klejnot. Kolejny kamień połyskiwał w pierścieniu na palcu. Jeśli robiło się z ludzi żywą broń, nie należało się potem dziwić, że stają się aroganccy, ale Rand po prostu nie lubił Torvala. I nie potrzebował rozpaczliwych zawodzeń Lewsa Therina, by być podejrzliwym w stosunku do wszystkich mężczyzn odzianych w czarne kaftany. Do jakiego stopnia ufał samemu Flinnowi? Cóż, byli jego ludźmi. Stwarzając ich, wziął za nich odpowiedzialność.

Na widok Randa Torval wyprostował się i zasalutował, ale wyraz jego twarzy prawie nie uległ zmianie. Na ustach miał szyderczy grymas, tak samo, jak wtedy, kiedy Rand zobaczył go po raz pierwszy.

— Mój Lordzie Smoku — rzekł z taraboniańskim akcentem, tonem, jakby witał równego sobie. Albo wręcz robił łaskę komuś niżej stojącemu w społecznej hierarchii. Buńczuczny ukłon zaadresowany był równocześnie do Hopwila i Dashivy. — Gratuluję podboju Illian. Wielkie zwycięstwo, czyż nie? Wino czekałoby tu na twoje przywitanie, ale ten młody... Oddany... zdaje się nie rozumieć rozkazów.

W jednym z kątów cicho zabrzęczały dzwoneczki, które Narishma wplatał w swoje długie, ciemne warkocze. Twarz mial mocno ogorzałą od południowego słońca, ale poza tym niewiele się zmienił. Starszy od Randa, choć obdarzony przez naturę obliczem tak świeżym, że zdawał się młodszy od Hopwila, czerwienił się, ale z gniewu raczej, nie z zażenowania. Przepełniała go duma ze świeżo zdobytego Miecza wpiętego w kołnierz, cicha, niemniej wyraźna. Torval uśmiechnął się do niego, niby od niechcenia i z rozbawieniem, ale w istocie groźnie. Dashiva wybuchnął krótkim śmiechem i znieruchomiał.

— Co tu robisz, Torval? — spytał obcesowo Rand. Cisnął Berło Smoka i rękawice na rozłożone mapy, za nimi poleciał pas i miecz w pochwie. Torval nie miał żadnego powodu, by studiować te mapy.

Tamten wzruszył ramionami, wyciągnął z kieszeni list i wręczył Randowi.

— To od M’Haela. — Papier był śnieżnobiały, zapieczętowany wizerunkiem smoka odciśniętym w dużym owalu z niebieskiego wosku mieniącego się złotymi plamkami. List, godny z wyglądu samego Smoka Odrodzonego, świadczył o wysokim mniemaniu, jakie Taim miał o sobie. — M’Hael kazał mi przekazać, że pogłoski o Aes Sedai i ich armii w Murandy są prawdziwe. Chodzą słuchy, że to Aes Sedai, które zbuntowały się przeciwko Tar Valon. — Torvalowi z niedowierzania aż stężały wykrzywione szyderstwem rysy. — A prawda jest taka, że one maszerują na Czarną Wieżę. Niebawem mogą się stać niebezpieczne.

Rand przełamał pieczęć.

— Ich celem jest Caemlyn, nie Czarna Wieża, toteż nie stanowią żadnego zagrożenia. Moje rozkazy były jasne. Zostawić Aes Sedai w spokoju, chyba że was zaatakują.

— Skąd pewność, że nie są niebezpieczne? — upierał się Torval. — Może ich celem jest Caemlyn, jak powiadasz, ale możesz się mylić. Zaatakują, nim się zorientujemy.

— Torval może mieć rację — wtrącił ostrożnie Dashiva. — Nie wiem, czy na twoim miejscu potrafiłbym zaufać kobietom, które wsadziły mnie do skrzyni, a poza tym te, o których mówimy, nie złożyły żadnych przysiąg. Może się mylę?

— Zostawić je w spokoju, powiedziałem! — Rand walnął z całej siły pięścią w stół i Hopwil aż podskoczył ze zdumienia. Dashiva skrzywił się z irytacją, po czym pospiesznie przybrał niewzruszony wyraz twarzy, ale Randa nastroje Dashivy nie interesowały. Przypadkiem... nie ma wątpliwości, że to tylko przypadek... jego dłoń powędrowała do Berła Smoka. Ramię aż mu zadrżało z chęci, by je unieść i wbić Torvalowi grot w samo serce. W ogóle nie potrzebował do tego szaleństwa Lewsa Therina. — Asha’mani to broń, która zostanie wymierzona w cel wskazany przeze mnie i nie będą się stroszyć niczym kury za każdym razem, gdy Taima przerazi garstka Aes Sedai jedzących wieczerzę w tej samej co on oberży. Jeśli trzeba, mogę wrócić do Wieży i wyrazić się jaśniej.

1 ... 91 92 93 94 95 96 97 98 99 ... 197
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)