Ścieżka Sztyletów
- Автор: Джордан Роберт
- Серия: Kolo czasu #8
- Язык: польский
- Переводчик: Katarzyna Karłowska
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Ścieżka Sztyletów». Краткое содержание книги:
W komnacie, do której zaprowadziła ją Corgaide, było rozkosznie ciepło, bo w marmurowych kominkach osadzonych w obu jej krańcach płonął ogień, a światło lamp rozpraszało posępny półmrok. Najwyraźniej Corgaide wydała zawczasu rozkazy, by to wszystko przygotowano, podczas kiedy Cadsuane jeszcze czekała w holu. Służąca pojawiła się równie prędko jak one, z gorącą herbatą, korzennym winem oraz ciasteczkami lukrowanymi miodem.
— Czy spodziewasz się jeszcze kogoś, Aes Sedai? — spytała Corgaide, kiedy Cadsuane postawiła swój koszyk z robótkami obok tacy, na stoliku z pozłacanymi krawędziami i nóżkami, rzeźbionym w surowe linie, podobnie jak gzyms, który był też pozłacany. Podczas wszystkich swoich wizyt w pałacu Cadsuane odnosiła nieodmienne wrażenie, że trafiła do jazu pełnego złotych rybek. Mimo światła i ciepła, deszcz bębniący za wysokimi, wąskimi oknami i szare niebo dodatkowo potęgowały to wrażenie.
— Herbata to znakomity pomysł — odparła. — Może zechcesz powiedzieć Alannie Mosvani, że chcę się z nią zobaczyć. Proszę, przekaż jej to bezzwłocznie.
Corgaide ukłoniła się, poszczękując pękiem kluczy i mrucząc z szacunkiem, że poszuka „Alanny Aes Sedai” osobiście. A wyraz powagi malujący się na jej twarzy nie zelżał na moment nawet wtedy, gdy już wychodziła. Zapewne doszukiwała się w tym poleceniu jakichś subtelności. Cadsuane zawsze starała się być bezpośrednia, kiedy to było możliwe. I w ten sposób oszukała całe rzesze ludzi, którzy nie wierzyli, że powiedziała dokładnie to, co myśli.
Uniosła wieko koszyka i wyjęła tamborek z opiętą na nim, w połowie ukończoną robótką. We wnętrzu koszyka naszyte były kieszonki, do których Cadsuane chowała przedmioty nie mające nic wspólnego z szyciem. Ręczne lusterko, szczotka i grzebień oprawione w kość słoniową, piórnik i szczelnie zakręcony kałamarz, wiele rzeczy, które od lat lubiła mieć zawsze pod ręką, w tym takie, których widok zaskoczyłby każdego, kto miałby dość odwagi, by przeszukać koszyk. Co wcale nie znaczyło, by często spuszczała go z oczu. Ustawiwszy na stoliku srebrną szkatułkę na nici, wygrzebała z niej potrzebne motki i zasiadła plecami do drzwi. Główna część haftu, męska dłoń ściskająca starożytny symbol Aes Sedai, była już ukończona. Przez czarno-biały dysk biegły pęknięcia, a dłoń starała się go scalić, albo może zmiażdżyć, niełatwo było rozstrzygnąć. Cadsuane wiedziała, co zaplanowała wyhaftować, ale czas miał dopiero pokazać, czy będzie to odpowiadało prawdzie.
Nawlekła igłę i zabrała się za haftowanie jednego z bocznych elementów, jasnoczerwonej róży. Róże, gwiazdobłyski i promienniki na przemian ze stokrotkami, rumiankami i śnieżnikami, a każdy kwiat z kolei oddzielony wstęgami nagich pokrzyw i kolczastych jeżyn. Tak, zanosiło się, że haft będzie bardzo interesujący.
Nie skończyła nawet połowy pierwszego płatka, gdy w płaskim wieczku szkatułki na nici jej oko zarejestrowało mgnienie ruchu. Umieściła ją specjalnie w takim miejscu, by odbijała drzwi. Nie podniosła oczu znad tamborka. Na progu stała Alanna, wpatrzona złym wzrokiem w jej plecy. Cadsuane nie przerwała pracy, ale obserwowała odbicie kątem oka. Alanna dwukrotnie odwracała się, jakby chciała odejść, ale ostatecznie wyprężyła się, wyraźnie zbierając się w sobie wewnętrznie.
— Wejdź, Alanno. — Nadal nie podnosząc głowy, Cadsuane wskazała przestrzeń przed swoim krzesłem. — Stań sobie tutaj. — Uśmiechnęła się złośliwie, kiedy Alanna niemal podskoczyła. Bycie legendą dawało niekiedy pewne korzyści, zwłaszcza że ludzie, którzy mieli do czynienia z legendą, rzadko kiedy zauważali coś, co było oczywiste.
Alanna wkroczyła do pokoju, poświstując jedwabnymi spódnicami, i z nadętą miną stanęła tam, gdzie jej kazała Cadsuane.
— Dlaczego tak się nade mną pastwisz? — spytała podniesionym tonem. — Nie powiem ci nic więcej prócz tego, co już powiedziałam. Nie wiem zresztą, z jakiej racji miałabym cokolwiek ci mówić! On należy do!... — Urwała raptownie, zagryzając dolną wargę, ale równie dobrze mogła dokończyć zdanie. Że młody al’Thor należał do niej, że to jej Strażnik. Miała czelność tak myśleć!
— Zatrzymałam dla siebie prawdę o twojej zbrodni — odrzekła cicho Cadsuane — bo nie widziałam powodu, by dodatkowo gmatwać sprawy. — Podniosła wreszcie wzrok na swoją rozmówczynię i nadal przemawiała łagodnym głosem. — Ale jeśli ci się zdaje, że w związku z tym rezygnuję z pomysłu drążenia cię tak, jak się drąży kapustę, to zastanów się raz jeszcze.
Alanna zesztywniała. I nagle wokół niej rozkwitła łuna saidara.
— Proszę bardzo, możesz się wygłupiać, jeżeli już koniecznie chcesz. — Na twarzy Cadsuane pojawił się zimny uśmiech. Sama nie wykonała żadnego ruchu, by objąć saidara. Czuła chłód bijący od jednej z ozdób zwisających z jej włosów, splecionych złotych półksiężyców, które dotykały jej skroni. — Nic ci dotąd nie zrobiłam, ale moja cierpliwość nie jest wieczna. W rzeczy samej trzyma się, można by rzec, na cienkiej nitce.
Alanna zmagała się wewnętrznie, machinalnie wygładzając niebieski jedwab. Aż w pewnym momencie łuna Mocy zgasła, a ona gwałtownie odwróciła głowę od Cadsuane, potrząsając długimi czarnymi włosami.
— Nie mam już nic więcej do powiedzenia. — Wypowiedziała te słowa posępnym tonem, ledwie wkładając w nie dość tchu, by były słyszalne. — Był ranny, a potem przestał być ranny, ale nie sądzę, by Uzdrawiała go któraś z sióstr. Wciąż męczy się z ranami, których nikt mu nie Uzdrowił. Poza tym stale się przemieszcza, Podróżuje, ale nadal przebywa na południu. Wydaje mi się, że teraz jest w Illian, ale z tego, co mi wiadomo, równie dobrze mógł udać się do Łzy. Przepełniają go złość, ból i podejrzenia. I to jest wszystko, co wiem, Cadsuane. Nie mam nic więcej do dodania!
Uważając, żeby się nie oparzyć srebrnym dzbankiem, Cadsuane nalała herbatę do filiżanki, sprawdzając, czy naczynie z cienkiej zielonej porcelany jest ciepłe. Jak należało się spodziewać, herbata w srebrnym dzbanku prędko ostygła. Przeniosła krótko, żeby ją podgrzać. Ciemna herbata za mocno smakowała miętą, Cairhienianie, jej zdaniem, nadużywali mięty. Nie zaoferowała Alannie herbaty. Podróżował. Jakim sposobem ten chłopiec odkrył na nowo wiedzę, którą Biała Wieża utraciła wraz z Pęknięciem?