Zaginiona Ewangelia
- Автор: Уоллес Ирвин
- Язык: польский
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «Zaginiona Ewangelia». Краткое содержание книги:
Wąskie usta de Vroome'a znów ułożyły się w pobłażliwy uśmieszek.
– A pan jest zdania, że oni chcą tego samego co ja i wielka rzesza innych ludzi? Proszę ich o to zapytać. Niech pan ich spyta, dlaczego zwalczają mój ruch, jeżeli nie wyłącznie z chęci zachowania hierarchii i anachronicznych metod działania. Niech pan zapyta, dlaczego w kwestiach etyki chrześcijańskiej wahają się zawsze pomiędzy zatwardziałym fanatyzmem a kompromisem. Kompromis to lenistwo. Fanatyzm zaś to nadmiar entuzjazmu, a co za tym idzie brak miłości. Jest jednak trzecia droga, droga reagowania na potrzeby naszych bliskich i sąsiadów. Niech pan zapyta swoich wspólników, czy zgodzą się porzucić dogmatyczne nauki i przyzwolić na swobodną dyskusję. Niech pan zapyta, co robią… tu i teraz… w sprawach rasowych, ubóstwa albo nierównego rozdziału dóbr. Niech pan zapyta, czy zrezygnują ze swych rozrośniętych instytucji na rzecz uniwersalnej wspólnoty chrześcijan, w której ksiądz czy pastor nie jest kimś szczególnym, nie jest dygnitarzem, lecz raczej sługą rozwijającym życie duchowe tych, którzy go zatrudniają. Niech im pan zada te pytania, panie Randall, a kiedy panu odpowiedzą, zrozumie pan coś, czego oni nie chcą zrozumieć… że podstawową kwestią życiową nie jest przygotowanie się na to, co będzie po śmierci, lecz praca nad stworzeniem nieba tutaj i teraz, na ziemi. – De Vroome przerwał, przez chwilę wpatrywał się w Randalla, po czym mówił dalej, ważąc każde słowo. – Co do tej tajemniczej Biblii, którą przygotowują pańscy przyjaciele, to niezależnie od jej zawartości, od dobrych wieści, które może zawierać, i od sensacji, którą może wywołać… nie jest to owoc miłości. Motywacja wydawców tej księgi jest równie obrzydliwa co grzeszna. Ich wyłącznym celem jest zysk. Natomiast ortodoksyjnym teologom chodzi głównie o odciągnięcie ludzi od ziemskich reform, o zastraszenie ich tak, by powrócili do starej beznadziei, do Kościoła rytuałów, mistycyzmu i złudzeń. Zapewniam pana, że chcą tą swoją nową Biblią zetrzeć mnie na proch i zniszczyć podziemny Kościół. Tak, tak, panie Randall, ich motywacja jest obrzydliwa i grzeszna.
– Muszę zaprotestować, pastorze. – Randall podniósł głos. – Naprawdę uważam, że posuwa się pan za daleko. Takie zarzuty wobec wydawców mogą być uzasadnione, i choć sądzę, że ocenia ich pan zbyt surowo, nie jestem w stanie ręczyć za ich motywację. Poznałem jednak także innych członków zespołu i są to ludzie oddani, z gruntu uczciwi, którzy ze szczerym przekonaniem bronią tego, co uznali za boskie objawienie. Chociażby profesor Jeffries z Oksfordu, pierwszy, którego poznałem. Wierzę głęboko, że zaangażował się w projekt, powodowany wyłącznie oddaniem sprawie i duchowym…
Pastor de Vroome podniósł rękę, przerywając mu.
– Niech pan już nic nie mówi. Chociażby profesor Jeffries, powiada pan. Otóż Jeffries to właśnie doskonały przykład tego, o czym mówię. Nie przeczę, że to człowiek oddany nauce, nie kwestionuję też jego religijnego zapału. Lecz biorąc udział w tworzeniu nowej Biblii, Jeffries kieruje się zupełnie innymi motywami. Są to rachuby czysto polityczne.
– Polityczne? – zdziwił się Randall. – Trudno mi w to uwierzyć.
– Trudno panu? A czy słyszał pan kiedyś o Światowej Radzie Kościołów?
– Oczywiście. Mój ojciec jest duchownym, nieraz o niej mówił.
– Czy wie pan coś bliższego na ten temat? – napierał de Yroome.
Randall się zawahał.
– Jestto… jak pamiętam… międzynarodowa organizacja skupiająca większość Kościołów protestanckich. Ale szczegółów nie znam.
– Zaraz je panu przedstawię i przy okazji odmaluję wyraźniejszy portret naszego altruistycznego profesora Jeffriesa – rzekł de Vroome. Jego oblicze jakby stężało, głos nabrał twardych tonów. – Światowa Rada Kościołów w Genewie reprezentuje dwieście trzydzieści dziewięć Kościołów protestanckich, anglikańskich, prawosławnych i orientalnych z dziewięćdziesięciu krajów. Skupiają one czterysta milionów wiernych na całym świecie. Rada jest jedyną organizacją religijną, która swym potencjałem i autorytetem może się równać z Watykanem. Jednakże od swego powstania w roku tysiąc dziewięćset czterdziestym ósmym w Amsterdamie nigdy, aż po dziś dzień, nie przypominała Watykanu pod żadnym względem. Jak to określił jej sekretarz generalny podczas pierwszego zgromadzenia, jest ona „RadąKościołów, a nie Radąjednego niepodzielnego Kościoła". Natomiast trzecie zgromadzenie obwieściło z Indii: „Światowa Rada Kościołów to wspólnota Kościołów uznających Jezusa Chrystusa jako Boga i Zbawiciela w zgodzie z Pismem Świętym". Krótko mówiąc, jest to ciało złożone z luźno ze sobą powiązanych Kościołów o różnym zapleczu społecznym i rasowym, poszukujących porozumienia, dążących do zjednoczenia chrześcijan, budujących konsensus między wiarą a działalnością społeczną. Między zgromadzeniami zwoływanymi co pięć, sześć lat władzę w radzie sprawują jej komitet centralny i komitet wykonawczy. Tym samym dwa najważniejsze stanowiska w radzie to funkcja sekretarza generalnego, który pracuje na pełnym etacie, oraz przewodniczącego, który pełni tę funkcję honorowo. Większy wpływ na organizację ma sekretarz generalny, który kieruje w Genewie biurem z dwoma setkami pracowników, odgrywa rolę łącznika pomiędzy Kościołami i jest rzecznikiem rady, reprezentującym ją na zewnątrz.
– Ale nie dysponuje formalną władzą? – zapytał Randall.
– W obecnym stanie rzeczy zdecydowanie nie – odparł de Vroome. – Sekretarz nie sprawuje władzy, ma jednak, jak powiedziałem, wielkie wpływy. I tu wracamy do pańskiego uczonego i uduchowionego idealisty profesora Bernarda Jeffriesa. Hierarchia ortodoksów, wyższe duchowieństwo i zatwardziali konserwatyści, planuje zdominowanie następnego zgromadzenia rady i osadzenie Jeffriesa na stanowisku sekretarza generalnego, a potem przekształcenie rady przy jego pomocy w protestancki Watykan z kwaterą główną w Genewie. Konserwatyści chcą znowu rządzić poprzez edykty i zakazy, zwrócić wyznawców z powrotem ku ślepej wierze i zniszczyć nadzieję na przekształcenie religii w żywe doświadczenie człowieka. A czym chcą się posłużyć, dążąc do osiągnięcia swoich celów? Oczywiście propagandowym szumem, wywołanym przez nową Biblię, którą przygotowują pańscy koledzy w zespole Drugiego Zmartwychwstania.
Słuchając pastora, Randall przypomniał sobie, że już raz słyszał nazwisko Jeffriesa w powiązaniu ze Światową Radą. Mówiła o tym Valerie Hughes, narzeczona Knighta. Wówczas jednak brzmiało to jakoś składnie i logicznie. Wersja de Vroome'a ukazywała motywację kandydata w zupełnie innym, bardzo niekorzystnym świetle.
– Czy profesor Jeffries wie o tych zamysłach konserwatystów? – zapytał.
– Czy o nich wie? – odparł de Vroome. – To on właśnie kieruje całą tą machinacją, prowadzi potajemnie aktywną politykę, która ma go wynieść do władzy. Dysponuję kopiami korespondencji między Jeffriesem i jego spiskowcami, mogę dowieść każdego mojego słowa.
– Czy uważa pan, że ten plan może się powieść?
– Może się powieść, jeżeli nowa Biblia zapewni mu odpowiednią reklamę i uznanie w kręgach konserwatystów.
– Zadam to pytanie jeszcze inaczej – powiedział Randall. – Czy pańskim zdaniem Jeffriesowi się uda?
– Nie – odparł głucho de Vroome z bladym uśmiechem. – Nie uda się ani jemu, ani całej reszcie.
– Dlaczego?
– Ponieważ zamierzam ich powstrzymać. I zrobię to poprzez usunięcie trampoliny, z której Jeffries chce się wybić na czoło, to znaczy przygotowywanej przez was nowej Biblii. Zdyskredytuję ją i zniszczę, zanim zdążycie poinformować opinię publiczną o jej wydaniu i dotrzeć z nią do ludzi. Gdy tego dokonam, sekretarzem generalnym Światowej Rady Kościołów zostanie zupełnie ktoś inny. Tak, panie Randall, ja sam zamierzam zostać następnym sekretarzem generalnym.