Lord z planety Ziemia
- Автор: Лукьяненко Сергей Васильевич
- Язык: польский
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Lord z planety Ziemia». Краткое содержание книги:
Zaczął grzebać w leżącym na trawie plecaku. Ten element wyposażenia turystycznego prawie się nie zmienił: te same paski i sprzączki, kieszenie na bokach, pomarańczowy materiał, już nieco wypłowiały od słońca.
Dziadek wyciągnął ze sterty kolorowych szmat płaską szklaną butelkę z przezroczystym brązowym płynem i podał mi.
– Koniak? – spytałem, nie patrząc na etykietkę. Może niesłusznie; kto wie, czy w XXII wieku ten napój nie stał się antykwaryczną rzadkością. Ale pytanie nie wzbudziło podejrzeń.
– Tak. Siedmioletni kutuzow.
Z zainteresowaniem przyjrzałem się etykietce. Przesadnie kiczowata, pstrokata, jakby na przekór surowej nalepce napoleona. W milczeniu i uroczyście rozlaliśmy koniak do szklaneczek, które podał nam Vic. Dał trzy, ale dziadek jakby nie zwrócił na to uwagi. Dopiero gdy upiliśmy łyk, dorzucił:
– Nie znakuj, Vic. Bo się skontaktuję z ojcem.
Chłopak nie zaprotestował.
Drugą porcję koniaku dziadek poprzedził toastem:
– Za Ziemię.
Skinąłem głową. Można wypić za Ziemię, a można też za Fangów czy chronokolonistów. Koniak sam w sobie też wart był oddzielnego toastu. Ten napoleon, który miałem okazję kiedyś próbować, tani, rozlewany w Polsce, był znacznie gorszy.
– Mike, muszę… dostać się do najbliższego miasta. Jak najszybciej.
– Nie masz fonu? – Dziadek uśmiechnął się, jakby uznając retoryczność tego pytania. Czy naprawdę bierze mnie za kosmicznego zwiadowcę?
Pokręciłem głową.
– My też nie mamy łączności. Andriej trzyma w ukryciu awaryjny wzywnik. To pilny przypadek?
– Nie. Tylko kaprys.
Dziadek skinął głową.
– Dla roaderato wystarczający powód, dla służb transportowych nie. Wyjmij mapę z plecaka i poszukaj najbliższego punktu łączności. Oczywiście, jeśli nie jesteś zainteresowany pieszą wędrówką do Irkucka.
Aha, czyli rzeczywiście jesteśmy nad Bajkałem. Ciekawe, czy Irkuck jest rzeczywiście najbliższym „terenem zasiedlonym”? A może moje słowa o mieście Mike wziął dosłownie?
Mapę znalazłem w cienkim mapniku razem z jakimiś papierami i okrągłym złotym medalionem, ze znakiem dokładnie takim, jaki i Vic nosił na łańcuszku. Spojrzałem na mapę i poczułem się jak kompletny kretyn. To była mapa Ziemi w skali jeden do dwudziestu milionów, w kształcie dwunastoramiennej gwiazdy, z rozciągniętymi na niej kontynentami. Wyglądała jak wydrukowana na zwykłym papierze, ale obok niebieskiej plamki Bajkału płonął oślepiający rubinowy punkt. Pewnie nasze współrzędne.
– Nie trzeba – odezwał się nagle Vic. – Punkt łączności jest pięć kilometrów na północ.
Dziadek rzucił Vicowi badawcze spojrzenie.
– Skąd wiesz?
– Patrzyłem wczoraj – odpowiedział nastolatek z niezrozumiałym dla mnie podtekstem.
– Jasne.
Zapadła cisza. Patrzyłem to na Mike’a, to na Vica. Coś się działo…
– Zaczekać na ciebie? – zapytał Dziadek.
Vic pokręcił głową.
– W takim razie odprowadź Siergieja.
– Oczywiście. Wezmę plecak.
– Poprosić Andrieja o wzywnik?
– Nie warto. – Vic poklepał znak na piersi. – Nie mam kompleksów, Dziadku. Jeśli będzie trzeba, złamię znak.
– Pożegnasz się?
– Pozdrowienia dla Christy.
Vic wstał i skinął na mnie.
– Chodźmy, odprowadzę cię.
Zajrzał do namiotu, wziął swój prawie pusty pomarańczowy plecak, identyczny jak ten Mike’a. Nie oglądając się, zaczął się oddalać ode mnie, Dziadka i ogniska.
– Pozdrów ojca – rzucił za nim Mike i podał mi rękę. – Dogoń go. Wiatru w twarz, spotkamy się w drodze.
– Wiatru w twarz – powtórzyłem. – Dziękuję za śniadanie. I za napój z butelki.
W głowie mi lekko szumiało. Wstałem i powędrowałem za Vikiem. Chłopiec szedł tym pozornie niespiesznym krokiem, który w ciągu godziny wykończyłby każdego zawodowca.
Przez dziesięć minut szliśmy w milczeniu. W końcu odezwał się Vic, nie patrząc na mnie:
– Wyczułem cię wczoraj wieczorem, zaraz po hiperprzejściu. Bardzo się czegoś przestraszyłeś.
– Wpadłem do wody i nie zobaczyłem brzegu – odpowiedziałem po sekundzie wahania. – Skąd wiesz o hiperprzejściu?
– Sygnał pojawił się nagle. – Vic poprawił plecak i dodał: – Nie bój się, nie czytam myśli. Tylko emocje.
– Nie boję się.
Znowu milczenie. Weszliśmy na niewysokie wzgórze. Wiał równy, zimny wiatr. Znowu odezwał się Vic:
– Nie marznę, przecież jestem roaderem. Nie musisz mi proponować kurtki, to byłoby śmieszne. – Uśmiechnął się. – Masz bardzo wyraźne emocje. Biegunowe. Nie gniewaj się.
Wzruszyłem ramionami. Rozmowa z półtelepatą to niezły sprawdzian wytrzymałości.
– Troska… ochrona… opiekuńczość – ciągnął Via – Boisz się o swoją dziewczynę?
– Tak – powiedziałem, powoli wpadając w złość.
– A także przeciwne emocje. Agresja… wściekłość… nienawiść. Nie chciałbym być twoim wrogiem. I nie zazdroszczę człowiekowi, któremu udało się nim zostać. Siergiej, mogę cię prosić o szczerość?
– I tak wyczujesz fałsz. Pytaj, Via – Jak to jest, zabijać naprawdę? Co czujesz? Strach? Żal? Wstręt?
Stanęliśmy. Vic patrzył na mnie z ciekawością. Udawanie nie miało sensu.
– Różnie, Via Czasem nawet obojętność.
– To źle – powiedział poważnie Via Najgorzej jak tylko może być. Ale czy można zabijać na niby?
– Na filmach z mentalną podkładką. Ale w nich wszystko trzeba filtrować, bo wiadomo, że kłamią. Wybacz pytanie. To między nami, na wyjście zero.
– Do diabła z tym waszym slangiem – nie wytrzymałem. – Jesteś człowiekiem czy komputerem?
– Człowiekiem. Popatrz, Siergiej, tam jest Andriej z parą na brzegu.
Popatrzyłem w tamtą stronę. Powietrze było czyste, mimo dużej odległości dało się dojrzeć nadmuchany, połyskujący jak szkło materac. I trzy osoby na nim.
Więc to takie zabawy.
Kilka razy wciągnąłem i wypuściłem powietrze. Popatrzyłem na Vica. Twarz mi płonęła.
– Podoba ci się? – zapytał twardo Via – Klnij, może ci ulży.
– Ile lat ma Den?
Nie wiem. Ale ma Znak, w takich wypadkach nie pyta się o wiek. Andriej ma piętnaście, Christa czternaście. Chyba.
– Chodźmy.
– Tylko nie do nich. Oni mają Znaki, rozumiesz? Mogą robić, co chcą, jeśli tylko nie przeszkadzają innym.
Przeszkadzają mnie, Uspokój się… – poprosił Via Poczułem, że gniew odpływa. Pozostało zakłopotanie i idiotyczna myśl – czy Vic brał udział w takich zabawach?
– Nie. Nigdy. Chodźmy, nie zdołam cię długo powstrzymywać.
I też jestem głodny.
W milczeniu poszedł dalej. Postałem chwilę i ruszyłem za nim. Gdy pokonaliśmy wzgórze, zażądałem:
– Przerwij powstrzymywanie. I nie wtrącaj się więcej do moich emocji.
– Już przerwałem. Widzisz tę iskrę przed nami? Wytężyłem wzrok. Trzy kilometry od nas nad ziemią połyskiwała srebrzysta kreseczka…
– Antena. Możesz wezwać flaer… Nie, lepiej ja wezwę. Przecież nie masz Znaku.
– Słuchaj, Via Nie jesteś ciekaw, kim jestem? Człowiek bez Znaku, który niczego nie rozumie i kłamie na każdym kroku… A może jednak czytasz w myślach?
– Nie! – zawołał z wyraźną urazą Via – Jestem ciekaw, ale lepiej nic nie mów.
– Nie chcesz się mieszać do cudzych tajemnic?
Odpowiedział nie od razu.
– Nie chcę stracić tej tajemnicy. Nigdy nie miałem tajemnic, Siergiej. Wszystkiego można się dowiedzieć, na dowolne pytanie znaleźć odpowiedź. Zwłaszcza gdy umiesz czytać emocje. A ty się nie otwierasz. Pozwól mi się pomęczyć.