Ucieczka z Festung Breslau
- Автор: Земянский Анджей
- Год: 2009
- Язык: польский
- Год: Wydawnictwo Dolnośląskie
- ISBN: 978-83-245-8895-4
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «Ucieczka z Festung Breslau». Краткое содержание книги:
-W czym mogę ci pomóc, ważniaku?
-Twój Miś Ważniaczek jest teraz zbitym misiem i potrzebuje ukojenia.
-Oj - zatroskała się. - Kto ci zrobił krzywdę?
-Byłem u waszych kolegów obok. - Wskazał głową odpowiednią ścianę. - U tych czarniawych, u których już farba z sufitu odpada, bo ją odrapali nosami.
Uśmiechnęła się.
-Kto cię tak skatował? Czyżby ten twój kolekcjoner dóbr doczesnych?
Położył przed nią na stole grubą teczkę z napisem „Ściśle tajne” i pieczęciami gestapo.
-Dostałem bardzo dziwną sprawę. I to od nich.
Zdziwiona podniosła brwi.
-Hm?
-Dokładnie tak, jak myślisz. Niby nic, chodzi o zwykłe kradzieże dzieł sztuki, ale ktoś sądzi, że to sprawa polityczna, wręcz wojskowa i wrąbią w to bagno Abwehrę.
Przytaknęła. Nikt nie mógłby sądzić, że to normalna procedura. Co ma kontrwywiad do dzieł sztuki? Nawet rabowanych na masową skalę. Ona też poczuła ten subtelny smród wewnętrznych rozgrywek. Ktoś dał rozkaz, ktoś czegoś chciał. Pytanie: czego?
Schielke zaczął kłamać.
-W aktach pojawia się nazwisko Holmes. I tak nie wiem... Może wy macie pojęcie, o kogo chodzi? Jakiś przestępca?
Wzruszyła ramionami. Czemu nie? Nazwisko było jej dobrze znane z lektur dzieciństwa i wyraźnie ją podnieciło. Uruchomiła supernowoczesne amerykańskie urządzenie do dziurkowania kart. Jankesi, a konkretnie firma IBM, sprzedali je Niemcom tuż przed wojną, właśnie w Breslau. Służyło do ewidencjonowania Żydów skazanych na śmierć. Ale świetnie nadawało się też do celów archiwalnych. H.O.L.M.E.S. wystukała na klawiaturze. Coś zaszumiało i zaterkotało. Po chwili miała już w ręku perforowaną kartę. Podeszła do innego urządzenia i wsunęła ją do czytnika. Terkot był dużo głośniejszy. Ale po chwili miała już w ręku fiszkę z drukiem. Na chwilę zniknęła pomiędzy półkami pełnymi opasłych akt. Wróciła po niespełna minucie z teczką w ręce.
-Holmes. - Sprawnie rozwiązała tasiemki. Położyła teczkę na biurku i zaczęła wertować papiery. - Holmes... Szykuj się na wielkie zdziwienie, ważniaku.
-Zamieniam się w słuch.
-Ten twój złodziej dzieł sztuki wcale nie jest złodziejem. To agent polskiego wywiadu, spadochroniarz zrzucony za linią frontu przez Rosjan ponad rok temu. Kripo wywęszyło bardzo niewiele po jakimś zamachu na Dworcu Głównym. Ale szybko okazało się, że to nie był zamach terrorystyczny, tylko chodziło o likwidację kogoś ważnego.
-Kogo?
Uśmiechnęła się swoim nieprzyzwoitym, lisim skrzywieniem warg.
-Ktoś w aktach zamazał nazwisko czarnym atramentem. Może w geście żałoby? - zakpiła. - Ta czerń jakby trochę koresponduje z powagą pogrzebu.
Po cichu samymi wargami powiedziała: „Paul Liske”. I dodała ciągle bezgłośnie: „To była egzekucja”.
Zrozumiał natychmiast. Paul Liske, szef referatu „Obce Armie Wschód”, a dokładnie działu zajmującego się wywiadem tych armii. Istotnie egzekucja, widocznie dowiedział się czegoś, co miało pozostać tajemnicą. A to, że w wyniku wybuchu bomby zginęło kilkunastu niewinnych Niemców? A co to obchodziło polski wywiad? Paru Niemców mniej. Pamiętał tę sprawę wałkowaną na odprawach jako przykład złej koordynacji pracy różnych służb.
-Wiemy o nim coś jeszcze?
-Nie wiemy - odparła. - Błyskawicznie sprawę zabrała nam taka wredna organizacja.
-Gestapo?
-Nie. Twoja macierzysta Abwehra. - Dziewczyna uśmiechnęła się sympatycznie. - A o to, co wam później czarniawi zabrali, możesz pytać tylko polityków z wyższego szczebla.
No ładnie. Ale bagno. Niemniej informacja była konkretna. Coś o Holmesie musiało być w jego własnym archiwum.
-No bardzo ci dziękuję.
-No bardzo cię proszę. - Roześmiała się, dygając jak uczennica gimnazjum. - Ale mam też propozycję rozmowy na dzisiejszy wieczór.
-Tak? - Popatrzył z wyraźnym zainteresowaniem.
-Wiesz, kripo nienawidzi gestapo z gorącą wzajemnością. Ale nie dotyczy to sekretarek, archiwistek i sprzątaczek. Dowiem się czegoś przed dzisiejszą kolacją.
Zdjął czapkę i uklęknął.
-Rito, czuję się uwiedziony.
-Hola, hola, jeszcze się nade mną napracujesz, ważniaku.
Spojrzał jej prosto w oczy. Powiedział stanowczo:
-Najbardziej lubię, kiedy obowiązek wobec ojczyzny i uczciwa praca wiążą się z najcudowniejszą przyjemnością.
Roześmiała się, słysząc te słowa.
Wpadł do swojego biura jak w gorączce. Rzucił płaszcz na biurko, czapkę na krzesło i szarpiąc się z szalikiem, podniósł słuchawkę telefonu.
-Dział akt? - ryknął. - Wszystko na temat agenta o kryptonimie Holmes do mnie na biurko, natychmiast. Akta zamachu na Paula Liskego również. Sprawa priorytetowa dla RS HA. Chcę mieć wszystko u siebie za sekundę!
Straszył jeszcze przez dłuższą chwilę, obserwując, czy nos mu się nie wydłuża. Ale nie, jakby potwierdzało się, że opowieść o nosie Pinokia wydłużającym się z powodu kłamstw to jednak bajka. Odłożył słuchawkę i zaparzył sobie mocnej herbaty. Plusem pracy w Breslau było to, że właściwie ciągle wszystko można tu było dostać. Chińska zielona herbata? Nie ma problemu. Zalał wrzątkiem kubeczek. Potem przez specjalne sitko wylał napar do zlewu i zalał jeszcze raz. No, teraz sicher. Posłodził niewielką ilością cukru, co. Chińczycy uznawali za barbarzyństwo. No ale w końcu był barbarzyńcą. Durnym Germaninem gdzieś na krańcach upadającego cesarstwa Zachodu. Wzdrygnął się na myśl o wschodnich hordach mających niebawem ogarnąć to terytorium. Ciekawe, co czul rzymski cesarz, słysząc o postępach Atylli? Nie miał radia, nie miał dokładnych map, nie dysponował wojskowym kontrwywiadem. Czy widział upadek imperium? Czy zdołał się zabezpieczyć? I czy w szeregach najeźdźców dostrzegł swojego Holmesa?
Zaskoczyła go sekretarka szefa, która ukazała się w drzwiach.
-Proszę, to są zamówione materiały. - Położyła na biurku kilka teczek. - Trzeba tu pokwitować. - Podsunęła papier.
Pokwitować? Pierwszy raz go o to proszono. Oczywiście, teoretycznie wiedział, że materiały szczególnej wagi musiały być kwitowane. Ale te? Odebrane przez inne służby śledztwo? Dopiero po chwili zrozumiał, że to szef chciał podkreślić, gdzie jest miejsce Schielkego. Boże, hordy barbarzyńców zalewały Germanię jak powódź, a tu w murach jej ostatniej twierdzy ważne były drobne gierki pomiędzy obrońcami. Wzruszył ramionami i podpisał formularz. Mimo to, mimo kompletnego nieprzygotowania, mimo braku specjalistycznego uzbrojenia, mimo wewnętrznych walk pomiędzy tymi, którzy powinni stać zjednoczeni na murach, czuł, że Breslau będzie ostatnią twierdzą Rzeszy. Kiedy ona upadnie, upadnie też tysiącletni mit.
O mało nie zgniótł własnej czapki, siadając na krzesło - tak mu się spieszyło. Odsunął na bok teczkę, którą przyniósł z gestapo i zajął się czytaniem własnych materiałów kontrwywiadu. Tak jak się spodziewał, nie mogło tu być żadnych rewelacji. Nie bez kozery ktoś na górze, zdenerwowany opieszałością, zabrał sprawę Abwehrze i przekazał gestapo. Ale Schielke miał wyjątkową umiejętność dociekania. Przeglądał papier po papierze, dokument po dokumencie.
Kontrwywiad znał pseudonim „Holmes” wyłącznie z nasłuchów radiowych. System „Iryda” nie mógł złamać radzieckich kodów jednorazowych, więc wiedziano o nim jedynie tyle, że nadawał z Breslau i był agentem radzieckim. Pierwszą, niewielką wpadkę jego siatka zaliczyła, kiedy zupełnym przypadkiem wpadł jej kurier. Osoba o trzeciorzędnym znaczeniu. Przejęto jednak kilka niestety niezbyt ważnych dokumentów. Okazało się, że „The Holmes” jest Polakiem i służy polskiemu wywiadowi przy tak zwanej armii Berlinga. Jest majorem, policjantem w cywilu, nie pała specjalną miłością do Rosjan, ponieważ po tysiąc dziewięćset trzydziestym dziewiątym roku „zwiedził” kilka wysp leżących w archipelagu Gułag. Jako spadochroniarz też niezbyt się wykazał, bo podczas jedynego skoku wykonanego w życiu, za linią niemieckiego frontu złamał nogę i do dziś utyka. Ma problemy z nadwagą, silnie łysieje, trzęsie mu się prawa ręka.