Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Ucieczka z Festung Breslau
Ucieczka z Festung Breslau - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Ucieczka z Festung Breslau

Электронная книга - «Ucieczka z Festung Breslau». Краткое содержание книги:

Wrocław, ostatnie miesiące wojny. Oficer Abwehry, Dieter Schielke, przydzielony zostaje do śledztwa, mającego wyjaśnić okoliczności śmierci osób, przygotowujących do wywozu dzieła sztuki. Pomaga mu w tym urocza archiwistka i tajemniczy The Holmes. Wszystko byłoby proste, gdyby nie fakt, że nikt nie jest tym, za kogo się podaje...
1 ... 9 10 11 12 13 14 15 16 17 ... 101
Перейти на страницу:

-Cześć, ważniaku.

Odwrócił się gwałtownie.

-Witaj, światłości mojego życia.

Podał jej pęk sosnowych gałęzi kupionych w kwiaciarni. Święta tuż, tuż, choinki były wszędzie.

-Mówisz, że przypominam jeża? - zapytała z uśmiechem.

-Jeśli już jesteśmy przy zwierzęcych alegoriach, to raczej pancernika!

-Aha. A wolałbyś, żebym z wyglądu przypominała gazelę?

-Nie, piękna. Z wyglądu to przypominasz rajskiego ptaka.

Doceniła komplement i refleks. Rzuciła spojrzenie numer dziewięćdziesiąt trzy. Zabójcze dla wszystkich mężczyzn w zasięgu wzroku. Takich spojrzeń powinna zakazać Konwencja Genewska, bo przez nie mężczyźni wywołują wojny, choćby na przykład wojnę trojańską ewidentnie wywołaną oczami Heleny.

A Napoleon to niby po co ruszy! na Rosję? Bo pani agent polskiego wywiadu Walewska też pięknie trzepotała rzęsami? Przykłady można by mnożyć. Schielke miał tylko nadzieję, że Hitler w trzydziestym dziewiątym nie patrzył w oczy Goebbelsa. On sam jednak był właśnie gotowy ruszyć do boju nawet bez granatów przeciwko czołgom. Cel osobistego blitzkriegu Schielkego powstrzymał jednak ofensywę, dotykając jego policzka.

-Są piękne. - Przytknęła gałązki do nosa. - Ślicznie pachną. Dziękuję.

No i załatwiła go. Jego, świat owca i świntucha, potwornie wyszkolonego w damsko-męskich gierkach uwodziciela! Wybąkał jakieś głupie „cala przyjemność po mojej stronie” i prawdę powiedziawszy, nie wiedział, co dodać więcej. Gałązki istotnie pachniały - zapachem, który czuł Napoleon pod Waterloo! Smrodem, który łechtał nozdrza przodków Schielkego pod Grunwaldem i tu niedaleko, na Hundsfeld. Wonią, która owiewała Hiszpanów pod Somosierrą. Wszystkie zbite samce czuły się tak samo, kiedy dotrze do nich, że tego dnia nie zbliżą się do celu ani o krok. A przecież z pozoru nic się nie stało. Jedynie spojrzenie numer dziewięćdziesiąt trzy przeszło w spojrzenie numer dwadzieścia dwa.

-Dowiedziałaś się czegoś? - spytał rzeczowo.

-Tak.

Spojrzał spod daszka czapki.

-Mmm?

-Krupmann uderzy jutro, dokładnie o dziesiątej piętnaście. W Piwnicy Świdnickiej.

Jest! Dostał możliwość wykonania idealnego snajperskiego strzału w samą dziesiątkę. Rita pomogła mu zostać Wilhelmem Tellem. Była rasowym psem myśliwskim, który wystawiał zdobycz pod sam nos Strzelca.

-Dzięki. - Teraz on rzucił samcze, groźne spojrzenie. - Nasza kasa biletowa jest coraz bliżej. Kolejka przeciwności wyraźnie się skraca.

-Cieszy mnie, że powiedziałeś „nasza”.

-Jeśli sądzisz, że przestanę cię napastować, molestować i czynić nieprzyzwoite propozycje, to jesteś w wielkim błędzie.

Znowu się roześmiała.

-Nic nie stoi na przeszkodzie, żebyś mnie z tego błędu wyprowadzał.

Teraz on docenił jej refleks. Lekko skłonił głowę.

-Wiesz już, co robić? — spytała.

-Nie - odpowiedział szczerze. - Ale jutro to zrobię.

Zaczęła się śmiać już całkiem otwarcie.

-Jesteś uroczy, ważniaku.

-Uwielbiam, jak kobiety tak o mnie mówią.

Podał jej rękę i ruszyli na spacer w stronę wielkiego młyna.

-A co z twoim śledztwem? - Spojrzenie numer sześćdziesiąt pięć. Obiecujące. - Jeśli to nie tajemnica, oczywiście.

Żachnął się.

-Krupmann w jednym miał rację. Że kiedy otworzę tę teczkę, to się mocno zdziwię.

-A co tam jest?

-Opis śledztwa w sprawie zabójstw wśród grupy ludzi, którzy pakują i wysyłają dzieła sztuki ewakuowane z Breslau.

-To chyba wszystko jest jasne. Ktoś sobie kręci powojenną fortunkę, kradnąc dzieła sztuki. W tym rozgardiaszu trudno znaleźć złodzieja, a tych kilku, którzy się dowiedzieli, właśnie zabili.

-Też tak myślałem na początku. Ale mam na biurku listy przewozowe. Dokument z miejsca wysyłki i dokument z miejsca odbioru.

-I?

-I wszystko się zgadza. To, co tu zapakowali, tam odebrali. Typowa niemiecka uczciwość. Nikt niczego nie ukradł, do jasnej cholery!

Stanęła zdziwiona.

-No to dlaczego ich mordują?

Westchnął ciężko.

- No nie wiem - wyznał. - Mordują bez podania powodu!

Już sam, właściwie bez żadnego celu, wsiadł do tramwaju. W Breslau było aż pięć towarzystw tramwajowych. Wozy jeździły wszędzie i często, jakby się ktoś uparł, to mógł w nich spędzić cały dzień i zobaczyć wszystko, co jest do obejrzenia. Ale Schielke nawet nie patrzył za okno. Jak ma znaleźć Holmesa? Tylko to miał w głowie. A właściwie nawet nie konkretnie to pytanie. Już ustalił przecież sam ze sobą, że musi sprawić, by to Holmes znalazł jego. Ale jak tego dokonać?

Jutro rano, na Rynku, przeżyje chwilę prawdy. Dowie się, czy jest inteligentnym, zdolnym sukinsynem, czy zwykłą ciapą, która będzie sobie szła do gułagu za kręgiem polarnym. Ta ulotna chwila równowagi wszechświata. Teraz albo nigdy. Albo jest snajperem albo mięsem armatnim. Tertium non datur.

Zacisnął pięści i zagryzł wargi. Czuł, że pot występuje mu na czoło.

- Holmes! - krzyknął nagle na cały głos w napięciu. Nie mógł się opanować. Pasażerowie z innych ławek patrzyli na niego jak na wariata. Mimo chłodnego, zimowego powietrza było mu coraz bardziej duszno. Zdjął czapkę i wytarł czoło chustką. Snajper? Czy obozowy nawóz?

Przecież był inteligentny, skończył elitarną uczelnię, przeczytał całe tony książek, był uczniem mądrych profesorów, którzy kształtowali jego umysł. Wrogów miał tylko dwóch. Jednym był Schielke, a drugim też Schielke, niepotrafiący się wznieść nad poziom tego pierwszego. Uśmiechnął się smutno do własnego kalamburu.

Krupmann wybrał idealne miejsce. Piwnica Świdnicka na Rynku. Można tam nadejść z każdej praktycznie strony i umknąć w każdą. Takie miejsca lubili agenci wywiadu. Można przyjść od strony Schmiedebrucke Strasse, Albrechtstrasse, Hintermarktu, Ohlauer Strasse, Schweidnitzer Strasse, od Bliicher Platz przez Oder Strasse, Stockgasse, Reusche Strasse, Schlossstrasse, Nikolaistrasse albo od samych Sukiennic, korzystając z przesmyku pomiędzy Topfkram i Eisenkram. Dziesiątki możliwości. I jak obstawić to wszystko jutro o dziesiątej? Nie miał żadnych ludzi, a nawet jakby wyprosił pluton od szefa, to przecież nie będzie mógł im powiedzieć, o co chodzi. Zresztą to najmniej istotne, bo jak niby miał rozpoznać polskiego agenta? Kwadratura koła. To tamten miał go szukać, ale nie ma jak dać mu znać, że jest chętny do bycia znalezionym.

Podniósł ręce w geście rozpaczy. Pomyślał o swoich przemądrzałych profesorach z uczelni.

-Mistrzowie! Poradźcie coś!

Znowu powiedział to na głos. Współpasażerowie patrzyli na niego jak na idiotę. Jedynie siedzący obok staruszek przysunął się trochę.

-I co? - Był wyraźnie zaciekawiony. - Poradzili?

Schielke uśmiechnął się z sympatią. Doznał olśnienia.

-Tak. Powiedzieli wszystko.

-A kto konkretnie? - dopytywał staruszek.

Schielke założył czapkę i wyprostował się na drewnianej ławeczce.

Elementarne, doktorze Watson - odparł z godnością. - Sir Arthur Conan Doyle!

Breslau bardzo przypominało Londyn, szczególnie zimowym wieczorem na Schweidnitzer Stadtgraben. Światło latarni ledwie przebijało gęstą mgłę gromadzącą się nad fosą. Mroźny całun dawał się okrywać skrzące od kryształków lodu ściany kamienic. Conan Doyle czułby się tu jak w domu, choć de facto był przecież Szkotem. Ale jego Sherlock? Tu właśnie dopadnie swojego największego wroga - profesora Moriarty’ego. Tak, to był klucz. Profesor Moriarty - największy wróg Sherlocka Holmesa. A gdzie Holmes szukał porady? U swojego brata, bardziej przenikliwego niż on sam. U Mycrofta Holmesa! To właśnie jest miejsce, w którym oddziela się snajperów od mięsa armatniego.

1 ... 9 10 11 12 13 14 15 16 17 ... 101
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)