Ucieczka z Festung Breslau
- Автор: Земянский Анджей
- Год: 2009
- Язык: польский
- Год: Wydawnictwo Dolnośląskie
- ISBN: 978-83-245-8895-4
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «Ucieczka z Festung Breslau». Краткое содержание книги:
Bach! Pierwsze podejrzenie wdarło się do umysłu Schielkego. Utyka, łysieje, trzęsą mu się ręce? A może jeszcze impotent? Nie mógł sobie wyobrazić żadnego faceta, który ujawniałby o sobie takie dane. A trzeciorzędny kurier nie mógł go przecież widzieć. Zwykły dym przed oczy, skoro każe o sobie rozpowszechniać takie informacje. I jeszcze coś. Dzięki zeznaniom kuriera, który oświadczył, że agentura kupowała tajne dokumenty od pracowników Wydziału Trzeciego, aresztowano aż trzech funkcjonariuszy. Znalezione przy kurierze dowody były niepodważalne. Wszystkich trzech uznano za zdrajców. Wyrok, wykonanie wyroku, podpisanie protokołu. Wpadka kontrwywiadu, a jednocześnie ogromny sukces, ponieważ sam potrafił się oczyścić.
Bach! Schielke skłonił głowę pełen podziwu dla swej inteligencji. Panie Holmes, pan jest genialny! Rozradowany upił łyk herbaty. Wystawił pan kuriera tylko po to, żeby dostarczył komu trzeba materiałów, które chciał pan dostarczyć. Trzech niewinnych facetów poszło do krainy wiecznych łowów, ponieważ... ponieważ... dowiedziało się o panu zbyt wiele? Ale tym razem trafiła kosa na kamień, a nie na tępego oficerka z awansu. Podniósł słuchawkę telefonu.
-Dział akt? - Usiłował zignorować ziewanie sekretarki. - Poproszę o wszystkie materiały trzeciego wydziału na temat polskiej siatki szpiegowskiej. Wszystko, co zdołali ustalić. - Zerknął na sygnatury dokumentów i podał datę. - Tak, mniej więcej sprzed tego dnia. Wszystko, wszystko. Priorytet RSHA. Cholernie pilne.
Zapalił papierosa i powoli dopijał herbatę. Delektował się delikatnym dymem. Dalsze czytanie tych akt nie miało sensu. Facet, który był zawsze o krok przed nimi, sprawił, że było tam czysto jak w posprzątanym prosektorium. Nie bez powodu przekazano sprawę gestapo. ON zawsze był krok do przodu. Sprzedawał o sobie informacje, które miały dotrzeć do adresata. A rutynowane tępaki kupowały wszystko z wywieszonymi ozorami i ściekającą z ust śliną.
Rozległo się energiczne pukanie do drzwi.
-Wejść!
Do pokoju wszedł Heini z torbą pocztową przewieszoną przez ramię. Stuknął obcasami i wyprężył się jak prawdziwy służbista. Biedny chłopak bardzo chciał iść na front, odznaczyć się i chyba godnie umrzeć. Niestety, był za młody. Dzięki wstawiennictwu Schielkego został przynajmniej gońcem. Obaj pochodzili z tej samej wsi w Bawarii. Z tą tylko różnicą, że Heini urodził się w jednej z chałup, a rodzina Schielkego była jeszcze niedawno właścicielem tej wsi i paru innych w okolicy. Chłopak ukończył jakąś szkołę, a pan dziedzic studia w Londynie, niemniej mimo pewnych różnic popierali się wzajemnie jak to dwaj krajanie. Byli z tych samych stron i żadna z rodzin nie zrobiła drugiej nic złego. Sami swoi.
-Ledwie zdążyłem, panie poruczniku. - Chłopak wyjmował z torby akta. - Bo tam w tej papierni - tak nazywał dział akt - to już wszyscy kończą kawkę i idą do domu.
-Dzięki.
-Ja tam zawsze wydobędę, co pan rozkaże. A oni takie rzeczy gadają, że strach słuchać.
Schielke wyjął z szuflady paczkę herbatników i poczęstował chłopca.
-Co mówią?
-Za przeproszeniem pana porucznika - chłopak kontynuował z pełnymi ustami - ale mówią, żeby się pan nie szarogęsił, bo szef pana nie lubi i chyba wyśle pana na front do jednostki na pierwszej linii. Chryste, jak ja bym chciał być na froncie.
-Pozwól, że ja się o ciebie zatroszczę. I zadbam o twoją przyszłość.
-Tak jest, panie poruczniku. Jak pańska rodzina rządziła w naszej wsi, to wszystko było dobrze. Ja wiem, że tylko pan o mnie zadba. Wiem.
Schielke uśmiechnął się lekko. Podsunął chłopcu herbatniki, żeby ten wypchał sobie kieszenie. Jego prywatne źródło informacji sprawowało się dobrze i wymagało nagrody. A herbatniki i tak były niedobre.
Odprawił chłopca i zapalił następnego papierosa. No ładnie... Zdaje się, że Holmes jawił się teraz jako jego ostatnia alternatywa. Żeby nie nazwać go ostatnią deską ratunku.
Zaczął studiować akta. Rozstrzelani chłopcy z trzeciego wydziału byli, o dziwo, nieźli w swoim fachu. W papierach niby nie było żadnych nowych faktów. Agent polskiego wywiadu, nierozszyfrowane nasłuchy radiowe, wykazy częstotliwości i... Strzał w dziesiątkę. Trafili na jego melinę. Agenta nie udało się ująć, ale zdobyli jego rzeczy osobiste. Przeglądał kolejne pozycje z wykazu. Zatrzymał się na książce Zmierzch Cesarstwa Rzymskiego.
Wstał od biurka i podgrzał sobie resztę herbaty. Zmierzch Cesarstwa Rzymskiego? Chłopaki z trójki znaleźli też jego prywatny list do jakiejś kobiety w Szwajcarii. Niedokończony. Szlag! Tym agentom w głowie się przewraca. Siedzą na pierwszej linii frontu, w ciągłym zagrożeniu i... piszą listy miłosne do kobiet w Szwajcarii. W dodatku bezczelnie korzystają z usług niemieckiej poczty! No co za chamstwo! Pokręcił głową. Facet coraz bardziej mu się podobał. Miał tupet. Tym bardziej, że kobieta, którą uwodził, była Niemką, mieszkanką Breslau.
Gorączkowo przeglądał treść kopii. Nic konkretnego, przepiękny list o niespełnionym uczuciu, ale Schielke, który sam napisał wiele takich listów, nie dał się nabrać. Kobieta była Holmesowi do cżegoś potrzebna, więc spełniał jej oczekiwania. Na pewno dla niego pracowała, list był zbyt osobisty. Kobiety nie udało się przejąć w Szwajcarii i przesłuchać, więc musiał ją ostrzec. Wylądowała w ambasadzie amerykańskiej, zanim ktokolwiek zdołał jej przeszkodzić. Ciekawe, z jakimi papierami.
W liście naprawdę nie było nic interesującego ani konkretnego. Poza jednym zdaniem: Jak zwykle „przed” przeszedłem się od kluski do Nepomucena, aż wylądowałem na Piasku znajdując ukojenie w widoku spokojnej toni. Jezu Chryste, co to może znaczyć? Kluska, Nepomucen, piasek. Wystarczająco długo żył w tym mieście, żeby móc powiedzieć „Ich bin ein Breslauer”. Kluska to takie kamienne „coś” na bramie przy katedrze, Nepomucen to pomnik przed kościołem Świętego Krzyża, a „piasek” to kościół Najświętszej Marii Panny i piękne nabrzeże. A co znaczy „przed”? Myślał przez chwilę. Daty! Zerknął na cyfry wypisywane na sygnaturach kopii dokumentów. „Przed” też stało się jasne. Cholerny twardziel, który uspokajał się przed akcją. List był napisany na dzień przed akcją na Liskego. Holmes po prostu spacerował po Ostrowie Tumskim. Podziwiał Odrę.
Spojrzał na staromodny kalendarz stojący na biurku. Za trzy dni Krupmann chce załatwić Holmesa. On, Schielke, ma dwa dni na dotarcie do niego. Dzień przed akcją może go spotkać na Ostrowie. A jak go rozpoznać?
Ponure rozmyślania znowu przerwało ostre pukanie do drzwi.
-Wejść!
Znowu Heini. Tym razem czymś podniecony.
-Panie kapitanie, melduję, że załatwiłem samochód na dziś wieczór!
-Co?
-Samochód załatwiłem, ja poprowadzę. - To wyraźnie najbardziej go podniecało. Szefostwo oddało kubelwagena do naprawy. Miała potrwać do jutra, ale warsztat już się wyrobił, więc przejąłem auto dla pana porucznika. Tak trochę cichcem.