Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Zaginiona Ewangelia
Zaginiona Ewangelia - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Zaginiona Ewangelia

Электронная книга - «Zaginiona Ewangelia». Краткое содержание книги:

Ponad pięćset stron pochłonęłam w trzy dosłownie wieczory. Na okładce napisane jest że jest to thriller a'la kod da Vinci Dana Browna a moim zdaniem to Kod powinien być nazwany powieścią a'la Zaginiona Ewangelia. Po pierwsze dlatego ze powieść Wallace powstała początkiem lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Nie ma w niej w porównaniu z Kodem żadnych technicznych super-urządzeń ratujących głownego bohatera z każdej opresji. W Zaginionej ewangelii nie ma nawet telefonów komórkowych a bohaterowie używają jedynie pagerów. Musze powiedzieć że powieść mi sie podobała, choć przyznam że bardzo długo sie rozkręca. Trzeba przebrnąć przez około 200 stron a potem to już nie wiadomo jak szybko ksiązka sie kończy. Bałam sie troche zakończenia bo niestety często sie zdarza że powieść jest swietna ale zakończenie rozczarowuje. U Wallace zakończenie nie jest banalne i zaskoczyło mnie w takim pozytywnym sensie. Z miłą chęcią sięgnę po kolejną powieść tegoz autora…
1 ... 81 82 83 84 85 86 87 88 89 ... 153
Перейти на страницу:

– To także jest prawda – przyznał Plummer – ale jedno drugiemu nie zaprzecza. Na poziomie lokalnym de Vroome jest jak zwyczajny człowiek i właśnie to, że w codziennym życiu postępuje zgodnie z tym, czego naucza… jest ucieleśnieniem wiary zwykłych ludzi… sprawia, że świat postrzega go niczym króla. Co do tej etykietki radykała… samo słowo brzmi groźnie, ale oznacza po prostu kogoś, kto chce dokonać fundamentalnej i drastycznej zmiany istniejącego porządku. W tym sensie dominus de Vroome jest rzeczywiście radykalnym przywódcą religijnym. A oto Westerkerk – Plummer pokazał przez przednią szybę – konsekrowany w roku tysiąc sześćset trzydziestym pierwszym, zbudowany w stylu neoklasycznym, prawdopodobnie ma najwyższą wieżę w Amsterdamie. Brzydactwo, co? Ale to pierwszy kościół Holandii. Zawiera tu śluby rodzina królewska, a dzięki obecności de Vroome'a jest to chyba najważniejsza świątynia protestancka.

Zaparkowali na Westermarkt. Randall stał na placu, czekając, aż dziennikarz zamknie jaguara. Kościół przypominał mu gigantyczną holenderską kamieniczkę, zwieńczoną sięgającą w niebo wieżą. To połączenie wydało mu się zarazem sympatyczne i odpychające i zupełnie tak samo wyobrażał sobie gospodarza świątyni. Przyjrzał się bliżej podświetlonej fasadzie i spostrzegł, że zbudowana jest z małych cegiełek, których czerwień z czasem zbrązowiała i wygląda teraz jak zaschnięta krew. Uznał ostatecznie, że jednak jest to odpychające i pastor de Vroome najpewniej także.

– Co właściwie znaczy dominus? – zapytał Plummera, który stanął przy nim.

– Mistrz, przewodnik – odparł Anglik. – Pochodzi z łaciny i jest tutaj odpowiednikiem „wielebnego".

Ruszyli w stronę kościoła.

– De Vroome wysłał pana do mnie – rzekł Randall – ale nie wiedział, że przyjmę zaproszenie. Czy będzie mnie oczekiwał?

– Czeka na pana.

– I na pewno pan nie wie, o czym będzie chciał ze mną rozmawiać?

– Nie powiedział mi i ja to rozumiem. Powie panu sam. Mogę się co najwyżej domyślać.

– Mam nadzieję, że nie będzie próbował wydobyć ode mnie jakichś informacji – powiedział Randall.

– Chłopie drogi, de Vroome nie jest tak obcesowy, za jakiego uchodzi. Potrafi być przekonujący, ale to prawdziwy pacyfista. Obawiam się, że jest pan pod wpływem tych brutalnych filmów, których tyle w amerykańskiej telewizji. Albo może nasłuchał się pan historii o zwłokach pod Westerkerk?

– O jakich zwłokach?

– Nie wie pan? Dawniej parafian chowano pod posadzką kościoła. Smród rozkładu był tak intensywny, że wierni przynosili ze sobą na mszą buteleczki z wodą kolońską. W rzeczy samej, niektórzy starsi parafianie przynoszą je nawet dzisiaj, chociaż już nie śmierdzi. Nie, panie Randall, nikt nie zamierza pana umieścić pod podłogą. – Plummer wyszczerzył zęby w uśmiechu. – Przynajmniej ja tak uważam.

Randall przez chwilę miał chęć mu opowiedzieć o tym, jak pierwszego dnia w Amsterdamie napadnięto go nad kanałem właśnie w okolicach Westerkerk, lecz zrezygnował z tego pomysłu.

Minęli masywne, podwójne drzwi frontowe kościoła i skierowali się do małego domu, który przylegał do bocznej ściany świątyni. Pomalowany na zielono, z muślinowymi firankami w oknach sprawiał wrażenie przytulnego. Na drzwiach widniało jedno słowo: KOSTERIJ.

– Główne wejście do kościoła jest zamknięte – wyjaśnił Plummer. – To plebania, dowiem się, gdzie jest dominus.

Weszli do środka. Plummer zniknął w głębi domku, a gdy po chwili wrócił, wskazał większe drzwi z boku korytarza.

– Jest w kościele, chodźmy.

Randall podążył za nim. Przepastną świątynię oświetlał tylko jeden z czterech brązowych kandelabrów i większość nawy kryła się w półmroku. Jeśli nie liczyć czerwonego chodnika, który biegł przez całą jej długość i krzyżował się z takim samym, biegnącym przez transept, wnętrze sprawiało wrażenie surowego i skromnego. W centralnym miejscu znajdowała się kazalnica w postaci zadaszonego balkoniku między kamiennymi kolumnami.

Plummer rozglądał się przez chwilę.

– Tam jest – powiedział, pokazując palcem. – W środkowym rzędzie, naprzeciwko ambony.

Randall wytężył wzrok i dostrzegł samotną postać okutanego w czerń duchownego. De Vroome siedział na krześle, opierając łokcie na kolanach i kryjąc twarz w dłoniach.

– Medytuje – szepnął Plummer pełnym respektu tonem. Postać poruszyła się, uniosła głowę i spojrzała w ich stronę, lecz światło było tak słabe, że Randall nie był pewien, czy zostali zauważeni.

– Już wie, że pan przyszedł. – Dziennikarz dotknął jego ramienia. – Zaczekamy w kancelarii, on za chwilę przyjdzie.

Wrócili na plebanię i weszli schodami na piętro. Było tu dwoje drzwi. Na tych po lewej widniał napis WACHT KAMER, a po prawej SPREEK KAMER.

– Poczekalnia i rozmównica – rzekł Plummer, kierując się na prawo. – Rozmównica to jego kancelaria. Widzi pan lampkę nad drzwiami? Kiedy dominus chce, żeby mu nie przeszkadzano, światło jest czerwone.

Wystrój pomieszczenia zaskoczył Randalla. Spodziewał się mimo wszystko wnętrza na miarę księcia Kościoła o międzynarodowej sławie, tymczasem było ono przytulne i bezpretensjonalne. W kąciku do siedzenia stała kanapa, dwa foteliki i stolik do kawy. Był też kominek, biurko i krzesło z prostym oparciem, półki z książkami, obraz z kilkoma rzędami tarcz herbowych i drugi, współczesny, przedstawiający Ostatnią Wieczerzę. Pokój oświetlało kilka rozmieszczonych w różnych miejscach lamp.

Randall nie usiadł, wolał stać. Czuł narastające napięcie. Obawiał się, że Wheeler i wydawcy uznają to spotkanie za nieroztropne, a Heldering na pewno by się na nie nie zgodził. Nie miał pojęcia, co właściwie de Vroome wie na temat Drugiego Zmartwychwstania, lecz było jasne, że ma swoich szpiegów i wie niejedno. Randall postanowił, że nie da się wciągnąć w pułapkę.

Zafrasowany tym, że zgodził się przyjść do jaskini wroga, podszedł niespokojnie do okna. W tym momencie skrzypnęły drzwi i stanął w nich pastor Maertin de Vroome, trzymający na rękach syjamskiego kota.

Jego wzrost i wiek również zaskoczyły Randalla. Był wysoki – prawie metr dziewięćdziesiąt – i stosunkowo młody jak na swoją pozycję w Kościele, z pewnością nie miał jeszcze pięćdziesiątki. Ubrany był w prostą, ciemną sutannę bez ozdób. Miał gęste, długie włosy o lnianej, niemal szafranowej barwie i ascetyczną twarz o rozbrajająco błękitnych oczach, wąskich ustach i zapadniętych policzkach. Choć jego ciało okrywała sutanna, Randall domyślał się, że jest szczupły i żylasty.

Plummer, przykurczony i jąkający się niczym obłudny Uriah Heep, dokonał prezentacji.

– Wielebny, to jest pan Steven Randall. Panie Randall oto dominus de Vroome.

Duchowny bezceremonialnie zrzucił kota na dywan, zrobił krok do przodu i chudą ręką uścisnął krótko dłoń Randalla.

– Witamy w Westerkerk – powiedział. Głos miał łagodny, lecz głęboki i dźwięczny. – To wyjątkowo uprzejme z pańskiej strony, że zechciał się pan zjawić o tej późnej porze. Słyszałem oczywiście o panu i pomyślałem, że takie spotkanie wyjdzie nam obu na dobre. Proponuję, żeby pan usiadł na kanapie. Jest szczególnie wygodna, może nawet przełamać pańskie opory.

Twardy zawodnik, pomyślał Randall, sadowiąc się na kanapie. Twardy, uprzejmy i groźny.

– Czemu pan sądzi, że mam jakieś opory do przełamania? – zapytał. Zwracanie się do de Vroome'a per dominus wydało mu się pretensjonalne, a ponieważ ten religijny radykał w ogóle mało mu się kojarzył z księdzem, wybrał więc formę „pan".

– Jak rozumiem, jest pan nowym członkiem w zespole Drugiego Zmartwychwstania – odparł de Vroome – cokolwiek ten idiotyczny kryptonim oznacza, chociaż przypuszczam, że to akurat wiem. Zapewne opowiedziano już panu o mnie jako o przeciwniku religijnej ortodoksji, reprezentowanej przez pańskich pracodawców. Wysłuchał pan tylko jednej strony i kierując się naturalną lojalnością wobec swych szefów, z pewnością uważa mnie pan za wcielenie samego szatana. Przyjął pan postawę obronną i postanowił stawić mi opór.

1 ... 81 82 83 84 85 86 87 88 89 ... 153
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)