Pierwsze uderzenie [Gust Front - pl]
- Автор: Ринго Джон
- Год: 2004
- Язык: польский
- Год: ISA
- ISBN: 83-88916-73-4
- Переводчик: Przemyslaw Bielinski
- Жанр: Боевая фантастика
Электронная книга - «Pierwsze uderzenie [Gust Front - pl]». Краткое содержание книги:
Wybraliśmy walkę.
— Co to? — spytała komendant Wilson, ściągając z głowy nomexowy kaptur.
— Artyleria — odpowiedział starszy sierżant kompanii Charlie, nie podnosząc wzroku znad obwodu, który właśnie instalował. — Nie wiem tylko, skąd, u diabła, się tu wzięła. To duże pociski, co najmniej sto pięćdziesiątki piątki, po huku sądząc nawet większe.
— Bo tak jest — powiedział porucznik Young, włączając się do rozmowy po wyjściu z bunkra. — To chyba jeden z tych odrestaurowanych pancerników.
— Cholera — zaśmiał się podoficer — pieprzone szesnastocalowe ICM zrobią z Posleenów grzanki.
— Tak — uśmiechnął się ponuro porucznik Young. — Skurwiele poczują, jak ich popieszczą!
— Zmiana planów, chłopaki — powiedział kapitan Kerman na kanale eskadry. — Fredericksburg nadal się trzyma. Wchodzimy jako wsparcie dla ostrzału z North Carolina. Ustawcie radiostacje na 9632 i 98-47. To namiary jednostki saperskiej we Fredericksburgu.
Mogą próbować nawiązać z wami kontakt. Jeśli im się uda, nie odpowiadajcie, bo szkoda na to czasu, tylko odeślijcie ich do nas.
Jednym z celów lotu jest zebranie danych. Nie wiemy dokładnie, gdzie kończą się szeregi Posleenów, a zaczynają nasi, więc będziemy atakować skrzyżowanie dróg. Ostrzał z pancernika zrobił już swoje, więc może uda nam się to przeżyć. Jeśli tak będzie, wróćcie do bazy po paliwo i amunicję. Trasa lotów jest w komputerze; możecie ją modyfikować wedle uznania.
Urwał, zastanawiając się, co jeszcze powiedzieć, a eskadra zmieniła szyk ósemkowy na szereg i pomknęła w stronę ufortyfikowanego miasta.
— Sir — zapytał nagle porucznik Wordly — a co z tymi szesnastocalowymi pociskami? Czy nie powinnyśmy uważać, żeby nie znaleźć się na ich linii ognia?
Kerman zastanowił się, jak odpowiedzieć na to pytanie.
— Coś panu powiem, poruczniku. Jeśli zderzy się pan z jednym z tych pocisków, będzie pan mógł złożyć oficjalną skargę.
Kilku pilotów parsknęło śmiechem.
— A teraz — zakończył — chyba już czas zająć się historycznym Fredericksburgiem.
37
— Majorze, pokonali przeszkody na Sunken Road — powiedział biegacz, typ dobrze zbudowanego futbolisty; miał bąble na rękach i twarz mokrą od broczącej z rany na głowie krwi.
Major Witherspoon powiódł wzrokiem po leżących w kościele prezbiteriańskim zabitych i rannych. Ciała leżały w nie ogrzewanej kruchcie, a sanitariusze zajmowali się opatrywaniem rannych. Potem spojrzał przez okna na zachód. Widać tam było falę Posleenów, nieubłaganie prącą naprzód przez stosy zniszczonych ciężarówek i samochodów osobowych. Wszystko to oświetlała łuna dogasającej, przewróconej cysterny, zamienionej przez kierowcę w samobójczą bombę.
— Boże — zaśmiał się — jak ja lubię, kiedy plan się udaje. — Odwrócił się do jednego z żołnierzy. — Niech pierwszy pluton i partyzanci wycofają się i skierują z powrotem na południe. Od tej chwili mogą robić, co uważają za słuszne, byleby tylko nie znaleźli się między Posleenami a Budynkiem Administracji. Te same rozkazy dotyczą drugiego i trzeciego plutonu.
— Tak jest, sir. — Łzy szeregowca mieszały się teraz z krwią na jego twarzy. — Szkoda, że nie mogliśmy zrobić nic więcej.
— Kiedy robisz wszystko, co w twojej mocy, nie ma czego żałować, synu. Zatrzymaliśmy ich przez całą noc; dłużej, niż ekspedycja na Diess. Żałować trzeba tylko wtedy, kiedy nie da się z siebie wszystkiego.
— Tak jest, sir.
— Powodzenia.
— Dziękuję, sir.
Ted Kendall uniósł swoją AIW i odmaszerował w ciemność nocy.
— Proszę pani — pułkownik Robertson podał pakunek ostatniej wchodzącej do bunkra kobiecie — proszę to zabrać i postawić w bunkrze, ale nie majstrować przy tym. To mina-pułapka na wypadek, gdyby Posleeni próbowali otworzyć bunkier.
Shari zakłopotana zastanawiała się, jak ma wziąć pakunek, trzymając na rękach Kelly.
— Ja to zaniosę, sir-powiedział strażak, który trzymał Billy’ego.
— I upewnię się, że jest w bezpiecznym miejscu.
— Jest tu także nagranie planu obrony i barwy jednostki. Rozumie pan, flaga.
Strażak kiwnął głową, a jego oczy lekko się zaszkliły.
— Tak jest, sir.
— No — powiedział pułkownik Robertson i wziął karabin — będzie lepiej, jeśli się państwo pospieszą. — Zerknął przez ramię na nagły rozbłysk ognia na zachodzie. — Niedługo będzie po wszystkim.
Shari zbiegła szybko w dół po stromych schodach. Stopnie były z perforowanej stali, śliskie od naniesionego błota.
Minęła pierwszy poziom, gdzie saperzy i cywilni pracownicy spawali ostatnie stalowe płyty, i znalazła się w suterenie. Wokół niej wznosiły się betonowe ściany, ociekające skroploną parą z oddechów stłoczonych tu ludzi i jasno oświetlone licznymi lampami łukowymi.
Po obu stronach wejścia gorączkowo uwijali się saperzy, ustawiając stemple i wzmacniając ściany. Kobieta strażak wzięła od Shari śpiące dziecko i zaprowadziła ją do następnej komory.
Po lewej stronie, wzdłuż ściany ciągnęły się zamknięte zawory pomp. Piętnastometrowa, betonowa piwnica przypominała grobowiec; w świetle lamp na kaskach sanitariuszy zahibernowane kobiety i dzieci wyglądały jak trupy. Na widok ich zwiotczałych kończyn, otwartych ust i wybałuszonych oczu Shari zatrzymała się przerażona, ale stojący za drzwiami strażak, przyzwyczajony do takich reakcji, delikatnie, acz stanowczo wciągnął ją do środka.
— Oni tylko śpią, słowo daję — powiedział z grymasem, który zapewne miał być uśmiechem. — To tylko zastrzyk hibernujący sprawił, że tak wyglądają.
Shari odskoczyła, przyciągając do siebie Susie.
— Niech pani sprawdzi ich puls, jeśli pani chce — dodał strażak, który przyniósł Billy’ego.
Shari pochyliła się i przyłożyła palce do szyi leżącej najbliżej kobiety, czterdziestoparoletniej, ubranej, jakby szła do pracy w banku. Po dłuższej chwili wyczuła delikatnie pulsujące tętno.
Kobieta strażak, która przyprowadziła tu Shari, delikatnie odciągnęła od niej opierającą się Susie i ją także uśpiła.
— Jeszcze będziesz mi wdzięczna — szepnęła.
— Carrie! — zwołał strażak stojący w drzwiach i rozłożył ramiona.
Kobieta objęła go i poklepała po plecach.
— Hej, trzymajcie się jakoś.
— Dobrze. Powodzenia.
— Dzięki.
Strażak schylił głowę i zniknął w niskim przejściu.
Carrie pożegnała się w ten sam sposób z drugim strażakiem.
Potem jakiś cywil w kasku podniósł stalową płytę i wyszedł za strażakami. Dwie kobiety zostały same wśród stosów uśpionych ciał.
— No — powiedziała strażak — wygląda na to, że wyciągnęła pani najkrótszą słomkę.
— Co? — Shari rozglądała się za miejscem, w którym mogłaby się położyć, nie dotykając ciał.
— Postanowiono, że na każdym poziomie będzie czuwało kilku ludzi. Będziemy więc miały przyjemność zobaczyć, kto nas znajdzie jako pierwszy.