Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Боевая фантастика » Pierwsze uderzenie [Gust Front - pl]
Pierwsze uderzenie [Gust Front - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pierwsze uderzenie [Gust Front - pl]

Электронная книга - «Pierwsze uderzenie [Gust Front - pl]». Краткое содержание книги:

Mieliśmy prosty wybór: albo będziemy mięsem armatnim, albo... po prostu mięsem. Mogliśmy wysłać nasze wojska i walczyć — tak, jak tylko ludzie potrafią — z rozszalałą hordą, która dosłownie żywiła się łupami swoich międzygwiezdnych podbojów; mogliśmy też czekać, bezbronni, aż zostaniemy pożarci.
Wybraliśmy walkę.
1 ... 81 82 83 84 85 86 87 88 89 ... 167
Перейти на страницу:
* * *

— Co to? — spytała komendant Wilson, ściągając z głowy nomexowy kaptur.

— Artyleria — odpowiedział starszy sierżant kompanii Charlie, nie podnosząc wzroku znad obwodu, który właśnie instalował. — Nie wiem tylko, skąd, u diabła, się tu wzięła. To duże pociski, co najmniej sto pięćdziesiątki piątki, po huku sądząc nawet większe.

— Bo tak jest — powiedział porucznik Young, włączając się do rozmowy po wyjściu z bunkra. — To chyba jeden z tych odrestaurowanych pancerników.

— Cholera — zaśmiał się podoficer — pieprzone szesnastocalowe ICM zrobią z Posleenów grzanki.

— Tak — uśmiechnął się ponuro porucznik Young. — Skurwiele poczują, jak ich popieszczą!

* * *

— Zmiana planów, chłopaki — powiedział kapitan Kerman na kanale eskadry. — Fredericksburg nadal się trzyma. Wchodzimy jako wsparcie dla ostrzału z North Carolina. Ustawcie radiostacje na 9632 i 98-47. To namiary jednostki saperskiej we Fredericksburgu.

Mogą próbować nawiązać z wami kontakt. Jeśli im się uda, nie odpowiadajcie, bo szkoda na to czasu, tylko odeślijcie ich do nas.

Jednym z celów lotu jest zebranie danych. Nie wiemy dokładnie, gdzie kończą się szeregi Posleenów, a zaczynają nasi, więc będziemy atakować skrzyżowanie dróg. Ostrzał z pancernika zrobił już swoje, więc może uda nam się to przeżyć. Jeśli tak będzie, wróćcie do bazy po paliwo i amunicję. Trasa lotów jest w komputerze; możecie ją modyfikować wedle uznania.

Urwał, zastanawiając się, co jeszcze powiedzieć, a eskadra zmieniła szyk ósemkowy na szereg i pomknęła w stronę ufortyfikowanego miasta.

— Sir — zapytał nagle porucznik Wordly — a co z tymi szesnastocalowymi pociskami? Czy nie powinnyśmy uważać, żeby nie znaleźć się na ich linii ognia?

Kerman zastanowił się, jak odpowiedzieć na to pytanie.

— Coś panu powiem, poruczniku. Jeśli zderzy się pan z jednym z tych pocisków, będzie pan mógł złożyć oficjalną skargę.

Kilku pilotów parsknęło śmiechem.

— A teraz — zakończył — chyba już czas zająć się historycznym Fredericksburgiem.

37

Fredericksburg, Wirginia, Stany Zjednoczone Ameryki, Sol III
05:24 letniego czasy wschodniego USA
10 października 2004

— Majorze, pokonali przeszkody na Sunken Road — powiedział biegacz, typ dobrze zbudowanego futbolisty; miał bąble na rękach i twarz mokrą od broczącej z rany na głowie krwi.

Major Witherspoon powiódł wzrokiem po leżących w kościele prezbiteriańskim zabitych i rannych. Ciała leżały w nie ogrzewanej kruchcie, a sanitariusze zajmowali się opatrywaniem rannych. Potem spojrzał przez okna na zachód. Widać tam było falę Posleenów, nieubłaganie prącą naprzód przez stosy zniszczonych ciężarówek i samochodów osobowych. Wszystko to oświetlała łuna dogasającej, przewróconej cysterny, zamienionej przez kierowcę w samobójczą bombę.

— Boże — zaśmiał się — jak ja lubię, kiedy plan się udaje. — Odwrócił się do jednego z żołnierzy. — Niech pierwszy pluton i partyzanci wycofają się i skierują z powrotem na południe. Od tej chwili mogą robić, co uważają za słuszne, byleby tylko nie znaleźli się między Posleenami a Budynkiem Administracji. Te same rozkazy dotyczą drugiego i trzeciego plutonu.

— Tak jest, sir. — Łzy szeregowca mieszały się teraz z krwią na jego twarzy. — Szkoda, że nie mogliśmy zrobić nic więcej.

— Kiedy robisz wszystko, co w twojej mocy, nie ma czego żałować, synu. Zatrzymaliśmy ich przez całą noc; dłużej, niż ekspedycja na Diess. Żałować trzeba tylko wtedy, kiedy nie da się z siebie wszystkiego.

— Tak jest, sir.

— Powodzenia.

— Dziękuję, sir.

Ted Kendall uniósł swoją AIW i odmaszerował w ciemność nocy.

* * *

— Proszę pani — pułkownik Robertson podał pakunek ostatniej wchodzącej do bunkra kobiecie — proszę to zabrać i postawić w bunkrze, ale nie majstrować przy tym. To mina-pułapka na wypadek, gdyby Posleeni próbowali otworzyć bunkier.

Shari zakłopotana zastanawiała się, jak ma wziąć pakunek, trzymając na rękach Kelly.

— Ja to zaniosę, sir-powiedział strażak, który trzymał Billy’ego.

— I upewnię się, że jest w bezpiecznym miejscu.

— Jest tu także nagranie planu obrony i barwy jednostki. Rozumie pan, flaga.

Strażak kiwnął głową, a jego oczy lekko się zaszkliły.

— Tak jest, sir.

— No — powiedział pułkownik Robertson i wziął karabin — będzie lepiej, jeśli się państwo pospieszą. — Zerknął przez ramię na nagły rozbłysk ognia na zachodzie. — Niedługo będzie po wszystkim.

Shari zbiegła szybko w dół po stromych schodach. Stopnie były z perforowanej stali, śliskie od naniesionego błota.

Minęła pierwszy poziom, gdzie saperzy i cywilni pracownicy spawali ostatnie stalowe płyty, i znalazła się w suterenie. Wokół niej wznosiły się betonowe ściany, ociekające skroploną parą z oddechów stłoczonych tu ludzi i jasno oświetlone licznymi lampami łukowymi.

Po obu stronach wejścia gorączkowo uwijali się saperzy, ustawiając stemple i wzmacniając ściany. Kobieta strażak wzięła od Shari śpiące dziecko i zaprowadziła ją do następnej komory.

Po lewej stronie, wzdłuż ściany ciągnęły się zamknięte zawory pomp. Piętnastometrowa, betonowa piwnica przypominała grobowiec; w świetle lamp na kaskach sanitariuszy zahibernowane kobiety i dzieci wyglądały jak trupy. Na widok ich zwiotczałych kończyn, otwartych ust i wybałuszonych oczu Shari zatrzymała się przerażona, ale stojący za drzwiami strażak, przyzwyczajony do takich reakcji, delikatnie, acz stanowczo wciągnął ją do środka.

— Oni tylko śpią, słowo daję — powiedział z grymasem, który zapewne miał być uśmiechem. — To tylko zastrzyk hibernujący sprawił, że tak wyglądają.

Shari odskoczyła, przyciągając do siebie Susie.

— Niech pani sprawdzi ich puls, jeśli pani chce — dodał strażak, który przyniósł Billy’ego.

Shari pochyliła się i przyłożyła palce do szyi leżącej najbliżej kobiety, czterdziestoparoletniej, ubranej, jakby szła do pracy w banku. Po dłuższej chwili wyczuła delikatnie pulsujące tętno.

Kobieta strażak, która przyprowadziła tu Shari, delikatnie odciągnęła od niej opierającą się Susie i ją także uśpiła.

— Jeszcze będziesz mi wdzięczna — szepnęła.

— Carrie! — zwołał strażak stojący w drzwiach i rozłożył ramiona.

Kobieta objęła go i poklepała po plecach.

— Hej, trzymajcie się jakoś.

— Dobrze. Powodzenia.

— Dzięki.

Strażak schylił głowę i zniknął w niskim przejściu.

Carrie pożegnała się w ten sam sposób z drugim strażakiem.

Potem jakiś cywil w kasku podniósł stalową płytę i wyszedł za strażakami. Dwie kobiety zostały same wśród stosów uśpionych ciał.

— No — powiedziała strażak — wygląda na to, że wyciągnęła pani najkrótszą słomkę.

— Co? — Shari rozglądała się za miejscem, w którym mogłaby się położyć, nie dotykając ciał.

— Postanowiono, że na każdym poziomie będzie czuwało kilku ludzi. Będziemy więc miały przyjemność zobaczyć, kto nas znajdzie jako pierwszy.

1 ... 81 82 83 84 85 86 87 88 89 ... 167
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)