Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Боевая фантастика » Pierwsze uderzenie [Gust Front - pl]
Pierwsze uderzenie [Gust Front - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pierwsze uderzenie [Gust Front - pl]

Электронная книга - «Pierwsze uderzenie [Gust Front - pl]». Краткое содержание книги:

Mieliśmy prosty wybór: albo będziemy mięsem armatnim, albo... po prostu mięsem. Mogliśmy wysłać nasze wojska i walczyć — tak, jak tylko ludzie potrafią — z rozszalałą hordą, która dosłownie żywiła się łupami swoich międzygwiezdnych podbojów; mogliśmy też czekać, bezbronni, aż zostaniemy pożarci.
Wybraliśmy walkę.
1 ... 83 84 85 86 87 88 89 90 91 ... 167
Перейти на страницу:

— Cholera — powiedział oficer wywiadu — to dobry pomysł, dlaczego ja na to wpadłem? A może przesłać zlecenie do Agencji Kartografii Wojskowej?

— Chyba Expedia będzie szybsza, sir — powiedział z przekonaniem technik.

— Mamy nadal dostęp do Internetu? — zapytał oficer artylerii.

— Posleeni zniszczyli wszystkie standardowe systemy wokół nas — powiedział oficer łączności — ale może uda się skorzystać z krótkofalowej transmisji. A o co chodzi?

— Potrzebujemy mapy na gwałt — wyjaśnił oficer artylerii. — Pański technik uważa, że można ją ściągnąć z Internetu, jeśli tylko podłączy się laptopa.

— To doskonały pomysł. Proszę przynieść laptopa.

— Tak jest, sir — powiedział technik i wybiegł za drzwi.

— Jak możemy się połączyć?

— Przez Norfolk. Moi technicy zajmą się tym.

— Dobra.

— No, niedługo będziemy mieli towarzystwo — powiedział oficer wywiadu, patrząc na uaktualnioną mapę rozmieszczenia wojsk.

W bezpośrednim sąsiedztwie zauważył czerwone oznaczenia wskazujące Posleenów. Peregrine znajdowały się w odległości pięciu mil od statku.

— Będzie ciekawie.

Jak wszystkich innych członków załogi, zaczynał go już nudzić ostrzał tylko na odległość. Nie potrafił sobie nawet wyobrazić, jak to znoszą artylerzyści.

— Tylko przez chwilę — zaśmiał się koordynator ostrzału.

— Żeby tylko wszyscy weszli do wody i dali się ochrzcić — powiedział oficer artylerii.

— Chciałbyś — zaśmiał się oficer wywiadu.

Przyjęcie, jakie szykowała im North Carolina, Posleenom nie miało prawa się spodobać.

* * *

To było najnudniejsze zajęcie na pokładzie. Technik — obserwator, który był nazywany oczami i uszami okrętu, obserwował bezpośrednie sąsiedztwo pancernika. Ponieważ środowisko, do działań w którym przystosowano okręt było skrajnie wrogie, zajęcia, które tradycyjnie wykonywano na świeżym powietrzu, przesyconym zapachem soli i morza, teraz trzeba było wykonywać w ciasnym, klimatyzowanym pomieszczeniu.

Zamiast oglądać przez lornetkę wyłaniające się od czasu do czasu z wody morświny, technik bezustannie patrzył w dwadzieścia monitorów. Pięć szeregów, cztery rzędy, numer od sześćdziesięciu do siedemdziesięciu dziewięciu, z góry na dół, z dołu do góry, każdy nieparzysty ekran, każdy parzysty ekran, tam i z powrotem… i tak bez przerwy, przez osiem długich godzin.

A po okresie odpoczynku, który za każdym razem wydawał mu się coraz krótszy, znowu wracał do monitorów, z których każdy pokazywał ten sam obraz brzegu Potomacu.

Kiedy po raz pierwszy płynęli w górę rzeki, z lasu wysypali się cywile. Niektórzy mieli własne łódki, ale większość stała na brzegu, czekając na ratunek. Zabrały ich zespoły łodziowe albo piechota morska, i teraz tłoczyli się w forkasztelu, czekając na powrót do portu. Ale od tamtego czasu linia brzegowa była pogrążona w niezmąconej ciszy.

Technik otworzył właśnie puszkę pepsi i wypił pierwszy łyk, kiedy zza drzew przy Marlboro Point Road wyłonił się centaur i natychmiast otworzył ogień z karabinu.

Lekkie kule nie dosięgły nawet statku, który stał na kotwicy prawie milę od brzegu, tak samo jak nie drasnęły go następne wystrzały z dział.

Obserwator przypadł do swojego stanowiska i włączył mikrofon.

— Zgłaszam Posleenów, monitor sześćdziesiąt osiem, od sterburty na trawersie.

— Zgłaszam Posleenów, monitor dziewięćdziesiąt, od bakburty — odezwała się kobieta pełniąca służbę przy monitorach po przeciwnej stronie pomieszczenia.

Nagle kadłub zadźwięczał, kiedy w nawęgloną stal mostka uderzyły z impetem pierwsze hiperszybkie pociski.

— Zgłaszam Posleenów, monitor siedemdziesiąt trzy, siedemdziesiąt pięć, sześćdziesiąt dziewięć… Zgłaszam Posleenów, wszystkie monitory.

— Centrum Bojowe, tu kontrola obserwacyjna — zawołał przez interkom bosman nadzorujący pracę w pomieszczeniu. — Są ich tysiące.

* * *

— Włączcie pełny tryb automatyczny na wszystkich pociskach Termopile i Mark 49, uruchomcie system obrony strefowej — rozkazał kapitan i przesunął obraz na monitorze wzdłuż pełnego Posleenów wybrzeża.

Oficer systemów obrony podniósł zasłonę i przekręcił kluczyk, powodując przestawienie obrony bliskiego zasięgu na pełny tryb automatyczny.

System obrony bliskiego zasięgu, zwany Phalanx, powstał w latach siedemdziesiątych. Skomplikowany system naprowadzania radarowego uzupełniono później szybkostrzelnym działkiem gatling.

Całość wyglądała jak mały robot. Stożkowate działa sterczące na pokładach okrętów ochrzczono „R2D2”. Kiedy marynarka stanęła przed zadaniem walki z Posleenami, stosowana dotychczas broń, podobnie jak większość sprzętu, okazała się przestarzała.

Ale sprytni chłopcy z Dowództwa Systemów Morskich Marynarki, którzy odkryli stosunkowo dużą wytrzymałość pancerników z czasów drugiej wojny światowej na broń naziemną Posleenów, zauważyli jeszcze jedną prawidłowość. Posleeni byli trudni do wykrycia dla systemów obronnych tylko wtedy, kiedy nie strzelali. Dlatego stożkowatą białą czaszę radaru zastąpiono ciężką wieżyczką abramsa i systemem naprowadzania z Hummera-25. Na wieżyczce umieszczono czujniki podczerwieni.

Kiedy posleeńscy Wszechwładcy w swoich spodkach dotarli na brzeg rzeki, natychmiast otworzyli ogień z ciężkich dział. Lasery, pociski hiperszybkie i plazmowe ryły głębokie wyrwy w pancerzu pancernika, a czasem nawet przebijały się do magazynów statku.

Liniowcem wstrząsnęły potężne eksplozje.

Spod pokładu statku wyłoniły się wieżyczki Termopile — ochrzczone tak na pamiątkę słynnej bitwy w starożytnej Grecji — a wykrywacze ciepła na podczerwień natychmiast zaczęły wynajdować cele. Był to całkowicie zautomatyzowany proces: każde działo wyszukiwało plamy ciepła w przypisanym sobie obszarze, dwukrotnie sprawdzało systemy bezpieczeństwa, po czym oddawało strzał.

Co piąty z dziesięciomilimetrowych wolframowych penetratorów był smugowy, a ich następstwo w serii było tak bliskie, że łączyły się w jeden nieprzerwany strumień, przypominający pomarańczową wiązkę lasera, wyszukujący zuchwalców, którzy odważyli się rzucić wyzwanie pancernikowi Marynarki. Działa plazmowe i laserowe Posleenów za każdym strzałem zdradzały się błyskami, wyraźnie widocznymi w podczerwieni, bo ich sygnatury termiczne wyróżniały się w zimnym powietrzu nocy. Sześć wieżyczek na każdej burcie automatycznie wybrało cele w swoich kątach ostrzału i zajęło się nimi z największą możliwą starannością. Każdy czujnik podczerwieni otrzymywał zwrotne informacje z wieżyczek i dane z komputerów pokładowych. Te z kolei zajmowały się celowaniem z pięciocalowych dział artylerii średniej, ładowanych amunicją rozpryskową. Algorytm wymagał minimalnej ilości strzałów oddanych przez wieżyczki w konkretne punkty celowania, bo dopiero w takich miejscach istniało siedemdziesięcioprocentowe prawdopodobieństwo rażenia znacznej ilości Posleenów. Zanim jednak ciężkie działa weszły do akcji, broń Wszechwładców zaczęła cichnąć jedna po drugiej.

— Przestaw prawdopodobieństwo trafienia na sześćdziesiąt sześć procent — zarządził kapitan, kiwając się tam i z powrotem w swoim fotelu.

— Już się robi — powiedział technik i wpisał polecenie.

Dwanaście pięciocalowych podwójnych wież natychmiast odpaliło pociski rozpryskowe.

— Bosko — szepnął obserwator, oglądając rzeź centaurów.

Powoli zaczynało już brakować celów. Odpowiedzią na każdy strzał Wszechwładcy albo jednego z taszczących wyrzutnie rakiet wojowników była nawała ognia. Potem do rzeki zbliżyli się Wszechwładcy z tylnych szeregów i polecili swoim kompaniom skierować ogień na drugorzędne działa, które dziesiątkowały ich oddziały. Ale i to nie pomogło, trup nadal słał się gęsto.

1 ... 83 84 85 86 87 88 89 90 91 ... 167
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)