Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Rozmowa w „Katedrze”». Краткое содержание книги:

Rozmowa w Katedrze to niezwykła historia ludzi żyjących w Peru, w latach 50., w czasie dyktatury wojskowej, której przywódcą był generał Manuel Apolinario Odría.Akcja książki rozgrywa się na kilku płaszczyznach ujawniających kulisy i mechanizmy władzy dyktatora jak i jej wpływ na życie zwykłych ludzi. W popularnym barze o znaczącej nazwie Katedraa spotykają się Santiago Zavala, który wyrwał się spod władzy lojalnego wobec rządu ojca, Ambrosio człowiek ze społecznych nizin, znajomy Cayo Bemudeza bliskiego współpracownika prezydenta. Rozmowa, uznawana jest za najważniejsze dzieło Vargasa Llosy. Sam Autor mówi o niej w ten sposób: żadna inna powieść nie przysporzyła mi tak wiele trudu. Dlatego gdybym musiał kiedyś uratować coś z pożaru, wyniósłbym właśnie tę książkę.
1 ... 82 83 84 85 86 87 88 89 90 ... 163
Перейти на страницу:

– To bujda z tymi ośmioma godzinami snu i z komisją – pomyślał, zaledwie zdając sobie sprawę, że jednocześnie mówi. – Teraz jest w klubie i gra. Chciał zostać, ale nałóg okazał się silniejszy.

A one się łaskotały, piszczały i krzyczały, szeptały sobie do ucha i w tych uściskach, w tej szarpaninie i mocowaniu przysuwały się coraz bardziej do brzegu kanapy. Ale nie spadły: przysuwały się i cofały, popychały się i podtrzymywały nawzajem, ciągle się śmiejąc. Nie spuszczał z nich wzroku, zmarszczył się, oczy miał przymknięte, ale czujne. W ustach mu zaschło.

– To jedyny nałóg, jakiego nie rozumiem – pomyślał głośno. – Jedyny, który okazuje się głupotą w wypadku tak nadzianego faceta jak Landa. Grać po to, żeby mieć więcej, czy po to, żeby stracić? Nikt nie jest zadowolony, każdy ma czegoś za dużo albo za mało.

– Popatrz, mówi sam do siebie – Hortensja uniosła twarz sponad szyi Quety i pokazywała na niego. – Zwariował. Patrz, już nie chce odejść.

– Nalej mi jeszcze – powiedział zrezygnowany. – i tak mnie zrujnujecie.

Hortensja, uśmiechnięta, szepcząc coś cichutko, potykając się, podeszła do baru, a on poszukał wzrokiem oczu Quety i wskazał jej służbówkę: zaniknij drzwi, służące pewno nie śpią. Hortensja przyniosła szklankę whisky i usiadła mu na kolanach. Pił powoli, zatrzymując alkohol w ustach, smakując z zamkniętymi oczyma, i czuł jej nagie ramię na swojej szyi, czuł jej dłoń w swoich włosach i słyszał ciepły, bełkoczący głosik: Cayo Śmierdzielek, Cayo Śmierdzielek. Palenie w gardle stało się całkiem znośne, nawet przyjemne. Westchnął, odsunął Hortensję, wstał i nie patrząc na te dwie wszedł na schody. Wsunął się do sypialni nie zapalając światła. Po omacku dotarł do krzesła przed toaletką, usłyszał własny śmiech, pełen odrazy. Zdjął krawat, marynarkę i usiadł. Pani Heredia już jest, zaraz wejdzie na górę. Sztywny, nieruchomy, czekał na jej przyjście.

– Niepokoisz się, że już tak późno? – mówi Santiago. – Nic się nie martw. Jeden kumpel poradził mi niezawodny środek na zmartwienie, Ambrosio.

– Nie wchodzimy tutaj – powiedział Chispas. – Sami pijacy. Jak wysiądziemy, zaczną zaczepiać Teté i będzie draka.

– To podjedź z wozem trochę bliżej – powiedziała Teté. – Chcę widzieć, jak tańczą.

Chispas podjechał do chodnika i wtedy mogli ze swych miejsc widzieć plecy i twarze par tańczących w klubie „Nacional”; słyszeli kotły, marakasy, trąbkę i konferansjera zapowiadającego najlepszą tropikalną orkiestrę w Limie. Kiedy muzyka cichła, z tyłu, za plecami, słyszeli szum morza, a gdy się odwrócili, dostrzegali za barierą na Malecón białą pianę, pękanie fal. Przed restauracjami i barami La Herradura parkowało mnóstwo aut. Wieczór był chłodny, świeciły gwiazdy.

– To cudowne, że spotykamy się tak po kryjomu – powiedziała Teté ze śmiechem. – Tak jakbyśmy robili coś zakazanego, no nie?

– Stary czasem zagląda tutaj wieczorem – powiedział Chispas. – To by było przepięknie, gdyby nas tu złapał we trójkę.

– Pozabijałby nas, jakby się dowiedział, że się spotykamy z tobą – powiedziała Teté.

– Rozpłakałby się ze wzruszenia na widok syna marnotrawnego – powiedział Chispas.

– Nie wierzycie mi, ale ja naprawdę kiedyś wpadnę do domu – powiedział Santiago. – Bez uprzedzenia. Najlepiej w przyszłym tygodniu.

– Jasne, że ci wierzę, przecież od miesięcy powtarzasz tę sarną bajeczkę – i twarz Teté rozpromieniła się: – Już wiem, mam pomysł. Pojedźmy zaraz, w tej chwili, i przeprosisz się z rodzicami.

– Teraz nie, kiedy indziej – powiedział Santiago. – A poza tym nie chcę jechać z wami, tylko sam, to nie będzie takiego melodramatu.

– Nigdy nie przyjdziesz i zaraz ci powiem dlaczego – powiedział Chispas. – Czekasz, aż stary przyleci do twojego pensjonatu, przeprosi cię za coś tam i ubłaga, żebyś wrócił.

– Nie raczyłeś przyjść nawet wtedy, kiedy ten łobuz Bermúdez go prześladował, ani nie zadzwoniłeś na jego urodziny – powiedziała Teté. – Niewdzięcznik z ciebie, mądralo.

– Masz źle w głowie, jeśli myślisz, że stary będzie się przed tobą wypłakiwał – powiedział Chispas. – Uciekłeś dla jakichś swoich wariackich wymysłów i starzy całkiem słusznie czują się obrażeni. To ty powinieneś ich przeprosić.

– A wy w kółko i na okrągło o tym samym – powiedział Santiago. – Pogadajmy o czym innym, bardzo was proszę. No jak, Teté, kiedy ślub z Popeye’em?

– Coś ty – powiedziała Teté. – Nawet z nim nie chodzę. To tylko kumpel.

– Raz na tydzień mleczko z żelu i proszek, Zavalita – powiedział Garlitos. – Jak masz przeczyszczony żołądek, to na to co dzień anyżówka z wodą i wszystkie zmartwienia diabli wzięli. Niezawodny sposób, Zavalita.

W domu Carlota wybiegła jej na spotkanie zupełnie oszołomiona: pan już nie jest ministrem, mówili przez radio, na jego miejsce przyszedł jakiś wojskowy. Naprawdę? udawała zdziwienie Amalia układając bułki na talerzu, a pani? Okropnie zła, Simula właśnie jej zaniosła gazety i pani mówiła różne takie wyrazy, aż tutaj było słychać. Amalia zaniosła na górę dzbanuszek kawy, sok pomarańczowy i grzanki i już od drzwi słyszała tik-tak z radia. Pani była na pół ubrana, a łóżko nie posłane i zarzucone gazetami i pismami, i pani nie odpowiedziała na dzień dobry, tylko wściekłym głosem kazała sobie dać kawy bez mleka. Amalia podała jej filiżankę, pani wypiła łyk i odstawiła filiżankę na tacę. Amalia dreptała za nią z ubikacji do łazienki i do toaletki, aby mogła pić ubierając się, i widziała, jak jej drżą ręce, kreseczka brwi się marszczyła, i ona także drżała słuchając tego, co mówiła pani: niewdzięczne bydło, gdyby nie nasz pan, to dla Odríi i tych jego bandytów już dawno by klamka zapadła. A teraz ciekawe, co zrobią bez niego, wstydu nie mają, szminka wysunęła się jej z rąk, dwa razy rozlała kawę, bez niego nie pociągną nawet przez miesiąc. Wybiegła z pokoju nie kończąc makijażu, wezwała taksówkę i kiedy na nią czekała, cały czas gryzła wargi i nagle rzuciła jakieś świńskie słówko. Jak tylko pojechała, Simula włączyła radio, słuchały przez cały dzień. Mówili o gabinecie wojskowym i opowiadali życiorysy nowych ministrów, ale żadna rozgłośnia nie wspomniała o panu. Pod wieczór podali, że strajk w Arequipie się skończył, jutro zostaną otwarte szkoły, uniwersytet i sklepy, i Amalia przypomniała sobie o kumplu Ambrosia: on tam właśnie pojechał, kto wie, może go zabili. Simula i Carlota rozpowiadały o tym, czego się dowiedziały z radia, a ona ich słuchała, od czasu do czasu myśląc o czym innym, o Ambrosiu: bał się o ciebie, przyszedł do ciebie. A może teraz, jak już nie jest w rządzie, zamieszka tutaj, mówiła Carlota, a Simula to by było dla nas wielkie nieszczęście, i Amalia pomyślała: a jeśli go zabili, to może by Ambrosio wynajął jego pokój dla nich obojga, ostatecznie co w tym złego? Ale nie, to by było korzystanie z cudzego nieszczęścia. Pani wróciła późno, z panienką Queta i panienką Lucy. Usiadły w salonie i podczas gdy Simula przygotowywała kolację, Amalia słuchała, jak obie panienki pocieszają panią: zdjęli go, żeby przerwać strajk, ale on będzie dalej rządził nawet siedząc w domu, taki mocny człowiek, Odria wszystko mu zawdzięcza. Nawet do mnie nie zadzwonił, mówiła pani spacerując po pokoju, a one: na pewno ma zebrania, konferencje, ale przecież zadzwoni, a może sam przyjedzie, jeszcze dziś w nocy. Piły swoją whisky i siadając do stołu już się śmiały i żartowały. Gdzieś koło północy panienka Lucy pojechała do siebie.

1 ... 82 83 84 85 86 87 88 89 90 ... 163
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)