Biały smok [The White Dragon - pl]
- Автор: Маккефри Энн
- Год: 1995
- Язык: польский
- Год: Amber
- ISBN: 83-7082-890-6
- Переводчик: Anna Wojtaszczyk
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Biały smok [The White Dragon - pl]». Краткое содержание книги:
Brekke doszła do zakrętu na ścieżce i zapatrzyła się z niedowierzaniem w nowy dom.
— Nie wierzę własnym oczom! — Przeniosła szybko wzrok z Lessy na Kowala, a następnie Jaxoma. — Co wyście zrobili? Jak to zrobiliście? To po prostu nie jest możliwe!
Robinton i Fandarel dotarli do obydwu kobiet, przy czym Kował uśmiechał się tak szeroko, że widać mu było wszystkie zęby, a jego oczy wyglądały jak szpareczki.
— Wydawało mi się, że Brekke wspominała o małym domku — powiedział Robinton, patrząc na budowlę i uśmiechając się z wahaniem. — Gdyby nie to, poprosiłbym o…
Lessa i Fandarel nie mogli już dłużej wytrzymać tego stanu niepewności i oboje biorąc Harfiarza pod ręce pospieszyli w kierunku szerokich stopni prowadzących na werandę.
— Zaczekaj tylko, aż zobaczysz wnętrze — powiedział Lessa, niemal piszcząc z zadowolenia.
— Wszyscy na Pernie pomagali, przysyłając albo materiały, albo rzemieślników — powiedział Jaxom do Brekke, biorąc ją za zwisającą rękę i prowadząc dalej. Skinął na Menolly, żeby pospieszyła się i dołączyła do nich.
Menolly rozejrzała się i zobaczyła tylko pełną spokoju zatoczkę, starannie zagrabiony piasek, drzewa i kwitnące krzewy rosnące na obrzeżach plaży, która wyglądała równie nieskazitelnie jak tego dnia, kiedy przybyli tu oboje z Jaxomem. Jedynym dowodem na jakąkolwiek zmianę był masyw Warowni oraz okrężna ścieżka z piasku i muszelek.
— Po prostu nie mogę w to uwierzyć.
— Wiem, Menolly. Oni bardzo starali się, żeby tu nadal było ślicznie. A zaczekaj tylko, aż zobaczysz wnętrze Warowni Nad Zatoczką..
— Już jej nadano nazwę?
— No cóż, jest to Warownia położona nad zatoczką, stąd Warownia Nad Zatoczką.
— To wszystko jest takie piękne — powiedziała Brekke, odwracając głowę to w tę, to w tamtą stronę, żeby zobaczyć wszystko. — Menolly, nie złość się. To taka cudowna niespodzianka. Kiedy pomyślę o tym, do czego, jak myślałam, przybywamy… — Roześmiała się, był to radosny dźwięk. — Muszę powiedzieć, że to jest dużo bardziej odpowiednie!
Doszli do schodów z czarnego kamienia, spojonych białą, twardą zaprawą, co powodowało, że były mocne i ładne zarazem. Nad werandą rozciągał się dach pokryty śmietankowopomarańczowymi dachówkami, a weranda okrążała Warownię, niemal dotykając otaczających ją drzew, których kwiaty dodawały powietrzu korzennej woni. Metalowe okiennice były niezwykle duże, tak, że mogli zajrzeć do domu i ujrzeć w przelocie umeblowanie. Harfiarz chodził po głównym pokoju i wznosił okrzyki zachwytu i zdumienia. Kiedy Jaxom, Brekke i Menolly weszli do środka, Robinton zaglądał akurat do pokoju przeznaczonego na gabinet, a twarz jego przybrała oszołomiony wyraz, gdy zdał sobie sprawę, że Silvina przestała tu wszystko z jego zatłoczonego warsztatu w Cechu Harfiarzy. Zair wtórował jego zmieszaniu, trajkocząc piskliwie i z podnieceniem z poprzecznej belki pod sufitem, na której przycupnął. Piękna i Berd polecieli, żeby do niego dołączyć i nagle pojawili się Meer, Talla i Farli.
Wyglądają zupełnie tak, jak gdyby porównywali swoje wrażenia, pomyślał Jaxom.
— To jest Farli! Chyba słyszałem, że jest tu Piemur. Ale gdzie on jest? — Harfiarz wydawał się być zaskoczony i nieco dotknięty.
— Sharra i on pilnują rożnów — powiedział Jaxom.
— Nie chcieliśmy, żeby kręciło się tu za dużo ludzi. Musisz odpocząć — dodała Lessa kojącym głosem.
— Odpoczywać? Nie zamęczą mnie! Mnie trzeba trochę pomęczyć! PIEMUR!
Jeżeli jego opalona i odprężona twarz nie byli wystarczającym dowodem na to, że wrócił do zdrowia, to ryk, jaki z siebie wydał, energiczny i ogłuszający jak zawsze, nie pozostawił żadnych wątpliwości co do jego energii.
Wyraźnie dała się słyszeć daleka, spłoszona odpowiedź:
— Mistrzu?
— PIEMUR, DO RAPORTU!
— Na szczęście wsadziliśmy go na statek, żeby odpoczął — powiedziała Brekke, uśmiechając się do Władczyni Weyru. — Czy potrafisz sobie wyobrazić, co byśmy przeżyli z nim na lądzie?
— To, czego wy dwie nie potraficie docenić, to jak bardzo moja chwilowa niedyspozycja opóźniła pewne ważkie…
— Chwilowa niedyspozycja? — Fandarelowi oczy wyszły na wierzch ze zdumienia. — Mój drogi Robintonie…
— Mistrzu Robintonie? — Menolly z zapchanej szafki wyjęła czarkę, śliczny szklany pucharek, którego podstawka zabarwiona była na harfiarski błękit, a na czaszy wycięte było imię Mistrza i jego harfa. — Czy już to widziałeś? — Wyciągnęła go w jego kierunku.
— Słowo daję, harfiarski błękit! — Robinton wziął i bacznie przyglądał się podarunkowi.
— To z mojego Cechu — powiedział Fandarel rozpromieniony. — Mermal wymyślił, żeby całe szkło zabarwić na niebiesko, ale ja dowodziłem, że będziesz wolał widzieć czerwień bendeńskiego wina w przezroczystej czarze.
Oczy Robintona zabłysły uznaniem i wdzięcznością, kiedy dokładnie oglądał czarkę. Potem jego pociągła twarz przybrała pełen smutku wyraz.
— Ale ona jest pusta — powiedział żałosnym, tragicznym wręcz głosem.
W tym momencie w kuchennym narożu Warowni zaczęło się jakieś zamieszanie. Gwałtowne szarpnięcie odrzuciło na bok zasłonę, kiedy Piemur chwiejnie wpadał do pokoju, niemal przewracając Brekke.
— Mistrzu? — wydyszał.
— A, tak, Piemur — wycedził Harfiarz przyglądając się swojemu młodemu czeladnikowi, jak gdyby chwilowo zapomniał, po co go wzywał. Obydwaj patrzyli na siebie statecznie, Harfiarz z zakłopotaniam marszczył brwi, podczas gdy pierś Piemura podnosiła się i opadała ciężko, kiedy dyszał. — Piemurze, czy byłeś tu już wystarczająco długo, żeby zorientować się, gdzie trzymają wino? Dali mi ten śliczny pucharek, a on jest pusty!
Piemur zamrugał ponownie oczami, potem potrząsnął głową i zwrócił się ogólnie do obecnych w pokoju.
— Nic mu już nie jest! A jeżeli ten piekący się intruś się przypali… — Obdarzył Harfiarza pełnym absolutnego niesmaku spojrzeniem, odwrócił się na pięcie, szarpnięciem odrzucał zasłonkę i słychać było, jak hałaśliwie otwiera jakieś drzwi.
Jaxom przechwycił spojrzenie Menolly, a ona puściła do niego oko. Opryskliwe zachowanie i łamiący się głos Piemura nie ukryły jego uczuć przed tymi, którzy go znali. Tupiąc wrócił do głównej sali, wymachiwał bukłakiem z bendeńskim woskiem na zatyczce.
— Nie machaj tym, chłopcze — zawołał Harfiarz, powstrzymując go podniesieniem ręki, co miało oznaczać protest przeciwko takiemu świętokradczemu postępowaniu. — Wino należy traktować z szacunkiem… — Wziął bukłak od Piemura i przyjrzał się bacznie pieczęci. — Hmmm. Jeden z lepszych roczników! No, no, Piemurze, czy nie nauczyłeś się ode mnie, jak traktować wino? Skrzywił się, kiedy z wprawą rozłamywał pieczęć i odetchnął z ulgą, gdy zobaczył, w jakim stanie jest koniec zatyczki. Przesunął nią sobie pod nosem, delikatnie wciągając aromat. — Ach! Tak! Pięknie! Nic mu nie zaszkodziła podróż! Bądź grzecznym chłopcem, Piemurze, nalej nam wszystkim, dobrze? Widzę, że tę Warownię w podziwu godny sposób zaopatrzono w czarki.
Jaxom i Menolly już je rozdawali, a Piemur, z kurtuazją należną dobremu bendeńskiemu winu, nalewał; Harfiarz, wysoko podnosząc czarkę, Przyglądał się tej ceremonii ze wzrastającym zniecierpliwieniem.
— Za twój powrót do zdrowia, mój przyjacielu — wzniósł Fandarel toast, któremu zdecydowanie zawtórowali wszyscy.
— Jestem oszołomiony tym wszystkim — powiedział Harfiarz wzmacniając swoje stwierdzenie upiciem jedynie małego łyczka wspaniałego wina. Spojrzał to na jednego, to na drugiego ze swoich przyjaciół i pokiwał głową. — Prawdziwie oszołomiony!