Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Biały smok [The White Dragon - pl]
Biały smok [The White Dragon - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Biały smok [The White Dragon - pl]

Электронная книга - «Biały smok [The White Dragon - pl]». Краткое содержание книги:

Perneńczycy mają problem — ich smoki się starzeją. Trwają więc dyskusje nad ochroną gatunku i w końcu zapada decyzja. Jeźdzcy wykradają jajo smoczycy Ramoth i umieszczają je w przeszlości, chcąc w ten sposób zapewnić sobie przetrwanie smoczego rodu. Nie wiedzą jednak, że podejmując się tego ryzykownego czynu, sprowadzają na siebie niebezpieczeństwo, które trudno było przewidzieć. W starciu z nowym problemem potrzebna będzie im i odwaga i spryt.
1 ... 84 85 86 87 88 89 90 91 92 ... 119
Перейти на страницу:

Brekke doszła do zakrętu na ścieżce i zapatrzyła się z niedowierzaniem w nowy dom.

— Nie wierzę własnym oczom! — Przeniosła szybko wzrok z Lessy na Kowala, a następnie Jaxoma. — Co wyście zrobili? Jak to zrobiliście? To po prostu nie jest możliwe!

Robinton i Fandarel dotarli do obydwu kobiet, przy czym Kował uśmiechał się tak szeroko, że widać mu było wszystkie zęby, a jego oczy wyglądały jak szpareczki.

— Wydawało mi się, że Brekke wspominała o małym domku — powiedział Robinton, patrząc na budowlę i uśmiechając się z wahaniem. — Gdyby nie to, poprosiłbym o…

Lessa i Fandarel nie mogli już dłużej wytrzymać tego stanu niepewności i oboje biorąc Harfiarza pod ręce pospieszyli w kierunku szerokich stopni prowadzących na werandę.

— Zaczekaj tylko, aż zobaczysz wnętrze — powiedział Lessa, niemal piszcząc z zadowolenia.

— Wszyscy na Pernie pomagali, przysyłając albo materiały, albo rzemieślników — powiedział Jaxom do Brekke, biorąc ją za zwisającą rękę i prowadząc dalej. Skinął na Menolly, żeby pospieszyła się i dołączyła do nich.

Menolly rozejrzała się i zobaczyła tylko pełną spokoju zatoczkę, starannie zagrabiony piasek, drzewa i kwitnące krzewy rosnące na obrzeżach plaży, która wyglądała równie nieskazitelnie jak tego dnia, kiedy przybyli tu oboje z Jaxomem. Jedynym dowodem na jakąkolwiek zmianę był masyw Warowni oraz okrężna ścieżka z piasku i muszelek.

— Po prostu nie mogę w to uwierzyć.

— Wiem, Menolly. Oni bardzo starali się, żeby tu nadal było ślicznie. A zaczekaj tylko, aż zobaczysz wnętrze Warowni Nad Zatoczką..

— Już jej nadano nazwę?

— No cóż, jest to Warownia położona nad zatoczką, stąd Warownia Nad Zatoczką.

— To wszystko jest takie piękne — powiedziała Brekke, odwracając głowę to w tę, to w tamtą stronę, żeby zobaczyć wszystko. — Menolly, nie złość się. To taka cudowna niespodzianka. Kiedy pomyślę o tym, do czego, jak myślałam, przybywamy… — Roześmiała się, był to radosny dźwięk. — Muszę powiedzieć, że to jest dużo bardziej odpowiednie!

Doszli do schodów z czarnego kamienia, spojonych białą, twardą zaprawą, co powodowało, że były mocne i ładne zarazem. Nad werandą rozciągał się dach pokryty śmietankowopomarańczowymi dachówkami, a weranda okrążała Warownię, niemal dotykając otaczających ją drzew, których kwiaty dodawały powietrzu korzennej woni. Metalowe okiennice były niezwykle duże, tak, że mogli zajrzeć do domu i ujrzeć w przelocie umeblowanie. Harfiarz chodził po głównym pokoju i wznosił okrzyki zachwytu i zdumienia. Kiedy Jaxom, Brekke i Menolly weszli do środka, Robinton zaglądał akurat do pokoju przeznaczonego na gabinet, a twarz jego przybrała oszołomiony wyraz, gdy zdał sobie sprawę, że Silvina przestała tu wszystko z jego zatłoczonego warsztatu w Cechu Harfiarzy. Zair wtórował jego zmieszaniu, trajkocząc piskliwie i z podnieceniem z poprzecznej belki pod sufitem, na której przycupnął. Piękna i Berd polecieli, żeby do niego dołączyć i nagle pojawili się Meer, Talla i Farli.

Wyglądają zupełnie tak, jak gdyby porównywali swoje wrażenia, pomyślał Jaxom.

— To jest Farli! Chyba słyszałem, że jest tu Piemur. Ale gdzie on jest? — Harfiarz wydawał się być zaskoczony i nieco dotknięty.

— Sharra i on pilnują rożnów — powiedział Jaxom.

— Nie chcieliśmy, żeby kręciło się tu za dużo ludzi. Musisz odpocząć — dodała Lessa kojącym głosem.

— Odpoczywać? Nie zamęczą mnie! Mnie trzeba trochę pomęczyć! PIEMUR!

Jeżeli jego opalona i odprężona twarz nie byli wystarczającym dowodem na to, że wrócił do zdrowia, to ryk, jaki z siebie wydał, energiczny i ogłuszający jak zawsze, nie pozostawił żadnych wątpliwości co do jego energii.

Wyraźnie dała się słyszeć daleka, spłoszona odpowiedź:

— Mistrzu?

— PIEMUR, DO RAPORTU!

— Na szczęście wsadziliśmy go na statek, żeby odpoczął — powiedziała Brekke, uśmiechając się do Władczyni Weyru. — Czy potrafisz sobie wyobrazić, co byśmy przeżyli z nim na lądzie?

— To, czego wy dwie nie potraficie docenić, to jak bardzo moja chwilowa niedyspozycja opóźniła pewne ważkie…

— Chwilowa niedyspozycja? — Fandarelowi oczy wyszły na wierzch ze zdumienia. — Mój drogi Robintonie…

— Mistrzu Robintonie? — Menolly z zapchanej szafki wyjęła czarkę, śliczny szklany pucharek, którego podstawka zabarwiona była na harfiarski błękit, a na czaszy wycięte było imię Mistrza i jego harfa. — Czy już to widziałeś? — Wyciągnęła go w jego kierunku.

— Słowo daję, harfiarski błękit! — Robinton wziął i bacznie przyglądał się podarunkowi.

— To z mojego Cechu — powiedział Fandarel rozpromieniony. — Mermal wymyślił, żeby całe szkło zabarwić na niebiesko, ale ja dowodziłem, że będziesz wolał widzieć czerwień bendeńskiego wina w przezroczystej czarze.

Oczy Robintona zabłysły uznaniem i wdzięcznością, kiedy dokładnie oglądał czarkę. Potem jego pociągła twarz przybrała pełen smutku wyraz.

— Ale ona jest pusta — powiedział żałosnym, tragicznym wręcz głosem.

W tym momencie w kuchennym narożu Warowni zaczęło się jakieś zamieszanie. Gwałtowne szarpnięcie odrzuciło na bok zasłonę, kiedy Piemur chwiejnie wpadał do pokoju, niemal przewracając Brekke.

— Mistrzu? — wydyszał.

— A, tak, Piemur — wycedził Harfiarz przyglądając się swojemu młodemu czeladnikowi, jak gdyby chwilowo zapomniał, po co go wzywał. Obydwaj patrzyli na siebie statecznie, Harfiarz z zakłopotaniam marszczył brwi, podczas gdy pierś Piemura podnosiła się i opadała ciężko, kiedy dyszał. — Piemurze, czy byłeś tu już wystarczająco długo, żeby zorientować się, gdzie trzymają wino? Dali mi ten śliczny pucharek, a on jest pusty!

Piemur zamrugał ponownie oczami, potem potrząsnął głową i zwrócił się ogólnie do obecnych w pokoju.

— Nic mu już nie jest! A jeżeli ten piekący się intruś się przypali… — Obdarzył Harfiarza pełnym absolutnego niesmaku spojrzeniem, odwrócił się na pięcie, szarpnięciem odrzucał zasłonkę i słychać było, jak hałaśliwie otwiera jakieś drzwi.

Jaxom przechwycił spojrzenie Menolly, a ona puściła do niego oko. Opryskliwe zachowanie i łamiący się głos Piemura nie ukryły jego uczuć przed tymi, którzy go znali. Tupiąc wrócił do głównej sali, wymachiwał bukłakiem z bendeńskim woskiem na zatyczce.

— Nie machaj tym, chłopcze — zawołał Harfiarz, powstrzymując go podniesieniem ręki, co miało oznaczać protest przeciwko takiemu świętokradczemu postępowaniu. — Wino należy traktować z szacunkiem… — Wziął bukłak od Piemura i przyjrzał się bacznie pieczęci. — Hmmm. Jeden z lepszych roczników! No, no, Piemurze, czy nie nauczyłeś się ode mnie, jak traktować wino? Skrzywił się, kiedy z wprawą rozłamywał pieczęć i odetchnął z ulgą, gdy zobaczył, w jakim stanie jest koniec zatyczki. Przesunął nią sobie pod nosem, delikatnie wciągając aromat. — Ach! Tak! Pięknie! Nic mu nie zaszkodziła podróż! Bądź grzecznym chłopcem, Piemurze, nalej nam wszystkim, dobrze? Widzę, że tę Warownię w podziwu godny sposób zaopatrzono w czarki.

Jaxom i Menolly już je rozdawali, a Piemur, z kurtuazją należną dobremu bendeńskiemu winu, nalewał; Harfiarz, wysoko podnosząc czarkę, Przyglądał się tej ceremonii ze wzrastającym zniecierpliwieniem.

— Za twój powrót do zdrowia, mój przyjacielu — wzniósł Fandarel toast, któremu zdecydowanie zawtórowali wszyscy.

— Jestem oszołomiony tym wszystkim — powiedział Harfiarz wzmacniając swoje stwierdzenie upiciem jedynie małego łyczka wspaniałego wina. Spojrzał to na jednego, to na drugiego ze swoich przyjaciół i pokiwał głową. — Prawdziwie oszołomiony!

1 ... 84 85 86 87 88 89 90 91 92 ... 119
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)