Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Biały smok [The White Dragon - pl]
Biały smok [The White Dragon - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Biały smok [The White Dragon - pl]

Электронная книга - «Biały smok [The White Dragon - pl]». Краткое содержание книги:

Perneńczycy mają problem — ich smoki się starzeją. Trwają więc dyskusje nad ochroną gatunku i w końcu zapada decyzja. Jeźdzcy wykradają jajo smoczycy Ramoth i umieszczają je w przeszlości, chcąc w ten sposób zapewnić sobie przetrwanie smoczego rodu. Nie wiedzą jednak, że podejmując się tego ryzykownego czynu, sprowadzają na siebie niebezpieczeństwo, które trudno było przewidzieć. W starciu z nowym problemem potrzebna będzie im i odwaga i spryt.
1 ... 81 82 83 84 85 86 87 88 89 ... 119
Перейти на страницу:

— To jest to, co wiemy o Kontynencie Południowym — powiedział Sebell po długiej chwili, w czasie, której Przywódcy Weyru studiowali mapę. — Jak widzicie, wiąż jeszcze nie udało nam się nanieść na mapę całej linii brzegowej, nie mówiąc już o spenetrowaniu wnętrza kraju. Sporządzenie tego zajęło trzy pełne Obroty dyskretnych badań.

— Kto to robił? — zapytała Lessy, głęboko teraz zainteresowana.

— Wielu ludzi, łącznie ze mną, N’tonem, gospodarzami Torika, ale najwięcej zdziałał młody harfiarz imieniem Piemur.

— A więc to taki przypadł mu los, kiedy mu się głos zmienił — powiedziała Lessy zaskoczona.

— Sądząc po skali tej mapy, Północny Pern można by pomieścić w zachodniej części tej zatoki.

Sebell położył swój lewy kciuk na guzowatej wypukłości południowego cypla, a resztę dłoni z rozpostartymi palcami na zachodniej części mapy.

— Ten obszar śmiało wystarczy, żeby dostarczyć zajęcia Lordom Warowni. — Usłyszał, jak Lessy ostro wciągnęła powietrze, i uśmiechnął się do niej, rozciągając prawą dłoń nad wschodnią połacią kontynentu. — Ale, jak powiedział mi Piemur, to jest najlepsza część Południowego!

— W pobliżu tej góry?

— W pobliżu tej góry!

Piemur, prowadząc Głupka, z Farli krążącą mu nad głową, wychynął ponownie z lasu, kiedy nad zatoczką robiło się już całkiem ciemno. Rozhuśtał i rzucił na ziemię tuż przed Sharrą spleciony sznur dojrzałych owoców.

— Masz! To jako wynagrodzenie za to, że się urwałem dziś rano — powiedział kucając i szeroko się uśmiechając na próbę. Ta tłuszcza dziś rano przeraziła nie tylko Głupka. — Teatralnie otarł czoło. — Nie widziałem tylu ludzi od… od ostatniego festynu w Południowym Bollu. A to było dwa lata temu! Obawiałem się, że oni już nigdy nie wyjadą! Wracają jutro?

Na jego pełne żałości pytanie Jaxom wyszczerzył zęby i skinął głową.

— Niewiele byłem od ciebie lepszy, Piemurze. Uciekł, bo koniecznie trzeba było zapolować. A potem szukałem tego gniazda, a popołudnie spędziłem przygotowując sieć na ryby. — Wskazał gestem sąsiednią zatoczkę.

Piemur skinął głową.

— Śmieszna rzecz, jak się tak nie chce być wśród ludzi. Czułem się, jakbym nie miał czym oddychać, kiedy tyle osób używało tego samego powietrza. A to jest jawna bzdura. — Rozejrzał się dookoła, popatrzył na czarną masę zapasów, ustawioną wzdłuż zatoczki. — Nie siedzimy w dusznej Warowni z włączonymi wentylatorami! — Potrząsnął głową. — Ja, Piemur, harfiarz, człowiek towarzyski. I ja odwracam się na pięcie i uciekam od ludzi… szybciej niż Głupek! — Parsknął śmiechem.

— Jeżeli to wam dwóm poprawi nieco samopoczucie, nawet mnie samą nieco to oszołomiło — powiedziała Sharra. — Dziękuję za owoce, Piemurze. Ta… ta horda zjadła wszystkie, jakie mieliśmy. Wydaje mi się, że zostało nieco pieczonego intrusia i kilka żeberek z tego samca.

— Mógłbym zjeść Głupka, tylko byłby nieco zbyt łykowaty.

Piemur westchnął z ulgą i opuścił się na piasek.

Sharra zachichotała, idąc przynieść mu coś do jedzenia.

— Nie podoba mi się ten pomysł, żeby tu było dużo ludzi — powiedział Jaxom Piemurowi.

— Wiem, o co ci chodzi. — Młody harfiarz wyszczerzył zęby. — Jaxomie, czy zdajesz sobie sprawę, że byłem w miejscach, w których dotąd nie postała ludzka stopa? Widziałem miejsca tak przerażające, że strach brał, i inne, z których trudno było mi odejść, takie były piękne. — Wypuścił oddech z rezygnacją. — No cóż, dostałem się tam pierwszy. — Nagle usiadł, wskazując nagląco na niebo. — Tam są! Gdybym tylko miał ten dalekowidz!

— Kto? — Jaxom wykręcił się, żeby zobaczyć co pokazuje Piemur, spodziewał się dojrzeć smoczych jeźdźców.

— Te tak zwane Siostry Świtu. Można je tutaj zobaczyć tylko o zmierzchu i o świcie, i dużo wyżej na niebie. Widzisz, to te trzy bardzo jasne punkciki! Wiele razy wykorzystywałem je jako przewodników!

Jaxomowi trudno byłoby nie zauważyć trzech gwiazd, świecących niemalże stałym światłem. Zastanawiał się, czemu wcześniej nie zwrócił na nie uwagi.

— Wkrótce zbledną — powiedział Piemur — jeżeli nie będzie świecił któryś księżyc. Potem pokażą się znowu tuż przed świtem. Muszę zapytać o nie Wansora, kiedy go zobaczę. Nie zachowują się jak normalne gwiazdy. Nie było takiego planu, żeby Gwiezdny Kowal przybył tu i pomógł budować dom dla Harfiarza, co?

— Jest chyba jedynym, którego nie ma na liście — odparł Jaxom. — Pociesz się, Piemurze. Sądząc po tym, jak pracowali dzisiaj, skończenie tego domu nie zajmie im wiele czasu. Ale co ty masz na myśli mówiąc o tych Siostrach Świtu?

— One po prostu nie zachowują się jak prawdziwe gwiazdy. Nigdy nie zauważyłeś?

— Nie. Ale my siedzieliśmy przeważnie wieczorami w domu, a o świcie to już zawsze.

— Większość gwiazd zmienia swoje położenie. A one nigdy.

— Ależ na pewno zmieniają. W Ruatha są niemal niewidoczne, tuż nad horyzontem…

Piemur potrząsnął głową.

— One są stałe. To właśnie mam na myśli. W czasie wszystkich pór roku były zawsze w tym samym miejscu.

— Niemożliwe! Po prostu niemożliwe. Wansor mówi, że gwiazdy poruszają się po utartych szlakach na niebie jak…

— One są stałe! Są zawsze w tej samej pozycji!

— A ja a mówię, że to niemożliwe.

— Co jest niemożliwe? I przestańcie warczeć na siebie — powiedziała Sharra powracając z tacą wysoko załadowaną jedzeniem i z bukłakiem przerzuconym przez ramię. Podawszy Fiemurowi jedzenie, napełniła wszystkim czarki.

Piemur ryknął śmiechem, sięgając po żeberko.

— No, ja przynajmniej mam zamiar wysłać wiadomość do Wansora. Według mnie to cholernie dziwne zachowanie jak na gwiazdy!

Jakaś zmiana w bryzie obudziła Mistrza Harfiarza. Zair ćwierknął cichutko, zwinięty w kłębuszek na poduszkach koło ucha Robintona. Nad głową Harfiarza rozpięto daszek od słońca, ale ze snu wyrwał go ten duszny upał.

Tym razem nikt nie siedział na straży obok niego. To wytchnienie w nadzorze przyniosło mu zadowolenie. Wzruszała go troskliwość ich wszystkich, chociaż czasami wydawało mu się, że udusi się od ich usłużności. Powściągnął swoją niecierpliwość. Nie miał wyboru. Był zbyt zmęczony i słaby, żeby nie poddać się opiece. Dzień dzisiejszy musi być jeszcze jednym drobnym sygnałem ogólnej poprawy jego zdrowia: zostawili go samego. Rozkoszował się tą samotnością. Na wprost niego leniwie trzepotał kliwer; słyszał jak z tyłu… na rufie, poprawił się… główny żagiel również dudni w bezwietrznym powietrzu. Statek zdawały się popychać jedynie łagodnie przewalające się fale. Z ufryzowaną pianą na grzywach hipnotyzowały swoim rytmem — musiał ostro potrząsnąć głową, żeby przestać się im przyglądać. Podniósł wzrok nad wzburzone morze i jak zwykle dookoła nie zobaczył nic oprócz wody. Nie zobaczą lądu jeszcze przez kilka dni, jak wiedział, chociaż Mistrz Idaloran mówił, że posuwają się na południowy wschód z dobrą szybkością, od kiedy trafili na Wielki Prąd Południowy.

1 ... 81 82 83 84 85 86 87 88 89 ... 119
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)