Biały smok [The White Dragon - pl]
- Автор: Маккефри Энн
- Год: 1995
- Язык: польский
- Год: Amber
- ISBN: 83-7082-890-6
- Переводчик: Anna Wojtaszczyk
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Biały smok [The White Dragon - pl]». Краткое содержание книги:
Mistrz Rybacki był równie zadowolony z tej wyprawy, jak wszyscy, którzy brali w niej udział. Robinton parsknął z rozbawieniem. Wszyscy inni w oczywisty sposób odnosili korzyści z jego choroby.
No, no, zbeształ sam siebie, nie bądź zgorzkniały. Po co tyle czasu spędziłeś na szkoleniu Sebella, jeżeli nie po to, by umiał cię zastąpić, kiedy nadejdzie konieczność? Tylko, że, myślał Robinton, nigdy nie przypuszczałem, że to nastąpi. Przelotnie zastanowił się, czy Menolly wiernie przekazuje mu codzienne wiadomości od Sebella. Ona i Brekke mogły śmiało zmówić się, żeby ukrywać przed nim wszystkie problemy.
Zair pogładził go po policzku swoim delikatnym łebkiem. Był najlepszym wskaźnikiem nastroju, jaki człowiek mógł mieć. Malutki jaszczur ognisty orientował się w humorach ludzi otaczających Robintona z wyczuciem daleko wykraczającym poza jego własne, niemałe przecież zdolności, oceny emocjonalnego klimatu.
Żałował, że nie potrafi pozbyć się tej leniwej ospałości i skutecznie wykorzystać czasu w podróży — odrabiając zaległości w sprawach Cechu, komponując piosenki i rozmyślając nad różnorodnymi projektami, które przy natłoku zajęć, zeszły na plan dalszy. Ale Robinton nie miał żadnych aspiracji: okazało się, że sprawia mu to przyjemność, kiedy leży na pokładzie szybkiego statku Mistrza Idalorana i nic nie robi. Siostra Świtu, tak ją nazywał Mistrz Idaloran. Ładna nazwa. To mu coś przypomniało. Musi dziś wieczorem pożyczyć dalekowidz Rybaka. Było coś osobliwego w tych Siostrach Świtu. Widoczne były wyżej, niż powinny być na niebie, zarówno o świcie, jak i o zmierzchu. Ale one przede wszystkim pojawiały się na niebie o zachodzie słońca. Gwiazdy chyba nie powinny zachowywać się w ten sposób. Musi pamiętać, żeby napisać notkę do Wansora.
Poczuł, że Zair się poruszył, i usłyszał, jak z sympatią ćwierknął na powitanie, zanim dobiegły go ciche kroki. Zair w myśli pokazał mu Menolly.
— Nie podkradaj się do mnie — powiedział z większym rozdrażnieniem, niż było to jego zamiarem.
— Myślałam, że śpisz!
— Spałem. A cóż innego robię przez cały dzień? — Uśmiechnął się, żeby jego słowa nie wydawały się takie pełne rozdrażnienia.
Ku jego zdziwieniu uśmiechnęła się szeroko i zaproponowała mu czarkę soku owocowego lekko zaprawionego winem. Byli teraz mądrzejsi i nie proponowali mu już samego soku.
— Nastrój ci się poprawił.
— Mnie? Jestem zrzędzący jak Stary Wujek! Musicie do tej pory mieć już serdecznie dosyć moich dąsów.
Usiadła obok niego, kładąc dłoń na jego ręce.
— Tak się cieszę, że jesteś w stanie się dąsać — powiedziała.
Robinton był zaskoczony, widząc błysk łez w jej oczach.
— Moja droga dziewczyno… — zaczął, nakrywając jej rękę swoją.
Menolly położyła głowę na niskim tapczniku; twarz odwróciła w jego stronę. Zair zaćwierkał z zatroskaniem, jego oczy zaczęły krążyć szybciej. Piękna wybuchnęła nagle w powietrzu tuż nad głową Menolly i trajkotała, wtórując jej strapieniu. Robinton odstawił swoją czarkę i uniósł się na jednym łokciu, pochylając się z troską nad dziewczyną.
— Menolly, ja czuję się świetnie. Wstanę i już lada dzień zacznę się ruszać, tak mówi Brekke. — Harfiarz pogłaskał ją po włosach. — Nie płacz. Nie teraz!
— To głupio z mojej strony, wiem. Wracasz do zdrowia, a już my dopilnujemy, żebyś nigdy więcej się nie sforsował… Menolly niecierpliwie otarła oczy grzbietem dłoni i pociągnęła nosem.
Była to urocza, dziecinna czynność. Nagle wydała mu się tak podatna na zranienie, że Robintonowi załomotało serce od wstrząsu. Uśmiechnął się czule, odgarnął pasemka włosów z jej twarzy. Wziął ją pod brodę i pocałował w policzek. Poczuł, jak jej dłoń konwulsyjnie zacisnęła się na jego ramieniu, poczuł, jak wtula się w ten jego pocałunek, odwzajemniając go tak, że aż obie jaszczurki zaczęły powabnie nucić.
Może wywołała to reakcja ich przyjaciół, a może fakt, że sam był zaskoczony; Robinton zesztywniał, ale Menolly odwróciła się już od niego.
— Przepraszam — powiedziała z opuszczoną głową i przygarbionymi ramionami.
— I ja też, moja droga Menolly — powiedział Harfiarz tak łagodnie, jak tylko mógł. W tym momencie pożałował, że jest taki stary, a ona taka młoda, że tak bardzo ją kocha… a nigdy nie będzie mógł się z nią kochać… i że jego słabość spowodowała, iż dopuścił do siebie te wszystkie myśli. Menolly z powrotem odwróciła się do niego, z oczami płonącymi z emocji.
Podniósł rękę w górę, zobaczył nagły ból w jej oczach, kiedy leciutkie potrząśnięcie jego palców uprzedziło wszystko, co chciała powiedzieć. Westchnął, zamykając oczy przed bólem w jej kochających oczach. Nagle poczuł się wyczerpany tą wymianą myśli, która zajęła tylko chwilę. Równie niewiele, jak przy Naznaczeniu, pomyślał. Przypuszczał, że zawsze był świadom, jak niebezpiecznie ambiwalentne były jego uczucia do tej młodziutkiej, urodzonej w Morskiej Warowni dziewczyny, której wyjątkowe zdolności rozwijał. Co za ironia, żeby był tak słaby i dopuścił do siebie i do niej tę myśl w tak niezręcznym momencie. Tępy był, że nie zorientował się, jak intensywne i gorące uczucia żywi do niego Menolly. Ale przecież wydawała się zadowolona ze związku z Sebellem. Niewątpliwie byli do siebie głęboko przywiązani, i emocjonalnie, i fizycznie. Robinton zrobił wszystko, co leżało w jego mocy, żeby to zagwarantować. Sebell był tym synem, którego nigdy nie miał. Lepiej tak!
— Sebell… — zaczął i przerwał, kiedy poczuł, że jej palce na próbę zaciskają się na jego dłoni.
— Ciebie pierwszego kochałam, Mistrzu.
— Byłaś zawsze dla mnie moim drogim dzieckiem — powiedział, zmuszając się, by w to uwierzyć. Ścisnął energicznie jej palce, zabrał rękę i odpychając się łokciem od poduszek odzyskał swoją czarkę, pociągnął z niej długi łyk.
Potem mógł się już do niej uśmiechnąć, pomimo tkwiącego ciągle gdzieś w gardle tęsknego bólu za czymś, co się nigdy nie miało ziścić. Odpowiedziała uśmiechem na jego uśmiech.
Zair podleciał w górę i zniknął za daszkiem od słońca, chociaż Mistrz Robinton nie potrafił sobie wyobrazić, czemu nadejście Idarolana miałoby spłoszyć to stworzenie.
— A więc się obudziłeś. Wypocząłeś, mój przyjacielu? — zapytał Mistrz Rybak.
— Jesteś właśnie tym człowiekiem, którego chciałem zobaczyć. Mistrzu Idarolanie, czy zwróciłeś uwagę na te Siostry Świtu o zmierzchu? Czy też to może mój wzrok psuje się wraz z resztą mojej osoby?
— O, żadną miarą twoje oko nie jest przyćmione, dobry Robintonie. Wysłałem już wiadomość do Wansora w tej sprawie. Wyznam, że nigdy nie żeglowałem tak daleko na wschód po wodach Południa, więc nigdy wcześniej nie dostrzegłem tego zjawiska, ale jestem przekonany, że w położeniu tych trzech gwiazd jest coś osobliwego.
— Jeżeli otrzymam pozwolenie, żeby dziś wieczorem nie iść spać przez zmierzchem — Harfiarz spiorunował Menolly znaczącym spojrzeniem — to, czy będę mógł pożyczyć twój dalekowidz?
— Oczywiście, Robintonie. Wysoko będę sobie cenił twoje obserwacje. Wiem, że miałeś dużo więcej czasu, żeby studiować równania mistrza Wansora. Może wspólnie uda nam się rozeznać w tym ich kapryśnym zachowaniu.
18.
Warownia Nad Zatoczką w dzień przybycia Mistrza Robintona, 15.10.14
Przy takiej ilości rąk do pracy i zdolnych rzemieślnikach ukończenie Warowni Nad Zatoczką zajęło tylko jedenaście dni, chociaż kamieniarze trochę kręcili głowami nad takim pośpiechem przy suszeniu zaprawy. Następne trzy dni spędzili na urządzaniu wnętrza. Lessa, Manora, Silvina i Sharra długo się naradzały i po wielokrotnym przesuwaniu mebli doszły w końcu do skutecznego — chociaż nie wydajnego, jak powiedziała Jaxomowi Sharra z figlarnym uśmiechem — wykorzystania darów, które napływały ze wszystkich Warowni, Cechów i osad.