Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Biały smok [The White Dragon - pl]
Biały smok [The White Dragon - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Biały smok [The White Dragon - pl]

Электронная книга - «Biały smok [The White Dragon - pl]». Краткое содержание книги:

Perneńczycy mają problem — ich smoki się starzeją. Trwają więc dyskusje nad ochroną gatunku i w końcu zapada decyzja. Jeźdzcy wykradają jajo smoczycy Ramoth i umieszczają je w przeszlości, chcąc w ten sposób zapewnić sobie przetrwanie smoczego rodu. Nie wiedzą jednak, że podejmując się tego ryzykownego czynu, sprowadzają na siebie niebezpieczeństwo, które trudno było przewidzieć. W starciu z nowym problemem potrzebna będzie im i odwaga i spryt.
1 ... 80 81 82 83 84 85 86 87 88 ... 119
Перейти на страницу:

Folgując irytacji, jaką odczuwał, F’lar uderzył swoimi jeździeckimi rękawicami o stół.

— Wybacz mi proszę Władco Weyru, że się tu wdarłem, kiedy na pewno pragniesz odpoczynku — powiedział Sebell — ale jeżeli o tych pustych terenach na Południu pomyślał Lord Groghe, to inni pójdą w jego ślady. On sugerował, żeby cię o tym uprzedzić.

— Uprzedzić? — F’lar odgarnął kosmyk włosów z oczu i ponuro nalał sobie czarkę wina. Przypomniawszy sobie o nakazach gościnności, nalał wina również gościom.

— Panie, sprawa jeszcze nie wymknęła się spod kontroli.

— Całe hordy ludzi bez ziemi, którzy chcą wyroić się na Południe i sprawa nie wymknęła się spod kontroli?

— Muszą najpierw prosić Benden o pozwolenie!

F’lar właśnie przełykał wino i niemalże zakrztusił się ze zdumienia.

— Prosić Benden o pozwolenie? A to skąd się wzięło?

— To robota Mistrza Robintona — powiedział N’ton, uśmiechając się od ucha do ucha.

— Wybaczcie mi, ale chyba nie rozumiem, o czym mówicie — powiedział F’lar siadając. Otarł mokre od wina wargi. — Co ma wspólnego Mistrz Robinton, który jak mam nadzieję znajduje się bezpiecznie na morzu, z Lordem Groghe, Cormanem i kto wie kim jeszcze, którzy chcą ziemie na Południu dla swoich synów?

— Panie, wiesz, że Mistrz Harfiarz wysyłał mnie w przeróżne miejsca… na północ i na południe… na całym Pernie? Ostatnio miałem dwa ważne zadania do spełnienia, ważniejsze i wykraczające poza moje normalne obowiązki. Po pierwsze miałem zorientować się w nastawieniu wszystkich małych gospodarstw do ich zobowiązań w stosunku do Warowni i Weyru. A po drugie miałem umocnić w nich przekonanie, że wszyscy na całym Persie muszą liczyć się z Weyrem Benden!

F’lar zamrugał oczami, potrząsnął głową, jak gdyby chciał coś sobie w niej uporządkować i pochylił się do przodu ku Sebellowi.

— Mów dalej. To jest interesujące.

— Jedynie Weyr Benden potrafił docenić zmiany, jakie zaszły w Warowniach i Cechach podczas Długiej Przerwy, ponieważ jedynie Benden zmieniał się w czasie tych Obrotów. Ty jako Przywódca Bendenu ocaliłeś Pern od Nici, kiedy wszyscy inni byli przekonani, że one nigdy więcej już nie spadną. Ty także broniłeś swojego czasu przez ekscesami tych jeźdźców z przeszłości, którzy nie potrafili pogodzić się ze zmianami następującymi w Warowniach i Cechach. Stanąłeś po stronie Warowni i Cechów przeciw swoim własnym ludziom i wygnałeś tych, którzy nie liczyli się z twoim przywództwem.

— Hmm. Nigdy nie słyszałem, żeby ktoś to ujmował w taki sposób — powiedział F’lar.

Ku rozbawieniu N’tona Przywódca Weyru Benden zaczął się wiercić częściowo zażenowany, ale przede wszystkim zadowolony z podsumowania.

— I w ten sposób wstęp na Południe został zakazany!

— Dokładnie rzecz ujmując to nie zakazany — powiedział F’lar. — Ludzie Torika przez cały czas jeździli tam i z powrotem. — Skrzywił się na obecne następstwa takiej swobody.

— Oni udawali się na północ, to prawda, ale kupcy czy ktokolwiek inny jechali na Południe tylko za pozwoleniem Weyru Benden.

— Nie przypominam sobie, żebym coś takiego mówił w Warowni Telgar tego dnia, kiedy walczyłem z T’ronem! — F’lar usiłował sobie przypomnieć, co dokładnie wydarzyło się tamtego dnia oprócz wesela, bitki i Opadu Nici.

— Po prawdzie to nie powiedziałeś tego wyraźnie tymi słowy — odparł Sebell — ale prosiłeś o poparcie i otrzymałeś je od trzech innych Przywódców Weyrów i wszystkich Lordów Warowni i Mistrzów Cechów…

— A Mistrz Robinton zinterpretował to w ten sposób, że Benden wydaje wszelkie rozkazy dotyczące Kontynentu Południowego?

— Mniej więcej — przyznał Sebell z pewną ostrożnością.

— Nie żeby wyraźnie tymi słowy, co, Sebellu? — zapytał F’lar, doceniając na nowo przebiegły umysł harfiarza.

— Tak, panie. Wydawało się, że należy przyjąć właśnie taki tryb postępowania, uwzględniając twoje własne życzenie, żeby smoczym ludziom zagwarantować jakąś połać Kontynentu Południowego na następną Przerwę.

— Nie miałem pojęcia, że Mistrz Robinton tak sobie wziął do serca tę moją przypadkową uwagę.

— Mistrzowi Robintonowi zawsze leżało na sercu dobro Weyrów.

F’lar ponuro pomyślał o tym bolesnym oziębieniu stosunków po interwencji Harfiarza tamtego dnia, kiedy ukradziono jajo. Ale znowu, chociaż w danym momencie tak się nie wydawało, Harfiarz działał w najlepszym interesie Pernu. Jeżeli Lessa by ziściła swój zamiar i poszczuła Północne smoki na te biedne, stare bestie z Południa…

— Dużo zawdzięczamy Mistrzowi Harfiarzowi.

— Bez Weyrów… — Sebell szeroko rozłożył ręce na znak, że nie ma innego wyjścia.

— Nie wszystkie Warownie zgodziłyby się z tym — powiedział F’lar. — Wciąż jeszcze pokutuje idea, że Weyry nie niszczą Czerwonej Gwiazdy, ponieważ koniec Nici oznaczałby koniec ich dominacji na Pernie. Czy może Mistrz Robinton sprytnie i tę ideę zmienił?

— Mistrz Robinton nie musiał tego robić — powiedział Sebell, szczerząc zęby. — A przynajmniej nie po tym, jak F’nor i Canth próbowali polecieć na Czerwoną Gwiazdę. Teraz panuje przekonanie, że smoczy jeźdźcy muszę latać, kiedy Nici są na niebie.

— A czy nie jest powszechnie wiadomo — F’lar próbował nie okazywać głosem pogardy — że Południowcy rzadko kiedy wyruszają przeciw Niciom?

— To, jak słusznie uważasz, jest teraz wiadome. Ale, panie, wydaje mi się, że nie doceniasz w wystarczającym stopniu tego, że zupełnie czymś innym jest myślenie o braku schronienia podczas Opadu, a przeżycie tego.

— Ty przez to przeszedłeś? — zapytał F’lar.

— Tak. — Sebell miał poważny wyraz twarzy. — Ponad wszystko inne wolałbym znaleźć się w jakiejś Warowni. — Wzruszył ramionami. — Wiem, że to kwestia zmiany nawyków z moich młodych lat, ale zdecydowanie w czasie Opadu wolę przebywać w jakimś schronieniu. A dla mnie będzie to zawsze oznaczało obronę przez smoki!

— Tak więc po rozpatrzeniu sprawy do końca, problem Kontynentu Południowego wrócił do mnie.

— Jaki mamy znowu problem z Południowym? — zapytała Lessa, wchodząc właśnie w tej chwili do Weyru. — Wydawało mi się, że dla wszystkich jest jasne, iż to my mamy pierwszeństwo do Południowego!

— To — zachichotał F’lar — wydaje się nie podlegać dyskusji. Wcale. Dzięki dobremu Mistrzowi Robintonowi.

— W takim razie, w tym problem? — Skinęła głową Sebellowi i N’tonowi na powitanie, a potem w oczekiwaniu na odpowiedź popatrzyła surowo na swego partnera.

— W tym, którą część Kontynentu Południowego otworzymy dla młodszych synów północy, którzy nie mają ziemi, zanim staną się problemem. Corman rozmawiał ze mną po Opadzie.

— Widziałam, jak rozmawialiście. Szczerze mówiąc zastanawiałam się, kiedy wypłynie ten temat, skoro musieliśmy się znowu wtrącić do Władców z przeszłości. — Lessy poluzowała swój pas do jazdy i westchnęła. — Żałuję, że tak niewiele wiem. Czy ten Jaxom nic tam nie robi nad tą zatoczką?

Sebell wyciągnął gruby Pakiet ze swojej tuniki.

— Robi i nie tylko on. Może to cię uspokoi, Lesso.

Z triumfującą miną Sebell rozwinął starannie połączone ze sobą arkusze dużej mapy, której pewne fragmenty byty białe. Wyraźnie zarysowana linia brzegowa miejscami rozszerzała się w głąb lądu przy pomocy pokolorowanych i zacieniowanych obszarów. Na marginesach znajdowały się daty i imiona tych, którzy badali poszczególne połacie terenu. Kciuk ziemi wyciągnięty w kierunku Przylądki Neratu był całkowicie wypełniony i dobrze znany Przywódcom Weyru Południowego i Warowni. Po obydwu stronach tego punktu orientacyjnego rozciągał się niewiarygodnie wielki łuk, ograniczony na zachodzie przez szkic wielkiego, piaszczystego pustkowia po obu stronach olbrzymiej zatoki. Na wschodzie, jeszcze nawet dalej od kciuka południowego, ciągnęła się dłuższa linia brzegowa, opadająca ostro na południe; w jej najbardziej na wschód wysuniętym punkcie przerwana była przez rysunek wysokiej, symetrycznej góry i małej, oznaczonej gwiazdkami, zatoki.

1 ... 80 81 82 83 84 85 86 87 88 ... 119
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)