Wielobarwny kraj [The Many-Colored Land - pl]
- Автор: Мэй Джулиан
- Год: 1994
- Язык: польский
- Год: Alfa-Wero
- ISBN: 83-7001-781-9
- Переводчик: Juliusz W. Garztecki
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Wielobarwny kraj [The Many-Colored Land - pl]». Краткое содержание книги:
— Czy nie moglibyśmy podróżować głównie za dnia? — zaproponował Ryszard. — Metafunkcje Madame Guderian ostrzegą nas przed wrogimi Firvulagami.
Starsza pani zbliżyła się do nich z wyrazem głębokiego zatroskania na twarzy.
— Niepokoją mnie nie tyle les Criards, co sam Sugoll. Bez jego pomocy nigdy możemy nie znaleźć na czas Dunaju. Ale jeśli Fitharn nie będzie nam towarzyszył, Sugoll może mieć poczucie, że zignorowanie królewskiego polecenia przejdzie mu bezkarnie. I jest jeszcze coś bardzo niepokojącego… Marta. Szok wywołał u niej krwotok. Tanowie zmusili ją do urodzenia czworga dzieci w krótkich odstępach czasu i jej kobiece narządy…
— Och, na litość boską — przerwała Madame niecierpliwie Felicja. — Jeśli odpocznie, wyjdzie z tego. A z Sugollem zaryzykujemy.
— Marta jest bardzo osłabiona — upierała się starsza pani. — Nim się jej polepszy, przyjdzie kryzys. Tak już wcześniej bywało. Lepiej by było, żeby wróciła z Peo i Fitharnem.
Ryszard miał wątpliwości.
— Przecież teraz, gdy nie mamy już Stefanka, ona jest naszym jedynym technikiem. Jeśli mi nie pomoże, to tylko Bóg wie, ile czasu spędzę na zorientowaniu się w układzie obwodów tego nieziemskiego samolotu. A jeżeli będzie trzeba jeszcze popracować nad pukawką, to szkoda snów.
— Można odłożyć wyprawę — powiedział Fitharn.
— To znaczy czekać cały rok! — wybuchła Felicja.
— Nie zgadzam się! Sama zdobędę tę przeklętą Włócznię!
Marta zawołała do nich spod cyprysów:
— Nie możemy odkładać poszukiwań, Madamel Nie wiadomo, co się może zdarzyć w ciągu roku. Za dzień, dwa będę zdrowa. Jeśli ktoś mi troszeczkę pomoże, jestem pewna, że będę mogła iść dalej.
— Może z jednego z tapczanów zmajstrujemy nosze? — zaproponował Klaudiusz.
Felicja poweselała.
— A przez trudniejsze miejsca mogę ją przenieść na plecach. Marta ma absolutnie słuszność, że nie możemy zwlekać. Nie wiadomo, co się może zdarzyć.
— Wskazała wzrokiem na Firvulaga przyglądającego się jej z ironiczną obojętnością. — Grobowiec Statku mogą przed nami odnaleźć inni.
— Najmądrzej byłoby zawrócić — powiedział Fitharn. — Niemniej decyzja należy do Madame.
— Dieu me secourait — mruknęła starsza pani.
— Jedno z nas już oddało życie. — Wolno podeszła kilka kroków do zawiniętego w mylar ciała na ścieżce. — Gdybyśmy mogłi spytać, jakie jest jego zdanie, wiemy bardzo dobrze, co by odpowiedział.
Na resztę dnia schowali się w gęstym zagajniku cypryśnikow błotnych tuż przy zachodnim brzegu Renu. Sękate, nisko nad ziemią rosnące gałęzie stanowiły wygodne miejsca do siedzenia. Zasłonięci przez festony porostów i kwitnących epifitów mogli spokojnie obserwować ruch na rzece, a równocześnie być bezpieczni od krokodyli, dinotherii i innych potencjalnie groźnych dzikich zwierząt, od których roiło się w dolinie.
Gdy słońce podniosło się wyżej, zrobiło się bardzo gorąco. Wyżywienie nie stanowiło problemu, gdyż okolica obfitowała w żółwie, których mięso można było upiec termowiązkami. Rosły także palmy o jadalnych rdzeniach oraz winoroślą o słodkich jak miód winogronach wielkości piłek golfowych, skłaniających Ryszarda do pełnych zachwytu rozważań enologicznych. Ale w miarę zbliżania się popołudnia znużenie i reakcja na gwałtowne wypadki świtu spowodowały, że młodsi członkowie wyprawy zaczęli drzemać. Ryszard, Felicja i Marta zdjęli większość swej odzieży, przywiązali się do górnych konarów wielkiego drzewa i zasnęli. Na warcie pozostali Klaudiusz i Madame. Siedzieli na niższych gałęziach i obserwowali wielką rzekę. Obok ich miejsca ukrycia spłynęło z prądem tylko kilka barek towarowych z zaopatrzeniem z plantacji. Samo Finiah leżało o jakieś dwadzieścia kilometrów w kierunku północnym na przeciwległym brzegu, gdzie krótka Rajska Rzeka wypływała z głębokiego przełomu, niemal rozcinającego masyw Czarnego Lasu.
— Później — zwróciła się do Klaudiusza Madame — gdy zrobi się ciemno, na północnym nieboskłonie będzie widać światła Finiah. Miasto jest usytuowane na cyplu wcinającym się w Ren. Nie jest duże, ale to najstarsze z osiedli Tanów i dlatego iluminują je z wielką pompą.
— Czemu wyemigrowali z tego rejonu na południe? — zapytał Klaudiusz. — Jak mi mówiono, większość tańskich miast leży w okolicach Morza Śródziemnego, natomiast kraj północny w większości zostawiono Firvulagom.
— Gustom Tanów bardziej odpowiada ciepły klimat. Przypuszczam, że podział terytorialny między obie grupy odpowiada starożytnym wzorom, być może leżącym u podstaw pochodzenia tej dymorficznej rasy. Można sobie wyobrazić planetę o wyjątkowo nieregularnym ukształtowaniu pionowym, na której wyewoluowały formy życia górskie i nizinne, być może współzależne, ale antagonistyczne. Kiedy nadszedł okres wysoko rozwiniętej cywilizacji i na koniec migracji gatunku na inne planety ich galaktyki, te stare napięcia mogły ulec sublimacji. Ale wynikałoby z tego, że geny Tanów i Firvulagow nigdy nie zmieszały się całkowicie. W dziejach tego ludu od czasu do czasu odżywała dawna rywalizacja.
— Dysponująca zaś wysoko rozwiniętą techniką większość tępiła takie objawy — rzekł Klaudiusz.
— Aż do czasu, kiedy jedna grupa z uwstecznionymi rysami barbarzyństwa znalazła doskonałe schronenie, zamiast doczekać się zwykłego żałosnego końca.
Madame skinęła potakująco głową.
— Nasza plioceńska Ziemia była dla tych uchodźców idealnym miejscem… Ale, o ironio losu, równie żałośni przedstawiciele ludzkości także pragnęli się na niej osiedlić. — Wskazała barkę pneumatyczną płynącą po rzece. — Oto jeden za skutków pojawienia się ludzi. Nim to nastąpiło, Tanowie mieli tylko zwykłe drewniane tratwy. Ponieważ nie lubią wody, ruch na rzekach był niewielki. Kierowali własnymi plantacjami, a nawet uczciwie pracowali, ponieważ nie było wielu niewolników-ramów. Obroże dla małpek początkowo wytwarzano ręcznie, tak samo jak złote naszyjniki.
— Czy to znaczy, że ludzkie umiejętności umożliwiły masową produkcję?
— Jeśli idzie o obroże dla małp, to tak. A cały system srebrnych i szarych, z podłączeniem ich do złotych obręczy tańskich władców, został opracowany przez uchodźcę z naszej Ziemi, pewnego psycho-biologa. Uczynili go półbogiem. Do tej pory mieszka w Muriach jako Sebi-Gomnol Lord Zniewalacz! Ale ja go pamiętam jako wynędzniałego, nienawidzącego samego siebie człowieczka, który przed czterdziestu laty przybył do mojej gospody. Nazywał się wówczas Eusebio Gomez-Nolan.
— A więc za to niewolnicze społeczeństwo odpowiedzialna jest istota ludzka?… Dobry Boże! Dlaczego gdziekolwiek się wybierzemy, musimy wszystko spieprzyć?
Madame parsknęła gorzkim śmiechem. Z włosami nastroszonymi koło uszu i nad czołem wyglądała na najwyższej czterdzieści pięć lat.
— Gomnol nie jest jedynym zdrajcą naszej rasy. Był takim również turecki cyrkowiec, jeden z moich pierwszych klientów, nazwiskiem Iskender Karabekir. Jego największym marzeniem, jak mi wyznał, było wytresowanie tygrysów szablozębnych. Ale odkryłam, że w tym świecie Wygnania poświęcił się udomowieniu chalików, helladotherii i amficjonów, co miało kluczowe znaczenie dla umożliwienia dominacji Tanów w społeczeństwie. Dawniej Polowanie i Wielka Bitwa była walkami toczonymi przez Tanów i Firvulagow pieszo. Siły mieli wyrównane, bo to, czego Firvulagom brakowało w zakresie umiejętności stosowania podstępów i skomplikowanych metafunkcji, wyrównywali liczebnością i większą odpornością fizyczną. Ale tańskie Polowanie na wierzchowcach to zupełnie inna sprawa. Natomiast Wielka Bitwa z Tanami i obrazowanymi ludzkimi wojownikami na chalikach przeciw pieszym Firvulagom zmieniła się w doroczną masakrę. Klaudiusz pogłaskał się po podbródku.