Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Wielobarwny kraj [The Many-Colored Land - pl]
Wielobarwny kraj [The Many-Colored Land - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wielobarwny kraj [The Many-Colored Land - pl]

Электронная книга - «Wielobarwny kraj [The Many-Colored Land - pl]». Краткое содержание книги:

Środowisko Galaktyczne XXI wieku, zamieszkiwane przez uporządkowane i pokojowe międzygwiezdne społeczeństwo, nie było stosownym miejscem dla nieuleczalnych awanturników, ukrytych psychotyków czy bezwzględnych oszustów. Tak więc gdy na Ziemi odkryto jednokierunkowy tunel czasowy prowadzący w przeszłość odległą o sześć milionów lat, niedostosowani społecznie — zgłodniali przygód, romantyki nieznanego ludzie — zapragnęli życia wolnego od dławiących praw Środowiska. Każdy z nich poszukiwał szczęścia takiego, jakie sobie wyobrażał. Ale kto mógłby przewidzieć, co ich tam czeka
1 ... 81 82 83 84 85 86 87 88 89 ... 116
Перейти на страницу:

Marta zawodziła powtarzając bez przerwy to słowo nad rozszarpanym ciałem Stefanka, leżącym pośrodku ścieżki prowadzącej przez bagna. Po obu stronach w kałużach brązowej wody sterczały cyprysy. W smugach porannego słońca padających między drzewami tańczyły chmary komarów i polujących na nie purpurowych ważek. Rak wielkości langusty, zapewne zwabiony spływającą do wody krwią, wdrapywał się powoli na niski nasyp, po którym naturalna ścieżka biegła przez rozlewiska Renu. Peopeo Moxmox Burke siedział oparty o omszały pień i stękał; Klaudiusz i Madame Guderian rozcinali jego irchową koszulę i jedną z nogawic spodni.

— Róg chyba tylko musnął twe żebra, mon petit peau-rouge. Jednak trzeba będzie to zszyć. Klaudiuszu, daj mu narkozę.

— Zajmijcie się Steffim — błagał Wódz przez zaciśnięte zęby.

Klaudiusz tylko potrząsnął głową. Wyjął minidozownik z apteczki przygotowanej dla nich przez Amerie i przycisnął go do skroni Burkego.

— O Boże, już lepiej — powiedział Burkę. — Co z nogą? Czułem, jak zęby tego sukinsyna, wbijają mi się do kości.

— Łydkę masz porwaną na strzępy — odparł Klaudiusz. I mogę się założyć, że jego kły były kompletnie zakażone. Nie ma sposobu, Peo, żebyśmy cię tu wylatali. Jedyną twoją szansą jest fachowa pomoc lekarska Amerie.

Burkę zaklął pod nosem i oparł swą potężną szpakowatą głowę o pień cyprysu i zamknął oczy.

— Moja wina. Głupi schmuck… Myślałem tylko o zacieraniu naszego tropu i dlatego wybrałem przejście przez tę kępę śmierdzących dzbaneczników. Rozglądałem się, czy nie ma znaków po dinotheriach, śladów psodźwiedzi… i wpadliśmy w zasadzkę cholernego wieprza!

— Cicho, dziecko — rozkazała Madame. — Przeszkadzasz mi w fastrygowaniu.

— To nie był zwyczajny dzik — powiedział Klaudiusz. Zasypał ranę Wodza antybiotykiem i opatrzył ją porofolią. Dekamolowe łubki były już nadmuchane i gotowe do umocowania. — Myślę, że bestia, która cię tak urządziła, to nic innego jak Kubanochoerus, olbrzymi, jednozęby dzik kaukaski. Uważano, że w pliocenie już wymarł.

— Ha! Powiedz to temu biednemu fajgele Steffiemu.

Odezwała się Madame:

— Skończę opatrywać Pea, Klaudiuszu. Zajmij się Martą.

Paleontolog podszedł do histeryzującej kobiety; przyglądał się przez chwilę jej nieskoordynowanym ruchom i błędnym oczom i zdecydował, co trzeba zrobić. Chwycił ją za rękę i brutalnie poderwał na nogi.

— Zamknij no się, dziewczyno! Twoje głupie wrzaski ściągną na nas żołnierzy! Czy tego chciałby Steffi?

Ze zdumienia i oburzenia Marcie zaparło dech w piersiach. Zamachnęła się, by spoliczkować starszego pana.

— Skąd wiesz, czego by chciał Steffi? Nie znałeś go! Ale ja znałam! Był to człowiek łagodny, dobry i opiekował się mną, gdy moje cholerne flaki… gdy byłam chora. A teraz popatrz na niego. Popatrz na niego! — Jej zniszczona, a kiedyś piękna twarz skrzywiła się w nowym ataku szlochu. Nagła wściekłość na Klaudiusza rozwiała się, podniesiona ręka opadła bezwładnie. — Steffi, ach Steffi — szepnęła Marta i przytuliła się do krzepkiego starca. — Szedł obok i uśmiechał się do mnie przez ramię, a za chwilę…

Szary potwór wypadł na nich bez ostrzeżenia z gęstej kępy trzcin i zaatakował środek szeregu wędrowców. Wyrzucił Stefanka w powietrze, a potem zaczął go wściekle gryźć. Gdy Peo wyciągnął maczetę, by odpędzić bydlę od straszliwej uczty, dzik zaszarżował na niego. Fitharn wybuchł pozornym płomieniem i wystraszył dzika ze ścieżki na płytkie bagno. Felicja i Ryszard podążyli za nimi z naciągniętymi łukami, pozostawiając innym ratowanie rannych. Ale dla Stefanka nie było już ratunku.

Klaudiusz potrzymał w ramionach drżącą Martę, po czym rąbkiem swej koszuli safari otarł jej płynące strumieniem łzy. Zaprowadził ją do porośniętego mchem zagłębienia, gdzie Madame opatrywała Burkego, i posadził na ziemi. Skórzane spodnie na kolanach miała poplamione krwią i błotem, a ponadto wokół obu kostek jej nóg były widoczne jasnoczerwone plamy.

— Jej także należałoby się przyjrzeć, Madame — rzekł Klaudiusz. — Ja się zajmę Steffim.

Wyjął ze swego plecaka mylarowy koc i podszedł do ciała; starał się opanować wściekłość i odrazę. Znał Stefanka tylko trzy dni, ale jego sprawność, gotowość niesienia pomocy i ciepło okazywane innym sprawiły, że podczas wędrówki z Wysokiego Vrazelu do doliny Renu był przemiłym towarzyszem podróży. Jedyne, co teraz Klaudiusz mógł dla niego zrobić, to przywrócić jego wykrzywionej w konwulsjach twarzy zwykły spokojny wyraz. Steffi chłopcze, nie potrzebujesz już mieć tak zaskoczonej miny. Teraz się odpręż i odpocznij. Odpocznij w pokoju.

Poszarpane wnętrzności opadła horda much i z leniwą niechęcią uniosła się, gdy Klaudiusz przesunął ciało Stefanka na metaliczny arkusz. Zespawał w zamknięty worek brzegi mylaru termowiązką ze swego zasilacza. Praca była na ukończeniu kiedy Fitharn, Ryszard i Felicja z chlupotem powrócili z dżungli.

Felicja uniosła kanciasty żółtawy przedmiot, podobny do marszpikla z kości słoniowej.

— Wykończyliśmy skurwiela, choć nie na wiele się to przyda.

Ryszard ze zgrozą potrząsał głową.

— Świnia wielkości cholernej krowy! Musiała ważyć z osiemset kilo. Gdy Kulas wpędził ją w krzaki, trzeba było aż pięciu strzał, by z nią skończyć. Ciągle nie mogę zrozumieć, jak coś tej wielkości mogło się niepostrzeżenie do nas podkraść.

— To inteligentne diabły — mruknął Fitharn.

— Musiał iść za nami pod wiatr. Gdybym miał choć trochę oleju w głowie, to bym go wyczuł. Ale myślałem o tym, że musimy się pośpieszyć, by przebyć rzekę, nim podniesie się poranna mgła.

— No i uwięźliśmy tu i teraz w pełnym świetle dnia — rzekła Felicja. Podniosła jeszcze wyżej łowieckie trofeum. — Ten typunio nam to zapewnił.

— Co teraz? — zapytał Ryszard.

Felicja wyjęła strzały z magazynka swego sprzężonego łuku i uklękła, żeby opłukać zakrwawione szkliste groty w wodzie obok ścieżki.

— Musimy się ukryć po tej stronie dróżki aż do zachodu słońca i wtedy przekroczymy rzekę. Dziś w nocy będzie prawie pełnia. Chyba zdążymy przejść przez wąski pas doliny na wschodnim brzegu w parę godzin. Na resztę nocy rozbijemy obóz wśród skał u stóp skarpy Czarnego Lasu.

Firvulag wykrzyknął:

— Chyba nie zamierzasz kontynuować podróży?! Spojrzała na niego wyzywająco.

— Ty chyba nie zamierzasz zawrócić? Odezwał się Klaudiusz:

— Steffi nie żyje. Peo jest w bardzo złym stanie. Jedno z nas musi go zabrać z powrotem do Amerie, inaczej straci nogę… albo jeszcze gorzej.

— Zostaje nas jeszcze pięcioro — rzekła Felicja i zmarszczyła brwi; zaczęła postukiwać rogiem dzika w udo odziane w kozłową skórę. — Kulas może wracać z Wodzem. Po drodze pomoże mu jego naród. Ale nim odejdziesz — zwróciła się do małego człowie– czka — powiedz nam, jak się dostać do fortecy tego typa Sugolla.

— To nie będzie łatwe. — Firvulag pokiwał głową. — Czarny Las jest o wiele dzikszy od Wogezów. Sugoll mieszka na górze na północno-wschodnim stoku Feldbergu, gdzie Rajska Rzeka wypływa ze śnieżnych pól. Zły kraj.

— Tanowie nie będą nas szukać po tamtej stronie Renu — powiedziała. — Gdy go przekroczymy, chyba nie będziemy musieli się już martwić żadnymi patrolami w szarych obrożach.

— Ale są jeszcze Wyjce — rzekł Fitharn. — A w nocy Polowanie. Powietrzne, jeśli kieruje nim Velteyn. Jeżeli Polowanie wytropi was na otwartym terenie, jesteście skończeni.

1 ... 81 82 83 84 85 86 87 88 89 ... 116
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)